Instytut Badań Czarów i Magii cz.6

Trzecie piętro. Dlaczego trzecie piętro? Kierownik Wydziału Administracji i Zarządzania jeszcze raz wszedł na piętro piąte. A potem z powrotem zszedł na trzecie. Ludwigowa twarz stężała. Mógł przeżyć ośmieszenie, zgiełk, wypaczanie psychiki, olewanie obowiązków służbowych, molestowanie, próby zabójstwa, pijaństwo, rozbój, bestialstwo, plagiat, różowy kisiel i wiele innych rzeczy, ale ingerowanie w strukturę budynku, w strukturę Instytutu, który to stworzył jego ojciec, i który to młodszy Beilschmidt uważał za swoją spuściznę – nie, tego im nie przepuści… Zgubili czwarte piętro przy wyrabianiu tej cholernej kaktusówki!
Z wyrazem twarzy, wskazującym na kamienie w nerkach, stworzył dwa dublety. Jako istoty będące kwintesencją Ludwiga natychmiast podjęły się swoich zadań. Nie minęła chwila, a na półpiętrze między obecnym trzecim i piątym piętrem zjawili się – zaciągnięci za kołnierze – starszy Beilschmidt i Łukasiewicz.
– Panie kierowniku, no co pan?! – darł się kierownik Wydziału Klątw. Dublet Ludwiga płonął wszystkimi kolorami tęczy i nic sobie z tego nie robił. Podobnie jak z utraty połowy twarzy, lewej nogi tuż pod kolanem oraz kilku palców obu rąk. Łukasiewicz był w formie.
– Jebnęło ci co… – Gilbert podszedł do sprawy pokorniej, zauważając minę brata. – Stało się coś? Dyrektorze?
– Gdzie jest piętro czwarte? – zapytał Ludwig lodowatym głosem.
Bardzo nadwyrężony dublet chwycił Feliksa za włosy i zmusił do spojrzenia na przełożonego. Mężczyzna wierzgnął, ale nie dał rady oswobodzić się.
Gilbert zaczął gwałtownie kaszleć, robiąc co chwilę konspiracyjnego zeza na towarzysza niedoli:
– Argyhyhyhghaghałukasiewiczghagha.
– Co ja?! Co ja?! – wściekał się Łukasiewicz. – To nie ja! Kierowniku, nie wygłupiaj się! Po co mi całe piętro?
Ludwig skrzyżował ręce na piersi. – Skończyła się niesubordynacja. Wiem, że to wasza wina. I nie obchodzi mnie, że to nie wasza wina. To wasza wina i mogę wam to dać na piśmie.
Feliks przestał się szarpać, Gilbert stanął na baczność, a dublety rozwiały się. Zadrżeli.
Kierownik Wydziału Administracji i Zarządzania patrzył na nich.
Łukasiewicz zabrał się za niespokojnie wykręcanie palców. Kiedyś był kierownikiem Wydziału Szczęścia Przy Głupocie. Posiadał to stanowisko do czasu, gdy zaczął głosić tezę, że szczęście przy głupocie ma w sobie za dużo nieoznaczoności, aby je badać i cofnięto mu granty. Szybko przeliczył, że stężenie głupoty w jego ostatnich czynach nie było zbyt wysokie, a w dodatku był niewinny – naprawdę nie wiedział, gdzie się podziało piętro czwarte – a zatem prawdopodobieństwo wykaraskania się z sytuacji dramatycznie malało.
– Macie dziesięć sekund na wymyślenie, co się z nim stało – oznajmił spokojnie Ludwig. A potem zawieszę wam badania, które i tak macie gdzieś. Nie! Tak nie należy myśleć, trzeba pokazać kto tu rządzi. Martwić się będziemy, gdy na nic nie wpadną…
– To Havel destyluje różne rzeczy – zauważył starszy Beilschmidt, pocąc się obficie.
– Bragiński! – wykrzyknął triumfalnie Łukasiewicz. – Jeszcze się nie zgubiło nic, co nie odnalazłoby się na Wydziale Ściśle Tajnych Badań!
Ludwig zgodził się w duchu, że Feliksowy tok myślenia jest poprawny.
– Do piwnicy! – wrzasnął kierownik Wydziału Klątw i rzucił się ze schodów, wprawiając w konsternację braci Beilschmidtów.
Gilbert zachichotał nerwowo. – To ja też… Mogę sobie pójść?
– Na razie tak – mruknął Ludwig, schodząc na piętro trzecie. Przekroczył zwijającego się z bólu Łukasiewicza. – Der Vaart nie życzył sobie przechodzenia przez sufit, jako że gwałtowne przematerializowanie się, no wiecie, ktoś spada wam z sufitu, mogłoby zostać wzięte jako element wizji ekstatycznej. A jako że w tym momencie jest to piętro trzecie, nie czwarte, pod nami znajduje się piętro drugie. W związku z czym jest zaklęcie ochronne. Pochwalam entuzjazm, kierowniku Łukasiewicz, i zaangażowanie w sprawę. Pozwolicie, że na razie będę kontynuował obchód.
Ludwigowi bardzo zależało na odnalezieniu czwartego piętra, ale perspektywa wbicia szpili Feliksowi jakoś uradowała go niezmiernie. Przywołał się do porządku. Nie będzie przecież zniżał się do poziomu Słowian. Draka przyciągnęła gapiów. Søren Erich Sørensen stał w drzwiach swojego wydziału i uśmiechał się całą gębą, a Mircea Enescu, zwany Vladem, kierownik Wydziału Badań nad Krwią, nie dość, że wampir, to jeszcze rudy, zagadał wesoło:
– Co za heca, kierowniku? Pożyczyć pal? Świeżutki, w sobotę była dostawa.
– Bardzo dziękuję, proszę ukrócić te głupie żarty – rzucił niemrawo Ludwig i minął go w drzwiach.
Biuro Wydziału Badań nad Krwią przypominało koszmar ucznia z podstawówki i nie tylko – wyglądało jak gabinet szkolnej pielęgniarki. Tu kozetka, tam jakieś plakaciki o anemii, a za szybką półeczki taaaakie strzykawy.
– Zapraszam do laboratoriów – rzekł Vlad z chytrym, wampirzym uśmieszkiem.
Ludwig zajrzał tylko, bo uznał, że nie musi się brudzić. Od tego jest Oxenstierna albo Macháčková. Pomieszczenie było podobne do hotelowego korytarza ze Lśnienia, kiedy otwarły się drzwi windy.
– Dziękuję, jestem tutaj, aby sprawdzić jak idą wam badania. Czy…
– Panie kierowniku, jak dobrze, że pan tutaj jest! – Vlad poklepał Ludwiga po plecach i pchnął stanowczo na kozetkę. – Mam kilka pytań do pana w związku z wynikami analizy pana krwi.
– Bardzo dobrze – powiedział młodszy Beilschmidt, starając się odzyskać panowanie nad sytuacją. Badania pracowników były rutynowe, szczególnie badania krwi, więc nic złego nie mogło się wydarzyć. To tylko rutyna. Prawda?
Vlad usiadł na biurkiem, wziął formularz i długopis.
– Jak bardzo uważa się pan za nienormalnego? W skali od jeden do dziesięć, gdzie jeden to niezauważalnie specyficzny, a jedenaście totalnie pojebany? ❤
Serduszko powstałe z pełnego słodyczy tonu kierownika Wydziału Badań nad Krwią zmaterializowało się i pofrunęło do Ludwiga. Jak komar przysiadło na jego ręce, wbiło malutkie kiełki w palec i zaczęło ssać. Młodszy Beilschmidt strzepnął je na podłogę. Złamane odpełzło do kąta.
– Panujcie nad sobą! Sądziłem, że wszechogarniająca miłość to specyfika Bragińskiego! – zadudnił Ludwig.
– A ja, że Francisa – mrugnął kokieteryjnie Vlad. – To jak będzie?
Kierownik Wydziału Administracji i Zarządzania poruszał przez chwilę ustami jak ryba. Vlad zlitował się nad nim.
– Ma pan bardzo zabawne białe krwinki. Małe, śmieszne skurwiele, zupełnie jak u pana brata. Można powiedzieć, że macie komizm we krwi.
Ludwig chrząknął skromnie.
– Moja odpowiedź to zero. Jestem normalny.
– Normalni ludzie nie zajmują się magią. – Vlad tłumaczył jak dziecku. – Proszę przejrzeć zarządzenie o ujednoliceniu definicji i zapoznać się z definiensem definiendum „normalny”.
Młodszy Beilschmidt nie dał się zbić z tropu. – Nic nie słyszałem o takim zarządzeniu, a to oznacza, że go nie…
– Panie kierowniku! – huknął Vlad. – Krew nie kłamie! Mące się czasami zdarza, ale tylko gdy jest ziemniaczana.
Ludwig poddał się i pozwolił się skołować. – Mące?
– Ględzę do siebie – teatralnie zaciągnął kierownik Wydziału Badań nad Krwią. Oblizał kieł koniuszkiem języka. – Takie tam… Hobby…
– Mąka? – zapytał młodszy Beilschmidt.
– Aleuromancja. Wróżenie z mąki, panie kierowniku. Ale tylko ekologicznej.
Ludwig zmrużył oczy. Prędzej spodziewałby się po Vladzie wróżenia z czyichś wnętrzności. Albo chociaż… kaszanki…
– Nie… Nie wyglądacie na takie hobby.
Vlad uśmiechnął się i postukał długopisem w kieł. Na korytarzu rozległ się tętent kopyt. Kierownik Wydziału Administracji i Zarządzania jęknął przeciągle.
Po wyjściu z Wydziału Badań nad Krwią okazało się, że wokoło hasają trzy niezadowolone z życia kucyki. Biegały tam i z powrotem, tratując po drodze sztuczne kwiaty i rujnując dywan. Nagle z Wydziału Likantropii wynurzył się wielki wilkołak, przyskoczył do jednego z kucyków i wgryzł się głęboko w kucykową szyję. Krew ochlapała ściany. Lorinaitis, kierownik Wydziału Likantropii załamał ręce.
– Panie Romanie!
Pan Roman, wilkołak, zakłopotał się. – Przepraszam?
– Będziemy musieli zacząć terapię od nowa.
– Naprawdę bardzo mi przykro.
Ludwig podrapał się po karku. Taurys Lorinaitis przyniósł wiaderko z wodą i gąbkę. Vlad podbiegł do niego.
– Nie, nie ścieraj – powiedział wesoło. – To bardzo fascynujący wzór.
Sørensen wychynął z drzwi Wydziału Agresywnego Egzystencjalizmu. Najpierw pobladł, a potem poczerwieniał. – Co to, kurwa, ma być?! Czemu rujnujecie mój materiał badawczy!?
– Właśnie! – wrzasnął Lorinaitis, ignorując drugiego kucyka, który usiłował zjeść jego fartuch. – Przez pańskie niedopatrzenie u mojego pacjenta nastąpił regres!
– Czemu regres? – zapytał Vlad, przyglądając się uważnie krwi na ścianie. – Czy nie jest naturalne dla wilkołaków, że wpieprzają to co hasa?
– To gatunkizm – oznajmił urażony Lorinaitis. – Okropny stereotyp. Wilkołaki są w stanie współegzystować bezkolizyjnie z ludzkim społeczeństwem. Czy ty rzucasz się na wszystkie skąpo ubrane dziewice?
– Nie widuję takowych na tyle często, żeby uzbierała się naukowa próba badawcza – odparował Vlad. – Czy mi się wydaje, czy ta krew zlewa się w napis „Natasza stoi za tobą”?
Wszyscy przebywający na korytarzu nerwowo zerknęli przez ramię. Jak na zawołanie z jakiś przypadkowych drzwi, których nie było jeszcze moment wcześniej, wyleciał wrzeszczący Łukasiewicz.
– Jak mogliście?! Jak tak można?! Prawie mnie zbadała!
W ślad za Feliksem podążała powoli, ale nieuchronnie jak lądolód, Natasza Arlowskaja, kierowniczka Wydziału Zgonów Magicznych.
Drogi czytelniku, w tym miejscu zatrzymajmy się i pochylmy przez moment nad postacią Ludwiga Beilschmidta. Od początku historii jest obiektem kpin, szyderstw oraz drwin. I będzie nim z całą pewnością do końca. Spróbujmy zrozumieć jego dramatyczną postać, zajrzyjmy w głąb nieustraszonego serca, wypatroszmy emocjonalnie. Rozpocznijmy od tego, co dane jest w tym momencie Ludwigowi poznać. Otóż stoi on na środku korytarza. Po jednej stronie ma rozprutego kucyka, którego rozchlapana krew tworzy dziwne wzorki na ścianie. Nad ścierwem góruje Mircea Enescu, zwany Vladem, kierownik Wydziału Badań nad Krwią, nie dość, że wampir, to jeszcze rudy. Tuż obok niego, Taurys Lorinaitis, kierownik Wydziału Likantropii, myje futro pana Romana, wilkołaka. Pan Roman jest najbardziej poszkodowaną osobą uczestniczącą w tych wydarzeniach, zaraz za kucykiem. Lorinaitis bowiem jest wściekły i nie traktuje wilkołaczego futra z należną uwagą i delikatnością. Kłaki pana Romana spadają na Sørena Ericha Sørensena, kierownika Wydziału Agresywnego Egzystencjalizmu, który nie zważa na pozostałe przy życiu dwa parzystokopytne obiekty jego badań. A powinien, ponieważ czarny jak noc kucyk podbiega oto pod drzwi Wydziału Zaczepno–Obronnego. Ludwig widzi, a także doskonale słyszy, jak z tejże jednostki badawczej wychodzi orkiestra dęta, a tuż za nią kierownik Wydziału Zaczepno–Obronnego, Goran Andrić. Andrić w rytm muzyki strzela z kałasznikowa do kucyka, ten pada trupem, orkiestra kończy popisowy numer i cała zgraja znika z powrotem w odmętach Wydziału Zaczepno–Obronnego. Ludwig, rozdarty wewnętrznie, bliski płaczu, potrząsa głową i przenosi wzrok na mijającego go Łukasiewicza. Mężczyzna ten przedstawia sobą ciekawe zjawisko, charakteryzujące wszelkie horrory i głupawe komedie, gdyż przebiera nogami jak wiatrak łopatami podczas cyklonu, a jego dystans od oprawczyni wcale się nie zwiększa. Ona, Natasza Arlowskaja, sunie w tempie żółwia zawodowego szachisty i jest o krok od dogonienia ofiary. Wobec tych wszystkich przeciwności losu, Ludwig przypomina sobie swojego ojca. Ojca surowego, ale sprawiedliwego i silnego. W sytuacji takiej jak ta, na pewno wyciągnąłby fajkę i zapalił. Ludwig nie posiada fajki, jednak stawia ojca za wzór – wie co ten zrobiłby na jego miejscu.
Podłożył Łukasiewiczowi nogę.

CDN

Reklamy

2 thoughts on “Instytut Badań Czarów i Magii cz.6

  1. Halo? Żyjecie? Doczekam się kontynuacji któregoś fan fica? Czy mam już zakładać żałobę nad zaczętymi i nigdy nie ukończonymi dziełami D: Why tak często zajebiste fiki są przerywane? D: Weźcie zmarchwiwstańcie i coś opublikujcie! Miejcie litość nad fanami 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s