Pruska egzystencja

Prusak pojawił się pod domem Słowenii, z kwiatami i pudełkiem czekoladek. Tak doradzał Josef, a Gilbert ufał mu, chociaż wiedział, że nie powinien. Czechy dostał w geograficznym spadku bardzo nieodpowiednie geny. Ale przecież nikt nie ma wpływu na to jakim się rodzi, prawda? Na szczęście czynniki środowiskowe robiły swoje. Gdzie było Czechom do Polski? Przecież oni jak ogień i woda. To już raczej Michaela upodabniała się do Łukasiewicza z tym swoim zamiłowaniem do wódki, gór, głupich odzywek i chełpienia się nieswoimi osiągnięciami, ot co! A Josef? Gdzieżby… Taki miły, uczynny, lubiący napić się dobrego piwa, niemal zgermanizowany, owszem, czasami z kretyńską fryzurą, porąbanym filmem o fetyszach i nie-do-końca przyjemnym zwyczajem śmiania się ze studzienki kanalizacyjnej podczas radosnego rytuału palenia trawki, ale co tam… Przynajmniej człowiek nie musi się bać, że wywinie jakiś wstrętny numer (chyba że akurat wypalił jointa i wciąga pianę z piwa nosem, a potem wydaje mu się, że jest Rosją w okresie wzmożonej potrzeby okazywania miłości, ale do tego wspomnienia Prusak wolał nie wracać) – co jak najbardziej byłoby wskazane w przypadku słowiańskiej rodzinki. Oczywiście, oprócz Dunji Vošnjak. Ale ona też jest zgermanizowana… Czytaj dalej

Zamotani – I

Łużyce chciał zaznajomić tych i owych z tym, kim on w sumie jest. Na wykładzie stawiło się wielu, ale co z tego w sumie wyszło to…
Komedia.

Ostrzeżenia: klną, nie ma się co oszukiwać; chaos ludzki; wzmiankowany ŁotEst x]

Postaci: Łużyce [Ludowit Łušćanski]; Słowacja [Michaela Macháčková], Czechy [Josef Havel]; Polska [Feliks Łukasiewicz]; Prusy [Gilbert Beillschmidt]; Litwa [Toris Lorinaitis]; Łotwa [Raivis Galante]; Niemcy [Ludwig]; Słowenia [Dunja Vošnjak]; Chorwacja [Silvija Butkovic]; Wojwodina [Jovana Andrić]; Czarnogóra [Radmila Njegoš]; Serbia [Goran Andrić]; Kosowo [Viktor Jashari]; Ukraina [Olena Marczenko]; Białoruś [Natasza Alfroskaja]; Rosja [Iwan Bragiński]; Obwód Kaliningradzki [Waniuszka]

 

Zamotani

– I co ja robię tu, uuuuu… I co ja tutaj robię – zaśpiewał pod nosem Łukasiewicz, patrząc z wysokości przedostatniego – piątego, rzędu ławek w Sali wykładowej. Pierwsze trzy zgodnie świeciły pustką, a przed nimi miotał się Łušćanski. Laptop – pożyczony w dodatku – wybitnie nie chciał się dogadać z rzutnikiem – tutejszym – skutkiem czego był błękitny prostokąt na zwieszającym się z sufitu ekranie.
– Ten sprzęt go nie lubi – westchnęła Macháčková – Słowacja, siedząca obok Łukasiewicza, a także obok Czech. Było to posunięcie strategiczne, choć ze względu na osobę prelegenta istniała spora szansa, że bracia jednak sobie do gardeł nawet słownie nie skoczą.
– Konflikt pokoleń – stwierdził Havel aż nadto poważnym tonem, co wywołało atak powszechnej wesołości wśród najbliżej mu siedzących.
– Niech mu ktoś pomoże.
– Zgłaszasz się na ochotnika rozumiem? – Czechy z powątpiewaniem spojrzał na siedzącego rząd niżej Laurinaitisa. Ten się przykładnie speszył, mruknął coś, chrząknął i rozejrzał za kimś, kogo najwyraźniej nie znalazł, bo wrócił do przeglądania kolorowej broszurki, jaką każdemu z nich wcisnął Łużyce. Łotwa swoją zdążył już stłamsić, teraz zupełnie nieświadomie przerabiał Estońską na samolocik. Raz po raz zerkał to na Litwę, to na drzwi, za którymi chwilę wcześniej zniknął von Bock. I to zniknął z premedytacją, bo uznał, że za wsparcie techniczne robić nie zamierza, a jakoś oczywistym było, że ktoś go w to wrobić spróbuje.
– Ludziu – Łukasiewicz przekrzyczał ogólną wrzawę. – To może my sobie pójdziemy w diabły, albo tak, chociaż na papierosa?
Niedoszły prelegent spojrzał na niego nienawistnie, a że siłą rzeczy spoglądał też na Czechy i Słowację, to od każdego z nich otrzymał odpowiednio spojrzenie pełne znudzenia i wystawiony język. Wymruczał coś i wrócił do prób porozumienia się z pilotem do rzutnika. Czytaj dalej

Zjazd rodzinny raz proszę

Raz. Czas i odległości są mocno umowne. Wybaczcie, upchnęłam to wszystko w jednym dniu, mimo że to niemożliwe (sama podróż z Litwy na Ukrainę trwa sporo…). Rozwlekanie się czasowo zabiłoby ducha tego fica. Wolałam pozostać w bezpiecznej względności.

Dwa: Fic podejmuje tematykę rodzinną i jest raczej nastawiony na komedię (nie mylić z parodią). Stosunki między Hetaliowymi uosobieniami państw są nieraz napięte (polityka), ale gdzieś w tym wszystkim nadal jest jakieś poczucie solidaryzmu i  wielkie pokłady rodzinnych uczuć (ludzie).

Ostrzeżenia: Przekleństwa. Niepoprawność polityczna. Dużo historii i kultury.

ZJAZD RODZINNY RAZ PROSZĘ

Część pierwsza o tym, jak Prusy daje się wywieść do Ruskich

Gilbert szedł sobie spokojnie, nikomu nie wadząc, co w jakimś stopniu go deprymowało. Nie miał żadnych pomysłów i strasznie się nudził. Jednakże nudniejsze od nudzenia się samemu było nudzenie się z Ludwigiem. Postanowił więc pownerwiać sąsiadów (a nawet sąsiadów sąsiadów, bo wywiało go na Litwę), mimo że groziło to uszczerbkami na zdrowiu. Niestety, nawet owe uszczerbki stały w chwili obecnej pod znakiem zapytania, bo Prusy miał wrażenie, że nikt się z nim nie liczy – po co marnować swoje zdrowie i czas na pobicie kraju, którego nie ma?

Czytaj dalej