Trójkąt słowiański III

Rozdział III

Słowacja wyznaje miłość i rozczula się chwilę nad Łużycami. Czechy i Polska prowadzą wojnę na antonimy. Słowacja sabotuje Czechy różowym. Polska po raz trzeci udowadnia, że jest kobietą. Wspomnienie Węgier ostudza gorące głowy braci. Czechy demonstruje fenomen czeskiego optymizmu, który w odpowiednich warunkach przeradza się w polski pesymizm.

– A wiecie co?! – zakrzyknęła radośnie Michaela, a mężczyźni wymienili nieco przerażone spojrzenia.

– Boję się – jęknął Joszka, a Felek zarechotał.

– A ja was obu kocham i bym was nie wymieniła na innych braci – zakomenderowała Misia i pochyliła się, żeby pocałować Feliksa. Ten podniósł się nieco i w efekcie Słowacja cmoknęła go w czoło. Chciała ten sam manewr powtórzyć z Josefem, ale wystąpiła mała kolizja nosowa, która występuje wtedy, kiedy strony nie mogą się porozumieć, w jaki policzek kto ma trafić.

– Ha! – oznajmiła w końcu dziewczyna i pociągnęła zdrowo ze szklanki.

Czechy wymamrotał coś nieskładnie, za to Polska miał wiele do powiedzenia. – Ja ciebie też totalnie kocham, Misiu! I też nie chciałbym mieć innej siostry, nawet jeśli wtedy mógłbym się pozbyć jego! – wskazał na Josefa.

– Szukaj się. – Joszka uniósł brwi w grymasie łączącym rozbawienie i zrezygnowanie. Felek pokazał mu język.

Michaela zapatrzyła się na pustą szklankę Czech. – Ja chcę mieć was obu na raz – podjęła. – Bo z jednym to nie byłoby to samo.

Za oknem znowu siekło deszczem. Josef zaczął się nawet zastanawiać, czy przypadkiem znowu nie walnęło gradem. Ale prawdopodobnie blaszane parapety z zewnętrznej strony były takie głośne przy spotkaniu z kroplami deszczu. Gałęzie wyginały się niebezpiecznie. Czeska skoda stała niby pod daszkiem, jednak marne to pocieszenie, kiedy zwali się na niego drzewo i razem przyszpilą dach ukochanego autka.

Joszka przejechał paznokciami po karku Felka, a ten zamruczał rozkosznie i objął nogę brata, tuląc się do niej.

– I chcę mieć też Ludowita – dodała Słowacja, bardzo zakłopotana.

Nastała chwila ciszy, bo każdy odbiegł myślami do Łużyc, który prawdopodobnie miał teraz ostre sensacje żołądkowe, zważywszy na ostatnie podtopienia. Była szansa, że Niemcy się nim zajmie.

– A my chcemy ciebie jedną – stwierdził cicho Joszka.

– Totalnie – potwierdził szybko Feliks.

Misia pokiwała głową zadowolona, ale ciągle miała przed oczami obraz Ludowita. Zawsze pomijanego, zapomnianego nie tylko w Europie, ale nawet w najbliższych jemu okolicach. Jego historia była wyjątkowo nieszczęśliwa, nie udało mu się ani utworzyć samodzielnego państwa, ani nawet mieć takiej siły przebicia, żeby krzewić swoją kulturę. Prawda była taka, że powoli zanikał, a jego dwa języki powoli stawały się językami martwymi. Mógł istnieć jako kraina geograficzna, a to było smutne. Oczywiście, niektórzy mają gorzej, taki na ten przykład Prusy, ale mimo wszystko ciężko się patrzy na kogoś ze swojej rodziny, kto dąży do czegoś, wlecze się, ale jeśli mu w tym dążeniu pomóc, można siebie niemiłosiernie wkopać…

– Spać mi się chce – wymruczał Feliks do kolana Joszki.

– Cienki zawodnik z ciebie – skwitował go brat.

– Wcale nie – przekomarzał się Polska.

– Wcale tak – odparł Czechy, pstrykając w uszko Felka.

– Nieprawda.

– Prawda.

– Kłamiesz.

– Mówię prawdę

– Ściemniasz.

– Rozjaśniam ciemności. – W tym momencie Słowacja nieco straciła wątek.

– Białe.

– Czarne – szepnął Joszka, łaskocząc Felka w kark.

– Wysoki. – Polska nie poddawał się, na oślep odtrącając rękę brata.

– Niski.

– Szczupły

– Gruby.

– Czerstwy.

– Czerstwy.

Zapadła pełna znaczenia cisza.

– Kokosowy! – Feliks obrócił się i wykrzyknął tonem tryumfatora.

– Śledziowy – odparł bez namysłu Czechy.

Polska założył ręce na piersi, najwyraźniej będąc obrażonym na brata za niedocenianie jego inwencji twórczej. Czechy wzruszył ramionami i poklepał Feliksa po głowie.

– Bo się znowu zakrztuszę – zachichotała Słowacja. Uwielbiała, kiedy jej bracia docinali sobie w taki spokojny i bezpieczny sposób. – I w ogóle to amarantowy – dodała zadowolona.

Jej bracia zrobili duże oczy i spojrzeli na nią mocno skonsternowani. – Jaki?

Michaela potarła w zamyśleniu usta: – Na wasze to różowy.

Polska obrócił się w stronę siostry.

– Ale mi o smak chodziło… – uściślił niepewnie.

Słowacja wzruszyła ramionami. Zapatrzyła się na szklankę Josefa, stojącą na stole. Czechy zmarszczył brwi i wsunął kosmyk włosów, który ogłosił niepodległość od kucyka, za ucho. Joszka wyglądał jakby mierzył się z wyjątkowo trudną zagadką logiczną. – Amarantowy…

– Tak rzekła – odparł Polska, starając się nie roześmiać.

– Amarantowy… – Czechy spojrzał na sufit. W lewym rogu rósł grzyb o niezwykle wściekłym odcieniu zieleni.

Słowacja objęła Czechy za szyję i przytuliła policzkiem do jego barku. Trochę jeszcze wilgotna grzywka załaskotała Josefa w obojczyk. Feliks spojrzał ukradkiem na nich z dołu, starając się nie wyglądać na zazdrosnego.

– Jak rozgryziecie tę kwestię amarantowego, to macie jeszcze modrakowy – zaśmiała się radośnie Michaela. Feliks dziobnął ją palcami delikatnie w stopę. – Hardwearu wam się nie zmieni, ale może sterowniki dobre wgra i rozszerzy ilość kolorów tak z szesnastu do chociaż dwustu pięćdziesięciu sześciu.

Czechy wbił w nią wzrok, a miał taką panikę w oczach, że Słowacja musiała go puścić i zgiąć się wpół, bo miała wrażenie, że ze śmiechu coś w jej wnętrzu pęknie. Ten tekst był zbyt estoński, to cios poniżej pasa…

– Amarantowy to masz coś pomiędzy arbuzowym a biskupim, ja osobiście lubię burgund, chociaż to już bardziej pod czerwień, ale w tej samej tonacji to buraczkowy jest całkiem niezły. Tango daje po oczach jak jest go więcej, truskawkowy pasuje do moich, czyli naszych, włosów, i w dodatku ładnie komponuje się ze słomkowym, bo wtedy człowiek kojarzy się z lodami – powiedział Feliks profesorskim tonem

Czechy spojrzał tępo gdzieś w przestrzeń. Jakby nieobecny duchem, podniósł się, podszedł do mokrych spodni, wyszperał komórkę i zdawało się, że się ożywił. W panice naciskał guziczki.

– Ludi, odbierz, Ludku, błagam cię. – Przystawił komórkę do ucha i mamrotał drżącym głosem.

Słowacja poderwała się na nogi, przeskoczyła przez Polskę, dobiegła do Czech i uwiesiła mu się na ramieniu.

– No już, Joszko, spokojnie, oddychaj. – Pogłaskała brata po zarośniętym policzku, bo ekspresja twarzy Josefa wykraczała daleko poza totalną panikę.

Czechy zmarszczył się, popatrzył na ekranik komórki, jeszcze raz przystawił urządzonko do ucha i znowu zerknął na wyświetlacz.

– Zaś coś popieprzył z komórką! – wybuchnął. – Cholera, a jak mówię, że mam dwie siostry, to mi nikt nie wierzy! Mam dowód! Mam naukowy dowód! Mężczyźni nie rozróżniają tylu kolorów!

Feliks siedział na podłodze po turecku. Pokazał bratu język i gest Kozakiewicza dla wzmocnienia przekazu.

– Po prostu Felek jest wyjątkowy – chichotała dalej Misia.

Polska wyprostował się dumnie z miną, która dobitnie świadczyła o samozadowoleniu. Ale zaraz skurczył, bo znowu strzelił piorun, i to znowu całkiem blisko; szyby zatrzeszczały. Nastała chwila ciszy.

– Jest wyjątkowy – podjął w końcu Josef. – Wyjątkowo głupi!

– Ja ci dam! – wrzasnął Polska i w momencie zerwał się i przyskoczył do Joszki.

Słowacja ledwo zdążyła się odsunąć, żeby nie zarobić siniaka przy spotkaniu z czyimś łokciem, kolanem, stopą, pięścią albo zębami.

– Dasz mi! – wrzeszczał Czechy, próbując chwycić Polskę i go unieruchomić. W momencie obaj leżeli, bo ich bójki zwykle w końcu sprowadzały się do parteru, ponieważ Josef starał się sięgnąć jak najniżej, żeby złapać Feliksa mocnym uchwytem, a z kolei Felek starał się mu na to nie pozwolić i bracia tak się uginali i zniżali, aż w końcu tarzali się po dywanie.

Słowacja stała nad nimi i się śmiała, bo właściwie nie pozostało jej nic innego. Chłopaki dobrze się bawili, a jej by nie uderzyli; od dziecka była wykluczona z takich zagrywek i nawet Misi to nie przeszkadzało. W przeciwieństwie do Erzsébet, nie miała nigdy odchyłów na tle równouprawnienia i bycia chłopczycą. To właściwie dość ciężkie przy trzech starszych braciach, którzy ją rozpieszczali. Umysł Michaeli pokojarzył pewne fakty, a właściwie dwa: Węgry i dwóch mężczyzn spleconych w uścisku na dywanie.

– Za dużo czasu spędziłam chyba z Erzsébet – wymamrotała bardziej do siebie niż do kogo innego, zakłopotana własnymi myślami.

Bracia niestety usłyszeli i w momencie przestali się bić. Zaczęli za to spoglądać z powątpieniem na Misię.

– Ej – parsknęła zawiedziona, że przedstawienie się skończyło.

– „EJ”? – Koalicji czesko-polskiej średnio się podobał ten komentarz.

– No – uściśliła niepewnie Słowacja.

Feliks pospiesznie zszedł z Josefa. – Totalnie.

– Każdy wie, jakie Erzsébet ma skłonności – grobowym głosem wyraził swoją wątpliwość Czechy, przysiadając.

Michaela zakłopotana zaczęła wyłamywać sobie palce. Za oknem znowu zagrzmiało, ale trochę dalej.

– Ona jest zajefajna – zaczął powoli Polska i niby mimochodem otrzepał spodenki od piżamy.

– Ale powinnaś ograniczyć z nią stosunki. – Josef po starszobratersku podniósł palec w górę, jakby ją strofował.

Słowacja przemieściła się w kierunku kanapy, kręcąc zgrabną pupą, ubraną w mało seksowne dresowe spodnie. Musiała się odwrócić, żeby ukryć niesamowicie szeroki uśmiech, który wykwitł na jej ustach na widok reakcji braci.

– Ostatnio narzekała, że się jej jakoś nudno zrobiło – powiedziała, gdy odzyskała panowanie nad własnym głosem.

Polska nalewał sobie następne piwo, a Czechy wiązał nowy kucyk, ale i tak zdążyli wymienić spojrzenia.

– To niech idzie do Gorana – odparł Josef trochę obcesowo.

– Wiesz, że nie o to chodziło – westchnęła Michaela. Zastanawiała się, czemu nie zrobiła kariery jako aktorka. Albo dyplomata. Miała niesamowity staż w manipulowaniu ludźmi, tym trudniejszy, że nawet po tylu latach Czechy i Polska nabierali się na to, a o tyle łatwiejszy, że w końcu była ich siostrą i na pewno dawali jej fory, tylko czasami nie podejmując gry. Lepiej w końcu wyjść na durnia, niż trafić na zły dzień siostry i jej czymś dopiec.

Misia rozciągnęła się na kanapie.

– A o co? – zapytał niewinne Polska i zamoczył usta w piwie.

Josef ukrył twarz w dłoniach. Po co ten debil ciągnie wątek?

– Nie wiem, o co jej chodziło i nie chcę wiedzieć, o co jej chodziło! – oświadczył dobitnie.

Słowacja delikatnie przygryzła knykieć wskazującego palca; starała się to robić za każdym razem, gdy się teatralnie nad czymś zastanawiała. Uwielbiała kątem oka obserwować, jak Czechy zastyga, spodziewając się jakiejś złej nowiny.

– W ogóle ma do mnie wpaść jakoś w przyszłym tygodniu. Zupełnie mi wypadło z głowy kiedy dokładnie. Oj – dodała cicho na końcu, żeby podkreślić, że wcale a wcale nie chciała nikomu dogryźć.

Czechy spanikował totalnie.

– Może rozważymy ten wyjazd do Rygi? Albo nawet do Helsinek. Pogadać z Finkiem, wiesz…

– Czemu? – Feliks spokojnie sączył swoje piwo.

– Zaniżasz średnią inteligencji tej rodziny – podłamał się Josef.

– Ja tylko mam nadzieję, że nie teraz w weekend… – zastanawiała się na głos Słowacja. – Zapisałam to sobie gdzieś. Chyba na kartce… w torebce. Ech. Potem poszukam.

Czechy wyglądał, jakby był gotów przekopać się przez terytoria, na które żaden mężczyzna wolał się nie zapuszczać. Czeluści torebki kryły w sobie straszliwe tajemnice. Josef niechętnie przypomniał sobie, kiedy szukał w torebce Słowacji pudełka spinaczy, które tam schowała, bo on nie miał ich gdzie dać, i z tryumfalnym okrzykiem w końcu wyciągnął paczkę tamponów…

– Może będzie prościej, jak do niej zadzwonię… – zmienił jednak zamiary.

– Nie trzeba – beztrosko stwierdziła Słowacja. Miała zbyt dobrą zabawę, żeby czuć wyrzuty sumienia. Mężczyźni byli tacy zabawni z ich kompleksami.

Czechy najwyraźniej zorientował się, że robią go w wała i nachmurzył się.

– Kiedy ktoś mnie widzi przy was myśli, że jestem pesymistą. Nieprawda. Jestem realistą. Ale przy was jestem realistą odczuwającym głęboką depresję…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s