Cienkie ściany

Ograniczenie: 15+

Dla Żura i Vegs ♥

Światło w pokoju pochodziło z małej lampki nocnej ustawionej na stoliku w kącie. Zajmujące większość ściany, nieszczelne okno przesłonięte było zasłoną w kolorze starego złota. Feliks nie miał pojęcia, kto wpadł na pomysł sprzedawania takich zasłon do małych, krzywych mieszkanek klasy robotniczej. Wyglądały w nich jak marna próba nadania pokoikom splendoru wielkich pałaców. Patrz, ty też możesz mieć takie złote zasłony, co z tego, że nie będą ci pasowały i dadzą się opisać jednym słowem: tandetne. Jednak nie narzekał na nie głośno. Cieszył się, że w ogóle je miał i mógł się mamić pozorem prywatności. Nie tak jak sąsiedzi z bloku na wprost, którzy mieli tylko króciutkie firaneczki i Feliks bez trudu był w stanie zajrzeć im w talerze z obiadem. Przekrzywił klosz lampki tak, aby świeciła bardziej na ścianę.
— I co ja mam z tobą zrobić? — zapytał zmęczonym głosem człowieka, który najchętniej już by spał.
Iwan tylko spojrzał na niego podkrążonymi oczami. Wyglądał jak siedem nieszczęść skrzyżowane z siódmym dzieckiem stróża. Schudł, zarósł, wzrok miał rozbiegany, a ruchy nerwowe. Nawet nie dało się go drażnić, nazywając ruskim pierożkiem, bo nijak do pierożka nie był podobny. Chyba, że do takiego, który się rozkleił i cały farsz z niego wypłynął.
— Nie wiem — odezwał się w końcu zachrypniętym głosem.
— A ja mam wiedzieć?! Ty taki od zawsze jesteś. Niby myślisz, niby masz swoje pomysły, ale jak ci ktoś nie powie, w którą stronę masz myśleć, to jesteś jak cielę! Jak nie car, to partia. — Nie krzyczał, ale w nocnej ciszy jego pełen poirytowania szept robił porównywalne wrażenie. — Wiesz, że właśnie narażasz także moją dupę? A może przede wszystkim ją. Jeśli ktoś ci siedzi na ogonie i mnie skojarzy z wyglądu, albo po prostu prewencyjnie zatrzyma, to będę ugotowany. Lewe papiery nie uratują mi wtedy tyłka. Powinienem był cię zostawić i tyle. Gilbert by tak zrobił. Taurys też. Raivis czmychnąłby na twój widok zanim w ogóle zorientowałbyś się, że tam był, a Eduard po prostu potraktował cię jak powietrze. Tylko ja jestem takim idiotą, że zamiast zrobić tak, jak oni, to przekonałem ciecia, aby przymknął oko, że tu dziś przenocujesz, bo niby jesteś jakimś moim dalekim kuzynem. Szlag! Nawet z tym nie skłamałem. Mądry Polak po szkodzie, kurwa.
Iwan słuchał w milczeniu i pił gorącą herbatę małymi łyczkami. Raz po raz zerkał lękliwie w stronę okna lub drzwi i zaciskał palce na szklance w metalowej obsadce parzącej dłonie.
— Bo mi się cholera na współczucie zebrało. Pewnie jeszcze tego pożałuję. Josef miał rację, jak mówił żem jest debil.
Wyglądało na to, że Polak wyrzucił z siebie zalegającą w nim frustrację, bo zamilkł i sam dłuższą chwilę jedynie pił herbatę. Była koszmarnie słodka, ale po dniu pełnym wrażeń i mrozach, jakie ostatnio chwyciły na północy Ukraińskiej SRR uznał, że może zaszaleć. Potem będzie pił gorzką. Zawiesił wzrok na kryjącej się w mroku zasłonie i tylko kątem oka obserwował Iwana. Los naprawdę postanowił sobie z niego zakpić stawiając Rosjanina na jego drodze. To był zwykły dzień spędzony na kafelkowaniu mieszkań na powstającym niedaleko osiedlu. Wracał do hotelu pracowniczego tą samą drogą, co przez ostatnie dwa miesiące. Nie patrzył nawet pod nogi tylko przed siebie. Zupełnym zbiegiem okoliczności ulica prowadziła na zachód, czyli szedł także w stronę swojego prawdziwego domu, do którego chwilowo nie mógł wrócić. Roześmiał się cicho. Iwan spojrzał na niego pytająco, ale go zignorował. „Chwilowo” opiewało już na ponad dziesięć lat bez zbliżania się do Warszawy czy Krakowa i w ogóle unikania zostawanie dłużej w PRL. Szedł, patrzył, myślał o leżącej przy łóżku książce i w pierwszej chwili nie zwrócił uwagi na zaniedbanego, potężnego mężczyznę, który gapił się na niego. A potem go rozpoznał i normalność dnia ulotniła się w ułamku sekundy.
— Dziękuję.
Spojrzał na Iwana spode łba.
— Nie dziękuj, bo będę miał wyrzuty sumienia, jak cię stąd w najbliższym czasie wykopię. Nie możesz tu zostać. Skoro zwiałeś od swoich, to musisz na jakiś czas zniknąć, albo cię szybko znajdą. I to najlepiej, abyś zwiał poza Związek Radziecki, a może nawet cały czerwony blok, ale do tego potrzeba dokumentów i to takich nie na Iwana Bragińskiego. Nawet jak przejdziesz przez zieloną granice i cię nikt tam nie złapie, to co dalej? I właśnie, nie nazywaj mnie Feliksem. Chwilowo Feliks Łukasiewicz nie istnieje. Zamiast niego jest Aleksiej Griegoriewicz Gredeczko, Ukrainiec spod Lwowa.
— Siostrzyczka dała ci dokumenty?
Feliks udał, że nie zauważył nadziei w oczach Iwana.
— Nie widziałem jej od lat. Z sześć już będzie. Ale na wszelki wypadek jej nie szukam. Ty też nie powinieneś.
Iwan pokiwał głową. Najwyraźniej o czymś myślał i Feliks nie był pewien, czy chce wiedzieć o czym. Miał wrażenie, że nie spodobałoby mu się to.
— Czemu w ogóle zwiałeś?
— Smutno mi było samemu.
Szczerość w głosie Iwana rozbroiła Feliksa na chwilę. Potem obudziła się w nim czujność. Głos w jego głowie zaczął krzyczeć z czeskim akcentem, że jest skończonym debilem, bo jak Iwanowi samotnie, to może nie uciekł, a zgłosił się, jako żywa przynęta. Nagle nabrał ochoty, aby walnąć z całej siły głową w ścianę.
— Nie chciałem uciekać, ale tak jakoś samo wyszło. Na początku miałem ogon, ale potem postanowiłem iść przez duży las na przełaj i była zamieć śnieżna, a potem mrozy i ich zgubiłem. Jacyś nieodporni byli. A potem trafiłem na taką małą wioskę i tam trochę posiedziałem i pomagałem. Ubrania mi dali w zamian, choć trochę maławe były, ale za to ciepłe.
Feliks słuchał i próbował to sobie ułożyć w głowie. Gdyby miał za zadanie szukać Iwana, to skupiłby się na dworcach i drogach. Nie podejrzewałby, że zbieg przejdzie kilkadziesiąt kilometrów pieszo przez śnieg. No może bym podejrzewał, ale znam Iwana dłużej niż wszyscy partyjni — zreflektował się. Wygląd Iwana nawet pasował do jego opowieści i złapał się na tym, że w swojej naiwności po prostu chce mu wierzyć i móc pójść spać nie obawiając się, że przed świtem wpadną tu wojskowi, zaciągną ich do zaparkowanego na dole auta i powiozą do ośrodka w Moskwie. Wzdrygnął się. Iwan tymczasem dalej opowiadał o kolejnych postojach w swojej wędrówce.
— Czasami było tak miło i rodzinnie, że trudno było odejść —
— To czemu nie zostałeś? Lubisz przecież rodzinną atmosferę — wszedł mu w słowo.
— Bo to nie była moja rodzina, a ja chcę być ze swoją rodziną — wyjaśnił Iwan tonem pełnym niedowierzania, że Feliks może tego nie rozumieć. — To proste. Chcę znaleźć Olenę i Nataszę, i w ogóle wszystkich. Jesteśmy rodziną. — Przez chwilę wyglądał, jakby się wahał, ale w końcu odezwał się znowu. — Wielką komunistyczną rodziną — powiedział tak wolno, że aż wydało się to teatralne. —Powinniśmy trzymać się razem, a wy pouciekaliście.
— A mieliśmy dać się zamknąć w ośrodku i robić za papierek lakmusowy do badania nastrojów społecznych na odległość? — zapytał cicho. Początkowo chciał to warknąć, albo nadać temu kpiący ton, ale koniec końców nie był w stanie aż tak wyśmiać żalu Iwana, wylewającego się z jego ostatnich słów niczym ten farsz z rozklejonego pierożka. — Co jeszcze nie jest takie złe, ale sprawdzanie czy jak mi złamią rękę, to coś się stanie u mnie w kraju, już mi się totalnie nie podoba i mam wrażenie, że inni podzielają moją opinię. I nie patrz tak na mnie. Mam swoje źródła i na pewno nie ja jeden.
Nie dodał, że ostatnie wiadomości miał nieco stare, ale to nie miało znaczenia. Poczuł, jak dreszcz przechodzi mu po plecach na samo wspomnienie szerzącej się wśród nich plotki, że Moskwa zaczyna gdybać, czy nie dałoby się ich wykorzystać. Ta sama Moskwa, która zawzięcie pracowała, aby wytłuc ruchy narodowościowe. Nie pamiętał, kto jako pierwszy rozpłynął się w powietrzu za pomocą lewych dokumentów, ale miał wrażenie, że Josef albo Gilbert. Potem to poszło falą i teraz nie miał pojęcia kto gdzie jest. Trochę go to irytowało, o niektórych się martwił i może też tęsknił, ale w życiu nie posunąłby się do szukania ich. To mógł zrobić jedynie Iwan. Ale Iwan w Moskwie nie jest kolejnym niepożądanym narodem — pomyślał.
— Oni to rzadko robią, bo już twierdzą, że to nie działa. A tak to nie jest źle, tylko wszyscy tam są tacy poważni i skupieni na swojej pracy. To oczywiście dobrze, że im zależy na niej, bo praca to podstawa dobrobytu, ale nie mam z kim porozmawiać, na grzyby nie chcą iść ani napić się ze mną wódki. A samemu pić to smutno — westchnął i wzruszył bezradnie ramionami. — Wróciłbyś ze mną… Znaleźlibyśmy jeszcze siostry i Taurysa. Ciebie przypadkiem tu spotkałem, to musi być znak.
— Tak. Znak jak diabli — prychnął, starając się nie myśleć, że ci idioci chyba nie mieli skrupułów, aby przeprowadzać eksperymenty na Iwanie. — Zła wróżba. Potrzymają, popatrzą, a potem zaczną dobijać, jako byty niezgodne z ideologią. Ty dla nich pewnie jesteś ucieleśnieniem wizji jednego narodu robotniczego. Ja, Olena, Gilbert i reszta nie jesteśmy im potrzebni.
— Nic by wam nie zrobili. Po co mieliby? To nie są mordercy, a naukowcy. Jesteś wobec nich niesprawiedliwy.
— Nie dali mi powodów, abym myślał o nich inaczej — mruknął.
— Nie dałeś im szansy — zaoponował stanowczo Iwan.
Przez jakiś czas mierzyli się spojrzeniami. Zza ściany dało się słyszeć pojękiwanie i przez chwilę ignorowali je, póki nie stało się tak głośne, że trudno było dalej udawać, że go nie słyszą.
— Facet mieszka tam z żoną. Pokłócili się wczoraj, ale słychać, że już im minęło — wyjaśnił Feliks.
— Tobie nie jest smutno samemu?
— Do ciebie nie tęsknię — roześmiał się.
— Rodzina to ważna rzecz.
— Jakby mi było tęskno do rodziny, to bym poszukał Josefa lub Michaeli. Nawet Ludowita bym poszukał, ale nie ciebie.
— Ty zawsze jesteś taki uparty. Na złość babci byś sobie uszy odmroził —
— Moje uszy, moja sprawa! — odpowiedział nie do końca pojmując, o co Iwanowi chodzi.
— A ja bym ich też zaprosił do siebie i wtedy obaj bylibyśmy zadowoleni. Ja miałbym was, ty ich i byłoby wesoło i rodzinnie, a nie, że każdy sam. Samotnie niewiele można zrobić. To w grupie tkwi siła, ale ty się zawsze musisz stawiać, wykłócać i robić po swojemu, a potem się dziwisz, że ktoś ci krzywdę zrobił.
Feliks zacisnął mocno zęby. Bo ty byś wszystkim chciał pomagać, a koniec końców najgorzej na tym wychodzisz, bo wypruwasz sobie żyły dla kogoś, a potem sam potrzebujesz pomocy, tylko nikt nie kwapi się narażać dla ciebie — odezwało się w jego głowie echo dawnej rozmowy. Iwan trącił bardzo czułą strunę w jego duszy.
— I nie mów, że odpowiada ci tak jak jest. Też wolałbyś być w grupie. Zawsze wolałeś, dopóki ci nie zniszczono tej pseudo rodziny. Ja daję ci szansę, aby znów ją mieć.
Odetchnął głęboko. Dopóki ci nie zniszczono – prychnął w myślach. — Ty między innymi mi ją zniszczyłeś!
— Wróć ze mną do Moskwy. Nie muszę uciekać z kraju. Nic mi nie będzie jak tam wrócę i tobie też nic nie będzie. To ty wszędzie szukasz spisków.
— Tak! Ja! Ja! Ja! To ciekawe, czemu nikt inny nie porzucił lewych papierów i sam do ciebie, do Moskwy nie przyjechał?! Taurys pewnie siedzi za oceanem, Eduard w Finlandii, Erzsi może w Austrii, Natasza u mnie! O tym nie wiedziałeś, co nie? Czemu któreś z nich nie przyjechało?! A może mi powiesz, że to kurna moja wina i —
Kilka donośnych uderzeń w ścianę sprawiło, że zamilkł. Nie miał zamiaru krzyczeć. Poniosło go.
— Pewnie zaraz mi powiesz, że to ja rozsiałem plotkę? — syknął. — A gówno. Przyszła od Raivisa.
— On tyle książek czyta, że to aż nie zdrowe dla wyobraźni — roześmiał się Iwan dobrodusznie. — Przesadził na pewno. Uwierz mi. Pojedź ze mną i zobaczysz sam i wtedy może inni też przyjadą, bo skoro ty mi zaufasz, to będzie znaczyło, że jest dobrze.
— Albo uznają, że zgłupiałem do reszty – mruknął.
Iwan zaprzeczył ruchem głowy.
— Będzie dobrze — zapewnił. — Jestem tego pewien. Rodzina oznacza bezpieczeństwo.
— Nie można zmusić kogoś do bycia rodziną.
— Ja nie chcę zmuszać.
— Akurat — prychnął i dopił letnią już herbatę. — Jakoś ja widzę co innego.
— Bo ty mówisz o partii, o komunizmie, a mi nie o to chodzi — zaprotestował Iwan. — Komunizm, taki prawdziwy jest piękny, ale dopiero do niego dążymy. Kiedyś go osiągniemy — wyjaśniał spokojnie i Feliks nie mógł się oprzeć wrażeniu, że powtarza cudze słowa, starając się, aby brzmiały jak jego własne wypowiadane z głębi serca. Nie wychodziło mu. — A mi teraz chodzi po prostu o mieszkanie z kimś. O bycie rodziną. — Ostatnie zdania przyprawiły Feliksa o skręt kiszek. Brzmiały tak inaczej. Tak prawdziwie, że minęła dłuższa chwila nim się odezwał.
— Nie nakłonisz nikogo po dobroci.
— Ale jak zobaczą, że ty jesteś u mnie i jak jest dobrze, to sami zechcą się przyłączyć do nas.
— Wierzysz w to?
Nie musiał pytać. Iwan na pewno w to wierzył. Rodzina była dla niego czymś ważniejszym niż nawet dla niego i poczuł, że zaczyna się mu ta wiara udzielać. Gdyby faktycznie mogli tak żyć w zgodzie wszyscy razem, to by mu się to podobało. Byłoby z kim powspominać, z kim się pokłócić, a nie same nowe twarze, luźne znajomości oparte na kłamstwie z jego strony. Czułby się bezpieczniej gdyby…
— Mam dość — warknął. — Teraz i tak nic nie zrobimy. Chodźmy spać. Możesz zająć kanapę, bo chociaż schudłeś, to polówka i tak byłaby dla ciebie za mała. I nie dziękuj mi, cholera.
…nie był sam i nie ścierał się z tym wszystkim w pojedynkę. O ile raźniej byłoby przechodzić przez to wszystko z kimś. Świat stałby się normalniejszy. Rano jadłby śniadanie żartując z kimś, potem mógłby porozmawiać, czasami się napić…
Iwan spał chrapiąc cicho. Na dworze rozchmurzyło się i księżyc w pierwszej kwadrze rozjaśniał zaśnieżone drogi. Wiatr świszczał od czasu do czasu wśród nagich gałęzi drzew i skrzypiał obluzowaną rynną. Warkot silnika samochodu uzupełnił na chwilę tę melodię i zaraz zawtórowały mu zmarznięte podwórzowe psy.

Miał nieodparte wrażenie, że od tamtej nocy minęło co najmniej kilka lat, a nie nieco ponad miesiąc. Stojąc w otwartym oknie wychodzącym na wschód mrużył oczy i próbował odpędzić od siebie natrętne wspomnienie wymykania się z plecakiem przez najniższe okno klatki schodowej. Zabrał jedynie najpotrzebniejsze rzeczy i uciekł. Idąc pustymi ulicami serce waliło mu jak oszalałe. Każdy hałas sprawiał, że wstrzymywał oddech i wsłuchiwał się w ciszę, spodziewając się usłyszeć jak Iwan go woła. Nawet kiedy dostał się do garażu, w którym trzymał swoje mocno zdezolowane auto nie poczuł się bezpieczniej. Gdy silnik odpalił za trzecim razem odetchnął, ale tylko trochę. Granicę przekroczył nie jako Aleksiej Griegoriewicz Gredeczko, ale już jako ktoś inny. Pod siedzeniem auta leżało sześć różnych wcieleń Feliksa Łukasiewicza, którymi nauczył się żonglować. Nawet nie obawiał się kontroli. Strach, który sprawiał, że zaciskał dłonie na kierownicy tak mocno, że bielały mu kostki brał się z czegoś innego i teraz powrócił. Pod jugosłowiańskim słońcem, w scenerii tak odmiennej od tamtej on był stały. Iwan miał rację. Feliks chciał móc znowu dzielić się z kimś problemami. Idea „rodziny” mu się podobała na swój sposób i chciał uwierzyć Iwanowi, że w Moskwie nie czekałby na niego eksperymenty i nie zostałby szczurem laboratoryjnym partyjnych pseudo naukowców. To go tamtej nocy przeraziło i zmusiło do ucieczki. Gdyby został, to w końcu dałby się przekonać.
Wzdrygnął się na myśl o tym.
— Było minęło — powiedział głośno, aby samego siebie o tym przekonać. — Czas iść do pracy.
Z trzaskiem zamknął wypaczone okno i z uśmiechem na ustach wyszedł z mieszkania, mając nadzieję, że męczący dzień pozwoli mu zapomnieć o wspomnieniu, które nawiedziło go zaraz po obudzeniu się.

Koniec

Reklamy

4 thoughts on “Cienkie ściany

  1. Komentuję tutaj, choć zamierzałam na forum. Dlaczego? Bo muszę wtrącić swoje trzy grosze, a zwrócono mi ostatnio uwagę… Zresztą wiesz ^^. Ale o tym potem.
    Podobał mi się ten one shot. Zwłaszcza Wania mnie rozczulił, choć wizja zarośniętego Iwana… ❤ ❤ ❤ (wiem, mało ambitne, ale inaczej nie potrafię tego ująć). Rosja jak to Rosja, kurczę, właśnie podoba mi się to, jak go przedstawiłaś. Właśnie moim zdaniem Wania powinien być właśnie taki, jak go to Feliks określił: "Niby myślisz, niby masz swoje pomysły, ale jak ci ktoś nie powie, w którą stronę masz myśleć, to jesteś jak cielę! Jak nie car, to partia." W dodatku naiwnie wierzący w komunizm, a w głębi duszy czuje się samotnie.
    Po drugie, wizja tego, że wszyscy pod wpływem plotki gdzieś się ukrywają, jest bardzo ciekawa. Z jednej strony już chciałam to przyjąć jako HC, ale jak doczytałam, to się wstrzymuję. Dlaczego? I tu jest właśnie powód, dla którego piszę tutaj, a nie na forum – otóż dlatego, że szczerze wątpię, żeby takie badania miały być robione na tanach. Wizja jest ciekawa, ale jednak… Coś mi mówi, że to nie to. A to dlatego, że w czasach komunizmu właśnie takimi rzeczami się nie zajmowało, uważano, że po co, skoro w narodzie i w społeczeństwie wszystko jest ok? Jedynym wyjątkiem pod tym względem była Polska, gdzie owszem, był OBOP, ale nie ZSRR. Chyba że mamy do czynienia z fikcją literacką i kolejną wizją "tajnych eksperymentów Rosjan", co mogę przyjąć i jestem za tym 🙂
    Błędów nie wypatrzyłam, ogólnie podoba mi się ten fic. I choć PolRus, czy RusPol, whatever, to nie mój pairing, to tutaj wypada przekonująco.

    • Diękować za komentarz 🙂

      Co do badań, to kto powiedział, że inicjatorom miałoby chodzić tylko o nastroje (Feliks, powiedział, ale trochę na zasadzie pierwszego co mu się skojarzyło w danej chwili jako najbardziej zwięzłe nazwanie sprawy ^__^). A gdyby tak złamano rączkę tanowi i to się przekładało na kryzys gospodarczy? jakież to by było narzędzie „perswazji”, nawet nie zastraszenia, ale komuś kryzysik cichcem zafundować i pojawić się z pomocą. Ale pierw trzeba by zbadać czy to tak działa, bo nigdzie nie ma danych na ten temat, zresztą własne dane zawsze lepsze od cudzych, a tu obiekty do badań spierniczyły. Cirka tak, ja to widzę tutaj 🙂

      I boru liściasty, gdzie tu jest paring?! jest dwóch bohaterów, ale żeby od razu paring? To już dwóch facetów nie może pogadać, żeby nie zostali uznani za parę?! jejuniu… ;_;

      • Aha, chyba, że tak to widzisz… Cóż, to w takim razie jestem w stanie to przyjąć, choć nie wiem, czy profesjonalni badacze, nawet w świecie Hetalii, by przeciwko takim „badaniom” nie protestowali. Choć to chyba temat nieco szerszy i na innego fica, podejrzewam 😉
        Och, nie przejmuj się, to tylko ja sugerująca się wypowiedzią Vegs. A poza tym… Moja definicja pairingu jest szeroka, w tym wypadku to jest „non-romantic pairing”, tak więc spokojnie 😉

  2. Sprowadziła mnie tu Vegs, co tłumaczy moją pierwszą wizytę na Twojej stronie 😉 PolRus uważam za nieco smutny duet – smutny, bo właśnie kojarzący się z komunizmem, zimą i wiarą w idee, które nie mają pokrycia w rzeczywistości. Podoba mi się Iwan, którego opisałaś w fiku – rozwalony pieróg, przygnębiający, ale nie zły. Feliks jak to Feliks, swój chłop i to chyba tylko dzięki niemu fik nie stał się przesadnie depresyjny xD Sposób, w jaki przedstawiłaś ich relacje, bardzo są bliskie moim przekonaniom co do tej dwójki, a samo opowiadanie bardzo przyjemnie i szybko się czytało. Brawo 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s