Śmiech za drewnianą przegrodą – Jani Virk

Tym razem chciałabym zaprezentować coś bardziej w południową stronę, prawie Bałkany, ale jednak nie bardzo. Słowenia. Kraj, który Bałkany rzadko nazywały „swoim”, a sami Słoweńcy nigdy by nie powiedzieli, że są z Jugosławii.

Normalnie napisałabym sama opis książki – i nawet go zaczęłam, po czym zorientowałam się, że właściwie pisze dokładnie to samo, co na okładce. Tak więc pozwalam sobie zacytować, co wydawca miał na temat Śmiechu za drewnianą przegrodą do powiedzenia:

Słowenia, lata pięćdziesiąte. Narratorem powieści jest wychowywany przez dziadków na pół głuchy chłopiec. Jego ojciec, podejrzewany o dezercję były partyzant, uciekł przez Austrię do Kanady, matka zmarła przy porodzie. Bohater żyje we własnym, dźwiękoszczelnym świecie, na marginesie rzeczywistości przesyconej ciężką atmosferą szantażu, donosicielstwa i bezkarnej samowoli aparatu władzy. […] Kapitalne, ironiczne obrazy kroczącej ku świetlanej przyszłości Słowenii przeplatają się z pełnymi erotyzmu opisami kobiecych ciał, powoli odsłaniających swe sekrety przed młodym, poszukującym czegoś ciekawszego nad siermiężną codzienność komunizmu adeptem.

Mądra, gorzka, z rozmachem napisana powieść o dzieciństwie i dojrzewaniu w komunistycznej Słowenii.

Nie zgodziłabym się tylko z rozmachem napisana, bo – wręcz przeciwnie – powieść wydaje mi się dość kameralna. Cicha, spokojna i bardzo smutna.

Z jednej strony los Pavla jest bardzo tożsamy z polskim dzieckiem, którego rodzice walczyli w Armii Krajowej. Z drugiej można go porównać do typowego komunistycznego wyrostka. Pavel snuje się po ciągle zmieniającej się rzeczywistości – gdzie stare ideały są obalane, a te nowe jakieś niedopracowane. Nikt go nie uczy nawet, jak ma nazywać rzeczy, a obserwatorem jest bardzo dobrym. Często określa je jakieś&jakieś, na przykład: ciocia&mama – w jednym.  Najbardziej poruszyło mnie jego spostrzeżenie, że świeżo wybudowane bloki upodabniają się do cmentarza, który widzi z okna, białe&szare masy.

Jeśli chodzi o realia – Słowenia tamtych czasów jest genialnie oddana. Już na pierwszych stronach poznajemy babcię Pavla – córkę niższego rangą austro-węgierskiego oficera, która nie umie wymówić „normalnego r”, tylko zawsze to gardłowe, austriackie, przez co dzieci śmieją się z Pavla. Kobieta w ogóle nie umie odnaleźć się w nowym świecie, w nowym państwie i tęskni do Monarchii. W szkole Pavel z kolei indoktrynowany jest na każdym kroku, wmawia mu się jak wielki jest Tito (przywódca Jugosławii), podobnie jak naszym rodzicom wpajano idee braterskiego Związku Radzieckiego. A chłopiec naprawdę niewiele rozumie z tego, co się dzieje, bo i co tu rozumieć?

Dla pokolenia, które wychowuje się już bez komunizmu, w wolnym kraju, tamte czasy wydają się niewiarygodne. Niewiarygodnie smutne. Niewiarygodnie bez sensu.

Polecam. Wszystkim, którzy chcą dowiedzieć się czegoś o komunizmie w Słowenii, o samej Słowenii, czy po prostu przeczytać ciekawą i skłaniającą do refleksji opowieść o dojrzewaniu.

Na drewnianej przegrodzie w ich sypialni wisiał wielki portret Tity, obok niego dziewczyny przylepiały wycięte z gazet zdjęcia amerykańskich aktorów. Kiedyś w czasie sprzątania Tito spadł im na ziemię, zbyt starannie chciały go szczotką oczyścić z kurzu. Miały szczęście, bo przodownicy pracy nie było wtedy w domu, została na jednym ze swoich popołudniowych zebrań w fabryce albo przekraczała kolejną normę.

…czy naprawdę myślicie, że ci, co nie wierzą w przyszłość, zasługują na teraźniejszość?

Nieco więcej cytatów na mojej stronce.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s