Nocą zimną, nocą ciemną

Ostrzeżenia: klną

Za oknem zima. Zima zim śniegiem przysypana, przepalona bielą i unieruchomiona mrozem szuka szczelin, aby wedrzeć się do domu. Samobójczy pęd lodu do ognia. Wiatr wyje na polu. Woda ścieka po szybie. Lód i ogień. Świat i nie-świat. Tu i tam. Feliks patrzy i się uśmiecha. Siedzi w fotelu. Miękki plusz, ogień na kominku, kubek gorącej herbaty z miodem i cytryną w dłoniach. Na ławie lap, a na ekranie uśmiechnięta gęba Iwana via skajp. Pucułowata niczym dobrze wypchany pierożek. Pod Iwanem messendżer miga konwulsyjnie. Z wieży idą Dwie wieże. Tatatatadaama wypełnia pokój. Stary film. Skojarzenia bliskie zeru, bo to było już dawno temu. Wiele zim, wiele lat.
Iwan rechocze patrząc na komórkę. Odbiera nie pauzując ani fonii, ani wizji. Rozmowa dwa do trzech vojs do vizu. Feliks nie chce słuchać. Podnosi się (koc osuwa się na podłogę) i idzie do kuchni zamieszać wolno grzejące się wino. Z salonu słychać ruską angielszczyznę Iwana i się robi Feliksowi cieplej na duszy. Oko ucieka w głąb pamięci.
Eksplodują fajerwerki przeżycia.
Późna wiosna – w nazewnictwie Europy Północnej wręcz lato, ale Arthur mówi wiosna. Niech więc będzie, że wiosna, skoro on taki uparty. Rześka nieco, ale piękna, bo brytyjska. Jego piękna i własna wiosna. Jego wyspa jedyna. On – Korona (Taurys się śmieje – skojarzenia ponadczasowe odzywają się echem kościelnych dzwonów); On – Królestwo; On – Anglia ponad innymi. Potęga herbaty zabielonej, hegemon funta, arystokrata manier i arcymag wiedzy (Raivis ziewa znudzony).
– Nie potrzebuję was tu – stwierdza. – Imigranci…!
Olena przewraca oczami. Siedzi nieco odsunięta od stolika i bawi się widelczykiem do ciasta. Ciasto już zjedli.
– Ja nie emigruję, ja kolonizuję – śmieje się Feliks. Taurys wzdycha rozbawiony. Iwan parska śmiechem. Arthur fuka i prycha. Śmieją się wszyscy. Arthur zalewa się purpurą. Wychodzą uchachani. Ktoś – on czy nie on, chyba nie on; pamięć się gubi – rzuca na odchodnym prorocze: pogadamy za kilka miesięcy. Znikają.
Oko wraca do tu i teraz. Wino pachnie pięknie. Z salonu słychać rechot Iwana i Dwie wieże. Feliks uśmiecha się do ekranu, gdy siada na powrót w fotelu. Uśmiechają sie do siebie. Trzy do trzech – Iwan dał Arthura na głośnik.
Wino mieni się czerwienią w szklance. Iwan szczerzy się do kamery i wznosi toast herbatą z prądem. A może to prąd z herbatą? Rosja.
Katastrofa. Dramat zimowy pod postacią panny śnieżnej z mrozem zaręczonej. Spisek dziejowy, ale tego Arthur nie mówi. To mu tylko w głosie dźwięczy i brzęczy – arcymag bezradny wobec mrozu. Lud wychowany brytyjski ni nosa z domu nie wyściubi. Na śnieg patrzy zdumiony, na auta w góry zmienione, na drogi zasypane, a gospodarka… Jak to? jak to? Nie pierwsza zima taka, a przecież było dobrze. Przecież sie żyło!
Iwan potakuje monologowi Arthurowemu z pobłażliwym uśmiechem na twarzy. Feliks pije powoli gorące wino i oczy się mu śmieją. Wykrakali. No wykrakali. Śmiech. Rozbawiony Iwan rozłącza Arthura. Śmieją się.
Obróciła się moneta i zatęsknił Arthur za swoją imigracją, co mu PeKaBesia nabijała wtedy, gdy normalni ludzie nie wyściubiali nosa z domu, bo zima zim zawitała na Wyspy. A tu wała. Emigracja grzeje się w domku. Feliks wraca do kuchni i dolewa sobie wina. Za oknem minus trzydzieści. Zimno jak skurwysyn, ale się zdarza. Się żyje. Tu. Tam nie. Wraca do salonu.
– Nu i gdzieś ty poszedł? – pyta pierożek ruski z ekranu. – Takie cię fajne ominęło, wiesz co, Polsza…
– W kuchni byłem. A słyszeć słyszałem i wszem i wobec, a przynajmniej tobie, komunikuję, że ja się na Wyspy nie ruszam. Mogę jeszcze Lici zakomunikować, bo mam go na emesenie. O!
Przełącza okno i stuka rozbawiony zdań kilka o zrozpaczonym Arthurze, a wszystkie one odpowiednio patetyczne. Taurys emotkowo przewraca oczami. Tik, tak, bida don – zegar wybija jedenastą godzinę. Jak mag wywołuje nowe okienko. Fonetyczny rosyjski zalewa ekran. Feliks siorbie wino i próbuje się przestawić. Dawno ruskiego nie czytał. Pieprzyć.
– Zbastuj, bo zdechnę. Ruskiego w fonetyce angielskiej nie czaję.
Dodaje Łotwę do rozmowy z Iwanem, a z rozpędu dodaje i Litwę. Klik. Klik. Pierożek na ekranie się cieszy.
– Jak miło – pogaduje.
– To do kogo teraz zadzwoni?
– Moja komóreczka jest dead – Feliks oznajmia zadowolony jak dziecko po udanym psikusie. – Musiałby na stacjonarny, a tego on nie zna. Sayonara, au revior i wypierdalaj – stwierdza radośnie.
– Ty, Polsza, to wszystko zepsujesz – pierożek na ekranie kiwa głową.
– Zaś popsuję. Rozładowała mi się, a ładowarkę pożyczyłem. Das ende. Zresztą i tak bym nie pojechał jaśnie pańskiego brytyjskiego zadka pilnować, co by nie przymarzł do krzesła.
– Minus piętnaście, to żadne tam przymarzanie. Przesadza, przesadza. Minus czterdzieści, a to już można porozmawiać.
Feliks się wzdryga. On i tak dalekie południe. Raivis oczami przewraca – za oknem trzydzieści kresek poniżej zera. Chyba. Dalej skala nie sięga. Dryndu, dryndu.
– Do boju, Licia! – kibicuje Feliks, a Taurys niechętnie odbiera telefon.
– Na głośnik – szepcik konspiracyjny.
Jakżeśmy dawno nie rozmawiali, och, ach, co u ciebie, doprawdy, ojeju, bla, bla, bla. Wersal telefoniczny. Taurys odpowiada na półautomacie. Zimno. Tak zimno. Bardzo zimno. Londyn minus dziesięć zaspy po pas. Wilno minus dwadzieścia siedem. Brrrr.
– A ja sobie mogę w zaspie igloo wykopać. Pełna wysokość stania dla mnie – mruczy Raivis.
– Ostatnio odkopywaliśmy drzwi sąsiada i moje, bo oknem to się nam źle wychodziło – rechocze Wania. – Za niskie. Dla ciebie by było w sam raz. Przyjedź. Barszczu nagotuje, wódkę schłodzę.
Wymowne „a idź się utop w śniegu” zawisa w łotewskim pomruku.
– Mam gorącą czekoladę. Z prądem.
A Angluś dalej kusi. Zapłaci, dach da, obiad zrobi. Iwan z Feliksem zanoszą się śmiechem. Taurys fuka, że ich zaraz wyciszy.
– Licia, kurna, nie jedź. Otruje cię! – zanosi się dramatyzmem Feliks. – Zapłaczemy się i umrzemy ze zgryzoty.
Litwa zasłania komórkę, a Angluś dalej gadu, gadu, truju, truju.
– Piorąc się w trójkę o moje ziemie.
– Bardzo możliwe – Feliks uśmiecha się jak słoneczko. Śniegi topniejcie!
Bla, bla i Angluś niepyszny rozmowę kończy. Nie skusił.
– To Raivis, teraz twoja kolej.
– Albo Olenki, choć ona na takie mrozy też krzywo patrzy. Sensu nie ma, ale jeśli zdesperowany, to nawet do Turcji zadzwoni. A Sadiq go wyśmieje i będzie chodził uchachany przez tydzień.
– Grecja ciągle biedę klepie, ale chyba nie taki z niego desperat – gdybie Taurys.
– Nie starczyłoby angielskiej wypłaty na ciepłe ubrania.
Dryndu. Dryndu.
– Łocia!
Raivis spoziera na komórkę złowrogo, po czym mu buzia łagodnieje. Odbiera. Wycisza sobie mikrofon. Baju, baj. Dywersant jeden. I tylko widać jak mówi, jak rechocze rozbawiony. Foch z przytupem – the orginal one. Chrzanić. Feliks zwleka się z kanapy i drepcze do kuchni. Wania również. Taurys się w fotelu rozpiera, spogląda na noc ciemną za oknem i ziewa przeciągle.
– Desperat, jak Boga kocham, desperat.
– Tyś prawie ateista – krzyczy Feliks z kuchni na Łociowe słowa.
– I co z tego? I tak Anglia desperat – śmieje się.
– A nam nie dałeś posłuchać – smuci się Iwan nad kubkiem świeżej herbatki ze wspomaganiem. – Nieładnie. Naprawdę nieładnie.
Prych i fuk.
– Bo to nie on dzwonił, a Eduard z zapytaniem, czy Anglii do reszty się już w głowie poprzestawiało, aby do niego dzwonić w takich sprawach.
– O! Trzeba było go na skajpa zaprosić. Piąty do picia. Byłoby jak za starych dobrych –
– Bla, bla, bla – Feliks w słowo Waniuszy wchodzi.
– Nawet szósty – dodaje Raivis rozbawiony. – Grzeje zadek w Helsinkach.
Tallinn minus czterdzieści. Helsinki o pięć cieplej. Ot sprawiedliwość pogodowa.
– Byście tu przyjechali – kusi Iwan. – Byłoby wesoło.
– Zapomnij.
– Marzenie ściętej głowy.
– Wykichaj się.
– Niemili jesteście.
– Oczywiście.
– No jasne.
– Staramy się ze wszystkich sił.
– Nie musicie się aż tak starać. Ja tu z sercem, a wy…
– Z nożem, Wania. Z nożem. Dbamy o patologiczny obraz rodziny.
Zgodne „waszej” na litewsko-łotewskiej nucie płynie w światłowody.
– Naszej, waszej, jeden pies. No nasza większa i bardziej w bratobójstwie zaprawiona, ale to taki tam szczególik.
– Malusi – przedrzeźnia Raivis.
– Tyci – dołącza Taurys.
– Bełciątka, nie prowokować.
– Bo?
– A w sumie nic. I tak by mi się tyłka do was ruszać nie chciało teraz. Nawet mojemu psu się nie chce tyłka ruszać. Szcza i kupczy najdalej sto metrów od domu i już chce wracać. Będę miał, kurwa, trawnik na wiosnę jak pole minowe. Już się nie mogę doczekać.
Iwan rechocze.
– Bo to trzeba mieć huskyego. On by tam u ciebie sobie chętnie poganiał.
– Ty sobie miej. Ja tam swoją psinę kocham i syberianów mi nie trzeba.
Gwizdu, gwizdu. Psia morda w kamerze.
– Nie liż kompa, kurna. Co ty tak chcesz Iwanowi mordę wylizać? On niesmaczny.
– Próbowałeś?
Feliks czerwienieje.
– Jeden zero dla Łotwy – Taurys stwierdza z wyjątkową perfidią w głosie.
Pies szczeka radośnie.
– Idź się zakop w śniegu.
– Tylko i wyłącznie z tobą, a Taurys weźmie moje ziemie pod swoją opiekę w ramach wdzięczności za wykończenie ciebie. Stoi?
– Ciebie to wykończy, a Polszę odkopią za sto lat, odmrożą i okaże się, że cały i zdrów – wieszczy Iwan.
– Fakt.
Feliks szczerzy się i wznosi toast za swoje zdrowie. Wino wystygło. Trzeba by pójść po dolewkę, a się nie chce. Psisko złożyło łeb na kolanach i domaga się pieszczot. Dostaje. Iwan ziewa. U niego już późna godzina.
– Spać trzeba młodym – śmieje się Feliks o dziwo nie do końca złośliwie.
– Tu już jest późno. Słoneczko dawno zaszło, ale tak mi humor Anglia poprawił, że się spać nie chciało, a trzeba by. Nowy dzień już.
Baju baj, dobranoc, ar labu nakti, labanaktis, spokojnoj noci. Komedia stref czasowych, Raivis do książki zmyka, Feliks psa wyprowadzić na te sto metrów i Taurys ucieka ku sprawom swoim. A za oknem noc ciemna, noc zimna. I w Moskwie, i w Wilnie, i w Rydze, i w Warszawie, I Londyn w ciemnościach, i Dublin. Kwiaty panny mroźnej na szybach kwitną, gra stara kaseta. Herbata w filiznace paruje. Earl grey, darjeeling czy irish breakfast – srał by to pies. Ważne że ciepła.
I byle do wiosny.
Do ciepła – temperatur na plus.
Do kwiatów i deszczu.
Do słońca i już!

Koniec

Wrocław – Ryga
12.2010 – 06.2011

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s