Zamotani – II

Herb Łużyc Dolnych

Herb Łużyc Dolnych

Herb Łużyc Górnych

Herb Łużyc Górnych

——————————————————

– Dajesz, Ludek – Polska zawołał ze swojego miejsca.
Łušćanski majstrował przy komputerze, bo ten postanowił przerwę przehibernować i teraz niechętnie budził się do życia. Czechy demonstracyjnie wachlował się konspektem, bo włączenie klimatyzacji i nawiewu niewiele pomogło.
– Ten sprzęt go naprawdę nie lubi – zawyrokowała Słowacja, czym sprowokowała ślepe szczęście, bo Łużycom w końcu wszystko zadziałało jak trzeba. Zapomniana już przez niemal wszystkich mapka ponownie zagościła na ekranie.
– To jak mówiłem, Łużyce dzielą się na dwa regiony. Głównym miastem Łużyc Górnych jest Cottbus…
Polska jęknął uderzony znowu germanizacją. Na ekranie wykwitła czerwona kropa w miejscu, gdzie się Chociebuż znajduje. Obok niej wykwitł jeszcze herb dolnołużycki. Łukasiewicz się zakrztusił, rozkaszlał, a gdy nieco nad tym zapanował ukrył twarz w dłoniach starał się chichotać w miarę cicho. Ludwig odwrócił się w jego stronę zdegustowany.
– Zupełny brak ogłady – mruknął nie słuchając przez chwilę, jak się Łużyce rozgaduje o fontannie sukienników.
– Weź go walnij – Serbia warknął ponad głową Kosowa do Wojwodiny, która miała Polskę w zasięgu ręki. Czarnogóra przewróciła oczami. Litwa patrzył to na dolnołużycki herb, to na białego orzełka przywieszonego ponad tablicą.
– Ponadto jest tam regionalne muzeum w parku, przy zamku, Branickim. Park się nazywa Branicki, rzecz jasna.
Litwa odwrócił się i odchylił na ile to było możliwe.
– Feliks, ktoś mu krzywdę zrobił? – Laurinaitis niby to szepnął tak, żeby za bardzo nie przeszkadzać, ale szept na odległość dwóch rzędów musiał być jednak dość głośny.
– Co najmniej – zachichotał Polska.
Chorwacja spojrzała na nich, na jednego orła, na drugiego orła wpasowanego w resztę herbu.
– Ludowit – zaczęła, a na jej opalonej twarzy odbiła się dziecięca ciekawość. – Czemu ten orzeł wygląda jakby go ktoś, tak generalnie, właśnie próbował udusić, a on łapał ostatni oddech? – Zapytała głośno, przerywając kuzynowi wyrażanie zachwytu nad fasadą budynku, którego żadne z nich na oczy nie widziało. No, może Ludwig kiedyś przypadkiem.
– Co? – Stropił się Łušćanski.
Prusy nie wytrzymał i zaczął się śmiać. Serbia zawył. Kosowo wyciągnęło komórkę i zrobiło zdjęcie z głośnym „pstryk” odtwarzanym z pliku wav.
– Może mu ten byk na odcisk nadepnął – zasugerował Havel, co można było uznać za swoistą broń, bo Polska zaczął śmiać się jeszcze intensywniej, nadal jednak starając się klasycznie nie parsknąć, skutkiem czego zakrztusił się ponownie.
– Skąd ty go wytrzasnąłeś? – Zapytała Słowacja.
– Co wam się w byku nie podoba? Byk jak byk. Duże, dumne zwierze! – Żachnął się Łużyce.
– Takie hiszpańskie – wtrącił Prusy, co momentalnie spotkało się z reprymendą ze strony Zachodu. Zachodni zaś reprezentowali trzy rodzaje chichotu: śmiech na cicho ze łzami w kącikach oczu i głową wspartą na dłoni, śmiech dyskretny ukryty za dłonią i śmiech w rękaw z głową złożoną na poduszce z przedramion.
– Hiszpański byk nie jest kastratem – stwierdziła Wojwodina sucho. Dłonie miała złożone na piersi, a wzrok utkwiony w slajdzie. Na sali zapanowała cisza.
Niemcy się zatchnął, Prusy patrzył to na Andrić, to na slajd i nie mógł się oprzeć wrażeniu, że dziewczyna jest zaiste do matki podobna. Chorwacja wpatrywała się w ekran, a jej uśmiech rósł i rósł. Czarnogóra niewinnie zapatrzyła się w bok – na ścianę, ale pierś jej drgała w niemym chichocie. Słowenia patrzyła na swoje dłonie wiele wysiłku wkładając w to, aby nie uśmiechnąć się szerzej. Serbii starczyło oddechu na krótkie: o kurwa! Kosowo miał na twarzy karpika. Zachodni wyglądali jak na stopklatce z przeglądu rodzajów chichotów. Ukraina patrzyła gdzieś w prawo przygryzając wargę. Litwa zasłonił się konspektem. Łotwa przypominał Słowenię, tyle że zapatrzył się na swoje kolana. Estonia zdjął okulary i metodycznie wycierał je chusteczką świata poza nimi nie widząc. Łużyce gapił się na Wojwodinę.
– Nie… – zaczął, ale mu powietrze zwiało. – Nie jest kastratem!
– Jak nie jest kastratem, to ma wybitnie małego – odparła sucho Andrić.
Sala nie wytrzymała. Wybuch śmiechu był nagły, głośny i zupełnie nie do opanowania. Niemcy aż podskoczył na siedzeniu. Całe to zamieszanie było, jego zdaniem, niestosowne. Herb był w końcu tworem symbolicznym i umieszczanie na nim genitaliów nie było czymś absolutnie koniecznym. Wręcz może kryła się w tym pewna słuszność. W głowie Niemiec stanęło wspomnienie umierającego ze śmiechu Danii po tym jak szwedzkie feministki wykastrowały lwa w logu oddziału szybkiego reagowania jego brata. Sam Szwecja wtedy nagle postanowił odwiedzić Islandię, a potem sprawa przycichła. Tutaj natomiast nic ciszy nie zwiastowało. Jedyny, który do tej pory zdawał się mieć nad tą bandą jakąś władzę, śmiał się podobnie jak pozostali. To było nie do pomyślenia. Fakt, że Prusy śmiał się razem z innymi, aż mu łzy zaświeciły w kącikach oczu, Niemieckiego samopoczucia nie poprawiał.
– Przestań – syknął. – Nat –
Coś huknęło.
Na oko raczej ciężka teczka z dużą prędkością zderzyła się z blatem. Drugi koniec teczki znajdował się w dłoniach zacietrzewionego Łušćanskiego.
– Przestańcie rżeć jak konie do cholery jasnej! – Wrzasnął i to odniosło jeszcze większy skutek niż poprzedni huk.
Litwa, noszący w herbie Pogoń, się skrzywił, ale przezornie zachował milczenie.
– Weźcie się odwalcie od mojego herbu!!! Sami macie anorektyczne lwiątka, mutanty czarnobylskie, szachownice, szlaczki jakieś i tak dalej! A to jest taka grafika, normalnie bykowi niczego, kurna, nie brakuje!
W tej jednej chwili widać było, że Łużyce ma jednak ze Słowianami więcej wspólnego niż tylko wizualne podobieństwo do Zachodnich i na Niemieckie ucho dziwaczny język.
– No to kontynuuj. – Havel wykonał zachęcający gest ręką.
Łużyce coś chciał powiedzieć, ale tylko otworzył usta, zamrugał i skrzywił się.
– Przez was zapomniałem na czym byłem – mruknął.
– Na tym, jak ładna jest fasada dworku, pałacu lub zamku w – Estonia, który wyczyścił już okulary na wysoki połysk, zawiesił głos, bo nazwa mu akurat uciekła.
Z pomocą przyszedł mu Feliks mrucząc – Chociebużu, tylko on – kiwnął na starszego brata na dole sali – to jakoś inaczej nazywał.
– Cottbus – powiedział twardo Niemcy.
– No właśnie.
– A! Właśnie! – Łużyce olśniło. Spojrzał na ekran, chwilę podumał i mówił dalej. – Cottbus jest kulturalną stolicą regionu. Znajduje się tam dolnołużyckie gimnazjum i uniwersytet ludowy. – Przerzucił slajd. – Takie uniwersytety wymyślili w Danii i były tworzone tam dla młodzieży chłopskiej, żeby ich podciągnąć. To było jakoś w XVIII lub XIX wieku – wyjaśnił. – Teraz to wiadomo, że już nie tylko o to chodzi, no ale tak to się zaczęło i trwa. A w gimnazjum to program jest grubsza taki sam jak wszędzie. Znaczy się wszędzie w Brandenburgii.
Kosowo ziewnął.
– A głównym miastem Łużyc Górnych jest Bautzen.
Na ekranie znów pojawiła się mapa, a na niej kolejna czerwona kropa. Ukraina patrzyła na nią z lekką obawą. Niemcy również, mając w pamięci ledwie co uciszoną burzę. Na szczęście herb Łużyc Górnych okazał się nie dorastać swojemu dolnemu koledze nawet do pięt. Był utrzymany w żołto-niebieskiej kolorystyce rodem z IKEA i nie zawierał żadnych przykładów flory czy fauny. Niemcy odetchnął z pewną ulgą.
– Bautzen? – Szepnął Łukasiewicz uprzednio nachyliwszy się nad kolanami siostry, aby go brat mógł usłyszeć.
– Budyšín – odszeptał Havel, a Polska kiwnął ze zrozumieniem głową. To zdecydowanie brzmiało już bardziej znajomo.
– Germanizacja – westchnęła cicho Michaela.
– Ślady osadnictwa łużyckiego tutaj pochodzą z mniej więcej z V lub IV wieku przed naszą erą. Obecnie miasto liczy przeszło 40 tysięcy mieszkańców. Na znakach wykorzystuje się tam, podobnie jak w Cottbus, zarówno język niemiecki, jak i łużycki. Tutaj to górnołużycki. Język górnołużycki różni się od dolnołużyckiego. Ma nawet nieco inny alfabet. Chociaż ogólnie można się zrozumieć.
Niemcy miał wrażenie deja vu. Prusy mało dyskretnie rozglądał się po sali. Polska ziewał.
– Na całym terytorium aktywnie wykorzystuje się przywileje mniejszości narodowych, chociaż to fajnie i w ogóle, to jednak tylko namiastka – Łużyce westchnął. – Coś jak wynajmowanie mieszkania i to w bloku.
Łotwa szepnął coś do Estonii, ten zaś machnął ręką. Litwa poklepał Galante pocieszająco po plecach. Z przyczyn różnych Łotwa mieszkał w Rydze w bloku i w sumie nie narzekał. Czarnogóra spojrzała przez ramię na Serbię, uśmiechnęła się, spojrzała na Kosowo i pokazała mu telefon. Kosowu oczy zaświeciły się niebezpiecznie i może gdyby to Łużyce widział, to przestałby opowiadać o tym, że bloki z wielkiej płyty z pewnością wymyślił ktoś na haju. Niemcy nie wiedział, co ten holenderski wymysł architektoniczny miał do Łużyckiego problemu i wystąpienia. Nie wiedział również, że nie był w tym odosobniony, tyle że jako jedyny się tym przejmował. Słowacja zrobiła kolejną kreskę na swoim konspekcie.
– Misia, co ty tak kreskujesz? – Polska wykazał trochę zainteresowania. Co prawda pożądanym było raczej, aby interesował się tym, co mówił Łużyce, ale do tego jakoś się akurat zmusić nie mógł.
– Liczę jego dygresje – odparła Słowacja.
Havel przewrócił oczami, Łukasiewicz zaczął liczyć istniejące już kreski. Łušćanski wyłączył prezentację i przeszukiwał pendrivea z nadzieją znalezienia zdjęcia gdańskiego falowca.
– Dygresje od dygresji też liczysz?
Macháčková przytaknęła.
– E, to nie jest tak źle.
Zdjęcie falowca się znalazło i zawładnęło ekranem. Ani ładnie, ani brzydkie, bo falowce z natury piękne nie są.
– Dłuższy od tego, to znajduje się tylko w Wiedniu – ciągnął Łużyce.
Kosowo sarknęło pod nosem.
– A ten tu ma ponad 800 metrów…
Litwa i Łotwa zaczęli grać na kartce w piłkarzyki.
– Tam mieszka około sześciu tysięcy ludzi, a cała populacja Łużyc Górnych i Dolnych to jakieś – Łušćanski zerknął w swój konspekt – ponad sześćdziesiąt tysięcy ludzi.
Słowacja zastanowiła się czy uznać mówienie o mieszkańcach bloku za dygresję, czy jako wstęp. Kosowo sarknęło po raz kolejny i spojrzało nienawistnie na Czarnogórę.
– Z czego górnołużyczanie stanowią większość – ciągnął Łużyce.
– Głupi ruch, teraz cię już ogra na pewno – stwierdziła cicho Wojwodina zaglądając Kosowu na ekran komórki. Dzieciak absolutnie nie miał już z Czarnogórą szans, ale w sumie mało kto był w stanie ograć Njegoš w szachy.
Łużyce zamknął zdjęcie i prezentacja wróciła na ekran w pełnej glorii radosnej zbieraniny ludzi z tablicą z napisem „Oberlausitz” u ich stóp. Ludzie trzymali w dłoniach niebiesko-żółte chorągiewki.
– Tutaj jest pamiątkowe zdjęcie z jednego spotkania w Bautzen – skomentował Łużyce. – Napis to „Łużyce Górne” po niemiecku, a w dłoniach trzymamy flagi regionu.
Ukraina ukryła twarz w dłoniach. Polska parsknął. Chorwacja zaczęła chichotać. Serbia czując, co się święci wstał, drewniane składane krzesełko trzasnęło, i warknął. – Przerwa, cholera, zanim bajzel będzie!
Niemcy spojrzał na niego zdezorientowany, ale Serbia w ogóle nie zwrócił na niego uwagi. Zamiast tego zawisł nad Słowenią, bo jak długo ona siedziała na ostatnim miejscu w rzędzie, tak długo on nie mógł wyjść. Dziewczyna spojrzała na niego, w oczach już miała łzy śmiechu, i szybko wstała.
– No o co wam chodzi? – Jęknął Łużyce.
– Bo niebiesko-żółta, to jest flaga Ukrainy, więc tak się skojarzyło pewnikiem wszystkim – wyjaśnił mu von Bock, będący już niemal w progu i ciągnący za sobą Łotwę.
Ukraina spojrzała na niego i uśmiechnęła się. Czarnogóra już wstawała i głośno tłumaczyła Kosowu, kiedy popełnił w rozgrywce największy błąd i dał się finalnie ograć. Prusy poklepał Niemcy po ramieniu.
– No wstawaj – pogonił go.
– Ale po co w ogóle robić tę przerwę? – Zbulwersował się Niemcy. – W ten sposób do niczego nie dojdziemy!
– Po to, że tu by się zaraz taki rejwach zrobił jak przy herbie lub krawacie – stwierdził Havel, który akurat ich mijał. – Dobrze, że Iwana jeszcze nie ma, bo on by czci Ukrainy też zaczął bronić, a wtedy może bym się stał najstarszym bratem – dodał i wzdrygnął się.
Niemcy wyraźnie się zdziwił. Rosji się tu nie spodziewał. Po pierwsze gdzie Rosja, gdzie Łużyce!? Chociaż pytanie gdzie Łużyce, gdzie Czarnogóra zdawało się mieć tyle samo sensu, a Njegoš była obecna. Po drugie siedzieli tu już ponad dwie godziny, a jego nie było. Takie spóźnienie było, jego zdaniem, czymś niedopuszczalnym.
Zachodnio-zachodni znowu wyemigrowali przed budynek razem z Litwą i Ukrainą. Daleka północ postanowiła w ogóle nie wychodzić i ku wewnętrznemu oburzeniu Prus wyjadała ciasteczka z dżemem na dole. Koło nich Łużyce chłeptał kawę i zagryzał ją kanapką.
– Ukrainy, Ukrainy – mruczał pod nosem. – Jakby się flagi na świecie nie powtarzały.
– Powtarzają się. Takich jest skolko ugodno, ale wiesz, Ukraina była na sali i jeszcze to zamieszanie z krawatem – zaczął Galante. Obok niego Estonia jęknął.
– Hę? – Łotwa spojrzał na niego pytająco.
– Błagam… Nie po rosyjsku.
– A! Przepraszam! – Łotwa się speszył. – Wymsknęło mi się. A w ogóle znalazłem tamtą książkę…
I tak z miejsca Łużyce przestał dla nich istnieć. Niemcy miał nieodpartą ochotę zaciągnąć wszystkich z powrotem na salę i kazać Łużycom zwięźle powiedzieć to, co mu do powiedzenia zostało tak, aby mogli uznać rzecz za zakończoną i tyle. Jego problem polegał na tym, że nie wiedział, jak się za to zabrać. Cześć była na dole, część na dworze, a on sam stał na zgięciu tej swoistej litery L i nie mógł się oprzeć wrażeniu, że jak jednych zagoni i pójdzie po drugich, to mu ci pierwsi zwieją. Organizacja, a raczej jej brak, go przerażała, deprymowała i irytowała.
– To jest jakiś żart – stwierdził głośno poniewczasie orientując się, że Beillschmidt już go opuścił na rzecz ciastek i bałto-jakiegoś towarzystwa. – Zdrajca – mruknął.
– Coś się stało?
Czarnogóra wyrosła za nim jakby spod ziemi, choć w rzeczywistości po prostu wyszła z sali, na którą wróciła po zapomnianą torebkę.
– To jest jakaś komedia – powiedział twardo. – Jesteśmy tu po to, aby dowiedzieć się, co ma Łużyce do powiedzenia, a tu tymczasem dzieje się wszystko poza tym.
Njegoš spojrzała na niego badawczo i przez chwilę się głęboko nad czymś zastanawiała.
– Mnie raczej Łużyce nie interesuje – odezwała się w końcu. – Serbię, Wojwodinę… W sumie nas wszystkich z południa mało to ciekawi. Wschodnich pewnie też nie, chociaż od nich jest tylko Ukraina, ale ponoć Natasza i oba Iwany już są w mieście, tylko w korkach stoją. – Westchnęła i wzruszyła ramionami. – O Bałtach i Estonii nie wspomnę. W sumie, to tylko Zachodni mogą być zaciekawieni, bo to w końcu ich brat, ale… – zawahała się wyraźnie i zrezygnowała z tego, co chciała powiedzieć.
– No to po co to wszystko!?
– Żeby się spotkać? – Odpowiedziała mu pytaniem na pytanie. W dodatku ton jej głosu sugerował, że to przecież jest oczywiste. – Zjazdy zjazdami, ale tu okazja trafiła się tak przy okazji, więc czemu mieliśmy z niej nie skorzystać? Co prawda Serbię i Kosowo ciocia Bułgaria musiała nieco zmobilizować – zachichotała, – żeby tu przyjechali, ale dobrze, że to zrobiła. Goran jest choleryk, ale dzisiaj to w sumie na plus działa – dodała i uśmiechnęła się. – A teraz przepraszam, Dunja na mnie czeka.
Ludwig został sam ze sobą. Mógł dołączyć do roześmianego towarzystwa na dworze – Czechy i Polska chyba się o coś kłócili, ale nie był pewien, bo każdy zdawał się mówić w swoim języku i Słowacja miała z tego najwięcej radości, a przynajmniej śmiała się najgłośniej. Mógł też zejść na dół, gdzie rezydował zupełny przekrój zaczynający się od reprezentacji Bałtów – Łotwa, poprzez Germanów w osobie Prus – Ludwig nadal mocno starał się tej wersji trzymać, i Słowian – Łużyce, a na Ugrofinach skończywszy – Estonia.
– Ta, a na śniadanie dostaniesz jajko na twardo! – Zawołał na zewnątrz Polska.
– Ja cię zabiję na..
Wrzasnął za nim Czechy, ale końcówka zdania utonęła w wybuchu śmiechu. Ktoś zbiegł po schodach, ktoś pisnął. Serbia zaklął. Niemcy postanowił zejść na dół, tam przynajmniej było spokojniej. Łużyce dalej chłeptał kawę oparty o ścianę. Prusy wyszukiwał ciasteczka i odkładał je sobie na serwetkę.
– Chcesz? – Zapytał, gdy Ludwig stanął koło niego. – Dobre są. Te ze spiralką też niezłe. Kokosowe jakieś.
– Co?
– No ciastka – stwierdził rzeczowo Beillschmidt.
– Ty większych problemów nie masz? – Fuknął, co spotkało się z jakimś zainteresowaniem ze strony Łušćanskiego.
– No co? – Prusy wzruszył ramionami. – Głodny jestem. Siedzimy tu już kilka godzin i pewnie szybko nie wyjdziemy, trzeba jeść póki inne takie nie wyżrą wszystkiego co dobre.
– Inne takie może ci coś zostawią. – Dobiegło ich gdzieś z tyłu.
Ludwig odwrócił się tylko po to, aby trafić spojrzeniem na Łotwę siedzącego na kolanach Estonii i jedną ręką go obejmującego. Druga zajęta była trzymaniem Estońskich okularów i nadgryzionego herbatnika. Galante patrzył na Prusy przez ramię i uśmiechał się jakoś tak, że Beillschmidt miał ochotę mu coś zrobić. Na przykład zasugerować, że dzieci, ryby i Łotwy głosu nie mają, ale wtedy by mu ten mały kraik, albo nawet oba, zasugerowały, że przynajmniej są na mapie – farciarze jedni – już on ich znał, a przynajmniej tak mu się zaczynało wydawać. Wobec tak patowej sytuacji włożył sobie do ust kolejne ciastko i skupił na bardzo dokładnym przeżuciu go. Von Bock patrzył natomiast w mniej więcej dobrą stronę i ktoś postronny mógłby się nawet nie zorientować, że wiele to on tak naprawdę nie widzi. Jego ręce zajęte były trzymaniem Łotwy w pasie tak, aby przypadkiem nie spadł. Niemcy był zbulwersowany, co było wyraźnie po nim widoczne.
– Jeny, a tutaj co? – Słowacja zapytała z wysokości antresoli. Trzymała za rękę wybitnie niezadowolonego z czegoś Havla i można się było domyślać, że przyczynił się do tego Łukasiewicz.
Niemcy prychnął. Dziewczyna zeszła na dół.
– Słucham? – Zapytała raz jeszcze. – Nie usłyszałam – dodała z uśmiechem. Prawdziwym, jasnym uśmiechem, który momentalnie Ludwiga onieśmielił.
– Zachować się nie umieją – powiedział stanowczo, a wzrok mu uciekał jakoś w bok i w dół od twarzy dziewczyny. – Słowianie – dodał zanim zdążył ugryźć się w język.
Słowacja zmarszczyła czoło. Czechy wyswobodził się i dołączył do podpierającego ścianę brata.
– Już raczej Bałtowie – Łotwa odezwał się, a wręcz dziecięca szczerość aż nadto przebijała z jego głosu.
Estonia chrząknął.
– I Ugrofinowie – Galante dodał momentalnie, uśmiechnął się w stronę Niemiec i Prus. – Przepraszam – dodał opierając się czołem o czoło Estonii.
Słowacją westchnęła rozmarzona i uśmiechnęła się.
– Tak w miejscu publicznym, przy wszystkich. Tak bez zahamowań – mruczał pod nosem Ludwig. – Tak się nie powinno. To gorszy obyczaje i…
– I weź się zamknij – zasugerował mu nadal wkurzony Czechy.
Niemcy się zapowietrzył.
– Widzicie, zgorszyliście Ludwiga – Słowacja się zaśmiała.
Estonia wzruszył ramionami.
– Sam się zgorszył, jak mu coś nie pasuje, to było nie patrzeć – mruknął Czechy.
Łotwa zachichotał.
– Są pewne rzeczy, których się nie robi – obruszył się Ludwig.
– Ale zakochanym pewne rzeczy można wybaczyć, zwłaszcza na początku – powiedziała Słowacja, jakby chciała całą sytuację nieco załagodzić.
Prusy zakrztusił się, próbując jednak nie parsknąć śmiechem. Na początku! – przeszło mu przez myśl. – Ten początek trwa trzy wieki! Poczuł jak rozlewa się w nim bardzo przyjemna świadomość, że wie coś, o czym inni tutaj nie mają zielonego pojęcia.
– Eduard to teraz poza mną świata niemal nie widzi – Łotwa odezwał się ponownie patrząc na Niemcy przez ramię.
Estonia zaczął się śmiać.
– Dosłownie – dodał Łotwa i zamachał trzymanymi w dłoni okularami.
Wszyscy obecni Zachodni zaczęli się śmiać, Prusy wcale nie pozostał w tyle i tylko Niemcy stał i patrzył się na nich jak na szaleńców. Jakaś zabłąkana myśl zasugerowała mu, że to może być zaraźliwe i należałoby jak najszybciej się oddalić. Myśl szybko urosła i mrucząc coś po niemiecku Ludwig ruszył ku schodom, ale na nie nie wszedł. Miast tego zatrzymał się u ich stóp, a oczy rozszerzyły mu się w zdumieniu. Cofnął się o krok. Coś w jego zachowaniu sprawiło, że Słowacja przestała się śmiać i przyjrzała mu się badawczo. To zaś sprawiło, że inni też umilkli. Jedynym, który nie patrzył na Niemcy był Estonia, bowiem Galante nadal nie zamierzał mu oddawać okularów, więc nie miał nawet po co odwracać głowy w stronę schodów.
– Coś się stało? – Zapytała dziewczyna.
Ludwig niepewnie pokręcił głową i zawrócił. Myśl szeptała mu, że już zwariował i ma zwidy. Powoli podszedł do stołu i nalał sobie kawy.
– Na pewno?
– Na pewno – odparł z wymuszonym spokojem i w kilku łykach opróżnił kubek.
Łotwie wymsknęło się krótkie „a” na wysokich tonach i okulary Estonii spotkały się z podłogą. Galante szybko sięgnął po nie. Omal przy tym nie spadł. Estonia westchnął.
– O – stwierdził Czechy z nikłym zainteresowaniem w głosie.

c.d.n.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s