Zjazd rodzinny raz proszę X

Część dziesiąta o tym, jak Prusy uczy się słowiańskich tańców bojowych

Trzasnął piorun. Gdzieś blisko, bo u kogoś włączył się alarm w samochodzie. Turcja nieco zakłopotany poszedł uciszyć auto. Ciocia Bułgaria klasnęła.

– Do domu, zaraz będzie lało – zakomunikowała jak przedszkolanka grupie podopiecznych.

Dwa razy nie trzeba było powtarzać. Rozchichotana i rozgrzana zgraja zwaliła się do domku. Niedobitki powlokły się mniej chętnie. Słowenia tuliła do siebie kiść winogron, jak największy skarb, niczym Iwan szalik. Wojwodina schodziła bardzo zgrabnie z drzewa, a w podwiniętej bluzce trzymała swoje zdobyczne skarby z najwyższych gałęzi. W sadzie czuła się jak w domu. Chociaż sad Ukrainy był już stary.

Ku zaskoczeniu Gilberta, choć starał się opanować je jak najszybciej, wszyscy rozpełźli się po domu. Kilka babek poszło do kuchni, ale nie śmiał za nimi podążyć. Joszka myknął do salonu i przyniósł stamtąd po kawałku makowca dla Prus i siebie. Chorwacja wpakowała się do jakiegoś pokoju tak żywiołowo, że Gilbert myślał, że wyważyła drzwi. A na pewno wyważyłaby je, gdyby były zamknięte na klucz.

– Roznosi mnie! Chcę tańczyć! – rozchichotała się Silvija.

Prusy zerknął do pokoju. Meble ktoś zsunął pod ściany. Nie było ich nawet wiele. Kanapa z beżową narzutą, stolik z ciemnego drewna, na nim całkiem nowa wieża. Jakiś fotel, w którym Gilbert rozpoznał ten przyciągnięty uprzednio do salonu przez Joszkę. Półka z książkami. Wszystko w cyrylicy. Prusom nie chciało się odszyfrowywać i przypominać sobie tego alfabetu. W kącie ładnie prezentował się wielki doniczkowy kwiatek. Na jednej ścianie wisiał wielki obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Wyglądał na reprodukcję jakiejś ikony.

Z pruską nogą zderzył się Obwód. Gilbertem zachwiało. Nie musiał nawet spoglądać w dół, żeby wiedzieć, że to Waniuszka, bo Dalmacja chodził krok w krok za Sadiqiem i merdał ogonem. No i nie miał takiej siły.

– Waniuszka! Jesteś cały zgrzany, odpocznij! – rozległ się nieznoszący sprzeciwu głos cioci Bułgarii. Obwód podrapał się po karku i podreptał do kuchni.

Tak, idź, przepadnij, maro ruska…

Polska darł się i podskakiwał przy wyjściu. Prusy nie mógł dojrzeć co się dzieje, bo miał genialny widok na plecy Litwy, niestety nie na to, co przed nim. Domyślił się jednak, że Turcja zbiera się już do siebie.

Jechał tu, żeby wcisnąć kobicie kwiaty, poflirtować z dwiema innymi, powspominać z Rzeczpospolitą Obojga Narodów jak to w siebie wzajemnie naparzali, i zjeść deser? Gilbert uznał, że nigdy nie zrozumie Południowców. Chociaż… Chociaż wkurzenie Serbii może było jednak warte tej drogi.

Nerwowy śmiech Ukrainy przebił się przez gwar, ale zaraz wtopił się w tło. Podobnie jak wrzaski Polski, tubalny głos cioci Bułgarii, żarty Czech ze Słowacji i wesołe piski Obwodu Kaliningradzkiego. Prusy poczuł się wchłonięty, stracony, kompletnie zatopiony, poszedł na dno, nie ma go tu i jest, dźwięki przebrzmiewały i cichły, to głośniejsze, to stłumione. Trącali go, mijali, przechodzili obok; jedni jedli, drudzy pili, rozsiewali wokół okruchy, ktoś się z kimś zderzył, część czyjejś herbaty rozprysła się po podłodze. Ktoś zawadził o Dalmację i pies zaskamlał cicho, natychmiast został pogłaskany kilkoma rękami. Wojwodina niosła misę z owocami zdobycznymi – minęła Gilberta, którego owionął kwiatowy zapach. Za nią pewnym krokiem szła Czarnogóra i nowa woń zaatakowała pruski nos – coś jak kawa, woń gorzka i mocna w porównaniu z poprzednią. Daleka i egzotyczna.

Trzasnęły drzwi i Prusy lekko oprzytomniał. Turcja pojechał. Jedyna przewaga nad Słowianami została odebrana… Trudno. Wśliznął się do pokoju.

Silvija wydała z siebie coś na kształt okrzyku bojowego, wpadła na środek pokoju i zaczęła pląsać w takt muzyki. Nie była ona zbyt wymagająca, więc taniec Chorwacji ograniczał się do wywijania zgrabnym tyłkiem i niezsynchronizowanego machania rękami. Prusom się podobało. O ramię Gilberta oparł się Polska i z takim samym zainteresowaniem przyglądał się wyczynom kuzynki. To już się Prusom nie podobało.

Silviji znudziło się tańczenie sam na sam ze sobą, więc obróciła się zgrabnie, spódniczka uniosła się nieco do góry i chwilowy sojusz prusko-polski w odruchu bezwarunkowym pochylił się. Spódniczka opadła, a Chorwacja wskazała palcem na Iwana, który dotychczas spoglądał na nią ze swoim zwykłym dziecięcym zaciekawieniem.

– Wania, Wania! Chodź, zatańcz ze mną! – Silvija podbiegła do niego i usiłowała wziąć za ręce, ale Iwan podniósł je do góry. Gilbert pomyślał, że oto historyczna chwila – Rosja się poddaje!

Chorwacja okazała się tak bezczelna jak Polska i chwyciła kuzyna za szalik i zaciągnęła na środek pokoju w sposób dziwnie kojarzący się z wyprowadzaniem Dalmacji. Iwan stanął niczym indiański totem, a Silvija wykonywała wokół skomplikowane figury prawdopodobnie mające na celu przywołać deszcz czy zapewnić pomyślność wojownikom na wojnie.

– Wania! Kroczek tu! Kroczek tam! No, kurde, a tera obłąkańcze wykręty biodrami!

Chorwacja zademonstrowała, a Rosja spróbował…

…a Prusy i Polska padli sobie w ramiona ze śmiechu. Niestety, nie znaleźli w sobie oparcia i obaj runęli na podłogę. Iwan pląsał dalej coraz bardziej rozochocony.

– Litwo! Chodź tu! – krzyknął.

Taurys niepewnie wejrzał do pokoju i z miejsca został zaanektowany przez silne ramiona Rosji. Iwan może faktycznie nie radził sobie z tańcem współczesnym, ale jako partner był całkiem niezły. Litwa popiskując usiłował zdefiniować swoje położenie, wirując raz po raz. Pokój zapełnił się. Chorwacja wzięła za ręce Słowenię, chociaż ta się opierała, i zrobiła kilka wdzięcznych piruetów. Feliks pozbierał się z podłogi, przyskoczył do Ukrainy, wykonał skomplikowany manewr nogami i z kozackim przytupem poprosił ją do tańca. Olena chwyciła rąbki spódnicy, uniosła ją nieco do góry, pisnęła przeciągle i Gilbert mógł podziwiać improwizowanego ukraińsko-polskiego obertasa, kompletnie poza muzyką, ale żywszego od wszystkich tańców jakie Prusak w życiu widział. Kilka razy wpadli na jakieś meble, mimo że te były porozstawiane jak najbardziej się dało po bokach. Trzeba Polsce przyznać, że był dżentelmenem, bo zawsze robił tak, że to on się obił, a nie Ukraina.

Goran wszedł do pokoju, z niechętną miną poszukał wzrokiem wieży i skierował się ku niej.

– Do takich gówien nie będziemy tańczyć, coś porządnego trzeba! – oznajmił i zaczął przeglądać płyty.

Jako że muzyka przestała grać, Chorwacja przyskoczyła do brata i uwiesiła mu się na ramieniu. Prusy myślał przez moment, że Serbia ją z siebie strzepnie, ale on tylko pokazywał jej kolejne płytki. Polska nadal wirował z Ukrainą, śpiewając piosenkę, do rytmu której prawdopodobnie tańczyli. Nagle Feliks zatrzymał się, a Olena mocno przytuliła go, żeby nie upaść. Do pokoju weszła ciocia Bułgaria i posłała im bardzo promienny uśmiech.

Polska na swoje szczęście lub nieszczęście – wszystko zależy od punktu widzenia – tego nie zauważył.

– Puścicie Bregovicia? – zapytał.

Silvija rzuciła mu serbskie spojrzenie, co było co najmniej przerażające. Goran zaś uśmiechnął się nieznacznie.

– Nie – odparli zgodnie i wybrali jakieś CD.

Polska zrobił zawiedzioną minę. Ukraina przypadkiem odwróciła głowę i spojrzała prosto na roześmianą ciocię Bułgarię, machającą im energicznie. Olena zrobiła się czerwona, a Sanja i Sonja zachichotały perliście. Feliks trochę zblazowany wzrok przeniósł na Ukrainę, potem na ciocię Bułgarię, znowu na Ukrainę i najwyraźniej chciał coś powiedzieć, ale…

– Heluś, zasługujesz na coś lepszego – do pokoju wlazł Czechy. – Gilbercie, czemu siedzisz na ziemi?

– Lepszy widok. – Prusy rzucił znaczące spojrzenie w stronę nóg Chorwacji, ale spotkał się z równie znaczącym, aczkolwiek niosącym nieco inną treść, spojrzeniem Serbii.

Polska puścił Ukrainę i stanął w rozkroku przed Czechami, kierując oskarżycielsko w jego stronę palec. Znowu nie zdążył nawet nabrać powietrza, kiedy Josef złapał zaskoczonego brata za biodra i podrzucił do góry. Prusy analizował dłuższą chwilę bezsensowność ataku, a potem to olał, bo Feliks darł się wniebogłosy i to było nadprzeciętnie zabawne. Odwet za ostrzał malinowy.

– Joszka… – zacmokała ciocia Bułgaria.

– Ja też tak chcę – oznajmił Iwan i spojrzał na Taurysa. Ten zbladł.

– Heeej! – ryknęła Silvija. – Jak chcecie podrzucanki, to totalnie rock’n’roll!

Litwa jęknął i zaparł się nogami, gdy Rosja próbował zastosować na nim taki chwyt, jaki przed momentem Josef zaserwował Feliksowi. Polska tymczasem kolejny raz podleciał pod sufit i zawisł na czeskim ramieniu w akompaniamencie wrzasków i przekleństw. Litwa prawie położył się na podłodze i zawzięcie odpychał ręce Rosji. Łotwa mignął w drzwiach, ale natychmiast zawrócił w głąb korytarza.

Z głośników dało się słyszeć skoczną melodię. Chorwacja krzyknęła i skoczyła na środek. Podkasała spódnicę i poczęła wymachiwać nogami. Prusy był w niebie. Joszka tak się zagapił, że wyrżnął Felkiem w ścianę, co ten skomentował niezwykle grzecznym oświadczeniem, że serdecznie prosi, aby Josef go postawił. Właściwie to nie było grzeczne. Ani tym bardziej serdeczne. Ale przy Silviji to niespecjalnie się liczyło.

Chorwacji w krótkim czasie znowu się znudziło samotne pląsanie.

– Wania! – krzyknęła, podbiegła do Rosji, który zdążył odczepić się od Litwy, w czym nieco pomogła ciocia Bułgaria.

Silvija odbiła się, skoczyła i oplotła Iwana nogami w pasie. Gilbert nagle zobaczył stopę Gorana przy swojej brodzie. Wzdrygnął się i przeniósł na Serbię oskarżycielski wzrok. Goran uśmiechnął się wrednie. Wcale nie miał zamiaru go kopnąć. Domknął mu po prostu usta, bo Prusy – z czego właśnie zdał sobie sprawę – siedział z przysłowiowym „karpiem” na twarzy.

Chorwacja przerzuciła nogi na jeden bok Rosji, w takt muzyki. Przy następnym uderzeniu gitarowym, na drugi bok. Iwan przyglądał się temu całkiem zainteresowany. Polska, znalazłszy się w końcu na ziemi, uderzył się otwartą dłonią w czoło.

– Wy nie umiecie tańczyć – oznajmił. – W końcu ja jestem najlepszym tancerzem w Europie. A zaraz za mną Helenka. – Wyciągnął dłoń w jej stronę.

Olena uśmiechnęła się, ale półgębkiem, jakby wyzywająco na to oświadczenie Feliksa. Przyjęła zaproszenie do tańca. Słowianie to najbardziej choleryczna i ekspresyjna nacja na świecie, stwierdził Gilbert, a potem stwierdził także, że niczego nowego jednak nie odkrył. Parka zawirowała w tańcu. Silvija trochę zazdrośnie na nich spojrzała, a potem pacnęła Iwana w pierś. Ten nie zrozumiał aluzji i zazezował na Chorwację zagubiony. W końcu Silviję zdjął z Iwana Goran i udowodnił, że wcale nie jest gorszym tancerzem od Feliksa.

Gilbert poczuł jak po raz pierwszy od wielu, wielu lat narastają w nim kompleksy.

Ukraina została zgrabnie przerzucona przez polskie plecy, a grawitacja działała co najmniej idealnie. Prusy już sam nie wiedział, na czym się skupić: na chorwackich nogach czy na ukraińskim biuście. Zauważył czyjeś kolano obok siebie. Spojrzał w górę. Czechy posłał mu uśmiech.

– Ty się nie popisujesz? – zapytał Prusak.

– Wolałbym nie dostać jakimś skrawkiem Ukrainy czy Chorwacji. Ale jak się zmieni na coś spokojniejszego, czemu nie…

Gilbert poczuł się bardzo zdołowany.

Piosenka się skończyła, Iwan zaczął bić brawo razem z ciocią Bułgarią. Z głośników poleciało coś o cukrze i miodzie. Josef zgodnie z obietnicą złapał za ręce Misię i chociaż ich taniec polegał głównie na rytmicznym dreptaniu wokół siebie i powolnych piruetach Słowacji, wyglądali co najmniej uroczo. Do Iwana podeszła Natasza i Gilbert omal nie parsknął śmiechem. Niechybnie by tarzał się po podłodze, gdyby nie fakt, że parka zaczęła tańczyć. Całkiem dobrze. Całkiem zgrabnie. Bardzo zgrabnie.

– Ach, balet rosyjski – cieszyła się ciocia Bułgaria.

Balet to nie był, ale coś z czego można by się pośmiać też nie.

– Pepino, jak się nazywa twój taniec narodowy? – wrzasnął nagle Polska.

Czechy zignorował brata. Prusy zauważył, że to miarowe dreptanie wokół siebie Czechosłowacji ma pewien rytm i pewne sekwencje się powtarzają. To był jakiś taniec. Gilbert był pewny, że zaraz usłyszy, bo Feliks nie dawał się łatwo zignorować.

– No jaki?! – krzyknął jeszcze raz i położył palec na wyłączniku, jakby w groźbie.

– Polka! – wrzasnęła rozchichotana Słowacja, nawet na chwilę nie dając się wytrącić z rytmu.

– A-ha! – oznajmił dobitnie, pokazując palcem na Czechy. – I widzisz!

– Co widzę? Guzik widzę – odparł spokojnie Joszka, okręcił Misię i wykonał jakąś bardzo skomplikowaną sekwencję z rękami. Słowacja wirowała z szerokim uśmiechem.

– Zależało ci na mnie! – Feliks przysiadł na stole. Kanapę okupowały Sanja i Sonja. – Zmienił nazwę, kiedy wtopiłem powstanie listopadowe! – rzekł do zgromadzonych. Niektórzy pokiwali głowami, inni zignorowali, jeszcze inni zaczęli się śmiać. Prusy wydedukował, że to stały punkt programu.

– Wcale nie – powiedział Czechy. Muzyka się skończyła, więc odprowadził Słowację na kanapę, a sam przemieścił się w pobliże brata. Prusy czekał aż się pobiją. – Zmieniłem, bo miałeś genialną śpiewaczkę. Nazywała się Esmeralda. Była niesamowita. Miała wielkie cy… wielką klatkę piersiową. I dzięki temu świetnie śpiewała – dodał, uchwyciwszy minę Michaeli.

– Ty zawsze masz na coś racjonalne wytłumaczenie, aksamitku – zaperzył się Feliks.

I to było tyle. Nie pobili się. Gilbert westchnął. Za oknem trzasnęło. Ukraina siedziała w fotelu i wyglądała blado. Wujek Macedonia podał jej kubek.

– A wujek nie tańczy? – Silvija złapała mężczyznę za ręce. On uśmiechnął się pobłażliwie.

– Silvijuś, zostaw wujaszka, on ma swoje lata – zacmokała ciocia Bułgaria. Wujek Macedonia rzucił jej wyzywające spojrzenie. Nagle wydał się Prusom dużo, dużo młodszy.

– No co ty, ciocia! – wrzasnął Feliks. – Wujek to ma więcej werwy niż my wszyscy!

– Wujek jeszcze Albanię wyrwie – pijackim tonem oznajmił Joszka i zachichotał.

Wujek Macedonia skromnie spuścił wzrok.

– Niech próbuje – mruknął obrażony Serbia, a Kosowo przyglądał się ze średnim zainteresowaniem swojemu domniemanemu „ojczymowi”.

Wujek Macedonia rzucił kolejne nieodgadnione spojrzenie na Gorana. Ten facet był mistrzem w niedopowiedzeniach. Te jego miny można było zinterpretować na tysiące sposobów, a żaden przeważnie nie podobał się interpretatorowi. Prusy obiecał sobie, że po powrocie dorwie jakąś książkę historyczną o Bałkanach. Macedonia… Taki mały niepozorny kraik…

…który właśnie tańczył z Chorwacją i szło mu o niebo lepiej niż Rosji, bo ten z kolei nie łapał południowych rytmów. Serbia wirował z Wojwodiną. Prusy musiał sobie cały czas wmawiać, że to Wojwodina nie Węgry. Ale jakoś jego wyobraźni nie było trudno je pomylić. Erzsébet tańczyłaby z Goranem w ten sam sposób. Usiłując prowadzić, ale nadal lekko i radośnie. A Goran by się jej nie dawał. I tak pewnie tańczyli, a ich taniec miał podwójne dno.

Czy borówki są halucynogenne?, zapytał sam siebie Prusy i nawet w swoich myślach brzmiał żałośnie.

Dunja przycupnęła obok Gilberta i rzuciła tęskne spojrzenie na Gorana.

– On wie jak żyć.

Prusak całą siłą woli powstrzymał się od wgapiania w nią. Patrzyła z błyskami w oczach na taneczne wyczyny brata. Nagle wydała się Gilbertowi bardzo ładna. Zgrabna. Skromna. Na miejscu. Mało słowiańska. Całkiem niemiecka.

– Wie jak cieszyć się życiem. Jak zapomnieć o chęci bogacenia się, tylko grać i tańczyć.

W tym momencie Słowenia spojrzała na Prusaka, oczy niemal wyszły jej z orbit, a na policzkach pojawił się rumieniec o soczystym kolorze. Najwyraźniej doszło do niej, że wypowiedziała to na głos i jeszcze w obecności Prus. Szybko wstała z kucek i z niepewną miną zaczęła otrzepywać spódniczkę i wygładzać żakiet.

Gilbert uznał, że ukraińskie owoce na pewno mają niedozwolone przez Unię Europejską substancje, wszystko przez ten Czarnobyl, czy jak się to zwało, a wszystko przez Rusków i w ogóle wszyscy dostają świra na tym zjeździe!

– Goran? – zapytała niespodziewanie Michaela, gdy skończyli tańczyć. – A właściwie czemu poleciałeś na Albanię?

Prusy zmusił się do skupienia na tym wątku i jak najszybszego zapomnienia o błyskach w oczach Słowenii oraz jej prawie niemieckich rumianych policzkach. Pierścionek na jej palcu chyba jednak nie był z odpustu.

– To ona na mnie poleciała – mruknął Serbia. – Ja się do niej nie pchałem. Trochę interesów się z nią robiło.

– Serbska i albańska mafia trzęsła Bałkanami – powiedział wesoło wujek Macedonia.

Goran rzucił mu spojrzenie typu: „Ty stary dziadzie, nic ci do tego.”

Waniuszka skakał radośnie, śpiewając jakąś dziecięcą piosenkę. Zagłuszał wieżę.

Gilbert skłonny był się założyć, że wszystkim przez myśl przeleciała mafia rosyjska. Zerknął na Iwana. Ten mu pomachał. To nie było miłe.

Polska zeskoczył ze stolika i poderwał Obwód do góry. Zakręcił się z nim i Prusy miał tylko nadzieję, że dzieciak nie rzygnie albo przynajmniej – jeśli już mu się zdarzy – nie rozbryzga zawartości swego żołądka po wszystkich.

Gilbert po chwili został wyciągnięty na środek przez Słowację. Rozpaczliwie próbował sobie przypomnieć jakieś kroki, ale w końcu olał sprawę. Jakoś nikt nie zwracał na niego uwagi, bo część bab zajęła się Ukrainą, która najwyraźniej chwilowo zaniemogła – za oknem wiało niesamowicie. Iwan górował wśród zbieraniny nad Oleną. Dunja wyglądała na maksymalnie skupioną na mierzeniu tętna kuzynce. Gilbert podeptał boleśnie Michaelę, gdy zdał sobie sprawę, że mimowolnie zaczął zauważać Słowenię. Serbia tańczył z Czarnogórą coś podobnego do tango. Czechy pląsał swoją polkę z Białorusią. Prusy pogratulował mu w myślach odwagi. Kątem oka zauważył Litwę, stojącego z miną stanowczo obrażoną. Polska uskuteczniał jakiś nowy taniec w trójkącie z Chorwacją i Obwodem. Wujek Macedonia i ciocia Bułgaria też tańczyli. Prusy na początku ich nie poznał. Przez chwilę myślał, że widzi Radmilę z Goranem.

Zagapił się na nich i znowu podeptał Michaelę.

– Mój partner chyba się rozkojarzył? – zapytała na pozór życzliwie. – Czyżby coś ci, Gilbercie, na żołądku siadło? Może za dużo? A może piwo? Za dużo? Może za mało?

Jak Czechy z nią wytrzymał?, przemknęło Gilbertowi przez myśl.

Po kilku tańcach, gdzie przewinęły mu się przez ręce Słowacja, Chorwacja, Wojwodina, Czarnogóra i prawie Polska, gdyby w ostatniej chwili nie odbił do Białorusi. Nie był pewny, czy dobrze zrobił, ale skończyło się nie tak źle. Palce miał całe.

Dunja nie odeszła na krok od Oleny. Gilbert nie miał odwagi jej poprosić do tańca. Cóż, jego umiejętności tanecznie nie dorównywały serbskim, ale na pewno wiedział jak cieszyć się życiem.

Przez okno wpadło kilka promyków słońca. Burza musiała przejść bokiem. Ukraina słabym głosem zapewniała, że jej już lepiej. Ciocia Bułgaria ucieszyła się i pobiegła do kuchni. Najwyższy czas, w brzuchu Gilberta zaburczało. Rozciągnął się od tych gigantycznych porcji.

Polska w kilku tanecznych krokach przyskoczył do Serbii i uwiesił mu się na szyi.

– Och, Goranie, kocham cię, kocham cię totalnie do szaleństwa, a ty generalnie kochasz mnie, co nie? – zaświergotał i zamrugał oczami tuż przed jego nosem. – Pragniesz mnięęę?

Gilbert nie potrafił zdusić w sobie podziwu do Serbii, bo ten nawet o milimetr się nie odsunął. Zamiast tego, położył obie dłonie na barkach Feliksa i Prusy był pewny, że Polska zaliczy lot, którego miejscem docelowym będzie jakiś mebel.

– Oczywiście – powiedział poważnie Goran. – Kochałem, kocham i kochać będę.

Prusy poczuł, że coś mu się w środku wywróciło.

– A teraz, z łaski pierdolonej swojej, przesuń się, bo cię zabiję – zasugerował grzecznie Serbia.

Polska jakby oklapł, puścił Gorana i ostrożnie usunął mu się z drogi. Serbia przeszedł i poszły pierwsze salwy chichotów rodzinki zachwyconej przedstawieniem. Wojwodina odbiegła z komórką, krzycząc coś, że musi to napisać mamie. Gilbert trochę się uspokoił, świadom, że po tym incydencie Erzsébet nie da życia Goranowi.

– Możesz mi powiedzieć, co to, do cholery, było? – zapytał Taurys zupełnie nieswoim głosem.

– Ja wiem – uśmiechnął się Feliks. – On też wie. Ty totalnie nie musisz.

Mina Litwy była taka, że Prusom przypomniało się to i owo z lekcji historii.

– To dogadaliście się wreszcie? – zapytała nagle Słowenia. Pochwyciła spojrzenie Prus i oblała się rumieńcem.

Polsce uśmiech nieco zrzednął.

– A o co chodzi? – żywo zainteresował się Josef.

– Goran mnie pragnie – oznajmił z teatralnym zażenowaniem Polak.

Reakcje były przeróżne.

– No bo taka stara sprawa z ambasadą – podjął Feliks, gestykulując. – Wiecie, moi politycy udostępnili cioteczce Jugosławii taki… taką nieruchomość przy Alejach Ujazdowskich, potem się trochę sprawa sypnęła z cioteczką, no i nieruchomość dostali Radmila z Goranem, a potem Goran, a właściwie to jest nieruchomość taka, co się należy moim ludziom, bo moja władza niesłusznie ją odebrała i się tak trochę prztykamy z Serbią na ten temat…

Chorwacja, Bośnia i Hercegowina zrobiły dokładnie taką samą minę.

– Z Serbią można się „tak trochę prztykać”?

– No. – Feliks przyjrzał się swoim palcom. – Czekamy na wyrok sądu, oni to zbadają i się okaże i tyle, no. Generalnie. On niby u mnie łamie prawo, ale nie łamie, bo to teren ambasady, czyli teren Serbii, czyli obowiązuje jego prawo i tak… No trochę lipnie, ale co się będziemy na siebie totalnie wściekać. To nawet trochę zabawne. Bo on zajmuje kawałek mojego terytorium, a ja nie chcę, żeby go zajmował. Normalnie to byśmy się o to lali, nie? A myśmy do sądu poszli – Feliks zachichotał. – I stwierdziliśmy zgodnie, że debile z nas nieziemskie. Ale jakoś ani jednemu, ani drugiemu nie chciało się naparzać.

Miny Bałkanów i Zachodnich świadczyły, że podzielają zdanie Polski na temat jego debilizmu.

– To co? – zagaił Czechy, nie siląc się nawet na komentarz. – Robimy ognicho?

Wojwodina otworzyła okno na oścież. – Wygląda na to, że przeszło.

– Będzie fajnie przy ognisku – ucieszyła się Michaela. – Znowu ktoś kogoś podpali i będzie żywa pochodnia.

Gilbert zbladł.

– Ściemniasz, zawsze wszyscy są grzeczni! – przyskoczyła do niej Silvija. Słowacja zdawała się na to gotowa, bo przyłożyła jej z biodra.

– Panienki, panienki – wkroczył pomiędzy nie Polska i, ku wyraźnej uciesze Czech, dostało mu się od obu.

Prusom zachciało się pić.

– U nas na zjazdach pokój panuje – oznajmił poważnie wujek Macedonia.

Gdy Gilbert przechodził obok Gorana, usłyszał jak ten pod nosem mamrocze: „Spokój, kurwa…”

Aż do salonu Prusy nie mógł się pozbyć głupiego uśmiechu. Z taką miną wkroczył do pokoju. Łotwa zdębiał na jego widok.

Dobrze ci tak, ty mały, wredny kraiku.

W salonie siedział Raivis i pisał coś najwyraźniej na komórce, a kilka krzeseł dalej Viktor słuchał muzyki przez słuchawki. Cóż, alienacji tych dwóch nie dało się przegapić. Znaczy – dało się, ale nie z perspektywy Gilberta. Bo tam Słowianie… Oni to się potrafili zakręcić sami sobą, że brak Łotwy to pryszcz, a brak Kosowa to niemal jak zbawienie. Chłopak wyglądał jakby za państwo był uznawany tak w stu procentach jedynie przez Czarnogórę, a nieignorowany jeszcze przez Serbię… Ale Serbia zdecydowanie nie traktował go w kategoriach „inny kraj”. Raczej jak niesforny kosmyk włosów, który nie chce się odpowiednio ułożyć.

Prusy nalał sobie soku i zwędził kawałek kołacza ze śliwkami. Odprowadzały go dwie pary ponurych oczu.

W ogrodzie Polska z Litwą przenosili wielki stół. Min nie mieli za szczęśliwych. Ukraina ich instruowała:

– Wiecie, nie, nie, bardziej w tamtą, o tu, bo inaczej się będzie kolebać, jeszcze trochę w lewo, Feluś, Taurys, musisz to przepchnąć bardziej…

W końcu stół znalazł się we właściwym miejscu. Feliks padł na niego i dyszał ciężko. Taurys też wyglądał na zmachanego. Goran nosił krzesła i jednym potrącił Gilberta.

Słońce wisiało nisko nad horyzontem. Prusy nie pomyślałby, że jest tak późno. Gdzieś daleko na wschodzie nadal ciemniały sine chmury, ale wyglądały jak kulki z waty.

Na werandę wyszła ciocia Bułgaria.

– Ojej, gdzie ten stół postawiliście? – zmartwiła się. – Tak daleko nie będziemy chodzić od ogniska, a ognisko robimy za agrestem. Musicie go przenieść tam.

Kobieta pomaszerowała przed siebie, a wskazane przez nią krzaczki agrestu znajdowały się ładne pięćdziesiąt metrów dalej. Niedoszła Rzeczpospolita Trojga Narodów powiodła za nią zblazowanym wzrokiem. Goran zaklął i usiadł z rozmachem na krześle.

– Pomogę wam – oznajmił tak niespodziewanie Iwan, że Feliks odskoczył od stołu, jakby ten palił go żywym ogniem. Rosja sam podniósł mebel i podążył śladem cioci Bułgarii. Niedoszła Rzeczpospolita Trojga Narodów plus Republika Serbska wymieniła spojrzenia typu „nic tu nie zaszło” i wzięła się za przenoszenie krzeseł w tamtą stronę.

Błysnął flesz. Z bliska. Prusy przez chwilę myślał, że w końcu zdecydowali się na niego napaść i ostatecznie go wykończyć. Gdy plamki zniknęły i był pewny, że nie robi zeza, zerknął na źródło błysku. Ledwo zdążył osłonić twarz przedramieniem przed kolejnym fleszem.

– Zapomniałam, że wzięłam ze sobą aparat! – usłyszał uradowany głos Słowacji.

Świetnie, pomyślał, więc teraz moja sromotna hańba będzie udokumentowana.

– Kobieto, wyłącz lampę, kretyńskie zdjęcia wyjdą – zganił siostrę Czechy. – Potem wszyscy będą mieć takie debilnie czerwone oczy.

Spojrzał na Gilberta. Zrobił minę dokładnie taką samą, jak Polska, kiedy powiedział coś głupiego. Ktoś z Zachodu mógłby powiedzieć, że podobieństwo między braćmi jest urzekające. Dla Gilberta nie było.

Nagle cały domek rozświecił się i zgasnął. W drzwiach stanęła spanikowana Słowenia.

– Obwód wywalił korki… Chyba chciał rzucić widelcem w Dalmację… Trafił w lampę.

Czechy w jednym susie był na werandzie. – Łap Silviję, zanim zrobi coś głupiego gówniarzowi.

Prusy podrapał się po karku. Zerknął na Słowację. Ona spojrzała na niego. Po czym uniosła aparat i zrobiła mu kolejną fotkę. Gilbert uciekł czym prędzej.

Josef grzebał w półeczce wbudowanej w ścianę.

– Cholera, ona ma stare korki – mruczał. – A mówiłem, żeby zamontowała nowe bezpieczniki… Gdzie może mieć zapasowe? Raivis?

– Ja się tego nie tykam – oznajmił stanowczo Łotwa. – Jak coś zepsuję, to będzie na mnie. A w ogóle to na pewno mnie prąd pokopie. A zapasowe masz tam, w tym woreczku, o ile mnie oko nie myli.

Prusy kojarzył te korki jeszcze z komuny. Ale postanowił się nie przyznawać, choćby mu mieli nie dać kolacji.

– Jak się zepsuje, to powiemy, że to wujek schrzanił – zachichotał Joszka, odwijając paczuszkę.

– Po co wujek miałby majstrować przy bezpiecznikach?

– A ja wiem… Toż to majsterkowicz – Czechy porównał korki. – Coś mi tu nie pasuje. Niech ktoś zawoła Felka. Albo Gorana. Co prawda, ten drugi zna się na prądzie bardziej w sferach eksperymentalnych, ale co tam…

Gilbert odwrócił się, żeby spełnić polecenie i stanął z Polską twarzą w twarz. To małe gówno było wszędzie. Niemcy po drugiej wojnie światowej bał się otwierać konserwę.

– Odejdź, panie Mam Dwie Lewe Ręce. – Feliks bezczelnie odepchnął brata. – Coście tu schrzanili, Pepino?

Polska majstrował coś przy półeczce, a Czechy delikatnie popchnął Prusy do wyjścia.

– Lepiej żeby jego pokopało – odpowiedział na niezadane pytanie. – I choć świąteczna Polska w pląsach jest wspaniałym widokiem, lepiej się oddalić, żeby nie było na nas.

Prusy zaśmiał się wesoło. Odwrócił się przez ramię na wszelki wypadek. Bardzo chciałby to zobaczyć. Zamiast tego, dojrzał jedynie dwóch drobnych blondynów, którzy potrafili być wrzodem na tyłku dla tej całej Unii Europejskiej. Polska wkręcał korki, a Łotwa je podawał. Wydawali się bardzo zadowoleni z życia.

Objaśnienia:

Nowy Sad. Pozwoliłam sobie na małą grę słów. Stolicą Wojwodiny jest właśnie Nowy Sad.

Goran Bregović. Nam wszystkim kojarzy się ogólnie z Bałkanami i Polacy myślą, że wszystkie kraje byłej Jugosławii go kochają. Otóż – nie. Lepiej nawet o nim nie wspominać podczas wyjazdu do Chorwacji, bo można oberwać. Bregović jest synem Serbki i Chorwata, ale zapytany o narodowość (po rozpadzie Jugosławii) odparł, że jest obywatelem świata. Chorwaci nie mogą mu tego wybaczyć. Najczęściej jest opisywany jako „serbski kompozytor”.

Tańce. W rankingu ogólnym Konkursu Tańca Eurowizji Polska jest na pierwszym miejscu (zdobywszy miejsce 4 i 1), Ukraina zaś na trzecim (zdobywszy miejsce 2 i 3). Tak, wiem, wiem, mało miarodajne, co do umiejętności, ale na czymś się musiałam oprzeć.

Zachwyt Słoweńców Serbami. Jest faktem. Słoweńcy jeszcze za czasów Jugosławii lubili podkreślać swą odrębność. Ale ostatnimi czasy trochę się im pozmieniało. Słowenia wylądowała w Unii Europejskiej, co pewnie dobrze zrobiło temu krajowi, za to nie da się przeoczyć, że porwał ją kapitalizm. Zachodni styl życia jest bardzo męczący dla Południowców. W filmie dokumentalnym Guca był właśnie komentarz, dlaczego Słoweńcy tak chętnie przyjeżdżają na festiwale serbskie, jeszcze z tabliczką SERBIA w cyrylicy (co jest swoistym hołdem). Odpowiedź Słoweńców brzmiała: Bo oni wiedzą jak żyć.

Ambasada. Trafienie na tę sprawę również (podobnie jak z mamutem) wywołało u mnie wielkie rozbawienie. Za czasów komuny pewien budynek został odebrany pewnej rodzinie (norma) i oddany na użytek jugosłowiańskiej ambasadzie. Po rozpadzie byłej Jugosławii, budynek dostał się nowej Jugosławii, czyli Serbii i Czarnogórze. Kiedy Czarnogóra wzięła manatki i poszła na swoje, budynek został ambasadą Serbii. Z kolei u nas, po upadku komuny, rodzina postanowiła upomnieć się o swoje mienie, niesłusznie odebrane przez władzę. Serbia pokazała gest Kozakiewicza i cała sprawa skończyła się w sądzie. Na początku komentarze nie były zbyt przychylne dla Serbii, ale teraz prawdopodobne jest, że dostanie ten budynek na mocy jakiegoś czegoś „przez zasiedzenie”. Pierwsza rozprawa w tej sprawie na jesień.

O tyle jest to zabawne, że patrząc tak na logikę – jest państwo A, które chce kawałek państwa B. Państwo B nie chce oddać kawałka państwu A. Co powinno się stać? Powinna wybuchnąć wojna o ten kawałek. Tymczasem państwo A i państwo B idą z tym do sądu. Ach, te wspaniałe nowe czasy. Kiedy uzmysłowimy sobie jeszcze na dodatek, że państwem A – pragnącym zagarnąć czyjeś ziemie – jest Serbia, a państwem B – pragnącym ocalić swoje ziemie – jest Polska, tym bardziej wariackim wydaje się pomysł, że ta sprawa skończyła się tylko w sądzie. W końcu Polska i Serbia mają remis 1:1 do wywoływania wojen światowych.

Elektryka. Polacy to złote rączki, więc nic dziwnego, że Feliks dał sobie radę z zadaniem tak ambitnym jak wymiana korków. Podobnie jest z Łotwą. Jeśli chodzi o Serbię – piłam do Nikoli Tesli, Serba lubiącego zabawy z elektryką.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s