Szpilki [cz. 3 – koniec]

— Tak, Josefie?
Pogłaskał mnie po włosach i uśmiechnął się szeroko. Nawet jego oczy się śmiały. Miałam ochotę go pocałować. Objąć mocno i przyciągnąć do siebie, ale zamiast tego jedynie zmrużyłam oczy. Miał rację, mówiąc w aucie, że dzikiego seksu nie będzie, zatem pozostawał flirt. Opcja, że zaraz przypomnimy sobie, iż już nie jesteśmy małżeństwem i wykaraskamy się z łóżka, żeby zasiąść na krzesełkach w salonie i prowadzić dysputy o polityce, pogodzie, chorobach i robotach drogowych w ogóle nie miała racji bytu.
— Joszko… To wejdziesz pod kołdrę czy będziesz tak nade mną wisiał? Nie żeby mi to wadziło. Masz ładne oczy, wiesz?
Ostrożnie położył się na mnie. Wielki czeski miś na wątłej Słowaczce, ale nie było mi niewygodnie. Kolejna sztuczka, którą opanowaliśmy dawno temu.
— Masz takie same, wiesz? — powiedział mi niemal do ucha, a ja słyszałam, że prawie się śmieje.
— Co nijak nie zmienia faktu, że masz bardzo ładne prawda? — odpowiedziałam z równym rozbawianiem. — I ty masz chyba nieco wyraźniejsze te takie jakby żyłki na tęczówce. Moje są o pół tonu jaśniejsze od tęczówki, a twoje o cały ton. A Feliks ma chyba najjaśniejsze.
— Kobieca gama kolorów — roześmiał się spokojnie. Czytaj dalej

Szpilki [cz. 2]

— Cały ty — roześmiałam się bez złych intencji. — Picie w piżamkach w łóżku bardzo mi się podoba.
— Mnie by się bardziej podobało bez piżamek — odpowiedział.
Zaczęłam się śmiać. Zabrzmiał tak żałośnie jak wcześniej, kiedy gdybał o tym, że może trzeba było iść do kina. Jakby mi moja kostka pozwalała, to nachyliłabym się wtedy ku niemu i pocałowała w policzek. Niestety Joszkowa skoda była bajecznie duża i taki manewr wymagał ode mnie lekkiego przesunięcia nieszczęsnej nogi, a właśnie tak ją ułożyłam, że nawet na przejazdach przez torowiska siedziała cicho. Musiałam zadowolić się czułym pogłaskaniem zarośniętego policzka. Lubiłam, gdy miał brodę. Bez niej wyglądał jakoś tak nie do końca poważnie i wręcz nie czesko. Josef z brodą i mówiący o piciu wina bez piżamek w jego sypialni był kwintesencją Josefa, dla którego tu przyjechałam. Bo przecież mogłam pojechać sobie w Tatry, a nie rwać do dalekiej Pragi.
— Ja na razie myślę, jak zdejmę podziurawione rajstopy… — westchnęłam, ściągając nas oboje z progu krainy fantazji do świata brutalnej rzeczywistości i aż źle się z tym poczułam.
— Rozetniemy… — stwierdził beznamiętnie, poczym dodał już bardziej obecnym tonem — a spuchła bardzo? Zaraz będziemy.
— Nie spuchła, tylko ruszanie nią tak nieco mi nie w smak — stwierdziłam oczywistość.
— Złamana…
— Kostki nie da się złamać — zaprotestowałam stanowczo. — A piszczel i to drugie mam całe. Wiem jak to boli, gdy są złamane. Czytaj dalej

Szpilki [cz. 1]

 

– Kobieto, jedziemy na pogotowie!
Spojrzałam na Josefa spode łba, ale nic nie powiedziałam. Dalej wytrwale kuśtykałam w stronę zaparkowanego przed teatrem auta. Krok, krok, krok, wcale mnie nie boli kosta, wcale…
–Nikt normalny nie wygiąłby tej nogi w taki sposób! Poszły ci ścięgna jak nic. Zabijesz się kiedyś w tych szpilkach!
– Chciałbyś– mruknęłam i prawie zawyłam z bólu, gdy czubek obcasa minimalnie zahaczył o wystający kawałek bruku. – I tylko naciągnęłam czy coś – dodałam, kiedy pulsowanie w kostce nieco zelżało.
– A ten ułamany obcas to tak o!
Pomachał mi kawałkiem buta przed oczami, jakbym nie wiedziała, że zniszczyłam but. Przecież ciągle miałam resztkę tego czółenka na nodze i asymetria wysokości obcasów nie ułatwiała chodzenia. W sumie pewnie łatwiej by się szło, jakbym w ogóle zdjęła buty albo przynajmniej ten, który upadek przetrwał nietknięty.
– To się buta, a nie mnie pytaj – wydałam z siebie pełne zniechęcenia mrukniecie, jednocześnie rozważając, czy jestem w stanie zzuć czółenko z lewej stopy, nie obciążając przy tym prawej kostki… Odpuściłam. Bez podparcia nie było szans, a najbliższym było auto. Bez sensu.– Poza tym od ciebie je dostałam – dodałam zrezygnowana i poniewczasie zorientowałam się, że oto właśnie wrzuciłam petardę do ogniska. Czytaj dalej