Rzecz o Obwodzie

Takie przegadane maleństwo… Coś w rodzaju prequela do Zjazdu rodzinnego.

Dedykowane Gintaré.

Rzecz o Obwodzie

– Licia! Licia! – Polska wpadł do pokoju jak burza, depcząc po suszących się na dywanie liściach. – Co ty, Licia, jesień narodów już za nami!

Blondyn skakał, krzyczał, śmiał się i prawie tarzał po dywanie. Litwa przypatrywał się ze spokojem.

– Towarzyszu Litwo – stwierdził nagle poważnie Feliks, by po chwili wybuchnąć śmiechem.

– Wybaczę ci dzisiaj te barbarzyńskie żarty – zachichotał Taurys.

Nie miał nawet siły protestować, chociaż Polska niszczył piękne kolorowe liście, które Litwa zbierał całe popołudnie. Trudno… Poszuka innych. W końcu one teraz same pchają się do ludzi, pomyślał i wyplątał z włosów Feliksa liść z pewnością nienależący do jego kolekcji; miał piękne czerwone barwy.

– Mogę sobie go wziąć? – zapytał.

Blondyn nieświadomie zrobił zeza, gdy Taurys potknął mu pod nos zielsko.

– Miałem to we włosach? Fuuuuuj! A tak w ogóle to totalnie się cieszę, że wszystko się skończyło. Jak te czołgi poszły na Wilno, to się naprawdę przestraszyłem, w Rydze też nie było wesoło… Tylko Estonia się wykpił tanim kosztem. – Feliks zmarszczył brwi. – Palant. No po prostu palant. A wiesz, że Czechy znowu bródkę zapuszcza?

Litwa uśmiechnął się szeroko, bawiąc się listkiem zdobytym z polskiej głowy. Od wieków było tak, że kiedy towarzysz Havel… Joszka… Że kiedy Joszko golił albo zapuszczał brodę i wąsy, to zwykle znaczyło, że on sam uważa, że nadchodzi jakaś nowa epoka.

– No bo wiesz, że jak on chodzi z owłosionym ryjem, to szczęście wróży – zasugerował Polska.

Taurys pokiwał głową. Tak zwykle wypadało. Jeśli już nie mogli za komuny wytrzymać, to Słowacja zaczynała się śmiać, że zwinie bratu… mężowi żyletki. Dobrze, że nie są już małżeństwem. Ciężko się było rozeznać w ich relacjach. Z drugiej strony, oboje wydawali się przerażeni rozwodem.

– Wszystko jest takie nowe! – zarechotał Feliks.

Litwa nagle zmarkotniał. Z sąsiedniego pokoju dobiegł wrzask. Bardzo dziecięco brzmiący. Polska zamarł i jakby oklapł. Spojrzał bez zrozumienia na Taurysa. Ten powoli podniósł się i ruszył w kierunku, z którego rozlegał się wrzask. Oczy Feliksa wyglądały, jakby ktoś odrysował je od cyrkla.

– O Boże… Powiedz mi, że to nie jest to, co ja myślę że jest… – wyjąkał.

Litwa zniknął w drugim pokoju.

– Nie wiem, co myślisz, ale właściwie… – dobiegło Feliksa. Płacz dziecka przycichł i zamienił się w gaworzenie. Polska zatkał uszy i wrzasnął:

– Nie! Nie chcę tego słuchać! Tralalalalala! Nie słyszę cię, tralalalala! Nie słyszę!

– Feliksie, nie zachowuj się dziecinniej niż on! – strofował go Taurys, gdy wrzaski obu, i małego blondynka, i nieco większego blondyna, osiągnęły niebezpieczny dla zdrowia poziom.

– To kosmita, prawda? – dopytywał się Polska. – O Boże… Albo powiedz mi, że zmajstrowałeś dziecko Tasi. Tak, to będę w stanie przełknąć. I chętnie zostanę ojcem chrzestnym.

– Chodź tu, kretynie!

Feliks powlókł się do małego pokoiku. Ziściły się jego koszmary. W małym kojcu leżał tobołek. A w nim bachor. Nie dało się ukryć, że dziecko miało małą okrąglutką twarzyczkę, dwa duże fioletowe oczka i słomiany kolor włosków. Nie mrugało. Spojrzało z zaciekawieniem na Polskę.

– Feliksie – oznajmił stanowczo Taurys – przestań opowiadać głupoty, przecież wiesz, że to jest…

– Nie! Nie! Jezu Chryste! – zawył Polska. – Powiedz mi, że to jest twoje dziecko! Albo Raivisa! Tak, powiedz mi, że to dziecko Raivisa! Albo Prusy robił jakieś nieokrzesane rzeczy ze swoimi rękami i nie tylko, i spadło na podatny grunt i wyszło TO! Tak! Tak mi powiedz!

Dziecko wpatrywało się z zaciekawieniem w rozwrzeszczanego chłopaka. Rączkami zaczęło niezdarnie machać w powietrzu.

– Feliksie, ale ja ci chcę wyjaśnić jak naprawdę było…

– Taurysie, ale ja nie chcę tego słyszeć! Okłam mnie! Błagam cię, okłam mnie, Licia, ja chcę żyć w błogiej nieświadomości, nie chcę TEGO! Okłam mnie dla mojego komfortu psychicznego.

Polska rzucił się na podłogę i walnął o nią kilka razy głową. Efekt samookaleczenia zepsuł dywan.

– Komfortu psychicznego? – zdenerwował się w końcu Litwa, stojąc nad blondynem. – Czyś ty oszalał? A co ja Łotwie powiem? Jak mam mu to przekazać? On jest teraz na etapie, że zastrzeli wszystko, co tylko pachnie choć trochę rosyjsko. Przecież jak on zobaczy Obwód Kaliningradzki, dziecko Iwana, przecież on mu krzywdę zrobi!

Feliks zawył jeszcze żałośniej. Przysiadł na piętach, rękami zasłaniał uszy i kiwał się w przód i w tył, w przód i w tył… Widocznie zbyt duży szok.

– To załóż mu kaganiec – oznajmił wreszcie, gdy Litwa stracił wszelką nadzieję.

– Co?

– No kaganiec mu załóż. – Polska jednak nie zwariował.

– Daj spokój, on już jest prawie dorosły – rzekł Taurys próbując dostroić się do fal Feliksa.

– Nie prawda, ślini się na poduszkę, zobacz! – Polska wskazał oskarżycielskim palcem na dziecko.

Trybiki w umyśle Litwy przeskoczyły.

– Ale po co mam kupować kaganiec dla Obwodu?

– Jak sam mówiłeś… Żeby nie zrobił krzywdy Łotwie – tłumaczył Feliks.

– Ale to Łotwa zrobi krzywdę jemu! – również tłumaczył Taurys.

– No to co? – Polska wykazał brak zainteresowania. – Fajnie. A… Nie masz kamery?

– Feliksie!

– Aparatu też nie? No to ja przyniosę swoją.

– Feliksie, zlituj się… – jęknął Litwa.

Obwód donośnie beknął. Aż sam siebie przestraszył. Nie mówiąc już o stanie przedzawałowym u Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Feliks nigdy w życiu nie słyszał takiego okropnego dźwięku.

Polsce włączyła się skrajna polskość. – Jezusiu… No chyba cię pogięło! Ja nie mogłem mieć tych ziemi, chociaż ty o nie walcz!

Obwód zamachał rączkami energiczniej.

– Feliksie, trzeba kiedyś powiedzieć „dość” – oznajmił Taurys i aż wziął się pod boki. – Dostałem dość. Są pewne rzeczy, których nie mogę od niego oczekiwać. Nigdy nie dostanę obszaru Obwodu Kaliningradzkiego. Jest zbyt zmilitaryzowany. To, że ja od niego odejdę, Iwan jeszcze przełknie. Ale tego by nie zniósł.

Polska przyjrzał się drewnianemu kojcowi. Miał dziwnie obluzowane drewniane pręty. I ślady kilku ząbków na dwóch prętach w pobliżu głowy dziecka. Feliks głośno przełknął ślinę i zrobił krok do tyłu.

– Toto się jakoś nazywa? – zapytał niepewnie.

– Chyba… – Litwa się zawahał. – Iwan. Iwan Młodszy.

– Iwanów dwóch. Matko Boska. Mamy przejebane. – Polska zwiesił głowę i wyparował z niego cały optymizm związany z odzyskaniem niepodległości i rozpadem Związku Radzieckiego.

– Feliksie! – jęknął Taurys.

– Pamiętasz Iwanka Groźnego? Były dwa Iwany? Były. I co? I było przesrane. Teraz też będzie. Żegnaj okrutny świecie! – wydarł się Polska i rzucił na kanapę, chociaż była zaścielona. Melodramatycznie przesłonił przedramieniem oczy. Taurys niepewnie spojrzał na świeżo wypraną pościel.

– Przestań się wydurniać – westchnął w końcu. – Waniuszka jest całkowicie uzależniony od Rosji. Spójrz na tego bobasa. – Wziął dziecko na ręce. Musiał przytrzymać mu główkę, bo latała. – Podaj mi pieluchę, nie stój tak, to znaczy, nie leż tak, widzisz, że się ślini…

Polska poderwał się i podał mu pieluchę.

– Będą z tego kłopoty – oznajmił, patrząc jak Taurys ociera Waniuszce podbródek.

– Przesadzasz. Joszko zapuszcza brodę.

– Pies lizał jego brodę.

Litwa westchnął. Obwód Kaliningradzki beknął. Polska odsunął się zniesmaczony.

– Tak nie może być! A co jeśli Iwan narobi tego więcej? – Popatrzył podejrzliwie na Waniuszkę, jakby ten miał zaraz sam się rozpocząkować czy coś.

– Jak to „narobi”? – Taurys zwątpił.

– O rany! No generalnie tera co chwilkę ktoś ogłasza niepodległość. Se ogłosi jakiś mały kraik, co Iwan nawet nie pamiętał, że go u siebie ma, i nagle Wania stwierdzi, że tam, z drugiej strony tego kraiku był taki zajefajny stawik i on go nie odda. I co? I tak powstanie na ten przykład Iwona! Bo czemu by nie?!

– Feliksie… – Taurys coraz bardziej wątpił. Położył Waniuszkę z powrotem do kojca. Obwód energicznie zamachał rączkami. Wyglądał na średnio zadowolonego.

Polska klęknął przy kojcu i przypatrywał się z podejrzliwą miną dziecku. Litwa stwierdził, że taki pochmurny wygląda co najmniej uroczo. Feliks dźgnął Waniuszkę w bok. Chłopczyk wyciągnął rączkę po polski palec. Delikatnie owinął wokół niego własne paluszki.

I nagle Polska zorientował się, że zaczyna tracić czucie w palcu.

– Aj?

Obwód wbił jasne oczka w Feliksa.

– Aj… Ała! Ała! Ej, ej, ej, ejejejejej! – zaczął drzeć się blondyn.

Litwa krzątał się przy dziecięcych rzeczach. – Przestań się wydurniać, przestraszysz go.

– To on straszy mnie, au, au, ała! Liciaaaa, weź goooo!

Polska niemal położył się, usiłując wydostać swój palec z kleszczy rączki Waniuszki. Udało się.

– Jestem twoim wujkiem, generalnie – powiedział spokojnie do chłopczyka. Pogroził mu do tego lekko sinawym już palcem. Z daleka. – Musisz się słuchać swoich stryjków…

– Sam się chwaliłeś jakie to dobre nie są twoje paluszki… – uśmiechnął się Taurys. Feliks miał minę, jakby naszła go ochota na Wilno.

– Mam do ciebie prośbę. – Litwa zignorował ponure spojrzenie. – Zajmij się nim na pół godziny, ja muszę wyskoczyć. Rosja zostawił go u mnie do jutra. Nie będę miał inaczej możliwości zrobienia zakupów.

Zanim do Polski w ogóle dotarł sens jego słów, już zaczął się zbierać do wyjścia. Feliks zorientował się, że to nie była prośba. Westchnął. A Obwód zaczął gaworzyć. Robił to z wielkim poświęceniem, prawdopodobnie próbował wyjaśnić Polsce bardzo ważną sprawę, jednak nie szło mu to za bardzo, chociaż Feliks znał rosyjski bardzo dobrze…

Litwa pomachał Polsce i zniknął w drugim pokoju. Po chwili dało się słyszeć trzask wyjściowych drzwi.

Zostałeś tylko ty i ja, pomyślał Feliks i usiadł na kanapie, z dala od Waniuszki. Chłopczyk gadał i gadał w swoim własnym prywatnym języku. Polska zastanawiał się, czy go nie zakneblować. Rozsiadł się na kanapie i oglądał obdartą tapetę. Poświęcił trochę czasu badaniom nad pajęczyną w rogu. I liczeniu listków paprotki. A Waniuszce buzia się nie zamykała. Polska w końcu wstał i pochylił się nad kojcem. Upewnił się, że jest poza zasięgiem Obwodu i oglądał nieufnie tę  małą krwiożerczą bestię. Podobny do Iwana jak cholera.

Zabrzmiał dzwonek do drzwi. Feliks rzucił się niczym gnany przez stado biesów. Myślał tylko o tym, że Taurys pewnie zapomniał klucza albo nie ma ręki, żeby otworzyć. Szybko uwinął się z zakupami. Dobra nasza.

Otworzył drzwi. Na wycieraczce stał Łotwa. Zamknął drzwi, zanim Raivis zdołał coś powiedzieć. Z jednej strony Feliks pragnął towarzystwa. Czegoś, co odwróci uwagę od tego nieustannego gaworzenia. Z drugiej jednak wolał oszczędzić roztrzęsionemu i nadal schorowanemu Łotwie tej informacji. Szczególnie, że na razie był to właściwie problem wyłącznie Feliksa, Taurysa i Iwana.

– Feliksie, możesz się nie wydurniać? – zabrzmiał zakatarzony głos.

Polska z westchnięciem otworzył drzwi. Łotwa ze złą miną wszedł do środka. Zaczął się rozbierać. Zamarł, gdy usłyszał gaworzenie. Bez zrozumienia spojrzał na Feliksa.

– Tylko się totalnie nie denerwuj – powiedział bardzo szybko Polska. – To ci szkodzi. Ostatnio dużo przeszedłeś, to nie jest najlepszy moment.

– O czym ty gadasz? – wychrypiał Raivis i zmarszczył brwi.

Feliks rozważał dwie możliwości. Albo Łotwę szlag trafi i zejdzie szybko z tego padołu łez. Albo też się wścieknie i zaatakuje, a w efekcie da się zmasakrować tej małej krwiożerczej bestii. To, co zostanie, dobije Iwan…

– Pamiętasz Kaliningrad? – zapytał niepewnie Polska.

Raivis zbladł. W jednym bucie minął Feliksa i podążył za odgłosem gaworzenia. Polska po chwili potruchtał za nim. Wpadł w samą porę, bo Łotwa już szybko zdejmował drugiego buta z zamiarem rzucenia nim w Waniuszkę. Feliks długo zastanawiał się, czemu powstrzymał wtedy Raivisa. Wtedy jakiś głos w jego głowie, brzmiący dziwnie czesko, oznajmiał, że Obwód mógł but odbić i zrobić dziurę w ścianie.

Feliks poszukał czystej pieluchy i włożył ją Raivisowi między zęby, bo ten tak bardzo dygotał, że zachodziło prawdopodobieństwo odgryzienia języka.

– Te-te-te-telefon – wydukał w końcu, wypluwając tetrową pieluszkę. – M-muszę zadzwo-wo-wonić do Eduarda.

Polska zaprowadził Łotwę do telefonu i zastanawiał się, czy Litwa będzie bardzo wściekły za rozmowy międzykrajowe, za które teraz musi zapłacić sam, nie rząd w Moskwie. Wrócił do Obwodu, a Obwód postanowił pośpiewać. Ku swojemu przerażeniu Feliks wyłapywał w tym dość fałszywą melodię Katiuszy. Po czym zganił się za to, bo przecież takie małe dziecko nie mogłoby…

– On śpiewa Katiuszę? – Łotwa stanął w drzwiach.

Polska wzruszył ramionami. – I jak zareagował Bock?

– Powiedział, że to było do przewidzenia.

– Palant.

Łotwa jeszcze bardziej się nachmurzył. Obwód zamilkł. Poruszał energicznie rączkami jakby dyrygował, ale nie wydawał z siebie dźwięków. To było jeszcze gorsze. Raivis i Feliks wymienili spojrzenia.

– Wiesz co? – zagaił Polska, przerywając ciszę. – Mam takiego poetę… Fajny koleś, chociaż miał strasznie śmieszny nochal. No i on napisał, że nastała groza nagłych cisz. Wreszcie zrozumiałem co miał na myśli…

– Weź go tyrpnij, żeby zaczął beczeć – zasugerował Łotwa.

Feliks aż się zapowietrzył. – Panie Boże! Sam go tyrpnij! Mnie dzisiaj o mało palca nie urwał!

– Właśnie, masz doświadczenie.

Polska wydał z siebie serię dźwięków, które były tak naprawdę mocno hamowanymi przekleństwami.

– Gdzie jest Taurys?

– Poszedł do sklepu – odparł obrażony Feliks.

Raivis nie ruszył się z miejsca. Wspiął się na palce, żeby przyjrzeć się Obwodowi, ale nie odważył się podejść. Nagle Waniuszka naprężył się i zaczął płakać. Feliksowi przez kręgosłup przeszedł paskudny dreszcz.

– Raivis?

– Co?! – warknął.

– On się zesrał… – oznajmił Polska w najwyższej trwodze.

– Co mnie obchodzi… Co zrobił?

– Zesrał się.

Zapadła krępująca cisza.

– Trzeba go przewinąć. – Feliks już miał wizję wkurzonego Litwy, że Polska nawet dzieckiem nie umie się zająć.

– Może lepiej poczekajmy na Taurysa. – Łotwę wyraźnie w posiadanie wzięły drgawki.

– I on się cały czas tak będzie darł? A jak wpadnie Iwan z wizytą? – zdygał się Polska.

– O! Genialny pomysł! Oddajmy go Iwanowi! Powiemy, że Litwa jest w szpitalu i nie mógł się nim opiekować!

– Co? Dlaczego jest w szpitalu? – Feliksa ze stresu opuściła żyłka do ściemniania na szybko.

– Nie wiem, na katar sienny… Oddajmy go Iwanowi, jak Iwan gówna narobił, to niech się Iwan w tym babrze! To nie jest moje! – desperował się Łotwa.

– A czemu my się nie możemy nim zająć?

– Zajęliśmy się. Dostarczyliśmy go troskliwemu ojcu.

– Cienko to widzę – westchnął Feliks.

– Optymista – stwierdził płaczliwym tonem Raivis. A Taurysa nie było.

Krzyczący Obwód został położony na ręczniku leżącym na stole. Polska przenosił go, jakby bombę miał w ręku.

Feliks zniknął na chwilę i Raivis obawiał się, czy nie zwiał przez jakieś okno. Ale Polska wrócił, niosąc dwa szaliki.

– Maski gazowe włóż! – zakomenderował i owinął się jednym z nich.

Łotwa czując się jak kompletny debil, założył na twarz drugi.

– Dobra. Siostro, zdejmij warstwę zwierzchnią – poinstruował go Feliks.

Raivis spojrzał na niego i zamrugał.

– No zedrzyj z niego tę pieprzoną pieluchę!

– Może zadzwońmy do Oleny, co? Ona jest kobietą i jest najstarsza… – Zaczął odwijać się z szalika, a smrodek momentalnie wziął w posiadanie jego nos.

– Łużyce jest najstarszy… – sarknął Polska. – Ale z niego pożytku nie będzie. Zgubi wątek gdzieś, przy odpinaniu tej zapinki. Wiem co mówię, pamiętam z dzieciństwa, że nawet obiadu nie umiał dojeść. Jego układ pokarmowy wpadał w dygresje.

Obwód wyglądał nieco inaczej. Można było mu nawet współczuć.

– Feliks. On nadal płacze – powiedział cicho Łotwa i zatrząsł się. Żadnego współczucia dla narodu rosyjskiego, bo to się źle skończy…

– Też bym płakał, gdybym miał takiego ojca i dwóch jego w obecnej chwili najukochańszych przyjaciół nad sobą. Takich, którzy decydują o jego tyłku.

Łotwa przełknął ślinę, gdy Polska sięgnął w kierunku zapinki. I nagle usłyszeli ten dźwięk. Pomimo tego, że Obwód cały czas się darł. Wymienili spojrzenia. W jednej sekundzie pozbyli się szalików. Dokładnie tuż przed tym, jak do pokoju wpadł Taurys.

– Feliksie, co ty robisz?! – wzrok Litwy padł na Łotwę. – Raivisie, co ty robisz?!

– Przewijamy go – odparli chórem.

Taurys zazezował na Waniuszkę.

– Ale skoro już jesteś – powiedział szybko Polska – to my ci nie będziemy przeszkadzać. Musimy już lecieć, co nie? – zerknął na Łotwę. Ten energicznie pokiwał głową.

Uściskali Taurysa, ubrali się w tempie ekspresowym i dziesięć minut później każdy był już w drodze do domu. Raivis nawet zapomniał po co wpadł.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s