Trójkąt słowiański

Autorzy: Shen&Nox
Ostrzeżenia: Przekleństwa, incest – nic obrazowego.
Uwagi: Fic powstał na podstawie rozmowy-zabawy Shen i Nox. Nie jest słowo w słowo, bo trzeba było dorobić do niej chociaż minimum fabuły. Ta historyjka ma przedstawiać relacje łączące rodzeństwo, a w szczególności nakreślić nieco czesko-słowackie stosunki, jak to jest z ich „braterstwem”, a jak z małżeństwem. Mam nadzieję, że udało nam się odpowiednio wyjaśnić, dlaczego tak , nie inaczej jest z tą parą.

TRÓJKĄT SŁOWIAŃSKI

Rozdział I

Czechy zaczyna chorować na polskie malkontenctwo, a Polska po raz pierwszy udowadnia, że jest kobietą. Czechy wypowiada wojnę Polsce, potem zostaje Litwinem. Łużyce zostaje zwyczajowo zignorowany. Słowacja straszy braci ciocią Bułgarią i w zamian zostaje zdradzony jej Sekret Czeskiej Komórki. Słowacja manipuluje jeszcze trochę i dowiaduje się, czemu Czechy nie robi nic dla jaj, za to w bułeczkach jest świetny. Słowacja okazuje się feministką i ma z tego kilka profitów.

Josef uznał, że ten dzień nie będzie należał do jego najlepszych. Malował się jako taki, który trzeba będzie jak najszybciej zapomnieć, a w najbardziej optymistycznym założeniu – przejdzie się nad nim obojętnie. Czechy utknął bowiem w jakimś podrzędnym moteliku razem z młodszym rodzeństwem. Drogi były nieprzejezdne, bo godzinę wcześniej rozszalała się niezwykle gwałtowna burza, jakiej nie spotkano tu od kilkudziesięciu lat. Parę drzew zwaliło się na jezdnię, tu i tam połamały się konary, wszędzie leżały kulki gradu osiągające rozmiary piłeczek golfowych.

Teoretycznie można było zawrócić i poszukać innej drogi, może jakiś objazd, ale gównażeria w osobie młodszego rodzeństwa zadecydowała, że nie zbawi ich jeden nocleg. Po znalezieniu motelu i wynajęciu pokoju, wywiązała się krótka walka pomiędzy Feliksem a Michaelą o łazienkę, i Josef był pewien, że ma dwie siostry. A jeśli ma brata, to na dziewięćdziesiąt procent była nim Słowacja – nie Polska, który bój wygrał. Ten zresztą siedział teraz, trzymając laptopa na kolanach i chichrał się z czegoś z Internetu.

Misia wyszła z łazienki, wycierając mokre włosy ręcznikiem. Przebrała się w ślepiąco-pomarańczową piżamę, usiadła obok Felka i zaczęła podśmiechiwać się razem z nim.

Josef uznał, że weźmie prysznic rano, pościel i tak muszą zmienić. Co za różnica, czy położy się umyty, czy nie. Siedział na parapecie okiennym, w dość niewygodnej pozycji, bo parapet nie prezentował sobą wielkiej powierzchni. Czechy obserwował krople kapiące z drutów wysokiego napięcia kołyszących się smętnie. Szarość dnia i zieleń przyrody kontrastowały ze sobą w zabawny sposób, ale jednocześnie jakby się dopełniały; Josef poczuł się przez chwilę jak w domu.

– Ej, Pepino!

Kto inny mógłby przerwać taką przyjemną chwilę kontemplacji, jak nie Polska?

– Czego?

– Czytamy tu o dzieciakach, wiesz wpadki i tak dalej – zreferował Feliks. – I jakiś dzieciak pyta się rodziców: „Mieszkanka Czech to Czeszka czy Czaszka?”

Polska dokończył i wybuchnął głośnym śmiechem. Czechy westchnął, zszedł z parapetu i dołączył do rodzeństwa na kanapie.

– Dawno cię nikt w tyłek nie kopnął, co? – zapytał młodszego brata.

Feliks pokręcił głową i zaniósł się kolejną salwą śmiechu. Zawtórowała mu Misia.

– Oj, przecież to dziecku się tylko omsknęło – stwierdziła.

– Toż pytam się naszego brata, a nie dziecka – wytłumaczył spokojnie Josef, a Polska ewidentnie wpadł w stan głupawki i zsunął się z kanapy, chichocząc. Słowacja uratowała laptopa.

– Ale zabawnie się dziecku omsknęło – doprecyzowała i zaśmiała się.

Udawane oburzenie Czech, który grał kogoś zarówno zdenerwowanego, ale i takiego, co jest ponad wszystko, było bajecznie komiczne i zdecydowanie warto było zobaczyć coś takiego. Tym bardziej, że Josef zwrócił się bardzo spokojnie do Feliksa:

– Skopię cię podwójnie – oznajmił. – Bo kobiet nie biję.

Słowacja wydała z siebie piskliwy odgłos i chichotała radośnie dalej. Czechy wstał bardzo powoli, odszedł kilka kroków, teatralnie rozpędził się i kopnął Polskę w udo.

– Za siostrzyczkę – oznajmił wesoło.

Feliks zwinął się, mamrocząc jakieś przekleństwa, ale śmiał się nadal. Josef okręcił się jak baletnica, potupał jakby odprawiał jakiś nieznany rytuał i kopnął Polskę jeszcze raz.

– I za braciszka!

Feliks zaczął krztusić się ze śmiechu, bo nie mógł ani nabrać powietrza, ani go wypuścić.

– Spełniłem narodowy obowiązek litewski* – oznajmił z dumą Josef.

– Powiem Taurysowi, żeby dał ci paszport. – Feliks złapał w końcu oddech i otarł łzy.

Joszka usiadł na kanapie i zamyślił się. – Nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się litewskie obywatelstwo.

– Kiedy będziesz w oficjalnym stanie wojny ze mną – oznajmił Polska i przemieścił się na miejsce obok brata.

– A nie jestem? – zdziwił się Czechy.

Michaela przytuliła się z drugiej strony i zmoczyła mu włosami koszulę.

– A nie jesteś – odparł raźnie Feliks. – Należymy nawet do Grupy… tej no… Wysze… chara…

– Wyszehradzkiej. – Josef litościwie pomógł bratu.

– Możliwe. W każdym razie tam, gdzie się na nas totalnie wypiąłeś, czeska świnio.

Polska wywalił język, a Czechy dziobnął go palcem pod żebrami i w efekcie Feliks omal nie odgryzł sobie wystawionego języka. Słowacja parsknęła i zapytała:

– A ten kopniak za braciszka, to za siebie czy Ludowita?

Josef głośno wypuścił powietrze. – Za Ludowita to bym musiał jeszcze ten dom dookoła obiec, zanim by moja noga trafiła w to małe dziwactwo.

Polska obrażony masował dziobnięte miejsce i wyglądał jakby się zastanawiał, jakie szkody przyniesie mu pokazanie środkowego palca bratu.

– Jeszcze byś zadyszki dostał – Misia podsumowała Josefa. – A Ludowit i tak by mówił nadal Bautzen, a nie Budyšín.

– Nie wspominając o Budziszynie – dodał Polska.

– Właśnie. Nie wspominajmy. Tego się po prostu nie da wypowiedzieć – skomentował złośliwie Czechy.

– Przynajmniej nie brzmi jak gaworzenie albo jak ktoś zapchany kleikiem ryżowym – odgryzł się Feliks.

– A szukaj się – uciął wątek Josef.

Misia znowu prychnęła. – Budyšín czy Budziszyn to byście się już nie kłócili, wiecie. Prawie to samo. Tak jak Chociebuż i Chotěbuz… Co innego Batuzen i Cottbus – westchnęła.

Za oknem zrobiło się jakby jeszcze bardziej szaro. Nie dość, że chmury przewalały się przez niebo cały czas, nie dając dojść do słowa słońcu, to jeszcze zapadał zmrok. Czechy przetarł oczy, które zaczynały boleć od półmroku. Delikatnie acz stanowczo zepchnął Polskę, by zapalił światło. Feliks po małej i niewiele znaczącej awanturze poszedł poszukać kontaktu.

– A w ogóle ktoś coś od Ludka słyszał? – zapytała ni z tego, ni z owego Misia.

Bracia wymienili spojrzenia. Ludowit to zawsze był temat, który kończył się albo dłuższym milczeniem i rozmyślaniem nad marną sytuacją Łużyc, albo serią kiepskich żartów i wspominek. Tak czy siak, ani Feliks, ani Josef nie mieli ochoty się z tym mierzyć.

– Dzwonił, że jest okej – powiedział powoli Polska, ostrożnie dobierając słowa, co w jego przypadku było aż nienaturalne.

– Kiedy? – drążyła Słowacja.

– Jakoś… niedawno…

Czechy postanowił się nie mieszać, zwykle wychodził na tym dość dobrze.

– Taaak?

Josef bardzo dobrze znał ten ton Misi. Oznaczał, że wie wszystko, ale spokojnie czeka, aż rozmówca się złamie i wszystko wyśpiewa, zapewne z kilkoma dodatkowymi szczegółami, których słowacki wywiad nie zdążył wybadać.

– No.

Zapomniała tylko, że Polska bardzo skutecznie potrafi zamknąć się w sobie i nic nie dać z siebie wydusić.

– No, ale co „no”? – Misia się nie poddawała i z uśmiechem zachęcała brata do dalszych zeznań.

– No niedawno. – Ale Feliks się nie dał.

Słowacja skapitulowała. – Ciocia o niego pytała.

Dziewczyna z lubością przypatrywała się popłochowi, który wywołała. Poleciało kilka ściszonych przekleństw polsko-czeskich, Feliks usiłował się obrócić i jednocześnie zrobić krok i, w efekcie, klapnął tyłkiem na podłogę; Josef przełknął gulę, która nabrzmiała mu w gardle i nieco zduszonym głosem zapytał:

– Dzwoniła do ciebie?

– Jakoś dwa dni temu – stwierdziła niewinnie Michaela, mimochodem przeczesując palcami włosy.

Ciocia Bułgaria zawsze budziła nieuzasadniony popłoch wśród męskiej populacji Bałto-Słowian.

– I co u niej? – zapytał cicho Czechy, widząc, że Polska odwdzięczył się za poprzednie wystawienie, teraz nie angażując się w sprawę.

– Mówiła, że nie mogła się do was dodzwonić. – Słowacja poszukała wzrokiem gumki do włosów.

Może to nie była do końca prawda, ale perspektywa telefonu od cioci dalece bardziej przerażała brzydszą połowę Słowian niż wojna jądrowa, katastrofa nuklearna, czy kometa zbliżająca się do Ziemi. I to było zabawne. Ciocia miała w sobie coś, czego bali się mężczyźni. Wiązało się to zwykle z tym, że niezbyt przyjemnie obcowało się z kobietą, która podcierała twój tyłek, komentowała malutki jeszcze wtedy penisek, zachęcając do nazwania go jakoś i zaprzyjaźnienia się z nim, a także, która zawsze wiedziała, kiedy nie umyłeś zębów albo uszu.

– U Feliksa nie ma nigdy zasięgu – powiedział Czechy grobowym głosem.

– Wal się – zripostował dość cienko Polska.

– Kiedy dzwoniła do ciebie – Słowacja rozsiadła się na kanapie i spojrzała bystro na Joszkę – ciągle ponoć witała się z pocztą głosową. I bardzo chciałaby dowiedzieć się, co masz nagrane, tylko ma problem, bo nie rozumie czeskiego.

Blef to blef, ale dobrze go wzmocnić. Josef wydał z siebie jęk.

– Nie masz tam tego zajefajnego tekściora z lodówą? – zapytał Feliks, nagle bardzo pobudzony.

Czechy uznał, że temat Łużyc jest o wiele bardziej bezpieczny. – Ludowita trochę podtopiło – oznajmił.

Z ciocią Bułgarią to czasami działało. Nie na długo, bo kobieta miała tak niesamowity system, jakiś wewnętrzny radar, zawsze powracała do niewygodnego tematu z dokładnością aborygeńskiego bumerangu. Czyniła to tak długo, aż delikwent nie wyśpiewał wszystkiego. Pozostałe Słowiańskie kobity też się tego triku nauczyły, ale brakowało im cierpliwości i siły przebicia, na której nadmiar cierpiała ciocia Bułgaria (przynajmniej według męskiej części rodziny). Zmiana tematu dawała tylko chwilę na zebranie myśli.

– Mnie podtopiło – oznajmił Feliks, a Josef odetchnął z ulgą. Może Polska się zacietrzewi i nie będziemy wracać do cioci Bułgarii? – To są moje ziemie.

– Ale Ludowita podtopiło przy okazji – oznajmił Czechy i już miał dodać chamską uwagę na temat zaborczości Polski, gdy wcięła się Misia:

– Jak do ciebie dzwonię, zwykle odbierasz przed pocztą i nie miałam nigdy okazji przesłuchać…

Ten niewinny ton przypominający kogoś, kto rżnie głupa, doprowadzał Josefa do szewskiej pasji, ale spróbował: – Mówiłem, że Ludzia nam podtopiło?

– Tak. Ale wiem o tym z telewizji.

Czechy zdusił w sobie instynktową chęć zawycia. Skoro wiedziała, czemu się dopytywała? Żeby wzbudzić wyrzuty sumienia? Jeśli chodzi o Ludowita, Joszka czuł się dość podle, a Feliks miał całą sprawę w przysłowiowym gdzieś, bo zawsze zwalał winę na Ludwiga… Po co Słowacja drążyła ten temat? Kobiety!

– Ale w wiadomościach o twojej poczcie głowowej nie mówią. – Misia uśmiechnęła się uroczo.

Josef dokonał w głowie szybkiej analizy faktów i stwierdził, że rozmowa o poczcie jest o wiele bezpieczniejsza niż temat cioci Bułgarii i Łużyc. Polska znalazł gdzieś tubkę skondensowanego mleka i przyssał się do niej. Ponownie dorwał się do laptopa i przeglądał coś chichocząc.

– I chwała Bogu – oznajmił wreszcie Czechy, odnosząc się do ostatniej wypowiedzi siostry.

– Może na youtube kiedyś się znajdzie, jak ktoś się do ciebie nie dodzwoni i to nagra… Ale póki co… – Słowacja westchnęła z żalem.

Joszka zmełł przekleństwo w ustach. Ty mała intrygantko…

– Ej, looknijcie na to. – Feliks wpakował się między rodzeństwo i pokazał im wyświetlone na ekranie fikuśne czeskie bułeczki z pięknym przybraniem.**

– Joszko – zaczęła Misia. – Ja chcę takie śniadanko!

Czechy teatralnie uderzył głową w ramię Polski i westchnął.

– On ma tekst o lodówce – oznajmił Feliks. Rodzeństwo spojrzało na niego bez zrozumienia. – Pepino ma na komórze tekścior o totalnej lodówie!

– Stul się. – Czechy zakneblował brata własną dłonią, modląc się, żeby mu czegoś nie odgryzł. – Cóż, te kanapki to nie jajecznica, mogę zrobić…

Polska wierzgając uwolnił swoje usta spod jarzma czeskiej ręki. Słowacja znowu uratowała laptopa.

– No i się kuchennie zrobiło – oznajmiła wesoło. – To co z tą lodówką?

Feliks zaczął naśladować głos Josefa. – To ja, lodówka Joszki, jak burknę dwa razy to się nagraj. No, coś generalnie w ten deseń, co nie? Ale po czesku to już brzmi totalnie zajebiście, siostrzyczko, bo leci coś w stylu: Dobri den, to sem ja, Joszkowa lednika…

Czechy znowu wkroczył do akcji, założył Polsce firmowego nelsona i przydusił do własnych kolan. Słowacja odsunęła się nieznacznie, żeby nie zderzyć się z którąś z nóg Feliksa, które nerwowo starały się wydobyć właściciela z ramion Josefa.

– Dla mnie to brzmi normalnie – Misia przekrzyczała hałas. Polska uspokoił się ze zdziwienia, a Czechy go puścił. – No wiecie, polski, czeski, oba rozumiem. Josef, w sumie nie chcę wiedzieć, dlaczego to ustawiłeś – oznajmiła poważnie. – I wiesz co?

– Tak, Misiu? – zapytał niepewnie Czechy.

– Nie przetłumaczę tego cioci, bo ona będzie chciała wiedzieć „dlaczego”. – Słowacja wyszczerzyła się radośnie, zamajtała nóżkami w powietrzu i przemieściła się w kierunku swojej torby.

Polska, korzystając z wolnego miejsca, wyłożył się przez całą długość kanapy i bezczelnie wcisnął stopy pomiędzy uda Czech, żeby nie zmarzły ani żeby Joszka nie przypuścił na nie łaskotkowego ataku.

– Bardzo dobrze, że nie przetłumaczysz tego cioci – oznajmił Josef, usiłując odzyskać własne kolana. – Bo dla cioci nie ma takiego zwrotu jak „dla jaj”. A jakby Joszka miał jeszcze „zrobić coś dla jaj” to już by w ogóle nie uwierzyła.

Słowacja nałożyła na twarz sporą porcję kremu i zaczęła go powoli i z namysłem wsmarowywać.

– Zmonopolizowałbyś przez to co najmniej jedną czwartą czasu kuchennej rozmowy na kolejnym zjeździe. – Misia śmiertelnie poważnym tonem zwróciła się do Czech, a po chwili chichotała w najlepsze.

– Zajebiście – bardzo powoli i wyraźnie powiedział Josef.

– Rozchmurz się. Przecież nie powiem. – Słowacja uznała, że bratu dość się dostało.

Czechy stanowczym ruchem złapał nogi brata, przyciągnął go, uniósł się nad nim i mocno przycisnął, jakby miał zamiar udusić Polskę jego własnymi kolanami. Feliks stęknął, orientując się, że zaraz czeka go bratobójstwo i wcale nie będzie stroną mordującą.

– Wiem, że nie powiesz – sapnął Joszka i spojrzał na Misię. – Ale grę trzeba podjąć – wyszczerzył się i puścił gwałtownie Polskę, którego nogi wstrzeliły do góry.

– Ech – westchnęła Słowacja. – Wy, faceci.

– Feministka – uśmiechnął się złośliwie Czechy i umknął spoza zasięgu gniewu Feliksa.

Polska przysiadł na kanapie zdezorientowany, gdzie zniknął mu brat.

– Nie zaprzeczę – rzekła powoli Michaela i zaczęła innym kremem nacierać swoje dłonie. – Ale schowam na chwilę swój feminizm do mojej torebki, jeśli powiesz, że w weekend masz trochę wolnego czasu, bo mi w silniku w aucie coś brzydko stuka.

Rzeczywiście. Jechali w trójkę tylko dlatego, że Felkowa syrenka miała kompleksowy przegląd u znanego konserwatora aut, a autko Misi w dalsze podróże się nie nadawało.

*Litwini nas nie lubią i uważają, że Polacy chcą spolonizować Litwę, i tenże zamiar wysysają wraz z mlekiem matki. Dlatego koniecznie należy im w tym przeszkodzić. Kopanie antropomorficznej postaci Polski jest dobrym przejawem patriotyzmu 😉

*Oto przykład. Więcej na http://www.joemonster.org/art/11482/Czeskie_buleczki_

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s