…i się potrzęsę – II

Most zafalował pod kołami samochodu najpierw w górę, potem w dół i w górę, i dalej znów było już jak na drodze, a nie rollercoasterze. Dienvidu – Edward westchnął w myślach. Na światłach ledwie udało mu się wprowadzić nowy adres w nawigę i nie zostać strąbionym przez bardzo rozpędzone audi, któremu się chyba bardziej niż spieszyło. Problem był taki, że już stąd widać było, że tam dalej, na drodze, uformował się niezgorszy korek i aby go szybko przebyć, należałoby pierwej nauczyć swój samochód latać. Sztuka na chwilę obecną niedostępna zarówno dla audicy, jak i Estonii – niestety.
Mało wyrazisty damski głos kazał mu skręcić w prawo za sto metrów. Estonia spojrzał na nawigę, potem na drogę przed sobą i jeszcze raz na nawigę.
– W grudniu popołudniu – stwierdził, co było chyba niezgorszym przybliżeniem.
– Skręć w prawo za sto metrów – powtórzyła nawiga zupełnie niewzruszona jego komentarzem.
– Tak, tak…
Odległe światło zmieniło się na zielone, ale nim nawet zdążył ruszyć znowu spoglądało na kierowców szydzącym czerwonym ślepiem.
– Skręć w prawo za osiemdziesiąt metrów.
– To jeszcze potrwa – westchnął.
Nerwowa audica ponownie pojawiła się w polu jego widzenia i to dość niespodziewanie, gdy bez uprzedzenia zaczęła zmieniać pas. W zasadzie należało ją strąbić, ale nim w ogóle zdążył uznać to za słuszną decyzję, ona już trawersowała trawnik i mknęła dalej po wyludnionym chodniku. Tyle ją widzieli. Chwilę później w ślad za nią pomknął mercedesik i Estonia poczuł dziwne łaskotanie w żołądku, bo jedno, że rzecz sama w sobie trąciła szczytem chamstwa, a drugie, że na tablicy mercedesika pyszniły się dumnie trzy C i jedno P. Przynajmniej tak by je nazwał na co dzień, zważywszy na swoją wciąż trwającą alergię na cyrylicę.
– CCCP?
Odruchowo pochylił się nad kierownicą, aby widzieć auto jeszcze przez kilka metrów i upewnić się, że mu się to nie przywidziało. Czytaj dalej

Reklamy

…i się potrzęsę

Informacja wstępna sprostowująca zawartą w fanfiku pomyłkę: Łotwa wprowadziła ten sam system udzielanie obywatelstw co Estonia, zatem informacja znajdująca się w ficu jest błedna. O tym jednakże dowiedziało mi się już po opublikowaniu powyższego i przerabianie byłoby raczej kłopotliwe. Mea culpa.

…i się potrzęsę


Chodnik, przebiegający wskroś trawnika, urwał się nagle na dwa metry przed skrzyżowaniem z prostopadłym do siebie kolegą, no bo czemu w sumie miałby do niego dołączyć? Skoro się skończył, to dalej trzeba przejść po trawie lub zawrócić i pójść jakimś innym, który, być może, docierał do celu idącego po nim. Tylko że Galante nie miał zupełnie ochoty zawracać. Siły również. Plecak wbijał mu się w ramiona i przyczyniał do powstania garbu już dostatecznie długo, aby jego jedynym celem stało się dotarcie do domu. Trawnik nie trawnik, to nie miało znaczenia. Przeszedł go skupiony na poszukiwaniu kluczy, które – był tego pewien – włożył do jakiejś kieszeni. Sedno problemu tkwiło w słowie „jakiejś” i oczywiście okazało się, że chodzi o tą ostatnią, w jakiej postanowił szukać. Bo czemu by nie?
„Nie” było dla niego ważnym słowem tego popołudnia. Można było NIE pójść do Maximy po zakupy, można było NIE zrobić tak dużych zakupów, można było NIE pójść przy okazji do biblioteki i NIE wypożyczyć tylu książek i finalnie NIE narzekać na zbyt ciężki plecak. No i tak na deser, to Galante naprawdę NIE chciał wiedzieć, co w owym plecaku waży więcej: zakupy czy książki.
Winda w bloku nie działała, na pocieszenie stało przy niej trzech panów w firmowych kamizelkach. Bardzo żywiołowo o czymś dyskutowali, ale o czym, tego Galante nie wychwycił. Zbyt szybko czmychnął na schody, zostawiając ich gdzieś za sobą. Poświęcił im tyle uwagi, że zastanowiło go tylko, cóż takiego mogą wymyślić stojąc na parterze, podczas gdy dźwig jest na górze? Ale się na windach nie znał, więc może naprawdę coś mogli. Czytaj dalej