Instytut Badań Czarów i Magii cz.9

Ta część była pisana wspólnie z Sauerkirschlein. Dzięki za pomoc i fantastyczne pomysły!
Borys Andrei Dimitar Weselinow jako Bułgaria – imię jest mieszanką pomysłu Sauerkirschlein i Malezji.

Młodszy Beilschmidt miał tylko cichą nadzieję, że Wärzner zdąży przyjść, zanim przerobi wszystkich Słowian w promieniu pięciu metrów na pierze do służbowych poduszek.
Właściwie w głowie Ludwiga zrodziło się pytanie, czemu on prowadzi, a nie rzeczony właściciel pola, skoro znał miejsca pobytu podejrzanego Rumuna.
Stanął więc nagle, a w niego wbił się zaskoczony (niemal tak bardzo jak jego posiadacz) nos Łukasiewicza. Po chwili Ludwig poczuł lekkie pchnięcie oznaczające, że cała reszta się zatrzymała na kierowniku Wydziału Klątw. Chyba nikt nie mógł odpuścić okazji, by go podręczyć.
– Bragiński, w którą stronę teraz?
Bragiński podrapał się po wielkim nosie. Czy u niego koniecznie wszystko musiało przekraczać normy?
– Przechodzili ostatnio obok waszego wydziału, towarzyszu kierowniku. Czytaj dalej

Reklamy

Instytut Badań Czarów i Magii cz.8

– Łukasiewicz. Enescu, Lorinaitis, idziecie ze mną na Wydział Ściśle Tajnych Badań w poszukiwaniu piętra czwartego.
Dlaczego tylko on ma cierpieć? Wymienieni pracownicy nie mieli wesołych min, ale wiedzieli, że w tej sytuacji nie ma co dyskutować z kierownikiem. Chociaż Vlad sprawiał wrażenie, że go to bawi, ale istniała też opcja, iż wiecznie zadowolona mina to efekt wady zgryzu.
Arlowskaja złożyła w końcu ważkę, która odżyła i przefrunęła kilka metrów, żeby zostać zgnieciona przez łapę pana Romana, wilkołaka. To chyba dostatecznie zadowoliło kierowniczkę Wydziału Zgonów Magicznych. Czytaj dalej

Instytut Badań Czarów i Magii cz.7

Podłożył Łukasiewiczowi nogę.
Feliks zaliczył długi i pełen gracji lot zakończony spotkaniem czoło–zad kucyka. Spłoszone zwierzę wierzgnęło i pognało po klatce schodowej.
– No zajebiście! Gratuluję, popaprańcu! – wrzasnął Sørensen. – Rozjebałeś ostatniego kucyka!
Łukasiewicz nie raczył odpowiedzieć na to niesprawiedliwe oskarżenie, zajęty tamowaniem krwotoku z nosa. Lorinaitis i Vlad przyglądali się temu, jeden z mściwą satysfakcją, drugi z żywym zainteresowaniem.
– Dobrze, że już nie jesteś kierownikiem Wydziału Szczęścia przy Głupocie, bo szczęście cię ostatnio opuściło, a głupota się podwoiła – stwierdził pogodnie Vlad.
– Powi–ene–s u–odz–ć sie t–ollem, a n–e –ampi–em – powiedział Feliks przez nos.
– Nie urodziłem się wampirem – żachnął się teatralnie Vlad. Czytaj dalej

Instytut Badań Czarów i Magii cz.6

Trzecie piętro. Dlaczego trzecie piętro? Kierownik Wydziału Administracji i Zarządzania jeszcze raz wszedł na piętro piąte. A potem z powrotem zszedł na trzecie. Ludwigowa twarz stężała. Mógł przeżyć ośmieszenie, zgiełk, wypaczanie psychiki, olewanie obowiązków służbowych, molestowanie, próby zabójstwa, pijaństwo, rozbój, bestialstwo, plagiat, różowy kisiel i wiele innych rzeczy, ale ingerowanie w strukturę budynku, w strukturę Instytutu, który to stworzył jego ojciec, i który to młodszy Beilschmidt uważał za swoją spuściznę – nie, tego im nie przepuści… Zgubili czwarte piętro przy wyrabianiu tej cholernej kaktusówki!
Z wyrazem twarzy, wskazującym na kamienie w nerkach, stworzył dwa dublety. Jako istoty będące kwintesencją Ludwiga natychmiast podjęły się swoich zadań. Nie minęła chwila, a na półpiętrze między obecnym trzecim i piątym piętrem zjawili się – zaciągnięci za kołnierze – starszy Beilschmidt i Łukasiewicz. Czytaj dalej

Instytut Badań Czarów i Magii cz.5

Ludwig spojrzał na kosmitę. Marsjanin wydał z siebie głośne „BYE-BYE”, zatrząsnął się i zniknął. Młodszy Beilschmidt westchnął i udał się do sąsiedniego Wydziału Nieśmiertelności. Mnóstwo laborantów pracowało mechanicznie w ciszy. Kilka dubletów Wanga Yao przechadzało się i doglądało pracy. Jeden z nich powitał grzecznie Ludwiga i oprowadził po jednostce. Kuleczki rtęci umykały spod stóp, gdy przechodzili obok kolejnych stanowisk.
– Ta oktarynowa wyciskarka do soku wymyślona przez Vargasów w zeszłym roku to tak naprawdę nasz projekt sprzed kilku wieków – mówił bezbarwnym głosem dublet i pokazywał szkice. – A wirujący kebab z Wydziału Wirowań to też nasz projekt. Podobnie jak ostatni hit sezonu Wydziału Obronno-Zaczepnego – długopis samowybijający oko, każdemu próbującemu ugryźć jego końcówkę, a nie będącemu prawowitym właścicielem. Nie chodzi nam o pieniądze, co to, to nie, ale o prawdę, a prawdą jest, że byliśmy pierwsi.
Ludwig potakiwał głową, bo nie widział innego wyjścia. Jeśli nie zaprotokołuje tych słów, one nie będą istniały. Cóż za wspaniała perspektywa… Czytaj dalej

Instytut Badań Czarów i Magii cz.4

Na Wydziale Komunikacji Międzyświatowej młodszy Beilschmidt zastał Kirklanda tulącego do siebie lazurową kulkę z frędzlami jak macki oraz Jonesa wygrażającego mu pięścią.
– Odłóż go, popieprzeńcu!
– Niedoczekanie twoje! Męczysz zwierzęta!
– To nie jest zwierzę! To Marsjanin! Rozmawiał ze mną!
– KIRK-LAND – powiedziała nosowo kulka z frędzlami. – Yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, UH-UM HEL-LO!
– To Marsjańskie zwierzę – rzekł nieco oszołomiony Kirkland, przyglądając się mackom.
Jones tak się oburzył, że chwycił arkebuz i wycelował w kolegę po fachu. Współkierownik Wydziału Stworów Magicznych zasłonił się Marsjaninem.
– Alfredzie F. Jonesie! – zagrzmiał Ludwig, postanowiwszy wkroczyć na scenę.
Kierownik Wydziału Komunikacji Międzyświatowej zamrugał zdziwiony.
– Szefie? O, jak dobrze, że szefa widzę! Widzi szefunio, co ta menda robi? Chciał uprowadzić mojego gościa!
– To jest stworzenie i ja żądam, żeby zapewnić mu godne warunki!
– LUD-WIG – ucieszyło się marsjańskie zwierzę – yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, UH-UM, HEL-LO.
Jones zrobił krok w kierunku Kirklanda. Czytaj dalej

Instytut Badań Czarów i Magii cz.3

Ludwig życzył im powodzenia z bandikutem i ostrożnie otworzył drzwi. Wyszedł na szóstym piętrze, tuż koło Biura Pośrednictwa okazjonalnie przekształcanego w Koło Strzeleckie.
Zajrzał do środka i zauważył wyjątkowo zdenerwowaną Lokapalę. Siedziała w poczekalni. Na drzwiach Biura Pośrednictwa widniała przyklejona taśmą kartka z napisem: ZARAZ WRACAM. Czytaj dalej