Zjazd rodzinny raz proszę

Raz. Czas i odległości są mocno umowne. Wybaczcie, upchnęłam to wszystko w jednym dniu, mimo że to niemożliwe (sama podróż z Litwy na Ukrainę trwa sporo…). Rozwlekanie się czasowo zabiłoby ducha tego fica. Wolałam pozostać w bezpiecznej względności.

Dwa: Fic podejmuje tematykę rodzinną i jest raczej nastawiony na komedię (nie mylić z parodią). Stosunki między Hetaliowymi uosobieniami państw są nieraz napięte (polityka), ale gdzieś w tym wszystkim nadal jest jakieś poczucie solidaryzmu i  wielkie pokłady rodzinnych uczuć (ludzie).

Ostrzeżenia: Przekleństwa. Niepoprawność polityczna. Dużo historii i kultury.

ZJAZD RODZINNY RAZ PROSZĘ

Część pierwsza o tym, jak Prusy daje się wywieść do Ruskich

Gilbert szedł sobie spokojnie, nikomu nie wadząc, co w jakimś stopniu go deprymowało. Nie miał żadnych pomysłów i strasznie się nudził. Jednakże nudniejsze od nudzenia się samemu było nudzenie się z Ludwigiem. Postanowił więc pownerwiać sąsiadów (a nawet sąsiadów sąsiadów, bo wywiało go na Litwę), mimo że groziło to uszczerbkami na zdrowiu. Niestety, nawet owe uszczerbki stały w chwili obecnej pod znakiem zapytania, bo Prusy miał wrażenie, że nikt się z nim nie liczy – po co marnować swoje zdrowie i czas na pobicie kraju, którego nie ma?

Czytaj dalej

Reklamy

Zjazd rodzinny raz proszę II

Część druga o tym, jak Prusy daje się zesłowianić

– Prusy, Prusy, tego kraju już nie ma, prawda? – Ciocia Bułgaria nagle zmieniła temat, a przynajmniej tak się wydawało, bo wcześniej mówiła dużo niezrozumiałych dla niewtajemniczonych rzeczy.

Gilbertowi chwilę zajęło zorientowanie się, że o nim mowa.

– To byłe NRD – wyjaśnił wujek Macedonia.

Ciocia Bułgaria obróciła się i obdarzyła Gilberta promiennym uśmiechem.

– Ach, komuna, komuna, to były czasy… – Wróciła do topienia mięsa w jajku.

– Straszne, ciociu – skomentował Raivis spod stołu.

Czytaj dalej

Zjazd rodzinny raz proszę III

Część trzecia o tym, jak Prusy odkrywa wdzięki słowiańskich kobiet

W kuchni przybyło tobołów, opiaszczone kawałki smażyły się i zamieniały, ku uciesze Gilberta, w kotlety. Raivis pracowicie ścierał świeżego, dla odmiany, ogórka na tarce, a nad nim stał wujek Macedonia i leniwie obierał jabłuszko. Na parapecie okiennym siedziała nieznana Prusom dziewczyna i paliła papierosa. Litwa z wesołą miną zajmował się ziemniakami. Prusak zajął miejsce obok.

Dziewczę z okienka wypuściło powoli stróżkę dymu, strzepnęło popiół i spojrzało ciekawsko na Gilberta. Nie była ładna, ale i nie brzydka. Pospolita, a jednak jakaś swojska. Biała spódnica w czarne wzorki i czarna bluzka. Okulary przeciwsłoneczne przytrzymywały grzywkę.

Czytaj dalej

Zjazd rodzinny raz proszę IV

Część czwarta o tym, jak Prusy przysłuchuje się męskiej słowiańskiej konwersacji

Gilbert wszedł do salonu w podłym nastroju. Wielki stół był przykryty dwoma obrusami – oba zielone, ale jeden taki bardziej… Nakrywał Taurys, a Feliks trzymał talerze i sztućce.

– Tid! Tid! – Czechy udał klakson samochodowy, wioząc na fotelu pokazującego zęby Waniuszkę. Prusak stał na drodze, czyli w drzwiach, a nieszczęsny mebel przyciągnęli z innego pokoju.

Czytaj dalej

Zjazd rodzinny raz proszę V

Część piąta o tym, jak Prusy bada słowiańskie więzy rodzinne

Ciocia Bułgaria dyskretnie pomachała w stronę drzwi. Gilbert zmobilizował wszystkie siły, żeby ruszyć się z miejsca. Żył nadzieją, że przecież dostanie te ziemniaczane cuda na obiad.

W drzwiach wlazł na dziewczynę. Przez moment myślał, że to Chorwacja, ale nie. To było niższe stworzenie, z włosami zaplecionymi w dwa warkocze, a wzrok i uśmiech miało tak znajome, że Prusy tknęło.

Wojwodina. Córka Węgier.

Czytaj dalej

Zjazd rodzinny raz proszę VI

Część szósta o tym, jak Prusy dokumentnie zapycha się słowiańskim żarciem

Prusak pochylił się ku stołowi, zostawiając więcej miejsca dla Josefa. Nie bardzo słuchał, o czym rozmawiają z siostrą, bo wymieniali nazwy miejscowości i chichotali, a Gilbert był zdecydowanie poza tematem. Czechy jakby odruchowo oparł rękę o prusackie plecy. Była tak ciężka jak ręka Ludwiga. Zastanowił się jakim cudem Austria zdołał utrzymać Josefa na wodzy przez te wszystkie lata. Uczynić go kimś w rodzaju kamerdynera. Ten facet był od niego o głowę wyższy. Może nie postury Iwana, ale dużo mu nie brakowało.

Czytaj dalej

Zjazd rodzinny raz proszę VII

Część siódma o tym, jak Prusy, trawiąc, poznaje różne aspekty słowiańskiej miłości

Goran podczas pracy czesko-polskich mechaników, zdążył obejrzeć wszystkie deseczki w płocie i niektóre nawet umieścić we właściwym miejscu, a raczej „wkopać” na właściwe miejsce. Michaela stała w oknie i paliła, z zaciekawieniem przyglądając się akcji cucenia Gilberta. Raivis wachlował Prusaka ścierką, Iwan przyniósł poduszkę pod jego głowę, Josef siedział przy nim i usiłował doprowadzić do normalnego stanu.

– Tak się reflektorem przejął?

– Wiesz… Niemcy są czuli na punkcie aut – zauważył Raivis.

Czytaj dalej