Trójkąt słowiański V

Rozdział V

Czechy chce mieć więcej sióstr. Czechy udowadnia, że Polska jest kobietą. Łużyce zostaje największym państwem Europy, bo granica niemiecko-białoruska jest zbyt strasznym pomysłem. Szwedzka pasja powodem masowych nerwic w Austrii. Czechy i Słowacja, wykorzystując sen Polski, przypominają sobie, jak to było być Czechosłowacją. Polska przedstawia plan zastrzelenia Prus oraz czeskiego tyłka. Czechy nie może zasnąć. Polska udowadnia, że jest mężczyzną.

Gdzieś w okolicach czeskich spodni coś piknęło. Północ. A rano trzeba wstawać i jechać dalej. Polska i Słowacja mogli się zdrzemnąć w samochodzie, Josef tego luksusu nie miał. Spojrzał na Michaelę. Dziewczyna półleżała na nim, wpatrując się w jeden punkt. Delikatnie musnął wargami jej czoło. Słowacja podniosła główkę i uśmiechnęła się do niego.

– Tak sobie myślę, Felek… – zaczął Joszka – …i nie patrz na mnie, jakbyś w to powątpiewał… jesteśmy jedynymi ze Słowian, którzy mają braci. Bałtowie niby są braćmi, ale oni to takie nie-Słowianie, nie? Goran nie ma brata, wujek Macedonia nie ma brata, Iwan nie ma brata… Tylko my.

Polska zagryzł przeżuwał dolną wargę w zastanowieniu.

– I co w związku z tym? – zapytał w końcu.

– Nic – westchnął Josef. – Chciałbym mieć więcej sióstr.

Słowacja poruszyła się niespokojnie. – A ja nie! – Zabrzmiało to twardo, choć głos miała ciut zaspany.

– No wiem – jęknął Czechy – że ci Feliks wystarcza, ale zniewieściałym bratem się pochwalisz przed koleżankami, a ja przed kolegami to wybitnie nie, ała! – Joszka spiął się i przeszedł płynnie ze spokojnego tonu, na nieco bardziej histeryczny: – Feliksie, braciszku najdroższy, nie wbijaj mi swej czcigodnej piąstki w żebra…

Polska poruszył się. – Nie wbijam – stwierdził.

Czechy rozluźnił się. – To dobrze – odparł z ulgą.

– To nie o to chodzi! – zachichotała Michaela. – Siostra to byłaby konkurencja!

Słowacja, śmiejąc się, spróbowała objąć ich obu. Josef wyglądał, jakby jego umysł próbował zapalić lampkę, ale nie umiał trafić do kontaktu. Feliks był szybszy.

– Jesteś totalnie bezkonkurencyjna – powiedział z rozbrajającym przekonaniem.

Misia wtuliła twarz w koszulę Joszki i teatralnie dotknęła ręką głowy. – Ale kto wie, jaka by taka siostra była – jęknęła dramatycznie. – A tak mam monopol. – Oderwała się od klatki piersiowej Czech i uśmiechnęła szeroko, marszcząc nosek i mrużąc oczka.

– Powiedzmy – zastanowił się Josef – bo siostra z przerostem tego poniżej nad tym, co powinno być powyżej, też naszą atencję ściąga, ała! – Znowu zmienił ton: – No proszę bardzo, jak ty wszystko wiesz, kiedy gadam o tobie, a jak do ciebie to już nic!

– Co? – zapytał Polska.

Czechy otwarł usta, ale wydobył się z nich tylko jęk. Słowacja zaśmiała się głośno. Josef po zwalczeniu szoku, przycisnął mocno rodzeństwo do siebie.

– Podusicie się, prawda? – zapytał płaczliwym tonem, pełnym nadziei. – Obiecajcie mi, że się podusicie.

Ku jego zdziwieniu, Misia objęła go równie mocno. – Tęskniłbyś.

Czechy zastanowił się przez moment. – Nie. To byłby najpiękniejszy miesiąc w moim życiu.

Polska wykrzywił usta w lewą stronę. – A po miesiącu sam byś siebie samego zawnerwiał na śmierć? – zaryzykował.

Josef mlasnął dwa razy, wpatrując się przed siebie i najwyraźniej zastanawiając się nad możliwymi odpowiedziami.

– Mniej więcej – rzekł w końcu.

– I jakby to na mapie potem brzydko wyglądało… – Misia włączyła się do dywagacji. Pomyśl o tym, jakby na przykład Tasia zaczęła graniczyć z Ludwigiem. Albo Austria lub Eliza przebili się aż do morza.

Granica niemiecko-białoruska była tak straszliwą wizją, że umysł Czech postanowił się bronić.

– Może Łużyce przejąłby po nas cały interes? – wypalił i zaczął się śmiać.

Słowacja zwinęła się w kłębek i chichotała tak bardzo, że do oczu napłynęły jej łzy.

– Stałby się jednym z największych państw w Europie…

– Ale by mieli miny…

– Nie pożyłby długo – powiedział zadziwiająco rzeczowo jak na niego Feliks. – Potknąłby się o Obwód albo zakochał w Tasi. Myślicie, że Taurys by za mną tęsknił? – Polskę najwyraźniej męczyła inna sprawa.

– Chyba tak – stwierdziła Misia, ale widząc minę brata, natychmiast się poprawiła: – Na pewno. A jeśli chodzi o Ludka, to pytanie, czy najpierw on by sobie coś zrobił, czy by kogoś do szewskiej pasji doprowadził…

Josef niespodziewanie parsknął śmiechem. Polska i Słowacja wymienili zdziwione spojrzenia.

– Zrozumiałem „szwedzkiej pasji” i mój zmęczony umysł próbował to sobie wyobrazić…

Czechy wysunął jedną rękę spod Feliksa i otarł sobie oczy.

– Potop szwedzki, ujęcie drugie – mruknął Polska.

– Ludwigowi pierwszemu by chyba nerwy puściły – zastanowiła się Słowacja. – Bo z Iwanem to by się Ludi dogadał, taki sam poziom umysłowy.

– Ludowit błagał Iwana na kolanach, rzewnie płacząc, żeby mu pozwolił państwo po II wojnie światowej utworzyć, a Iwan polazł dalej – przypomniał ponuro Czechy.

– Chyba wszyscy byliśmy wtedy zajęci albo wykończeni. – Zadziwiające było to, że Polska nie wykorzystał okazji, żeby dogryźć bratu na temat spraw militarnych. Świadczyło to o naprawdę później godzinie… – Poza tym, myślę, że pierwszy odpadłby Austria.

– No – zachichotał rubasznie Joszka. – Ze mną miał niemały staż, z tobą jeszcze trochę, może Ludi do nas super podobny nie jest… Na pewno by go zaskoczył.

– I my byśmy tego nie zobaczyli – westchnęła Słowacja.

– Może byśmy zobaczyli – zasugerował Felek. – Tylko… skądinąd…

– Ale to takie niepewne, że lepiej nie ryzykować. – Misia pogroziła bratu palcem. – A Ludzia można nasłać na Rodericha, choć to trochę ciężko tak… Chyba trzeba by było go tam zawieźć. Ewentualnie sam tam kiedyś zabłądzi.

– Albo już zabłądził – wtrącił się Polska. – Nie było jakiś doniesień o masowych nerwicach w Austrii?

Joszka zaśmiał się serdecznie. – Masowe nerwice to tam będą, jak się okaże, że się Węgry z Czarnogórą o Serbię pobiły…

Misia wyglądała jakby się nad czymś głęboko zastanawiała. Polska nagle zsunął się po Czechach. Josef w ostatniej chwili go przytrzymał, bo zaryłby nosem w jego kolana. Josef z pomocą Michaeli ułożył głowę brata na swoim udzie, a Polska jakby odruchowo zwinął się w kłębek. Joszka pogłaskał go uspokajająco.

– Mam o niebo lepiej – wypaliła nagle Słowacja.

– Hm?

– Bo mam ciebie – uśmiechnęła się ślicznie – i mam jeszcze Felka, i Ludka też i nie potrzeba mi za bardzo nikogo więcej, a już na pewno nie chciałoby mi się użerać z cholerykiem albo szlachcicem. Z wami jest faaa – nie udało jej się stłumić ziewnięcia – aajniej. Oj, wybacz.

Joszka objął ją oboma rękami, skoro Felek przestał jedną okupować. – Jesteś niedotleniona – stwierdził – za dużo palisz.

Misia wtuliła się jak mogła, żeby nie zawadzić o Feliksa. – Wcale nie – zaprotestowała cicho.

Czechy czuł ziołowy zapach szamponu, czuł ciężar Polski na swojej nodze, czuł także ciepło ciała Słowacji, i pomyślał, że już nie pamięta, kiedy było mu tak dobrze. Michaela jedną ręką sięgnęła za jego głowę, wymacała gumkę i powoli ściągnęła ją z włosów. Cienkie blond kosmyki zsunęły się i załaskotały ją w twarz. Joszka uśmiechnął się do niej, gdy nawijała pukiel jego włosów na palec.

– Dobrze mi tu – szepnęła.

– Wiem, że ci dobrze – stwierdził bezczelnie Czechy, nie przestając uśmiechać się czule.

Słowacja zamruczała. – Dlaczego tak nie może być częściej?

Polska poruszył się niespokojnie. Misia położyła drugą dłoń na jego głowie. Feliks głęboko westchnął i uspokoił się. Joszka stwierdził, że pewnie śni mu się coś nieładnego, ale jakoś nie miał ochoty wypuszczać Michaeli ze swoich objęć. Udał, że zastanawia się nad pytaniem.

– Bo jestem samolubnym draniem, który nie ma do was żadnego większego interesu, ale od czasu do czasu przypomni sobie, jak może być fajnie? – zaryzykował.

Słowacja nie odpowiedziała od razu. Wzięła w obie dłonie kosmyk jego włosów i przyglądała mu się chwilę. Potem zaczęła się nim bawić: przejeżdżać końcówkami po palcu, nawijać go, dzielić… Aż w końcu westchnęła.

– A ja cię tak jakby nadal kocham – powiedziała. – Porypana z nas trójka.

Josef bardziej przyciągnął ją do siebie. Przycisnął usta do jej skroni i trwał tak przez moment.

– A ja cię nadal kocham. Bez „tak jakby” – szepnął. – Mocno porypana z nas trójka. Jednak myślę, że każda rodzina ma w ogóle coś zjechane, ale trzyma się razem, bo jest rodziną. Ta mała wesz – brodą wskazał na Polskę – jest niereformowalna i dogadać się z nim to jest makabra.

Feliks zamlaskał i Joszka był pewien, że się obudził, ale nie. Zapadła cisza.

– A jeśli chodzi o nas… – zaczął niepewnie Czechy. – No to wiesz jak jest.

– Yhym. – Misia załaskotała go jego własnymi włosami w szyję. – Ja nawet nie myślę o tym, że mogłoby być inaczej. Że wy moglibyście być tak ogólnie zgodni, bo to byłoby dziwne… Choć miny niektórych na ten widok byłby bezcenne – zachichotała. – Bo wy potraficie, ale…

Joszka nie dowiedział się, co było po „ale”, bo Michaela nie zdołała powstrzymać ziewnięcia.

– Ymmm. – Otarła łezki z oczu. – Dziękuję wam za dzisiaj.

Przekręciła się i lekko podciągnęła nieco, tak aby nie zbudzić Feliksa, a mieć dostęp do Josefa.

– Dziękuję tobie.

Pocałowała go w usta. On objął ją mocno. Nagle zniknęła mała siostrzyczka, dziewczynka z czerwonymi wstążeczkami we włosach, którą trzeba było nosić na barana, bo potrzaskała sobie kolana na kamieniach. Zamiast niej pojawiła się dorosła kobieta, piękna i wyzwolona, o uszminkowanych na czerwono ustach i w szpilkach na niebotycznym obcasie. Taka, co umiała o siebie zadbać, wiedziała, czego chciała. W dodatku Josef zauważył z ukontentowaniem, że jej wargi smakują piwem. Oderwali się od siebie, gdy Polska poruszył się niespokojnie.

– Mmm – mruknął Czechy we włosy Słowacji. – To ja dziękuję tobie.

– Mnie to już nikt nie podziękuje – powiedział nagle Feliks i jego rodzeństwo zamarło.

Ani Misia, ani Joszka nie chcieli, żeby Felek czuł się jak piąte koło u wozu (albo w tym przypadku – trzecie koło u roweru; w sumie może służyć za podporę, ale śmiesznie wygląda i rzuca raczej niezbyt pochlebne światło na umiejętności jeżdżącego). Czasami jednak tak wynikało z sytuacji. Czechy wyciągnął przed siebie dłoń i pstryknął brata w ucho, po czym pieszczotliwie pogłaskał.

– Ty śpisz – poinformował go. – Nie będę dziękował śpiącemu. Może jutro będę dla ciebie dobry.

– A tak, ja śpię – mruknął Feliks. – Normalnie totalnie zapomniałem.

Josef szepnął coś miłośnie do Michaeli i wypuścił powoli ciepłe powietrze w stronę jej karku.

– Nie wyobrażam sobie, że mogłabyś być mniej feministyczna niż jesteś. A Prusy jest ślepy albo głupi. Albo jedno i drugie. Albo wie, że jesteś zajęta. – Czechy zaborczo przycisnął byłą żonę do siebie. – I woli się nie narażać – uśmiechnął się, unosząc brwi i pokazując wszystkie zęby.

Słowacja filuternie przygryzła dolną wargę. – Niech sobie myśli co chce, ja go już nie chce.

Feliks obrócił się, żeby leżeć na plecach i chociaż kątem oka widzieć rodzeństwo. Uśmiechnął się ładnie do nich.

– Generalnie, z Gilbertem to by wyglądało tak, że Ludek by jakąś bazookę trzymał, ja ją ładował, a Pepino celował… – wymruczał sennie, zamknął oczy i zaśmiał się jakby sam do siebie. Słowacja pogładziła go po twarzy.

– A guzik – stwierdził nagle Czechy. W jego oczach skakały iskierki dane ludziom albo pijanym, albo zakochanym, albo takim, którzy wymyślili na bardzo dobry żart. – Wzięlibyśmy kule, poznaczyli je i strzelali razem, kto więcej trafi.

Słowacja uszczypnęła go w udo w cichym proteście na takie traktowanie jej potencjalnych chłopaków.

– I w co – dał po chwili, starając się umknąć zaskakująco celnym paluszkom siostry. – Tyłek, ręka, noga… I musielibyśmy przypominać Ludowitowi co jakiś czas, w co strzelamy. Żeby jakiejś kulkowej dygresji nie zrobił i kogoś niewinnego nie zastrzelił.

Josef rozchichotał się i pocałował Misię na oślep i trafił w brew. Dziewczyna dała się tym udobruchać i zaprzestała tworzenia siniaków na czeskim udzie.

– A ja? – zapytała po chwili. – Co ja bym robiła?

– Co ty? – zdziwił się Joszka. – O ciebie będziemy się bić! – podkreślił ostatnie słowo.

Misia zwinnie wywinęła się spod czeskiego ramienia, wzięła się pod boki i teatralnie naburmuszona, zupełnie tak, jak to niby tylko Felek potrafił, rzekła:

– I co? Mam stać jak ten słup soli i czekać?! Nie ma! Rączki mam, nóżki mam! – Całe przestawienie nawet by jej wyszło, tylko nagle jej usta odmówiły posłuszeństwa, bo ciało postanowiło sobie porządnie ziewnąć. Słowacja zasłoniła buzię dłońmi, przez co musiała ograniczyć swoją objętość, co skrzętnie wykorzystał Czechy, przytulając ją do siebie.

– Główkę mam i do was chcę! Więc też bym coś zrobiła – dokończyła dziewczyna, bardziej wymrukując te słowa w koszulę Josefa, niż je właściwie wypowiadając.

Joszka uśmiechnął się podejrzanie, ale mógł zauważyć to tylko Polska.

– To ty byś wabiła – szepnął Czechy konspiracyjnie. – Posadzilibyśmy cię na krzesełku, a ty być machała bosą nóżką.

Jozef poczuł ciepły oddech siostry przez koszulę. Wydmuchy powietrza w idealnie równych odstępach czasu. Wiedział już, że zasnęła i nie usłyszy ani słowa więcej.

– Taaak – chciał powiedzieć charyzmatycznie Polska, ale wyszło bladawo, zważywszy na to, że miał przymknięte oczy i wyglądał jakby jednym okiem był w krainie snów. – Pierwszy na tę nóżkę poleciałby Pepino i mógłbym mu bezkarnie wpakować tyle śrutu w tyłek, że można by potem na nim lodówkowe magnesy wieszać. Zróbmy tak i mmm…

Josef półleżał jeszcze chwilę i wpatrywał się w spokojną, jasną twarzyczkę brata. Delikatnie odgarnął cienkie blond kosmyki. Feliks zasnął snem sprawiedliwego, gdy wygłaszał jeden z lepszych tekstów tego wieczoru. Czechy mogło wkurzać drwienie z niego, ale Polsce nie można było odmówić pomysłowości.

– I Misia mi skimała – szepnął cicho w stronę swojej siostry, która okupowała jedno ramię. Słowacja skuliła się u jego boku. Jak kiedyś wiele razy, tak wiele, że jej ciało samo dopasowało się do Czech, tak jak odruchowo odnajduje się wygodną pozycję w starym, ale zasłużonym fotelu; ręce i nogi dobrze wiedzą, gdzie mają się znaleźć bez udziału jakiegokolwiek procesu myślowego.

– I Feliks mi skimał – Josef przeniósł wzrok na brata. On zaś zajął jego udo i pochrapywał cichutko. Zabawne było to, że właśnie kiedy spał wyglądał najbardziej męsko. Jego rysy wygładzały się, znikały zmarszczki wokół oczu, które nadawały my złośliwy wygląd zołzowatej koleżanki ukochanej.

Joszka spojrzał przed siebie. – Ja też chcę skimać – oznajmił z przekonaniem, próbując to wmówić samemu sobie.

Był tylko taki problem, że umysł bardzo chciał spać, ale ciało było zbyt zmęczone, żeby się poddać bez walki w objęcia Morfeusza. Wizja jutra i całodziennej jazdy, a w dodatku szukania innej drogi, bo pewnie ich trasa będzie nieprzejezdna… To zdecydowanie sprawiało, że człowiekowi chciało się odwlec jutro. Tym bardziej, że wiatr wzmógł się i okno wydało kilka niezbyt miłych dla ucha dźwięków. Pewnie znowu będzie burza, napada jeszcze więcej, zaleje więcej, przewróci więcej drzew i ogólnie szkód też będzie więcej!

– Kuźwa, ale wy grzejecie – mruknął Josef i postanowił, że jutro to Feliks pojedzie za kółkiem. Może Misia powstrzyma go od rozwalenia jego kochanej skody.

KONIEC

Gdzie wszyscy śpią.

Advertisements

One thought on “Trójkąt słowiański V

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s