Burza cz.3 [koniec]

Bardziej od prostego „tak” lub „nie” ciekawiło ją wyjaśnienie. Czemu dwóch posługuje się tym samym imieniem? Imię, to pierwsze, było zakorzenione głęboko w nich samych. Nie uczyli się go, nie nadawano im go, ale posiadali je od pierwszych sekund życia. Było wyryte w nich tak jak wyryte było wszystko o ich ziemiach. Nie musieli dotknąć każdej skały, aby wiedzieć, że ona istnieje ani poznać każdego człowieka, aby zdawać sobie sprawę z tego, że on gdzieś tam mieszka na rubieżach ich terytorium. Więc jeśli obaj od początku uważali się za Sasów, to nimi byli. Tylko dlaczego?

— Tak.

— Zapowiedź rychłej schizmy — roześmiała się. To było pierwsze, co przyszło jej do głowy. Teoria nie gorsza od innych. Schizma, bratobójcza walka i w końcu zostałby jeden, jak bogowie przykazali.

Germania milczał. Jemu też nie raz postała w głowie taka myśl i nie radowała go ona. Z drugiej strony nic nie świadczyło o tym, że może do tego naprawdę dojść. Przynajmniej nie w najbliższej przyszłości. Bracia byli zgodni.

— Masz dla nich jakieś normalne imiona, aby ich rozróżnić?

Przytaknął.

— Bogowie!

Wstała i przesiadła się na jego stronę ławy. Usiadła na niej okrakiem i utkwiła w Germanii spojrzenie. Jej zielone oczy przewiercały się przez niego, choć był to proces bardzo powolny.

— Jakie? Czytaj dalej

Reklamy

Burza cz. 2

Ono

 

Deszcz padał z taką siłą, że nawet pośród drzew stworzył szarą kotarę. Gdzieś niedaleko las się kończył i wiatr wpadał pomiędzy pnie, uderzał kroplami w twarz. Duże i ciężkie niemal raniły dłonie. Bolało. Błysło. Był kiedyś w czasie burzy na morzu, ale to było mniej straszne. Byli blisko lądu i Berengar ciągle powtarzał, że będzie dobrze, że ich doprowadzi do brzegu. Saksonia wcale nie wiedział czy będzie dobrze. Koń panikował, a on nie wiedział jak go uspokoić. Huknęło. Bał się niemniej niż zwierzę. Błysło. Huknęło. Mokre ubranie kleiło się do ciała. Za co? Za co?!

Na ułamek sekundy zrobiło się zupełnie jasno. Biel kuła oczy. Ojciec przed nim był jedynie czarnym cieniem wypalonym w oku. W uszach słyszał tylko ryk burzy. Huknęło jakby coś rozdzierało niebo. Zamknął oczy. Czuł, że koń puścił się biegiem, ale za bardzo się bał, aby cokolwiek zrobić. Zacisnął dłonie najmocniej jak potrafił na wodzach i myślał tylko o tym, aby przestało grzmieć i szumieć. Pragnął ciszy.

Zapadła. Czytaj dalej

Burza cz. 1

On

Za oknem grzmiało. Duszny dzień ustąpił miejsca ścianie wody, błyskom i grzmotom rozdzierającym niebo. Wiatr zdawał się dawać z siebie wszystko, aby połamać choć kilka drzew. Musiał być w tym skuteczny, bo po paru minutach tej zawieruchy zgasło światło i w domu Wolfganga zapanowała absolutna ciemność. Gdzieś miał świeczki, ale nie chciało mu się ich szukać. Usiadł przy oknie i patrzył na drzewa raz po raz oświetlane oślepiająco białymi błyskawicami. Mimo upływu wieków pewne rzeczy się nie zmieniły. Tym razem siedział we własnym ciepłym domu, był suchy i nie miał zmartwień, ale jego pamięć i tak dogrzebała się do wielowiekowych wspomnień. Wtedy też grzmiało i błyskało równie mocno, ale reszta była zupełnie inna.

Oni

– Ładnie.
– Ładnie to dopiero będzie!
Saksonia nie odpowiedział Bawarii. Od samego rana chłopiec odezwał się zaledwie kilka razy, co nie było normalne, ale Bawaria o tym nie wiedział, a Germania nie przywiązywał do tego uwagi. Nie widział nic złego w tym, że chłopak zamiast mówić rozgląda się na około i chłonie widoki. Ogólnie nie widział. Poza tymi kilkoma razami, gdy mały został z tyłu i gdyby nie zainteresowanie Bawarii, to straciłby ich z oczu. Po czwartym Germania wziął go przed siebie na konia i teraz musiał jedynie uważać, aby dziecko nie zsunęło się na ziemię. To było łatwe. Saksonia nie pierwszy raz tak jechał. Utrzymywał równowagę podświadomie. Germania nie musiał go nawet przytrzymywać. Bawarii saskie milczenie jednak nie pasowało. Raz po raz próbował go zagadywać. Tym razem, po raz pierwszy, odbyło się to w drugą stronę.
– Jak zobaczysz moje góry, to nie będziesz chciał wyjeżdżać!
Cisza.
– Ile u mnie zostaniecie?
– Trochę – odparł Germania.
– Ale ile? A może pojedziesz do Szwabii sam i po Saksonię wrócisz. U niego nie ma nic ciekawego, to po co Saksonie tamtędy przewozić? Hej, zostaniesz u mnie, jak ojciec pojedzie?
Saksonia spojrzał na niego pytająco.
– Słuchasz mnie?
– Średnio. Patrzę na okolicę – odparł Sas.
– A czy to przeszkadza w słuchaniu?
– Tak. Dziwnie mówisz. Czytaj dalej