Szpilki [cz. 2]

— Cały ty — roześmiałam się bez złych intencji. — Picie w piżamkach w łóżku bardzo mi się podoba.
— Mnie by się bardziej podobało bez piżamek — odpowiedział.
Zaczęłam się śmiać. Zabrzmiał tak żałośnie jak wcześniej, kiedy gdybał o tym, że może trzeba było iść do kina. Jakby mi moja kostka pozwalała, to nachyliłabym się wtedy ku niemu i pocałowała w policzek. Niestety Joszkowa skoda była bajecznie duża i taki manewr wymagał ode mnie lekkiego przesunięcia nieszczęsnej nogi, a właśnie tak ją ułożyłam, że nawet na przejazdach przez torowiska siedziała cicho. Musiałam zadowolić się czułym pogłaskaniem zarośniętego policzka. Lubiłam, gdy miał brodę. Bez niej wyglądał jakoś tak nie do końca poważnie i wręcz nie czesko. Josef z brodą i mówiący o piciu wina bez piżamek w jego sypialni był kwintesencją Josefa, dla którego tu przyjechałam. Bo przecież mogłam pojechać sobie w Tatry, a nie rwać do dalekiej Pragi.
— Ja na razie myślę, jak zdejmę podziurawione rajstopy… — westchnęłam, ściągając nas oboje z progu krainy fantazji do świata brutalnej rzeczywistości i aż źle się z tym poczułam.
— Rozetniemy… — stwierdził beznamiętnie, poczym dodał już bardziej obecnym tonem — a spuchła bardzo? Zaraz będziemy.
— Nie spuchła, tylko ruszanie nią tak nieco mi nie w smak — stwierdziłam oczywistość.
— Złamana…
— Kostki nie da się złamać — zaprotestowałam stanowczo. — A piszczel i to drugie mam całe. Wiem jak to boli, gdy są złamane.
Niestety, nie raz mi się zdarzyło. Przez moment nawet chciałam mu o tym przypomnieć, ale nie dał mi czasu.
— Kostka może pęknąć!
— Tylko mnie trochę boli! — odpowiedziałam równie podniesionym głosem. — Naprawdę. Dziękuję za troskę, ale to nic takiego — wycedziłam. — Nic aż tak takiego. Nawet do domu dojdę chyba sama — udało mi się skończyć niemal spokojnym tonem.
— Chyba sama… — jęknął potępieńczo. — I dorobisz tę kostkę. Ja cię znam, będziesz chciała wrócić do Bratysławy i tam będzie cię boleć, ale ty nikogo nie poprosisz!
— Poboli i przestanie — powiedziałam, w ostatniej chwili zrezygnowawszy z „do wesela się zagoi”. — W ogóle, co za przysługę Novákowi wyświadczałeś? — zmieniłam temat.
— Kochankę mu przed żoną kryłem.
— A to się nie dziwię, że się na flaszkę a nie piwko szarpnął. Jakiś ty pomocny — roześmiałam się udając zdumienie. Jakby nie był pomocny, to by nie przyjeżdżał te ileś razy do Bratysławy, a to mi z piwnicą pomóc, a to Skodę podreperować.
— No ba… Znasz Novákową. I znasz Nováka. On ją kocha i poważa, tylko się jej boi i czasami potrzebuje poleżeć z twarzą w cyckach jakiejś spokojnej kobieciny. W ogóle ja sądzę, że kochanka była dziwką, ale zachowywała się taktowanie. Nie usiłowała zwerbować na klienta. Chociaż ten wzrok niosący wycenę wszystkiego, co w moim domu, był bardzo oczywisty.
— A ładna chociaż? — zainteresowałam się, próbując sobie przypomnieć jak Novakowa wygląda.
— Nogi miała niezłe.
Spojrzałam na niego uważnie.
— Poza tym, nie mój gust — przyznał, a ja zauważyłam, że na chwilę wstrzymałam oddech.
Zganiłam się za to w myślach i odezwałam szybko.
— Może kiedyś zdarzy mi się ją sobie obejrzeć. Chyba że ona i Novák już nie są razem?
— To było jakieś dwa tygodnie temu, od tego czasu jej nie widziałem.
— Może się wystraszył i przyhamował. Na jego miejscu bym tak zrobiła. Chyba.
— Mówisz…
Zawiesił głos i nie byłam pewna, czy się zamyślił nad moimi słowami, czy skupił na wjeździe na podjazd.
— A ty nie? — zapytałam.
— Nie wiem. To zależy od tego jak mocno związałbym się z drugą osobą.
Nie czekając aż się odezwę, zgasił silnik i wysiadł. Po chwili już był po mojej stronie skodziny i otwierał mi drzwi. One były akurat najmniejszym problemem. Przy wsiadaniu mogłam prawą nogę w zasadzie wciągnąć do auta, teraz musiałam wymyślić jak wysiąść, nie stawiając jej na ziemi.
— Wiesz, ja nie mówię w ogóle się wycofać, ale do domu nie zapraszać — odezwałam się, jednocześnie próbując się zgrabnie obrócić na siedzeniu, co nie było proste, gdy ma się w dodatku wieczorową sukienkę na sobie. — Po co los kusić?
Udało mi się nieszczęsną nogę tak ułożyć, że nie sięgała ziemi. Co innego lewa. Teraz zaczynała się wyższa akrobatyka. Trzeba się tylko odepchnąć dłońmi i nie uderzyć przypadkiem w dach. I nie stracić równowagi…
— No widzisz! Skręcona! Skręcona! — niemal krzyknął, podtrzymując mnie i tym samym ratując przed drugim tego wieczoru upadkiem.
— No może i skręcona — przyznałam — ale nie pęknięta — zaznaczyłam, zacisnęłam ząbki i spróbowałam zrobić krok do przodu.
Nic mi z tego nie wyszło. Josef nie puścił mnie.
— Oprzyj się żesz o mnie, kobieto! — znowu podniósł głos.
— To tylko kawałek… Jak sobie z ciebie zrobię laskę, to nie przejdziemy przez drzwi — roześmiałam się, choć mało mi było do śmiechu. Nie mógł się ze mną kłócić. — Chodź. Zimno — ponagliłam go. Marzenia o ciepłym łóżeczku, winie i kilku innych rzeczach powróciły do mnie ze zdwojoną siłą i żadne schody nie były mi już straszne.
— Uparta Słowaczka.
— Chyba lepiej, że uparta, niż jakbym się miała zmadziaryzować kilka wieków temu do reszty i rozpłynąć w niebycie — wysyczałam kuśtykając przez przytrzymywane przez niego drzwi. Nie chciałam, aby zabrzmiało to tak jadowicie. To była wina kostki.
— Wy z Feliksem lubicie sobie zadawać ból, nie? — zapytał, ale chyba nie oczekiwał odpowiedzi, bo zaraz odezwał się znowu. — Ciekawe, jak chcesz wejść po tych schodach!?
Zawahałam się nad odpowiedzią i to na dostatecznie długo, żeby Josef wziął sprawy w swoje ręce. Dosłownie. Nie żeby mi się to nie podobało.
— W sumie nie wiedziałam jak… siłą i godnością osobistą? — I marzeniami o łóżeczku, winku i piżamkach, dopowiedziałam sobie w myślach i objęłam go za szyję. Z pewnym niepokojem patrzyłam na to, jak blisko mojej stopy była ściana, gdy wchodziliśmy. Nie obraziłabym się, jakby całe schody były tak o połowę szersze. — Nie no, jakoś bym weszła, choć tak jest szybciej, drogi silny Czechu.
— I wygodniej, droga wątła Słowaczko.
— Wolałbyś, abym miała wygląd babochłopa? — zapytałam, patrząc mu w oczy.
— Myślę, że i tak bym cię kochał — odparł swobodnie.
Roześmiałam się i pocałowałam go w policzek, bo cóż innego mogłam zrobić?
Zaniósł mnie prosto do sypialni i tak oto wkroczyłam do królestwa zieleni, i poczułam się jak w domu. Od lat powtarzał, że w końcu przerobi ten pokój na gościnny, bo jest za duży jak na sypialnię dla samotnego mężczyzny, ale nigdy nie wierzyłam, że to zrobi. Ilekroć wracałam, widziałam to samo wielkie łóżko zrobione przez starszego Jelínka. Musieli je zbijać na miejscu, bo w całości nie udałoby się wnieść. Wiszącą na ścianie półkę z książkami też on robił. Zerknęłam jedynie na szafki nocne i postanowiłam nie zgłębiać, co poza klasykami literatury różnej tam leży. Nie żeby się Josef ze świerszczykami obecnie krył.
— Pokaż nózię.
— A co tu do pokazywania? Ot, jest nózia — stwierdziłam i spróbowałam demonstracyjnie pomachać mu stopą. To był bardzo głupi pomysł. Syknęłam z bólu i zacisnęłam dłonie na pościeli. — Bucika pewnie żaden szewc mi nie naprawi.
Nie odpowiedział. Usiadł koło mnie na łóżku i zapatrzył się na tę moją kontuzjowaną kostkę. Delikatnie ujął ją w dłonie, a mi zrobiło się przyjemnie. Miał chłodne palce i sam ich dotyk działał kojąco.
— Nózia jest spuchła — stwierdził.
— Zobaczymy rano. Może tylko paskudnie coś naciągnęłam — stwierdziłam, mając nadzieję, że mam rację. — Idź po winko, a ja spróbuję się wyswobodzić z rajstop i sukienki. W ogóle ty zabrałeś ten mój połamany but?
— Tak, mam go, ale nie butem się przejmuj, pomylona kobieto!
Podniósł głoś, ale miałam nieodparte wrażenie, że oczy mu się śmiały. Nie dane mi jednak było przyjrzeć się lepiej, bo posłuchał mnie i wyszedł z pokoju, a ja zostałam z kolejnym zdaniem zakrawającym na akrobatykę.
— Madame pozwoli? — zapytał.
Stał w progu z winem i nożyczkami w jednej dłoni i kieliszkami w drugiej. Ciągle ubrany w garnitur prezentował się bardzo dobrze. Gdyby sytuacja pozwalała, to teraz wstałabym, podeszłabym powoli i objęła go za szyję. Zdradziecka kostka jednak uziemiała.
— Chyba nie mam wyboru — westchnęłam ciężko i pozwoliłam mu w sposób ostateczny zakończyć żywot moich rajstop.
To nie były już te czasy, gdy rajstopy były cenne i nosiło się je do podciągania oczek. Zresztą, tym nawet najsprawniejsza w fachu kobieta już by nie pomogła.
— Idę po lód — oznajmił.
Nie odpowiedziałam plecom znikającym za drzwiami. Wyswobodziłam się z sukienki, z trudem przeciągając ją przez głowę, żeby tylko nie musieć wstawać. Przez moment miałam wrażenie, że materiał tego nie wytrzyma, ale się udało. Biustem pokroju Olenowego natura mnie nie obdarzyła, ale równa kobieta też ze mnie nie była. Wślizgnęłam się ostrożnie pod kołdrę i zamknęłam oczy. Mieszkania i domy zawsze mają swój zapach. Najpierw jest to zapach nowości, a potem mieszanka perfum, obiadów, świec i sama nie wiem czego jeszcze. Po latach i tak pojedyncze wonie nie dają się zidentyfikować. Wzięłam głęboki wdech i roześmiałam się cicho. Mieszkanie Josefa ciągle pachniało znajomo i wciąż podświadomie kojarzyłam ten zapach z domem.
— Dawaj nózię.
— Muszę?
Spojrzałam na trzymany przez niego ręcznik, w który zapewne owinął lód.
— Musisz, księżniczko.
Na nic się zdało zbolałe spojrzenie. Stał czeski niedźwiedź niewzruszony, a za sobą miał zieleń ściany, od której odcinał się czernią garnituru. Wystawiłam nieszczęsną nogę spod kołdry niechętnie.
— Sinieje…
— Z zimna. — Wzdrygnęłam się i nie cofnęłam nogi tylko dlatego, że ją trzymał, a moja podświadomość była dość mądra, aby dojść do wniosku, że takie szarpanie się będzie bardzo bolało. Odetchnęłam głęboko, przyzwyczajając się powoli do chłodu, który zaczynał tracić powinowactwo do tortury na rzecz przynoszenia ulgi. Poprawiłam poduszki za sobą, aby bardziej siedzieć niż półleżeć i wbiłam w Josefa wyczekujące spojrzenie.
— Tak szybko się nie robi sina z zimna — stwierdził.
Zmarszczyłam brwi i w końcu otworzył wino. Może i był piwoszem, ale z korkami radził sobie całkiem, całkiem. Korki, kapsle, nakrętki, żadne mu nie były straszne. Nawet gotować umiał jak musiał. Warto było u niego zostać na noc chociażby dla śniadania. Patrzyłam jak pewnym ruchem rozlewa wino do kieliszków. Jeden, drugi, zakorkować na powrót…
— A skąd wiesz? — zapytałam przekornie, biorąc od niego kieliszek.
— Bo jestem mądry — odparł z wybitnie czeską, według mnie, skromnością, poczym usiadł wygodniej obok mnie. — Do twarzy ci w negliżu.
— Wiem, wiele razy mi mówiłeś, ale miło usłyszeć raz jeszcze — odparłam. — To za co pijemy?
— A ja wiem… Za Nováków? — zaproponował, a ja odnotowałam brak przytyku do mojego pośpiechu.
— Za Nováka? Tej jego żony to ja nigdy nie wielbiłam — przyznałam.
Podpadła mi kilka razy, kiedyś, o zgrozo, krytykując to, jak wysokie buty noszę. Oj, dzisiejszy wieczór byłby dla niej wodą na młyn. W ogóle była dziwna, nawet jak na Czeszkę. Jak dla mnie Novák marnował się przy takiej babie, ale może miała jakieś ukryte przymioty duszy, które wielbił.
— Za Nováka. Żeby żona się częściej do niego uśmiechała.
Uśmiechnęłam się do Josefa promiennie i chciałam dodać coś twórczego, ale moja noga postanowiła o sobie przypomnieć.
—Auć! — syknęłam i odczekałam chwilę, aż ból zelżał. — Za Nováka.
— Za stópkę. Żeby przetrwała — zmienił toast.
— Oj, przetrwa. Gorsze rzeczy się nóżkom moim zdarzały.
Przemilczał oświadczenie, za co byłam wdzięczna. Wino miało lekko cierpki smak, ale trudno było określić, czy już się kwalifikuje jako wytrawne, czy mój były mąż postanowił mnie porozpieszczać półwytrawnym. Butelkę odstawił tak, że nie mogłam jej zobaczyć, a pytać jakoś nie chciałam. Przez zapach mieszkania, zieleń ścian i aromat wina wracały do mnie wspomnienia. Jedne lepsze, inne gorsze, a wszystkie moje i Josefa. Butelka zdobycznego wina pita w jesienny wieczór, dopieranie innego wina z prześcieradła, budzenie się rano pośród nieposkładanych ubrań po późnym powrocie z prywatki.
— Chodź do łóżka, a nie tak siedź na krawędzi. Nie ucieknę ci, jak się stąd ruszysz. Nawet jakbym chciała, to zanim z tą nóżką do drzwi dotrę…
Dopił wino jednym potężnym łykiem i nachylił się nade mną. Patrzyłam mu w oczy niepomna na rękę opartą tuż koło mojej głowy. Tonęłam w poczuciu, że tak właśnie być powinno, że tak było i tak ma być teraz.

 

 

c.d.n.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s