Pruska egzystencja część 2

Ręka Dunji przestała bawić się guzikiem. Kobieta odsunęła się od Gilberta na neutralną odległość. Poprawiła ułożenie sukienki, założyła nogę na nogę i zaczęła tonem, który bardzo nie spodobał się Prusom.
– Wiesz, jest taka teoria, że socjologia dla nas, dla krajów, to takie coś jak dla normalnego człowieka psychologia…
Wróć. Wróć do miejsca, gdzie jest niemal w moich ramionach, gdzie jest moja jak amen w pacierzu, gdzie jest blisko i intymnie, i nie ma głupich gadek rodem z Austrii. Jeszcze wtedy mógł ją pocałować, nie dać jej mówić. Odzywać się więcej i sprowadzić rozmowę na przyjazny temat. Sport na przykład. Czemu świat jest takim wstrętnym miejscem?
Prusy odłożył wino na stolik. Oczy Słowenii rozszerzyły się. Gilbert zorientował się, że się krzywi. I marszczy brwi. I ogólnie jest zdenerwowany.
– A było tak przyjemnie! Czemu musisz brzmieć jak Austria? – jęknął tarmosząc własne włosy w geście rozpaczy.
Słowenia wyprostowała się i spojrzała hardo. – Wypraszam sobie.
Prusy sam sobie się dziwił, że zareagował tak gwałtownie. Ona tylko chciała porozmawiać, zwolnić, nabrać dystansu. Nie zjadać naraz wszystkich czekoladek.
– Chciałem się z tobą spotkać, pożyczyłem auto, tydzień wymyślałem wymówkę, słodycze kosztowały 15 euro, przejechałem pół Europy… Doceniłem twoją sukienkę! To więcej niż zrobiłem dla jakiekolwiek kobiety!
On po prostu nienawidził nauk społecznych. Historii, bo nie obeszła się z nim delikatnie. Socjologii, bo próbowała definiować narody i jednocześnie odmawiała Prusom prawa do egzystencji. Filozofii mniej więcej z tego samego powodu. Geografii, bo nie został w niej po nim ślad. Etnografii, bo miała do powiedzenia milion pierdół na temat pochodzenia Prusaków. One wszystkie sprawiały, że czuł się koszmarnie niepewnie i bezradnie. Wolał omijać je z daleka. Dlaczego ona musiała poruszyć akurat ten temat?
Jest spalony. Co mu właściwie do łba strzeliło? To nie mogło się udać. On jest twardogłowy, na niego poleci tylko taka Węgry i to z patelnią. Rozsmaruje jego mózg na murze i okaże się to jedynym sposobem w jaki Gilbert byłby w stanie uszczęśliwić jakąkolwiek kobietę.
Zerknął na Słowenię. Rozparł się wygodnie na kanapie. Nic mu nie zostało. Żadnych pozorów nie trzeba zachowywać. Pewnie najdalej w przyszłym tygodniu dopadną go w ciemnym zaułku serbscy kibole. A polscy wyskoczą w tych swoich dresikach i zapytają, czy mogą poznęcać się nad ścierwem. Dunja siedziała cała spięta, wpatrując się w wino. W końcu odezwała się hardo:
– Tak, to też mi zaimponowało, ale teraz z łaski swojej przestań reagować tak panicznie. Twoja reakcja jest zupełnie niewspółmierna do bodźca, a to znaczy, że nadepnęłam ci na odcisk. Chyba wiem dlaczego. Ty masz problemy egzystencjalne!
Wymierzyła w niego oskarżycielsko palec. Dźgnęła go obok wymiętoszonego guziczka. Prusy usiadł bardziej poprawnie. Ulżyło mu, że jest wściekła. Dobiło, że czyta z niego jak z książki.
– Słowianie… – burknął, nie mając już nawet siły przeklinać tej nacji.
– Nie da się ukryć – westchnęła Dunja. Wypiła haustem wino z kieliszka. Prusy zrobił to samo i nalał im hojnie.
Randka w dupie. Nic jej nie uratuje. Będzie nocował u stukniętego sąsiada ze strzelbolornetką. Słowenia opróżniła kieliszek do połowy. Prusak zauważył, że miała niezwykle zadbane paznokcie i starannie wypielęgnowane dłonie. Jasne włosy. Gdy się na nią patrzyło, człowiek czuł odświeżenie. Czaiła się w niej sugestia, czy też raczej obietnica, że zawsze ma do zaoferowania więcej niż można się spodziewać. Może warto spróbować wepchnąć się chamsko do szalupy ratunkowej, trzeba tylko skombinować dzieciaka, wyglądać na zmizerniałego tatusia i ktoś pewnie nawet odstąpi miejsca…
– To co z tym Žižkiem? – zapytał zrezygnowany.
– Sałatki? – odparła Dunja i wzięła do ręki salaterkę i widelczyk.
– Nie, serio, co z tym Žižkiem? – nalegał Gilbert.
– Nieważne – odparła Słowenia kobiecym tonem znaczącym „bardzo ważne”. Włożyła do ust kawałek arbuza i zaczęła przeżuwać powoli.
Czy związki zawsze wyglądają tak beznadziejnie? Czy może tylko wtedy, gdy jest się antropomorficzną personifikacją państwa, którego już nie ma, i chce się na tej podstawie poderwać państwo, które nadal jest. Jak do tej zagwozdki podejdzie Historia? Krzyżacy przejmą władzę w Słowenii? A może w ogóle przejdzie bez echa, bo co obchodzi Bieg Dziejów taki niedobitek jak Prusy.
Zaklął, przejechał ręką po twarzy i nachylił się ku Słowenii.
– Słuchaj, Duśka… Wyobraź sobie, że ja nie istnieję. Bo jak mam istnieć? Nie ma mnie.
– Berlin? – zapytała, nadziewając na widelczyk kawałek ananasa.
– W pewnym sensie. Zależy od interpretacji. To może być ktoś inny. Równie dobrze nie ma mnie w ogóle. Zrozum moje lęki egzystencjalne, ok? – Wywalił to z siebie. Teraz albo z górki, albo za drzwi.
Dunja przeżuwała ananasa w milczeniu. Przełknęła, odstawiła salaterkę i niezgrabnym gestem poklepała Gilberta po kolanie.
– Masz rację, wybacz. Zepsułam.
Słowianin przyznający się do błędu, rzadkie… Och, Prusaku, pozbądź się tych uprzedzeń lepiej.
– Po prostu opowiedz mi o tym cholernym Žižku…
Porwał swoją salaterkę i skupił się na wyładowywaniu złości na owocach. Wyjątkowo paskudnie podziurawił widelcem wielką truskawkę. Wyobrażał sobie, że powoduje jesień narodów i szatkuje ZSSR. I przez moment był pewien, że już nic nie uratuje jego randki.
Spieprzyłeś, zakpił głos z saskim akcentem. Prusy w myślach zdemolował żółtego trabanta.
– Denerwują go Serbowie – rzuciła ugodowo Dunja.
Dzieło zniszczenia w pruskiej głowie dobiegło końca. Žižek, ach tak?
– To brzmi obiecująco – powiedział i zorientował się, że już raz coś podobnego dzisiaj pomyślał i sytuacja całkiem się schrzaniła.
– Właściwie wszyscy go denerwują – uzupełniła Dunja.
– Genialnie. Czuję z nim więź duchową – sarknął Gilbert.
Słowenia skurczyła się w sobie. Pewnie też pomyślała, że nie idzie im najlepiej. Prusy odłożył salaterkę na stolik, przysunął się i przyciągnął Dunję do siebie. Wziął ją za rękę. Odwrócił jej dłoń wewnętrzną stroną do góry i postukał w linię życia. – Jak pan Žižek się ma do twojego czytania w myślach? – zapytał najpotulniej jak umiał. Słowenia odpowiedziała uśmiechem.
– Kiedy na co dzień obcuje się z takim intelektem, zaczyna się dostrzegać pewne prawidła. Jeśli jest się wystarczająco dobrym obserwatorem. Okazuje się, że wcale nie jesteśmy tacy trudni do rozszyfrowania jako państwa. Na pewno dużo gorzej jest z ludźmi, bo oni są w pewnym sensie anonimowi. Wiemy o nich tyle, na ile mamy dostęp do informacji o nich. Kraje mają swoją historię, geografię, gospodarkę, mentalność, czołowe jednostki, statystyki. To wszystko pozwala nam na imaginowanie… Pewnego obrazu. A pan Žižek ma ciekawe poglądy. Zarzucono mu nawet, że głosi faszyzm…
Gilberta mimo wszystko zmroziło. – Głosi faszyzm?
– Ale to nieprawda. – Pogłaskała go po ramieniu. – Używa go jako prowokacji, aby dotrzeć do ludzi. Zależy mu na tych, którzy spróbują zrozumieć. Najgorsza jest obojętność. Wobec faszyzmu nikt nie przejdzie obojętnie. A on chce być dostrzeżony. Zauważony. Jak sam siebie określa: jest narcyzem.
– Wielbisz więc zakochanego w sobie dupka?
– Mam słabość do takich.
Zaskoczyła go zupełnie. Tym bardziej, że ledwo słuchał i błądził wzrokiem po suficie. Tym jednym zdaniem ściągnęła go na ziemię, jednocześnie zrównała z błotem i wywyższyła pod niebiosa. Jesteś dupkiem, Gilbercie. Ale właśnie dlatego mi się podobasz.
Kto zrozumie kobiety? To zdanie rozbrzmiewało w pruskiej głowie. Wypowiadał je mocno podchmielony Josef w któryś z sennych wiosennych wieczorów spędzanych wspólnie na czeskiej prowincji. Co prawda, dalsza część wywodu brzmiała: Kto zrozumie mojego brata?, ale o tym Prusy nie chciał teraz pamiętać. Tym bardziej, że Słowenia znowu była blisko. Uszy już jej nie płonęły, ale za to policzki zarumieniły się od wina.
– Nie sądzisz, że Kant też był dupkiem? – podjęła, patrząc mu prosto w oczy.
– To był mądry człowiek – zaprotestował niemrawo Gilbert.
– A co ma mądrość do dupkowatości?
Prusy zastanowił się porządnie, gdzieś w duchu przeczuwając, że to pytanie to podpucha.
– Zależy jak definiujesz mądrość. Jedną z definicji może być życie w zgodzie ze światem, czyli unikanie postawy dupkowatej. Ale to jest trudne. Szczególnie gdy jest się państwem.
– Opowiedz mi o byciu dupkiem. – Oparła policzek o jego ramię.
– Męczące, ale czasami daje satysfakcję. Powinnaś spróbować.
Zaśmiała się radośnie, perliście, uroczo skrywając głowę w ramionach. Dokładnie tak jak pamiętał. Pochylił się i pocałował ją. Po to tu, do cholery, przyjechał. Chyba. Na pewno. Możliwe.
Wszystko jedno.
– Chcesz posłuchać o Žižku dalej? – mruknęła Dunja, gdy przerwali.
– Jeśli cię to kręci…
Obrzuciła go teatralnie oburzonym spojrzeniem i przewróciła oczami.
– Powiedz, że głosi komunizm – rozkazała.
– Ten koleś głosi komunizm… – powiedział, zastanawiając się, co to za gra i jakie ma reguły.
– Nieprawda. Jest lewicowcem, ale to oznacza tylko tyle, że nie podoba mu się kapitalizm. Wie, że trzeba wymyślić nowe wzory, które będą odpowiadać współczesnym realiom. Marksowi, Leninowi się nie udało. Teraz mamy inne warunki. System kapitalistyczny jest przestarzały. System komunistyczny nie pasuje. To co działo się u nas, za żelazną kurtyną, odwróciło uwagę od upadających wartości Zachodu. Przedłużyło żywotność kapitalizmu i tak zwanej wolności jako idei.
Od kiedy tylko powstała, Gilbert chciał roznieść tę czerwoną zawieruchę w pył. Światełko rewolucji, psia ich mać. Ale nie myśl o tym teraz. Myśl o kwiatuszku na sukience. I o tym co pod nim.
– Dlaczego mi to mówisz?
– Bo chcę cię uwieść i wykorzystać, abyś zaszczepił te niebezpieczne idee Ludwigowi.
– Seksowne. Mamy tylko jeden problem. Nic nie rozumiem z tego, co do mnie mówisz, bo jestem zajęty kwiatuszkiem.
Na potwierdzenie swoich słów, pochylił się, przyłożył usta do kwiatka i wypuścił ciepłe powietrze. Dunja roześmiała się wesoło. Czuł jej oddech we włosach. Podniósł głowę i cmoknął słoweńską szyję.
– Właściwie drugi problem też się znajdzie. Moją filozofią jest to, że przytrafia się ona innym – powiedział tonem, który jego zdaniem kończył dyskusję.
– A co oni z tym przytrafieniem robią? – zachichotała, gdy pruska ręka zaanektowała słoweńskie udo.
– Filozofia ma zadać mnóstwo bezsensownych pytań, a potem dobić do tego stopnia, że rzucenie w Rosję granatem nie wydaje się głupim pomysłem.
– Žižek twierdzi, że filozofia nie ma na celu rozwiązywać problemów, tylko definiować je od nowa. Bo często okazuje się, że to co postrzegamy jako problem, wcale nim nie jest. Twoim problemem jest egzystencja, prawda?
Prusy musiał całkowicie zignorować instynkt samozachowawczy. Problem w tym, że w ogóle mu nie szło i w jego głowie rozbrzmiewały głosy tych inteligentniejszych landów, żeby uciekał póki nie zrobią mu sieczki z mózgu. W sumie za późno. Już zrobili.
– Nalej mi wina – powiedział sucho. Wiedział, że już się skończyło i miał nadzieję, że Słowenia pójdzie po nowe. Da mu trochę czasu na przemyślenie sytuacji. Ciężko było myśleć z ręką na kobiecym biodrze i idealnym biuście opierającym się o jego pierś. Ale nie miał zamiaru się odsunąć. Prusacy nie oddają pola. Chyba że są absolutnie zmuszeni.
– Gilbercie! – jęknęła Dunja. – Zastanawiasz się, czy istniejesz, tak? Filozofia nie ma ci udowodnić, że istniejesz czy nie istniejesz. To wyłącznie twój problem. Filozofia ma zapytać, co według ciebie znaczy istnieć. Jesteś Prusami. Jako kraj politycznie i ideologicznie nie istniejesz. Ale egzystujesz w historii. W pamięci. Z drugiej strony, kto cię tworzy? Skąd bierzesz swoją tożsamość? Ja nie istnieję przecież ani w opozycji do społeczeństwa słoweńskiego, ani nawet nie istnieję obok kraju słoweńskiego. Jestem Słowenią, sumą składową różnych czynników. Wiem, że mam wartość, jestem wspaniałym krajem. Ale inni mnie nie zauważają, więc cechą mojego charakteru jest skromność. Jestem pomijana, lekceważona. Funkcjonuję na stereotypach. Inni mnie definiują. Dlatego nie cierpię życzliwego zainteresowania Zachodu. Wolę Wschód, gdzie nie tyle wszyscy się znamy, co mamy w dupie. Każdy skupiony jest na sobie, na postrzeganiu siebie, a nie wmawianiu innym jacy są. Na przykład Rosja myśli o sobie. Nie myśli, że Czechy to kraj piwa, ćpunów, aksamitnych rozwiązań i Wojaka Szwejka. Bo nie interesuje go taki kraj jak Czechy. Pozawala Czechom być sobą. Jeśli zaś chodzi o ciebie… Ciebie mogą definiować tylko inni przez pryzmat swoich wspomnień. A ty ze swoim niesamowitym tupetem, paskudnym charakterem potrafisz utrzymać się na tyle, aby nikt nie odmawiał ci prawa do istnienia. Nawet Historia.
Przemowę Dunji przerwało brutalne burczenie brzucha Gilberta. Rzuciło się im do uszu niczym pies na wiewiórkę i przyszpiliło do ściany. Ustało tak gwałtownie jak się zaczęło. Cisza, która nastała była absolutna. Prusy nie umiał nawet myśleć z zakłopotania. W końcu Dusia wybuchnęła śmiechem. Gilbert westchnął rozdzierająco. Słowenia bez słowa wstała, wzięła go za rękę i zaprowadziła do kuchni. Usadowił się na krześle i spokojnie obserwował, jak Słowenia wyciąga panierowane kotlety z lodówki oraz paczkę frytek z zamrażarki. Na patelnię wlała olej. Do frytkownicy również, tyle że ze słoiczka. Przed Prusami postawiła nową butelkę wina, więc wrócił do pokoju i przyniósł stamtąd kieliszki. Rozlał alkohol. Gilbert spojrzał na etykietę. Tym razem niemieckie. Pfalz. Miał neutralne podejście do tego landu. Ale wińsko robił dobre. Poczekał aż Dunja uwinie się z rozkładaniem i podał jej kieliszek. Przyjęła z wdzięcznością, uśmiechnęła się pokazując rządek równiutkich białych ząbków i upiła łyk, nie odrywając wzroku od Gilberta. Oboje mieli świadomość, że szczerzą się niezwykle głupawo, podczas gdy olej skwierczy.
– Gdzie jest srejczento? – zapytał znienacka Prusak, nie próbując nawet prześledzić ścieżek, którymi podążał jego umysł.
– Cinquecento – poprawiła odruchowo Dunja. – U mechanika.
– Opłaca ci się go ciągle naprawiać?
Słowenia obróciła kotlety na drugą stronę. Odstawiła wino i wyjęła z lodówki sałatkę z pomidorów. Prusy nie mógł wyjść z podziwu jak doskonale była przygotowana na wizytę gościa.
– Nie, i gdybym to ja się tak koncertowo wpakowała nim w słupek, to zakończyłby już żywot… A raczej reinkarnował się jako rama sań, bo jeden koleś chciał go odkupić w taki celu. Ale to moja siostra prawie zabiła cinqsia przy cofaniu.
– Chorwacja?
– No raczej. Czarnogóra jest za leniwa, żeby cofać. Ona tak jeździ, żeby nie cofać i możliwie nie skręcać. A Bośnia i Hercegowina są dobrymi kierowcami. Do Chorwacji możesz milion razy wrzeszczeć, że słupek. Ona go widzi. Ale co z tego, skoro nie widzi tego gigantycznego, portowego. Dobrze, że się jej ląd nie skończył i nie wylądowała w Adriatyku. W każdym razie, ona płaci. Jak ona płaci, szkoda mi się pozbywać autka. Mam do niego sentyment.
– Ach tak… – wyrwało się Gilbertowi, zanim zdążył pomyśleć.
– Feliciano jest słodki – powiedziała Dunja, jakby specjalnie go prowokując. Prusak zignorował zaczepkę. Słowenia również nie podjęła tematu. Może dlatego, że pochłonęło ją nakrywanie do stołu i nakładanie potraw.
Siedli do stołu. Prusy próbował nie rzucić się na jedzenie, ale mu nie wyszło. Jadł łapczywie. Szczególnie smakowały mu pomidory.
– Co z Łotwą? – zapytał. Ciąg myślowy, który doprowadził do tego pytania był bardzo skomplikowany, sprowadzał się jednak do tego, że złośliwy, nie do końca przeżuty kawałek zawędrował w obce sobie strony, mianowicie do płuc Gilberta. I jakoś nasunął się Łotwa.
– Co z nim? – Słowenia okazała się jednak nie taka dobra w czytaniu w myślach.
– Odniosłem wrażenie, że go lubisz – pociągnął spory łyk wina, widząc, że jego partnerka skończyła już kieliszek. Słowiańskie tempo picia. A ponoć jest zgermanizowana.
– Lubię. Jest coś zadziwiająco podobnego w niezauważaniu nas w historii, z naszym szczęściem do siedzenia pod kimś – odpowiedziała, ale dość machinalnie i bez zbytniego zaangażowania. – Po prostu go lubię. Czasami mam wrażenie, że ci z Europy Wschodniej to kosmici, którzy nie potrafią się do teraz przystosować do warunków naszego świata.
Pomysł z kosmitami był trafiony, ale Prusy nie zgodziłby się z częścią o dostosowywaniu. Jego zdaniem oni zasymilowali się za dobrze, zbyt głęboko wniknęli w ten świat i próbują przejąć nad nim władzę.
– A mnie lubisz? – zapytał Gilbert i wyszczerzył się.
– W ogóle – odparła gładko Dunja. – Uwodzę cię, aby dorwać się do twojego brata.
– To już mówiłaś.
– Nom. Ale teraz mam inny cel. Nie ideologiczny. Kobiecy. Jego uwiodę po to, żeby mieć nieograniczony dostęp do Feliciano.
– Włochy? – Gilberta zaczynało denerwować nabijanie się z jego zazdrości względem Feliciano. Może była to zazdrość głupia i bezzasadna, ale jak najbardziej szczera i zapalczywa.
Słowenia parsknęła, widząc jego minę. Wytarła usta serwetką.
– A ty lubisz Węgry? – zapytała.
– W pewnym sensie – wyznał szczerze, chociaż chwilę się wahał. W sumie sam się prosił o takie pytanie.
– Twoje stosunki z nią to zakrawa na masochizm. – Teraz on słyszał zazdrosne nutki w głosie Słowenii.
– Wszelkie kontakty na poziomie międzyludzkim to masochizm.
– Głębokie.
Zjedli jeszcze lody z owocami na deser. Dopili wino. Prusak poopowiadał trochę o Ludwigu i landach. Słowenia słuchała uważnie. Czasami pytała, kiedy coś się jej skojarzyło. Ktoś wpadał do niej na narty, a ktoś inny przyjeżdżał latem zwiedzać.
Potem rozwalili się na kanapie i obejrzeli film przyrodniczy o krokodylach. Podczas gdy drapieżnik konsumował jakąś wielką antylopę, Prusak opanował zasadę działania suwaka słoweńskiej sukienki. Można się nim bawić, ale gdy zejdzie się poniżej pewnego punktu, usłyszy się nerwowy pomruk – zabrzmiał głos spikera z telewizji. Pewnie tylko w mojej głowie, pomyślał Prusy i parsknął. Dunja od dłuższego czasu nie wydawała żadnych agresywnych dźwięków, chociaż Gilbert z lubością gładził jej nagie plecy.
Nagle Prusak doznał niewytłumaczalnego i gwałtownego wrażenia, że nadchodzi katastrofa. Zerknął na Słowenię. Patrzyła na niego przytomnie i chyba zbierało jej się na kolejny wykład o filozofii.
– Wiem, że chcesz coś powiedzieć – uprzedził ją. – Wiem, że to ma podnieść mnie na duchu i bardzo ci dziękuję. Doceniam dokonania twojego filozofa. Jest fascynujący, na pewno poczytam coś jego autorstwa. Tylko błagam, nie mów już nic o nim dzisiaj. Możemy przyjąć, że jestem prostakiem i iść do łóżka?
– Nie możemy. Bo byłoby to fałszem. Nikt nie wytrzymał jeszcze nigdy tak długo dywagacji o filozofii. Jestem pełna podziwu. Także za niezwykle ciekawy zabieg z burczeniem brzucha jako czynnikiem odwołującym się do mojej kobiecej natury, która każe mi być dobrą gospodynią i nakarmić mężczyznę znajdującego się pod moim dachem.
Owszem, wino przemawiało przez nią całkiem swobodnie.
– Inteligencja przeraża wszystkich – podjęła bełkotliwie. – A inteligentna kobieta to już jakaś apokalipsa. Nie mówię, że jestem inteligentna, ale ludzie zaczynają cię za taką uważać, gdy opowiadasz o jakiś ideach. Co z tego, że odtwarzasz je tylko, opowiadasz własnymi słowami. Mało kto sprawdzi, czy rzeczywiście dobrze to zinterpretowałaś…
– Świetnie. Możemy przyjąć, że jestem geniuszem i iść do łóżka?
Słowenia objęła jego szyję i przełożyła nogę przez jego nogi. – Po schodach na piętro i w lewo. Pierwszy pokój. I trzymasz swoje pięć metrów przy sobie.
Prusy zachłysnął się powietrzem. – Co?! Kto…
– Po namyśle stwierdzam, że Raivis też jest słodki – zachichotała Dunja.
– Niech ja dorwę ten mały wstrętny kraj! To poniżej pasa!
– Nie da się ukryć.
Krokodyl zdechł i przerobili go na torebkę. Smutne. Prusak wyłączył telewizor.
– Bez takich… Bo pięć metrów pójdzie do sąsiada spać.
– Chyba sobie jako trofeum na ścianie powiesi. Ciekawe, co by Freud powiedział…
Prusy kategorycznie stwierdził, że koniec. Żadnych pięciu metrów, psychologii, psychoanalizy i innych filozoficznych pierdół. Pewnym ruchem wziął Dunję na ręce.
– Nie będę ci prać ani sprzątać – mruknęła sennie.
– Nie musisz – odparł gładko Prusak. – Od tego mam Ludwiga.
I rzeczywiście nie pozostało Gilbertowi nic innego jak iść spać, bo Dunja odpłynęła do krainy snów, jeszcze zanim zaniósł ją do łóżka. Jemu samemu zajęło trochę czasu wygonienie wielkiego tłustego kota z miejsca, na którym postanowił się położyć. Kocisko syczało wściekle, pewno jakaś serbska rasa, ale w końcu ruszyło tłuste cztery litery. Prusy klapnął obok Słowenii. A niech tam. Kiedy powiem, że z nią spałem w pewnym sensie nawet nie skłamię. Wszystko zależy od definicji. Dobranoc, pieprzona filozofio.

KONIEC
Kraków/Cieszyn 2011

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s