Trójkąt słowiański II

Rozdział II

Wojna płci zaostrza się. Zostają wytoczone potężne działa: Kryzys Damskiej Torebki, Wysoce Podejrzany Uśmiech, Zdezelowany Komarek oraz Naprawa Auta Aby Ochronić Potencjalnego Bandytę. Polska po raz drugi udowadnia, że jest kobietą, a Czechy dostaje zlecenie wypełnienia superważnej misji. Omal nie ginie. Tubylcy mu ubliżają. Polska planuje wyjazd do Rygi. Słowacja rozwiązuje Zagadkę Czeskiej Brody.

Josef znowu usadowił się na parapecie. Feliks poczuł się jakoś samotnie na kanapie. Czechy założył ręce za głową. – Mam w weekend trochę wolnego czasu.

Słowacja, jak większość kobiet, miała wbudowany wysoce zaawansowany technicznie radar na okazje do wykorzystania brzydszej płci za friko. Zerknęła niby kątem oka i zrobiła smutną minkę. – Wpadniesz?

Nie przewidziała tylko, że jej brat, a raczej były mąż, był wytrawnym graczem i takie techniki nie robiły na nim większego wrażenia. Rycerskość rycerskością, a honor honorem, ale Czechy to jednak straszny samolub.

– Się zastanowię – oznajmił.

– Ja pieprzę – mruknął Feliks, przyglądając się swoim palcom u stóp. Ciężko było określić, czy zauważył coś na nich, czy też stwierdzenie miało wyrażać stosunek Polski do zachowania brata.

– Zasadniczo się zastanowię. – Josef na wszelki wypadek zgromił Felka wzrokiem.

Niebo nagle rozjaśniło się i w momencie rodzeństwo usłyszało dźwięk, jakby ktoś darł tkaninę i silne uderzenie. Szklanki na lodówce stojącej w rogu zaszczękały. Joszka zachwiał się lekko na parapecie. Polska z ponurą miną przyjrzał się pogodzie za oknem. Michaela siadła przed nim i podała mu grzebień.

– Uprzedź, jeśli przyjedziesz – zwróciła się do Josefa. – Będę musiała posprzątać torebkę. Nagromadziło mi się w niej sporo szpargałów i jak nie jej posprzątam, to mój feminizm może się tam cały nie zmieścić.

Słowacja uśmiechnęła się, uroczo marszcząc nosek, podczas gdy Feliks pieczołowicie rozczesywał jej włosy. Robił to w takim skupieniu, że znalazłoby się kilku niewierzących, że mają przed sobą polski żywioł.

– Kryzys damskiej torebki nabiera nowego znaczenia – zauważył Josef i spojrzał na niebo. Zdawał obie sprawę, że przy świetle jest doskonale widoczny, a niewiele dostrzega w ciemności za oknem. Nie ruszało go to, bo chodziło tylko o to, żeby mieć na czym oko zawiesić, a jutro i tak zniknie stąd i prawdopodobnie już nigdy więcej się tu nie zatrzyma.

– Jaki kryzys damskiej torebki? – zapytał Feliks, przytrzymując jeden oporny kosmyk.

– Bierz się za Ukrainę albo Chorwację, wtedy zrozumiesz to zjawisko, którego nie da się opisać słowami. – Czechy pomasował nasadę nosa. Jutro czekała go długa droga, naprawdę wolał ją pokonać w jednym kawałku i u celu paść zmęczony, ale szczęśliwy. – Poproś tylko, żeby coś w swojej torebce znalazły.

– Przynajmniej nie mam problemu, że moja noszona w kieszeni karta kredytowa ma kształt litery U, oraz że nie mam jakiegoś drobiazgu, który by się nagle akurat teraz przydał – powiedziała Słowacja, spokojnie znosząc zabiegi brata.

Josef zaczął masować skronie gestem, który dziwnie kojarzył się z Czarnogórą i jej migrenami. – Kobiety… Z nimi źle, bez nich jeszcze gorzej…

Misia zachichotała wdzięcznie i posłała ciepły uśmiech Czechom, a Felek wręczył jej grzebyk, po starannym rozdzieleniu jej włosów na dwie strony.

– Czego się szczerzysz? – mruknął Joszka zmęczonym głosem.

– Uśmiecham się. Nie szczerzę. Mylisz pojęcia – spokojnie sprostowała Słowacja.

Feliks wystawił czubek języka, gdy zaplatał jeden złocisty warkocz.

– Uśmiechasz się wysoce podejrzanie! – Josef wystawił w jej kierunku oskarżycielski palec. – Tak się uśmiechałaś, kiedy zgodziłem się kupić ci  coś bardzo drogiego, a nie wiedziałem, jakie to drogie!

– Ale teraz robię to absolutnie bez podtekstów. Tyle co mnie to autko martwi. Nie chciałabym się zatrzymać nim w środku pola, w noc ciemną i straszną, z dala od bezpiecznego domu… – Misia znacząco zawiesiła głos. Feliks mocował się z gumką, żeby warkocz mu się nie rozplótł.

– Helenka sobie dała rady, ty sobie nie dasz? – Joszka po raz kolejny zademonstrował swój bagatelizujący stosunek do problemów innych. Ale po chwili dodał: – I nie bierz mnie na słabą siostrzyczkę, wiesz, że się złamię.

Słowacja uśmiechnęła się, ale westchnęła w duchu. Feminizm od początku się jej podobał, bo zakładał, że sama może komuś dać w mordę, jeśli będzie ją denerwował; zaś z drugiej strony eliminował możliwość oczekiwania od otaczających ją mężczyzn, że potraktują ją jak damę. Żadnych pojedynków, bo ktoś nastawał na cześć siostry; nikt nie popędzi na rączym rumaku (czy chociaż zdezelowanym Komarku), żeby wybawić ją z opresji. Michaeli zawsze odpowiadało to, że ma dwóch, poprawka, trzech braci. Tylko w dzisiejszym świecie jakoś tak samotnie wszystkim było. Bo „wyjście na swoje” stwarza jednak więcej problemów, niż się wydaje, gdy walczy się o niepodległość.

Misia potrząsnęła lekko głową i usłyszała syk, który wydał z siebie Feliks, bo umknął mu z ręki koniec warkocza.

– Ale Olenie się chłodzenie zepsuło – podjęła poprzedni wątek – a mnie w silniku stuka. Jak mi się silnik zupełnie zepsuje, to nigdzie nie pojadę, nawet do warsztatu. I będę tam musiała czekać na pomoc drogową. A jak zasięgu nie będzie, to w ogóle pieszo będę musiała iść, nocą… po bezdrożach… – biadoliła.

– O matko! – wykrzyknął Feliks za plecami Michaeli, więc siłą rzeczy Misia prawie podskoczyła.

– To okropne – stwierdził Joszka.

– Straszne! – rzucił Polska.

– Makabryczne! – przebił Czechy.

– Totalnie niefajne! – zawył Felek.

– Ta… – zwątpił Josef. – A jak ktoś naszą siostrzyczkę napadnie?!

Polska aż przyklęknął na kanapie, złożył ręce jak do modlitwy i przeżegnał się. – Świeć panie nad jego duszą.

– Amen – skwitował Czechy.

Słowacja patrzyła oniemiała to na jednego, to na drugiego. Chwilę trwała cisza. A potem bracia zanieśli się głośnym śmiechem. Misia założyła ręce na piersi i fuknęła na nich.

– Jesteście okrutni i nieczuli, ale przynajmniej przyczyniłam się do tego, że w czymś byliście dzisiaj zgodni. Świata tym może nie uratowałam, ale przynajmniej zgoda w Zachodniej rodzinie. A teraz jeszcze się z dobroci mego siostrzanego serca i miłości do starszych braci szarpnę i postawię nam wszystkim piwo, chyba że któryś ma dziś dzień wstrzemięźliwości? – zrobiła lekkiego zeza na Josefa.

– Stawiaj siostra – powiedział. – Jedno piwo do jutra trzy razy minie.

Słowacja wygrzebała swój portfel i Polska miał okazję zobaczyć, co to jest kryzys damskiej torebki, bo został zobligowany do trzymania puderniczki, grzebyka, komórki, kosmetyczki z dokumentami (żeby ich nie zalało), trzech długopisów, pliku kartek, szminki, pomadki i błyszczyka (dla Joszki to były po prostu trzy mazidła, ale jego młodszy brat przyglądał się im z niemęskim zainteresowaniem). Misia kazała wrzucić Felkowi wszystko z powrotem do torebki, na sugestię, że może Polska to jakoś uporządkuje, warknęła, że nie będzie jej bajzlu robił, po czym z uradowaną miną wręczyła portfel Joszce. Mężczyzna spojrzał na nią bez zrozumienia.

– A skąd ja ci mam to piwo wziąć? – zapytała Słowacja, objęła go za szyję i stuknęła lekko swoim czołem o jego. – My z Felusiem już w piżamkach, tylko ty możesz po to piwko skoczyć… Tam dalej był monopolowy.

Joszka nie powiedział nic, tylko zrobił kwaśną minę, spojrzał przez okno, zerknął kątem oka na proszące miny swojego rodzeństwa i sięgnął po kurtkę.

Czechy, przeklinając na czym świat stoi, bo kiedy nie widział proszących mordek Feliksa i Michaeli, docierało do niego, że dał się wrobić, minął znudzoną życiem recepcjonistkę, która nawet nie bardzo zdziwiła się blondynem w letniej kurteczce wychodzącym z budynku prosto na burzę. Deszcz siekł jak wściekły, gdzieś w oddali zagrzmiało. Josef nawet nie starał się zasłonić. Jeśli złapie katar i umrze, to będzie ich wina. Pośliznął się i omal nie wpakował się w kałużę. Za to do butów przykleiła się spora warstwa błota, przez którą przy każdym kroku słychać było plask, plask. Jeśli złamie nogę i umrze, to też będzie ich wina.

Monopolowy znajdował się dokładnie tam, gdzie mówiła Misia. Marne pocieszenie przy takiej pogodzie. Bez różnicy, czy się przejdzie sto, czy dwieście metrów. Człowiek i tak jest mokry i zmarznięty.

Sklepowa zerknęła na Joszkę, oceniła jego wygląd i wysepleniła: – Jabłkowe może być?

Czechy zamrugał, nie rozumiejąc. A potem przyszło olśnienie. Tylko nałogowi pijacy i zdemoralizowana młodzież mogła przedzierać się przez taki deszcz po alkohol. Broda, długie włosy i kolczyk w uchu nie grały na jego korzyść. Udręczonym głosem kazał podać kilka najdroższych piw. W końcu Słowacja płaci.

Droga powrotna nie była ani trochę milsza, ale Josef na nic dobrego nie liczył. Popadanie w skrajny pesymizm zwykle łączyło się w jego przypadku z osobą młodszego rodzeństwa. Przeszedł przez hol motelu, plaskając zabłoconymi butami. Recepcjonistka patrzyła na to znudzona. Czechom przeszło przez myśl, że zabiłby sam siebie na jej miejscu.

Nie oczekiwał żadnego rozwodzenia się nad jego losem i miał rację, bo rodzeństwo odebrało mu piwo i pognało na kanapę. Josef z furią zdjął ubranie, miał ochotę nim rzucić przez okno, ale ograniczył się tylko do rozwieszenia spodni na zimnym kaloryferze.

– Przynajmniej gaci nie masz mokrych – stwierdziła Słowacja, obrzucając nagiego brata zaciekawionym spojrzeniem. Joszka zignorował ją i usiadł w samych bokserkach na parapecie. Miał wrażenie, że ktoś w domu po drugiej stronie ulicy gapi się na niego.

– Nie fosz się – powiedziała łagodnie Misia.

– Odziej się – dodał Feliks.

Michaela westchnęła, wstała, poszła nalać bratu piwa i wyszperać mu jakąś koszulę. Nieco udobruchany Czechy przyjął wszystko z wdzięcznością.

– Przyjadę w ten weekend – stwierdził, ale jego głos był nieco przytłumiony, bo zakładał właśnie koszulę przez głowę. – I popatrzę na to twoje autko. Tylko nie każ mi go brać ze sobą – wskazał na Feliksa szklanką z piwem.

Polska wywalił język. – Mam totalnie inne, ciekawsze plany niż być w twoim zabiałkowanym towarzystwie!

Josef wziął porządny łyk piwa i spojrzał na brata spode łba.

– No czego? – warknął Polska.

– A co zamierzasz robić w weekend? – zapytał Joszka i uznał, że jest mu strasznie niewygodnie na tym parapecie.

– Zamierzam pojechać do Rygi – odpowiedział wyniośle Feliks.

– A po co? – zaciekawiła się Michaela.

– Żeby było śmiesznie – odparł enigmatycznie i pociągnął ze szklanki.

Josef zszedł z okna i przemieścił się w okolice rodzeństwa. – Że ja go nie utopiłem na tym chrzcie, będę pluł sobie w brodę do końca życia… Tyle bym problemów oszczędził…

– Ryga, troszkę daleko jak na taką wycieczkę z sufitu, nie sądzisz? – zatroskała się Misia.

Feliks zmarkotniał. – To była metafora. Idę na imprezę i mam zamiar się upić tak, że będę rzygał. Zadowoleni?

Joszka, który akurat brał łyk, robił wszystko, żeby zatrzymać piwo w sobie. Słowacja zakrztusiła się sama z siebie. Czechy w końcu przełknął, ale oczy nabiegły mu łzami.

– Patrz, co zrobiłeś! – warknął. – Poklepać? – zwrócił się do siostry zupełnie innym tonem.

Misia pokręciła głową, a jej krztuszenie się przeszło płynnie w śmiech. Po chwili sytuacja została opanowana i wszyscy rozsiedli się w miarę wygodnie na kanapie. Za oknem deszcz jakby nieco przycichł.

– Za dawnych czasów kobiety nie piły piwa – oznajmił Josef, patrząc na prawie pustą szklankę.

– Piły – zaprotestował Feliks. – Taka Jadwisia uwielbiała sobie pociumkać, aż Taurys z Jagiełłą potrafili zwątpić.

– A bo wiesz… Ona od Węgier, u niej większa swoboda i teges. Ale u nas nie piły, bo im szkodziło! – oznajmił dobitnie i dolał piwa, które spieniło się porządnie.

Michaela zrobiła minę dobitnie pokazującą, gdzie jej właścicielka ma aluzje brata.

– Naprawdę – szturchnął ją Josef i uraczył się piwem.

Słowacja zachichotała. – Masz pianę na wąsach.

Czechy spróbował zrobić zeza, a potem zassał pianę. Polska parsknął śmiechem.

– I już nie masz – powiedziała jakby zawiedziona Misia. – A wyglądałeś jakbyś z mrozu i śnieżycy wyszedł.

Josef bawił się przez chwilę jej warkoczem.

– Tak – podjął – pamiętam, jak mi wydłubywałaś małe kuleczki śniegu z brody. A potem żeście warkoczyki zaplatali i kłócili się, kto zaplótł dłuższe.

– A ty je potem rozplątywałeś – stwierdziła Michaela tonem sugerującym, że Joszka psuł świetną zabawę. – O ile się dało – zachichotała.

– Tak, zapleść to mendy zaplotły, a rozpleść to już… Tylko czasami, jak któreś skubane za mocno ściągnęło to potem mi te włosy sterczały takie pofalowane i biskup się raz ze mnie śmiał… Ale i tak byłem najgorszy, bo broda zawsze, ale to zawsze była dla was za krótka. – Josef połaskotał Misię końcówką warkocza w szyję.

Feliks wydał z siebie odgłos potwierdzenia i zsunął się na podłogę do nóg siostry, tak żeby znaleźć się pomiędzy rodzeństwem. Oparł się plecami o kanapę i słuchał, co mówią nad jego głową.

– Jakby była dłuższa, to by się łatwiej plotło i byśmy tak nie zaplątywali – stwierdziła zaczepnie Słowacja.

– A ja jej specjalnie dla was nie ścinałem – powiedział Czechy, a przez jego głos zaczęły przebijać się tony wskazujące na spożycie alkoholu. – A wyście zawsze i tak narzekali. Paskudy. I przychodził Ludi, patrzył na nas, drapał się w głowę, mówił coś głupiego, co zresztą zawsze mu wytknęliście i lazł załatwiać swoje sprawy…

– Bo on zawsze tak szedł, szedł, szedł, ale chyba jeszcze nie doszedł – zawtórowała Misia. – I nie powiesz mi, że ci ta długa, ale za krótka broda tak przeszkadzała, prawda?

Josef butnie wypiął pierś. – Byłem z niej dumny. – Nagle opadł. – Chociaż czasem ktoś mnie zjebał z góry na dół, żem zarośnięty barbarzyńca. – Roześmiał się.

Słowacja przysunęła się do Czech, zawadzając nogą o Polskę.

– Ojej – zacmokała. – A ty dla nas tak zarastałeś… Przyznawałeś się, że dla rodzeństwa?

– Dla was? Pfff – obruszył się teatralnie Joszka. – Nie kiwnąłbym dla was palcem – bełkotał – nie jesteście tego AŁA!

Feliks starannie wymacał kawałek skóry na łydce brata i ścisnął go między palcami.

– Dokończ no…!

Josef szarpnął nogą, dopił jednym haustem zawartość szklanki i zamierzył się nią na Polskę.

– Josef, Feliks – rzekła spokojnie Michaela.

Bracia zatłukli się wzrokiem. Czechy odłożył szklankę na stolik.

– Trochę dla was ją zapuszczałem – podjął cicho. – Bo jak żeście się nią bawili, to cicho siedzieliście.

– Piątka Misia! – krzyknął Polska ni z tego, ni z owego, jakby wyznanie Joszki było jego sukcesem. Słowacja zachichotała i nadstawiła rękę.

Josef spod zmrużonych powiek mierzył Feliksa zimnym spojrzeniem, ale nie powiedział nic. Polska oparł głowę o jego kolano i Czechy z pewnym wahaniem zanurzył dłoń we włosach brata. Słowacja spojrzała na nich miękko, a potem rozchichotała się.

– A wiecie co?! – zakrzyknęła radośnie, a mężczyźni wymienili nieco przerażone spojrzenia.

– Boję się – jęknął Joszka, a Felek zarechotał.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s