Informacja

Informacja

Jeśli, drogi Internauto/droga Internautko, trafiłeś/aś tu przypadkiem i nie za bardzo wiesz, gdzie jesteś, to zajrzyj do działu “O stronie”, a wiele powinno Ci się rozjaśnić. :)

Jeśli natomiast wiesz gdzie jesteś, ale nie wiesz od czego zacząć, to możesz zajrzeć do Spisu treści. Możesz też przeglądać teksty na podstawie tagów (tylko pierwszy rozdział dłuższych fanfików jest tagowany) lub kategorie (podkategorie grupują fanfiki wielorozdziałowe, aby nie trzeba było po archiwum gonić za kolejnymi częściami).

Zapraszamy do czytania i komentowania :)

Wszelkie inne pytania i uwagi najlepiej wpisywać w komentarzach do tej wiadomości.

Miłego czytania.

———————————————————————————-

JAK “AXIS POWERS HETALIA” NALEŻY DO H.HIMAIURY TAK RESZTA PRZEDSTAWIONYCH TU PRAC NALEŻY DO AUTOREK STRONY, CHYBA ŻE NAPISANO INACZEJ.  ZAWARTOŚĆ  STRONY MALUMNECESSARIUM.WORDPRESS.COM PODLEGA OCHRONIE PRAW AUTORSKICH. AUTORKI NIE ŻYCZĄ SOBIE, ABY WYKORZYSTYWAĆ ICH PRACĘ W JAKIEJKOLWIEK FORMIE BEZ PODANIA ŹRÓDEŁ.
SZCZEGÓLNIE CHARAKTERYSTYKI OPUBLIKOWANE NA STRONIE NIE SĄ OFICJALNE I NALEŻĄ DO AUTOREK. NIE WOLNO ICH KOPIOWAĆ I UŻYWAĆ BEZ PODANIA ŹRÓDEŁ.

Czarne słońce

Czarne słońce

Występują:

Kanoniczne:
Prusy Książęce — Gilbert Beilschmidt
Królestwo Polskie — Feliks Łukasiewicz
Cesarstwo Austrii — Roderich Edelstein
Królestwo Węgier — Erzsébet Hadevary

OC:
- moje
Elektorat Brandenburgii — Albrecht Jentsch
Elektorat Saksonii — Johanna Wärzner
Elektorat Bawarii — Sebastian Schilke(choć ten pan niby lekko kanoniczny, ale jeden szkic to…)

- Noxi
Królestwo Czech – Josef Havel
Górne Węgry – Michaela Macháčková

- Kayleigh90
Województwo ruskie — Julia Łukasiewicz(pisana tu przeze mnie na podstawie jej zachowań z fanfika Kay “Historia Galicji“; głównie rozdziały 9 – 12)

 

 

Czarne słońce

 

 

Ø

 

Wiosna 1654

 

— Gilbercie!
Głos sekretarza wydał się tym głośniejszy, że było jeszcze wcześnie i królewiecki zamek nie zdążył się na dobre obudzić. Wołany obejrzał się przez ramię, ale nie zatrzymał.
— Wiesz, gdzie mnie szukać! — odkrzyknął. — Na zamku nie zostanę!
Wypadł na dziedziniec, gdzie czekał już jego koń. Nerwowymi ruchami dopiął do siodła torbę zawierającą rzeczy, które wolał zabrać sam, a nie prosić kogoś innego o ich dowiezienie.
— Jestem do wszelkiej dyspozycji, ale nie tutaj — dodał, usłyszawszy ciężki oddech za sobą. — To ledwie godzina drogi od miasta.
— Ale —
— Do widzenia — Gilbert wszedł zagubionemu sekretarzowi w słowo.
Dosiadł konia, pożegnał mężczyznę skinieniem głowy i pognał przez bramę na plac i ku Pregole. Zwolnił dopiero, gdy przekroczył most łączący Knipawę z południowym brzegiem rzeki. Z wyspą i starym miastem za sobą czuł się lepiej. Jego myśli stały się bardziej przejrzyste i już wiedział, ilu rzeczy nie ma w podmiejskim dworze i będzie musiał prosić o ich dowiezienie, że będzie musiał napisać do sekretarza jakiś stek kłamstw i kłamstewek, aby go uspokoić i udobruchać. Nie potrzebował, aby urażony urzędnik rozsiał plotkę lub napisał donos. Na wszelki wypadek napisze również do Albrechta, a potem będzie musiał wysłać wiadomość na południe… Zacisnął mocniej dłonie i odetchnął głęboko.
— Po kolei — rozkazał sobie i skierował konia znajomą drogą na zachód.

Erzsébet wydała z siebie pełne poirytowania westchnięcie i sięgnęła po gruby szlafrok, porzucony na skrzyni w nogach łóżka. Wiosna! Szron na trawniku mówił jej co innego, ale zmełła komentarz i otuliła się mocniej ciepłym materiałem. Dopiero wtedy otworzyła drzwi prowadzące na niewielki balkon. Chłód poranka momentalnie ją przeszył i zadrżała. Dzień zaczął się już jakiś czas temu, ale słońce dopiero wychodziło ponad ścianę gór ogradzającą dolinę od wschodu. Jego promienie sięgały już najwyższych dachów w okolicy, ale na balkonie i poniżej niego panował cień.
— Michaela — syknęła na tyle głośno, aby w ogóle mogła mieć nadzieję, że stojąca dwa piętra niżej dziewczyna ją usłyszy. Przeczytaj resztę tego wpisu

Cienkie ściany

Cienkie ściany

Ograniczenie: 15+

Dla Żura i Vegs ♥

Światło w pokoju pochodziło z małej lampki nocnej ustawionej na stoliku w kącie. Zajmujące większość ściany, nieszczelne okno przesłonięte było zasłoną w kolorze starego złota. Feliks nie miał pojęcia, kto wpadł na pomysł sprzedawania takich zasłon do małych, krzywych mieszkanek klasy robotniczej. Wyglądały w nich jak marna próba nadania pokoikom splendoru wielkich pałaców. Patrz, ty też możesz mieć takie złote zasłony, co z tego, że nie będą ci pasowały i dadzą się opisać jednym słowem: tandetne. Jednak nie narzekał na nie głośno. Cieszył się, że w ogóle je miał i mógł się mamić pozorem prywatności. Nie tak jak sąsiedzi z bloku na wprost, którzy mieli tylko króciutkie firaneczki i Feliks bez trudu był w stanie zajrzeć im w talerze z obiadem. Przekrzywił klosz lampki tak, aby świeciła bardziej na ścianę.
— I co ja mam z tobą zrobić? — zapytał zmęczonym głosem człowieka, który najchętniej już by spał.
Iwan tylko spojrzał na niego podkrążonymi oczami. Wyglądał jak siedem nieszczęść skrzyżowane z siódmym dzieckiem stróża. Schudł, zarósł, wzrok miał rozbiegany, a ruchy nerwowe. Nawet nie dało się go drażnić, nazywając ruskim pierożkiem, bo nijak do pierożka nie był podobny. Chyba, że do takiego, który się rozkleił i cały farsz z niego wypłynął.
— Nie wiem — odezwał się w końcu zachrypniętym głosem. Przeczytaj resztę tego wpisu

Instytut Badań Czarów i Magii cz.4

Instytut Badań Czarów i Magii cz.4

Na Wydziale Komunikacji Międzyświatowej młodszy Beilschmidt zastał Kirklanda tulącego do siebie lazurową kulkę z frędzlami jak macki oraz Jonesa wygrażającego mu pięścią.
- Odłóż go, popieprzeńcu!
- Niedoczekanie twoje! Męczysz zwierzęta!
- To nie jest zwierzę! To Marsjanin! Rozmawiał ze mną!
- KIRK-LAND – powiedziała nosowo kulka z frędzlami. – Yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, UH-UM HEL-LO!
- To Marsjańskie zwierzę – rzekł nieco oszołomiony Kirkland, przyglądając się mackom.
Jones tak się oburzył, że chwycił arkebuz i wycelował w kolegę po fachu. Współkierownik Wydziału Stworów Magicznych zasłonił się Marsjaninem.
- Alfredzie F. Jonesie! – zagrzmiał Ludwig, postanowiwszy wkroczyć na scenę.
Kierownik Wydziału Komunikacji Międzyświatowej zamrugał zdziwiony.
- Szefie? O, jak dobrze, że szefa widzę! Widzi szefunio, co ta menda robi? Chciał uprowadzić mojego gościa!
- To jest stworzenie i ja żądam, żeby zapewnić mu godne warunki!
- LUD-WIG – ucieszyło się marsjańskie zwierzę – yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, UH-UM, HEL-LO.
Jones zrobił krok w kierunku Kirklanda. Przeczytaj resztę tego wpisu

Szpilki [cz. 3 - koniec]

Szpilki [cz. 3 - koniec]

— Tak, Josefie?
Pogłaskał mnie po włosach i uśmiechnął się szeroko. Nawet jego oczy się śmiały. Miałam ochotę go pocałować. Objąć mocno i przyciągnąć do siebie, ale zamiast tego jedynie zmrużyłam oczy. Miał rację, mówiąc w aucie, że dzikiego seksu nie będzie, zatem pozostawał flirt. Opcja, że zaraz przypomnimy sobie, iż już nie jesteśmy małżeństwem i wykaraskamy się z łóżka, żeby zasiąść na krzesełkach w salonie i prowadzić dysputy o polityce, pogodzie, chorobach i robotach drogowych w ogóle nie miała racji bytu.
— Joszko… To wejdziesz pod kołdrę czy będziesz tak nade mną wisiał? Nie żeby mi to wadziło. Masz ładne oczy, wiesz?
Ostrożnie położył się na mnie. Wielki czeski miś na wątłej Słowaczce, ale nie było mi niewygodnie. Kolejna sztuczka, którą opanowaliśmy dawno temu.
— Masz takie same, wiesz? — powiedział mi niemal do ucha, a ja słyszałam, że prawie się śmieje.
— Co nijak nie zmienia faktu, że masz bardzo ładne prawda? — odpowiedziałam z równym rozbawianiem. — I ty masz chyba nieco wyraźniejsze te takie jakby żyłki na tęczówce. Moje są o pół tonu jaśniejsze od tęczówki, a twoje o cały ton. A Feliks ma chyba najjaśniejsze.
— Kobieca gama kolorów — roześmiał się spokojnie. Przeczytaj resztę tego wpisu

Szpilki [cz. 2]

Szpilki [cz. 2]

— Cały ty — roześmiałam się bez złych intencji. — Picie w piżamkach w łóżku bardzo mi się podoba.
— Mnie by się bardziej podobało bez piżamek — odpowiedział.
Zaczęłam się śmiać. Zabrzmiał tak żałośnie jak wcześniej, kiedy gdybał o tym, że może trzeba było iść do kina. Jakby mi moja kostka pozwalała, to nachyliłabym się wtedy ku niemu i pocałowała w policzek. Niestety Joszkowa skoda była bajecznie duża i taki manewr wymagał ode mnie lekkiego przesunięcia nieszczęsnej nogi, a właśnie tak ją ułożyłam, że nawet na przejazdach przez torowiska siedziała cicho. Musiałam zadowolić się czułym pogłaskaniem zarośniętego policzka. Lubiłam, gdy miał brodę. Bez niej wyglądał jakoś tak nie do końca poważnie i wręcz nie czesko. Josef z brodą i mówiący o piciu wina bez piżamek w jego sypialni był kwintesencją Josefa, dla którego tu przyjechałam. Bo przecież mogłam pojechać sobie w Tatry, a nie rwać do dalekiej Pragi.
— Ja na razie myślę, jak zdejmę podziurawione rajstopy… — westchnęłam, ściągając nas oboje z progu krainy fantazji do świata brutalnej rzeczywistości i aż źle się z tym poczułam.
— Rozetniemy… — stwierdził beznamiętnie, poczym dodał już bardziej obecnym tonem — a spuchła bardzo? Zaraz będziemy.
— Nie spuchła, tylko ruszanie nią tak nieco mi nie w smak — stwierdziłam oczywistość.
— Złamana…
— Kostki nie da się złamać — zaprotestowałam stanowczo. — A piszczel i to drugie mam całe. Wiem jak to boli, gdy są złamane. Przeczytaj resztę tego wpisu

Szpilki [cz. 1]

Szpilki [cz. 1]

 

– Kobieto, jedziemy na pogotowie!
Spojrzałam na Josefa spode łba, ale nic nie powiedziałam. Dalej wytrwale kuśtykałam w stronę zaparkowanego przed teatrem auta. Krok, krok, krok, wcale mnie nie boli kosta, wcale…
–Nikt normalny nie wygiąłby tej nogi w taki sposób! Poszły ci ścięgna jak nic. Zabijesz się kiedyś w tych szpilkach!
– Chciałbyś– mruknęłam i prawie zawyłam z bólu, gdy czubek obcasa minimalnie zahaczył o wystający kawałek bruku. – I tylko naciągnęłam czy coś – dodałam, kiedy pulsowanie w kostce nieco zelżało.
– A ten ułamany obcas to tak o!
Pomachał mi kawałkiem buta przed oczami, jakbym nie wiedziała, że zniszczyłam but. Przecież ciągle miałam resztkę tego czółenka na nodze i asymetria wysokości obcasów nie ułatwiała chodzenia. W sumie pewnie łatwiej by się szło, jakbym w ogóle zdjęła buty albo przynajmniej ten, który upadek przetrwał nietknięty.
– To się buta, a nie mnie pytaj – wydałam z siebie pełne zniechęcenia mrukniecie, jednocześnie rozważając, czy jestem w stanie zzuć czółenko z lewej stopy, nie obciążając przy tym prawej kostki… Odpuściłam. Bez podparcia nie było szans, a najbliższym było auto. Bez sensu.– Poza tym od ciebie je dostałam – dodałam zrezygnowana i poniewczasie zorientowałam się, że oto właśnie wrzuciłam petardę do ogniska. Przeczytaj resztę tego wpisu

Instytut Badań Czarów i Magii cz.3

Instytut Badań Czarów i Magii cz.3

Ludwig życzył im powodzenia z bandikutem i ostrożnie otworzył drzwi. Wyszedł na szóstym piętrze, tuż koło Biura Pośrednictwa okazjonalnie przekształcanego w Koło Strzeleckie.
Zajrzał do środka i zauważył wyjątkowo zdenerwowaną Lokapalę. Siedziała w poczekalni. Na drzwiach Biura Pośrednictwa widniała przyklejona taśmą kartka z napisem: ZARAZ WRACAM. Przeczytaj resztę tego wpisu