Wojenka – IX

Cokolwiek zmakaronizowany rozdział ostatni.

„Zanim poleciał czas
Dobrze było nam
Żyliśmy pierwszy raz
Dobrze było nam
Kiedy nie istniał grzech
Dobrze było nam
Zanim powstała śmierć
Dobrze było nam
[…]
Kto ukradł nam ten dobry czas

Kto wygnał nas
Odwrócił twarz
Czy powrócić da?”
„Nie, bo nie” Zakopower


Słońce zaszło i nieba stały się ciemne i puste. Nie było już obrazów pomiędzy nimi zawieszonych, a jedynie słowa w pustce wykrzyczane. Ich ciągi nielogiczne, rozbijające w drobny mak każdą formułującą się myśl. Bo można by spróbować wstać… człowiek niebo pójść siostry morze światło wyleciał zadzwonię powiedział… Mógłby chociaż spróbować jednak spojrzeć na rzeczywistość… książka stoją słowo ptak sztorm brzeg… Miał coś do zrobienia, pamiętał to, ale co to było dokładnie? Chciałby to sobie przypomnieć i… cisza kwiatki morze zasadzka światło maj śnieg… To było coś ważnego dotyczącego… trzy siostry kraj dusza duch świat… Świadomość tego wciąż tliła się, ale nie mógł się na niej skupić. Słowa wkradały się wszędzie, ale sensu ze sobą nie niosły… morze duch trzy siostry stoją na brzegu morza… Gdyby sobie przypomniał, to może by było chociaż jaśniej? Ta ciemność przerażała, ale… osłabione morze ziemie trzy siostry stoją na brzegu morza przytłoczone zmęczone… Chciałby odrzucić te słowa. Kazać im odejść, ale w ciemności i ciszy są wszędzie. To nie są dobre słowa, którymi zapisano tysiące jego ukochanych książek. One niczego nie opisują. One są. Trwają. Istnieją. Przepędzić je! Tak, to jest myśl. Zastąpić własnymi, jakiś wiersz cokolwiek… morze zmęczenie światło trzy siostry stoją na brzegu morza, osłabione i zmęczone
Słowa i słowa. Zamknął oczy w ciemności bezużyteczne. Słowa pustki i jego słowa.
Trzy siostry stoją na brzegu morza…
…tās nespēks un nogurums māc… [1]
Wzdrygnął się, gdy podmuch chłodnego wiatru wślizgnął się pod jego koszulę, ale ten podmuch był inny niż poprzednie. Otworzył oczy. Nad sobą miał korony drzew i gwiazdy. Gdzieś niedaleko ktoś śpiewał piosenkę, która dźwięczała w jego myślach, a on nie mógł oprzeć się wrażeniu, że zna ten głos. Że już nie raz go słyszał w tej czy innej piosence, w tych czy innych słowach.
Usiadł i zakręciło mu się w głowie. Miał wrażenie, że wszystkie mięśnie w jego ciele zastały się i bardzo nie chcą, aby je ktokolwiek ruszał. Zresztą, to akurat mogło być prawdą. Spojrzał na śpiącą Olenę, rozejrzał się wokół siebie, wsłuchał w noc… Piosenka, morze… Wspomnienia dogoniły go w jednej chwili. Radio, komunikat wtedy w lesie, gdy był o kilka kilometrów od wsi, w której mieli się spotkać. Co było dalej, tego nie pamiętał. Jakieś obrazy, myśli, uczucia… Potrząsnął gwałtownie głową i zaraz tego pożałował. Zabolało, a fala mdłości podeszła mu do gardła, ale przynajmniej wspomnienia cofnęły się na dno pamięci. Eduard, tak? Eduard i Timo wpadli w zasadzkę i stracił z nimi kontakt. Myślał, że zginęli – to przyszło mu pierwsze do głowy, ale przecież nie wiedział. Nie wiedział nic na pewno – powtarzał sobie teraz w myślach, aby tylko tamto obezwładniające uczucie nie wróciło. Wstał powoli z trudem zmuszając własne nogi, aby nie ugięły się pod nim. Dam radę, dam i tyle. Nie raz w końcu dawałem… Roześmiał się cichutko, gdy myśl „jak nie ja, to kto?” rozdźwięczała się w jego głowie. Czasami wielu, teraz nikt. Sam musiał dojść.
Po ścianach domków i pniach drzew skakały wynaturzone przez płomień ogniska cienie. Jeszcze go nie widział jako takiego, ale one były wszędzie. Fantasmagoryczne, przerażające – nieprzyjemnie znajome. Udał przed samym sobą, że ich nie widzi. Stawiając powoli i ostrożnie każdy kolejny krok szedł w stronę ognia – piosenki.
Dotarł akurat na ostatnie wersy. Zatrzymał się przy schodach obdrapanego domku i patrzył na coś, co mogłoby równie dobrze być ilustracją zwykłej wycieczki. Ognisko, ludzie, materace, piosenka. Wojna? Jaka wojna? I Estonia. Poczuł jak kamień spada mu z serca. Koniec niepewności. Wspomnienie strachu pozostało, ale już nie groziło powrotem na pierwszy plan. Nie liczyło się co było, ale co będzie, a będzie dobrze. Tak, w tej chwili był skłonny wierzyć w to całym sercem i nie zważać na to, że czuł, że gdzieś na granicy znowu doszło do kilku mniejszych starć, że kilka wsi i miasteczek zostało zniszczonych. Odbuduje. Jak zawsze. Będzie dobrze. Uśmiechnął się i oparł o balustradę schodków. Słuchał. Wszystko inne mogło poczekać tę chwilę do końca piosenki.
Atmostas Baltija,
Atmostas Baltija,
Lietuva, Latvija, Igaunija!
[2]

Bunda jau Baltija
Bunda jau Baltija
Lietuva, Latvija, Estija…
[3]
Timo słuchał i nie mógł się nie uśmiechać. Nawet nie rozumiejąc większości tekstu i tak ogólna idea do niego docierała. Pamiętał ją, choć pewnie dla niego znaczyła ona mniej niż dla Eduarda. W sumie był tego pewien. Wtedy, dwa lata później, przebudzenie się ziściło. Może teraz też ta piosenka okaże się dobra wróżbą – myślał. Przeniósł wzrok na drzewa i domki, ale teraz jedynie ciemne kwiaty wykwitały mu w ich miejscu – za długo patrzył w ogień. Zamknął mocno powieki i odczekał chwilę. Pomogło. Teraz mógł już wyłowić zarysy budyneczków, ich okien o ramach niegdyś pomalowanych na biało. Gdzieś między zmianą języków w piosence jego oczy pochwyciły jakiś ruch. Ktoś tam był. Zmrużył powieki i wpatrzył się w punkt. Tak, tam. Uśmiechnął się i pomachał, gdy oko i mózg zgodziły się ze sobą, ale Eduard siedząc bokiem do niego tego nie widział i tylko śpiewał dalej.
Ärgake Baltimaad,
Ärgake Baltimaad,
Leedumaa, Lätimaa, Eestimaa!
[4]

Jānis podążył za wzrokiem Finlandii i Estonii. Jego oczy też potrzebowały chwili, aby dostrzec cokolwiek poza barwnymi plamami, ale gdy już udało mu się wyłowić chłopięcą sylwetkę nie mógł powstrzymać się od uśmiechu. Wcześniej widział Łotwę tylko kilka razy, a widok własnego kraju jest czymś co zapada głęboko w pamięć i potem potrzeba już tylko mgnienia, aby zorientować się, na kogo się patrzy. W myślach zanotował sobie, aby skarcić chłopaków, bo nikt mu o dotarciu drugiej grupy nie zameldował. Z drugiej strony sam przecież powiedział im, że mogą mu przeszkodzić tylko w przypadku czegoś szalenie ważnego. Oni nie wiedzieli o tym wszystkim, co wydarzyło się tam w lasach w ostatnich dniach, więc pewnikiem ich przybycie uznali za normalne, spodziewane. Odpędził więc myśl o tym i wrócił do tu i teraz. Wstał i dopiero wtedy Eduard spojrzał tam, gdzie oni patrzyli już od dłuższej chwili. I on również uśmiechnął, nie mając pojęcia o tym, co przytrafiło się Raivisowi i pozostałym wtedy, gdy on i Timo sami tracili i odzyskiwali nadzieję.
Raivis patrzył na nich i na mężczyznę, coś w nim było znajomego, ale nie wiedział co. Może go kiedyś spotkał? Nie umiał tego rozstrzygnąć. Tylu ludzi w swoim życiu widział, że nie sposób było zapamiętać choćby połowę z nich. Tylko niektórzy byli w stanie przez wieki oprzeć się zapomnieniu i pozostać wciąż wyraźni w jego wspomnieniach. Tego tu nie pamiętał, ale to nie miało znaczenia. Byli tu Eduard i Timo, więc ten człowiek był po ich stronie. Nie trzeba było się bać. Można było pozwolić się doprowadzić do ogniska, usiąść między nimi na materacu i patrzeć, i uśmiechać się.
– Jak długo –
Chciał zapytać nim to jemu zadano to pytanie, ale nieużywany od kilku dni głos zbuntował się.
Suche gardło drapało – zakrztusił się. Na moment wzięcie oddechu stało się czymś niewykonalnym. Starał się, ale wpadał jedynie w kolejne spazmy kaszlu. To było tak podobne do tamtych dni. Do tamtego świata. Nie chciał o tym myśleć. Nie chciał mówić na głos, o tym gdzie był przez ostatnie, sam nie wiedział ile, dni. Tamto było nieważne. Liczyło się, że się martwił aż do tej pory.
Ktoś włożył mu w dłoń szklankę i kazał pić. Herbata była letnia i gorzka, ale nieco pomogła. Mógł znowu oddychać.
– Jak długo tu jesteście? – zapytał cicho, ale tym tonem, który domaga się odpowiedzi tu, zaraz… Natychmiast!
– Od rana…
– Tak się martwiłem – nie dał Eduardowi dokończyć.
Przytulił się do niego i chciał tak po prostu zostać. Wyrzucić w niebyt niepamięci tamte myśli i cieszyć się tym, co było tu i teraz. I może by został tak na dłuższą chwilę, gdyby nie przeciągłe syknięcie Estonii. Poderwał się gwałtownie i spojrzał pytająco pierw na Eduarda, a potem na Timo.
– Trochę go potłukło – wyjaśnił Finlandia. – Ale żył będzie. Zadbałem o to – dodał i roześmiał się, ale to wcale Łotwy nie uspokoiło.
– Naprawdę Raivi. To nic takiego – zapewnił Eduard i pocałował go w czoło. – Chodź tu, tylko ostrożnie. Zaśpiewasz ze mną?
Skinął głową. Teraz wtulony w Eduarda na tyle, na ile jego stan pozwalał, przy ognisku w pogodną noc mógł zaśpiewać. Nawet jeśli nieużywany przez ostatnie dni głos buntował się nieco przeciwko takiemu traktowaniu.
Jānis patrzył. Był ciekaw kiedy i w jakiej sytuacji znowu ich spotka. Czy będzie mógł zadać niektóre z dręczących go pytań, czy nie? Podświadomie czuł się kimś nieco wyjątkowym. Ilu było takich jak on? Oto siedział tu pośród nich, pośród narodów i wiedział kim są. Zachowywali się przy nim tak normalnie, tak ludzko. Nie byli wyidealizowanymi ikonami, jakimiś nadludźmi. Nie. Wydawali się być tacy zwykli.

Fale podchodziły Taurysowi niemal pod nogi. Kilka razy musiał się cofać, aby go nie sięgnęły, kilka razy się nie cofnął i pozwolił morzu objąć. I tak tego nie poczuł przez grube buty. Krótką myśl o tym, aby je zdjąć szybko odrzucił – zbyt wiele z tym było zachodu, a on przyszedł tu tylko na chwilę. Był zmęczony. Koszmarnie zmęczony napięciem ostatnich dni, które tylko odrobinę go tu – nad brzegiem – opuściło. Tylko o tyle, że już byli nad Bałtykiem. Prawie jego Bałtykiem. Gdy zamykał oczy widział Kłajpedę. Wejście do portu, nabrzeże, domy… Z tymi obrazami w głowie mógł zasnąć. Najchętniej tutaj, na plaży, ale to było zbyt ryzykowne. Ośrodek był terenem zamkniętym, plaża już nie, a w końcu była wojna, nawet jeśli tak bardzo chciał o niej zapomnieć.
Westchnął ciężko i zaczął iść z powrotem. Starał się nie myśleć o tym, co może pójść źle następnego wieczoru. O sztormie, pułapce, niesprawnych statkach, niezgraniu w czasie. Starał się, ale nie za bardzo mu to wychodziło. Zazdrościł Feliksowi jego optymizmu. Parcia do przodu, chociaż może to nie było takie proste, jak się wydawało? Może nie przychodziło tak samo z siebie? Mógłby zapytać, ale wiedział, że tego nie zrobi. Może kiedyś, ale nie teraz, bo teraz łatwiej było po prostu wierzyć, że to właśnie jest takie nieskomplikowane. Taka wiara znikąd.
Nim dotarł do brukowanego chodnika ośrodka buty miał całe dokładnie opiaszczone i wcale mu to nie ułatwiało chodzenia, ale nie zatrzymał się, aby je otrzepać. Wyschnie, to samo odpadnie, nie ma sensu. Zatrzymał się jeszcze na niewielkim pagórku przy bramie i spojrzał na Bałtyk. Oczy same mu się zamykały, ale patrzył jeszcze długą chwilę. Morze zdawało się zupełnie wojną nie przejmować, no tak… Co jemu ta wojna? Szumiało jak zawsze, fale wślizgiwały się na piaszczysty brzeg tak, jak zawsze. Aż się zasłuchał. A gdy się człowiek wsłucha tak naprawdę, to zaczyna słyszeć rzeczy, na które wcześniej nie zwrócił uwagi. Słowa poniesione przez lekki wiatr, trochę zniekształcone, ale wciąż o znajomej dla ucha melodii.
Prie jūros miega sesės trys; Jas slegia pančiai, neviltis; [5]
Spojrzał przez ramię na rozsiane pośród drzew domki. Oczy nawykłe do ciemności łowiły cienie na tle cieni, aż podchwyciły coś, jakby światło. Ciepły blask, bijący gdzieś daleko na prawo od niego. Ucho łowiło dźwięki. To stamtąd czy nie? A nawet jeśli, to co go to obchodzi? Ktoś tam może być, ale jego to nie dotyczy.
Klajoja lyg elgeta pajūriu; Dvasia tautų garbės [6]
Ale w głowie rodziła się przekora. Chęć sprawdzenia, czy się nie pomylił? Czy to na pewno była ta piosenka? Zmęczona świadomość nie miała sił się kłócić. Tak, dobrze, pójdę, sprawdzę…
Bet varpas likimo nuaidi vėl; Ir jūra šiaušia bangas [7]
Zatrzymał się dość daleko i przez dłuższą chwilę nie mógł ruszyć się z miejsca. To były te słowa, ta melodia i ten głos. Eduard półleżał na jakiejś konstrukcji z materacy i kołder i śpiewał. Timo i nieznany Taurysowi mężczyzna przysłuchiwali się temu siedząc przy tym samym ognisku. A przy Eduardzie siedział Raivis i widać było, że również śpiewa, choć o wiele ciszej. Ale był tam, wszyscy tam byli jakimś cudem cali i żywi. Zamrugał, zrugał się za bujną wyobraźnię, ale na nic się to zdało. Cud. Nie polski, ale zwykły. Więcej szczęścia niż rozumu, niż czegokolwiek innego, ale jakie to miało teraz znaczenie?
Uśmiechnął się stojąc oparty o drzewo na skraju światła i sam zaśpiewał.
Trys sesės iš miego kyla jau; Apginti savo garbės. [8]
Bunda jau Baltija; Bunda jau Baltija; Lietuva, Latvija, Estija.. .[9]
Čau. [10] – Raivis odwrócił się w jego stronę, ledwie usłyszał nowy głos, i uśmiechnął się jakby poprzednie dni nie istniały.
Bo zresztą, może były one tylko jakimś koszmarnym snem?

————————–

Przypisy:
[1] łot. „są osłabione i zmęczone”
„Atmostas Baltija” Viktors Zemgals, Ţilvins Bubçlis, Tarmo Pirlaps

[2] łot. „Obudźcie się Bałtowie,
Obudźcie się Bałtowie,
Litwo, Łotwo, Estonio!”
„Atmostas Baltija” Viktors Zemgals, Ţilvins Bubçlis, Tarmo Pirlaps

[3] lit. „Obudźcie się Bałtowie,
Obudźcie się Bałtowie,
Litwo, Łotwo, Estonio!”
„Bunda jau Baltija” Viktors Zemgals, Ţilvins Bubçlis, Tarmo Pirlaps

[4] est. „Obudźcie się Bałtowie,
Obudźcie się Bałtowie,
Litwo, Łotwo, Estonio!”
„Ärgake Baltimaad” Viktors Zemgals, Ţilvins Bubçlis, Tarmo Pirlaps

[5] lit. „Trzy siostry śpią na brzegu morza, Przytłoczone więzami, beznadziejnością.”
„Bunda jau Baltija” Viktors Zemgals, Ţilvins Bubçlis, Tarmo Pirlaps

[6] lit. „Wędruje brzegiem morza niczym żebrak, Duch ludzi honoru.”
„Bunda jau Baltija” Viktors Zemgals, Ţilvins Bubçlis, Tarmo Pirlaps

[7] lit. „Ale dzwon przeznaczenia znów dzwoni, I morze wzburza się.”
„Bunda jau Baltija” Viktors Zemgals, Ţilvins Bubçlis, Tarmo Pirlaps

[8] lit. „Trzy siostry budzą się ze snu, Aby bronić swego honoru.”
„Bunda jau Baltija” Viktors Zemgals, Ţilvins Bubçlis, Tarmo Pirlaps

[9] lit. „Obudźcie się Bałtowie,
Obudźcie się Bałtowie,
Litwo, Łotwo, Estonio!”
„Bunda jau Baltija” Viktors Zemgals, Ţilvins Bubçlis, Tarmo Pirlaps

[10] łot. Cześć.

tłumaczene „Atmostas Baltija”/”Bunda jau Baltija”/”Ärgake Baltimad” własne na podstawie bardzo dzikiej wersji angielskiej, jaką w sieci znalazłam. Wspomagane słownikami łotewsko-angielskim, litewsko-polskim i estońsko-angielskim, żeby czasami rozstrzygnąć o co w tym angielskim czymś biega. Generalnie starałam się jak najlepiej, ale po litewsku to ja znam jedno słowo, a po łotewsku jakieś trzy. Piosenkę można czasem znaleźć na YT szukając przez tytyuł, albo hasła związane z Łańcuchem Bałtyckim/Drogą Bałtycką . 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s