Dobre chwile

Shounen-ai, LitPol.

Dobre chwile

Litwa bardzo zmęczony wrócił do hotelu. Nie podobały mu się ciągłe wyjazdy, kiedy w jego własnym kraju nie wszystko szło dobrze, ale nie można było się izolować. Estonia też miał jakieś sprawy do załatwienia, a Polska i Łotwa zabrali się jako dodatkowy balast. Słowacja była tym faktem bardzo rozbawiona, bo oczywiście musiała zadzwonić do brata, pytając o ploteczki, a on specjalnie w bawełnę nie owijał. Litwa czuł się głupio. Nie żeby on coś do Polski. No właśnie… Coś, a może nie coś?

Litwa doszedł do wniosku, że czuje się bardzo przez Polskę osaczony.

Taurys wymacał klucze w kieszeni, jakoś udało mu się dostać do ich pokoju. Jego i Feliksa. Był pusty, ale gdzieniegdzie można było dostrzec ślady bytowania Polski. Rozwalone ubrania, rozkopana pościel na łóżku, rozsypane orzeszki na stoliku, a pod nim rozerwana paczka po nich. Feliks nie zauważał takich drobiazgów. Dla niego było tu czysto i schludnie, a w dodatku funkcjonalnie, bo po co kopać głęboko w szafie w poszukiwaniu ubrania, skoro można z powodzeniem stworzyć kopalnię odkrywkową? Co z tego, że psuje krajobraz…

Litwa westchnął, zgarnął orzeszki ze stołu, rozłożył dokumenty i wziął się za pracę. Minęła godzina, potem kolejna i jeszcze następna. W końcu wzrok zaczął płatać mu figle, przeskakiwać między linijkami, zmieniać znaczenia. Spojrzał na zegarek. Było mocno po jedenastej. Gdzie podziewa się Feliks?

Taurys postanowił najpierw zapytać Estonii i Łotwy. Zapukał do ich pokoju, ale nikt nie opowiedział. Niepewnie nacisnął klamkę. W końcu mogą spać… Drzwi ustąpiły i wszedł do środka. Pierwsze, co zobaczył to dwie pary nóg splątane się ze sobą. Ich właściciele leżeli ciasno do siebie przytuleni. Pomieszczenie oświetlała poświata spływająca miękkim blaskiem z telewizora. Eduard prawdopodobnie spał, bo twarz miał wtuloną w szyję Raivisa, a jego okulary leżały spokojnie na stole. Łotwa ze średnim zaangażowaniem gapił się na telewizor. Oczy mu się same przymykały, a na ustach czaiła się sugestia uśmiechu. Leżeli przykryci kocem zdecydowanie za małym na nich dwóch, ale zdawało się im to nie przeszkadzać.

Taurys przyzwyczaił się do tego, że jego najbliżsi są parą. Jednak nadal czuł się bardzo nieswojo.

– Przepraszam – szepnął. – Szukam Feliksa, nie widziałeś go może? – zwrócił się do Raivisa, który popatrzył na niego z takim samym zaangażowaniem, jak na telewizor. A raczej brakiem zaangażowania.

– Tu jestem – odszepnął Feliks, poruszając się nieznacznie na fotelu. Litwa dopiero teraz go zauważył.

– Kurna, dobrze, Licia, żeś przyszedł, późno już, ja się będę brał.

Polska przeciągnął się, wstał chwiejnie i podszedł do Taurysa, uśmiechając się ładnie. Minął go i stanął przy drzwiach.

– Dobranoc – rzucił w stronę parki i wyszedł.

Taurys widział, jak ręce Eduarda zmieniły swoje położenie pod kocem. Jedna dłoń wychynęła nawet spod okrycia, głaszcząc odsłonięte udo Raivisa. Łotwa miał niesamowicie błogą miną i cudownie zakochany wzrok. Litwa przełknął ślinę i wziął przykład z Feliksa. Zamknął za sobą drzwi. Poczuł łaskotanie w dole brzucha.

– Totalnie bolą mnie oczyska od tego telepudła – zamamrotał Polska. – Idę się przejść. Idziesz ze mną?

Taurys miał ochotę nieco się odświeżyć i wyrzucić z umysłu widok Raivisa i Eduarda, więc kiwnął głową. Nocne powietrze to remedium na niejedną przypadłość.

Wstąpili do pokoju po kurtki, zamknęli go na cztery spusty i opuścili hotel. Noc była całkiem chłodna, mimo letniej pory, a jednocześnie tak przyjemnie odświeżająca. Dawała poczucie, że coś jest za nimi. Zawieszała czas. Było tu i teraz, już nie wczoraj, jeszcze nie jutro. Cudowna, stwarzająca poczucie bezkarności wobec czasu noc. Wszystko wydawało się inne, mniej znaczące, gdzieś daleko, za szybą.

Szli przez park. Jedne miejsca były bardziej oświetlone, inne mniej. Czasami Taurys bardzo niepewnie stawiał stopy, bo przed sobą widział jedynie obiekty ciemne i bardziej ciemne, i to właśnie skala ciemności podpowiadała mu, co właśnie się przed nim znajduje. Rozejrzał się po niebie, ale księżyca nie było. Dzisiaj nów? Gwiazdy za to dawały z siebie, ile mogły. Znajdowali się przecież w mieście, firmament nie miał tak głębokiego odcienia granatu jak to się zdarzało we wiekach wcześniejszych albo w innych miejscach.

– Lubiłeś to – powiedział nagle Feliks.

– Hm? – Litwa nie zrozumiał.

– Chodzić po stepie i lampić się w gwiazdy. Romantyk był z ciebie – wytłumaczył Polska, wsuwając zmarznięte dłonie w kieszenie kurtki. – Wojownik, romantyk, przyjaciel, wzór cnót i dobroci. Kurde, nie męczy cię to tak generalnie?

Taurys roześmiał się krótko. – Przesadzasz.

– Chciałbym.

Litwa nie wiedział, co ma opowiedzieć. Szli więc dalej w milczeniu. Na jednej z ławek siedziało dwóch bezdomnych. Przynajmniej na takich wyglądali, zaniedbani, ubrani w brudne rzeczy. Kobieta i mężczyzna, przytulali się do siebie, może trochę dla potrzeby ogrzania się, może z potrzeby bliskości…

Taurys pomyślał, że ta noc jest chyba przeklęta. Dogonił Feliksa, który dotychczas szedł kilka kroków przed nim. Długie gałązki wierzby płaczącej przejechały mu po ramieniu i głowie. Gdzieś z oddali niósł się pogłos jadącego pociągu. Przez chwilę dało się słyszeć dalekie ujadanie psów, ale po chwili ustało. Litwa poczuł, jak dziwne paraliżujące uczucie rozpełza mu się w brzuchu, bez problemu bierze we władanie kręgosłup i objawia się mrowieniem w palcach. Chciał czegoś. Bardzo za czymś tęsknił.

– Wielka niedźwiedzica – powiedział Polska i wskazał na gwiazdy ułożone na kształt wozu. – I obok taki poskręcany jak serpentyna Smok! A między nich wcisnął się mały niedźwiadek, czyli Mała Niedźwiedzica. Kapkę niżej to jest ten pantoflarz Cefeusz, a jeszcze dalej ta jego żonka, co jej tyłek wystaje z koszyka, ja jej tam, teges, Kasjopea! Poniżej jej córka Andromeda, ten taki śmiesznie wygięty łuk gwiazd. I to pudło tam dalej, czyli Pegaz.

Taurys strasznie chciał pogłaskać Feliksa po włosach.

– Ostatnio dobrze dogadujesz się z Raivisem.

– A cóż się mam nie dogadywać? – żachnął się Polska na ten niezaprzeczalny fakt zignorowania jego popisu astronomicznego. – Jakoś mi ulżyło, że on z Eduardem ten teges. Może to palant i nudziarz, i właściwie pracoholik i perfekcjonista, ale wydaje mi się, że jest w stanie zrezygnować totalnie z tego wszystkiego na rzecz Raivisa. Wiesz, spędziliśmy zajefajne popołudnie, potem oglądaliśmy coś, a potem przylazł ten palant Estonia i zamknął się w kiblu z laptopem. Chyba z godzinę tam siedział. Raivis powiedział, że on lubi pracować w sterylnych miejscach. Ja myślę, że on ma z tej całej roboty zatwardzenie, ale nie moja sprawa, co nie?

Taurys zakrył oczy dłonią i zachichotał. W napierającej zewsząd ciszy było to coś przyjemnie dźwięcznego.

– Te kilka słabiutkich świecidełek to Panna jest. Łabędzia ładnie widać, taki krzyżyk, o tam, no i Rybki by miały być tuż nad horyzontem, ale tu za pagórkowato i za generalnie za jasno przede wszystkim, Taurys, ty jesteś Rybki, bo ty z marca jesteś…

– Myślisz, że są szczęśliwi? – zapytał Litwa. – Bo nie zauważyliśmy, że oni są razem, a byli ze sobą tak długo… Dopiero teraz widać po nich, że niezaprzeczalnie są parą. Wcześniej się tak ukrywali? Czemu?

– Myślem, że są szczęśliwi. W ogóle to tutaj kupę zodiaku widać, chociaż ma słabe gwiazdki. Jest Strzelec, Skorpion, Waga, Panna, Lew, a tam powinien być kawałek Raka… No mojego Skorpionka to widać genialnie!

Polska kręcił się wokół własnej osi, szedł bokiem, szedł tyłem, czasami właził na jakiś krzak, ale cały czas opowiadał, co widzi na niebie.

– Nie czujesz się dziwie, gdy oni tak…?

– Generalnie jest szereg sytuacji, w których czuję się dziwniej. – Feliks poskakał trochę, bo chyba zrobiło mu się zimno. – Trójkąt letni. Uwielbiam go. Altair w gwiazdozbiorze Orła, Deneb w gwiazdozbiorze Łabędzia i Wega w gwiazdozbiorze Lutni. Altair, Deneb i Wega. To totalnie brzmi jak jakieś postacie z baśni.

Litwa przeczesał dłonią włosy.

– Feliksie, ale ja to wszystko znam i wiem. Ja się martwię o tu i teraz, ja chyba już nie nadążam za tym wszystkim… Wiem, przeżyliśmy wojny, zagłady, okupacje, komunizm… Ale zawsze, kiedy wydaje mi się, że wreszcie coś zrozumiałem, cały sens wymyka mi się i…

– To może wrócić czas do znanego i wiadomego? – zapytał Polska.

Blondyn złapał Taurysa za rękę i pociągnął za sobą. Wbiegli pędem na jakiś pomniejszy pagórek. Na górze Feliks przytulił się do Litwy, stał chwilę, patrząc w niebo i łapiąc oddech. Brunet niepewnie objął przyjaciela.

– Popatrz. A tam, co widzisz…? Herakles! Ten to miał przejebane w życiu! Ale w jednym to ja go rozumiem. Jak zabił swojego nauczyciela, bo go wnerwiał i potem swoją żonę, nie dlatego że go wnerwiała, ale bo wredna Hera zesłała na niego szał, z niej to było babsko, a Kopciuszek miał czelność narzekać…

Taurys nie wiedział, jak jego usta odnalazły drogę do ust Feliksa. Polska był taki… kompaktowy. Mieścił się dokładnie w ramionach Litwy. Pocałunki były przyjemne, miłe, rozkoszne, słodkie, subtelne i ogólnie od tego wszystkiego Taurysowi kręciło się w głowie. A to dziwne uczucie pełznące po jego ciele ustąpiło. Albo też wręcz przeciwnie. Nasiliło się. Litwa nie miał pojęcia.

Taurys z lekkim zażenowaniem oderwał się od Feliksa, a ten przeniósł się na jego szyję.

– Wybacz – stwierdził brunet, lekko odsuwając się od przyjaciela, ale nie wypuszczając go z ramion. – Jesteś na mnie zły?

– Teraz tak – nastroszył się Polska. – Bo mnie przepraszasz!

– Pogubiłem się – westchnął Taurys.

– Wcale nie, bardzo dobrze ci szło.

Feliks upewniał w tym Taurysa jeszcze przez chwilę. Litwa stwierdził, że nic na świecie nie może się równać całowaniu tego małego rozwydrzonego chłopaka, w gwiaździstą noc, w brzydkim parku przy jeszcze brzydszym hotelu. A Eduard i Raivis mogli im nagwizdać.

– Feluś? – szepnął Litwa, gdy wracali ciasno przytuleni do siebie, co jakiś czas potykając się o własne nogi. – Co ty robisz, jak czujesz się dziwnie? Kiedy… Kiedy wszystko się zmienia.

– Lubię zmiany – powiedział powoli Feliks. – Ostatnio lubię zmiany, bo mogą być już generalnie tylko na lepsze. Ale gdy nie nadążam, to lubię popatrzeć w gwiazdy. Takie same były, gdy brałem chrzest, identyczne gdy wygrywałem bitwę pod Cedynią. Na to samo niebo patrzyłem, jeżdżąc z moim ukochanym Władysławem Łokietkiem, pod tym samym niebem zawierałem z tobą unię w Krewie. Nie ważne jak potężny byłem i nie ważne jak słaby byłem. Zawsze to samo. Gdy mnie nie było, te gwiazdy były. A skoro one były to i ja miałem prawo być i to dodawało sił. To samo niebo widziałem, gdy Piłsudski kazał zająć mi twoje Wilno. Druga wojna światowa, komuna, wszelkie zawieruchy, aż do dzisiaj… „Ze wszystkich doznań wzroku, widok nocnego nieba najgłębiej nas porusza.” Jakiś Angol to powiedział. Zapytaj tego, no, Arthura. Lubiłeś patrzeć na gwiazdy, dawno temu. I kiedy ja teraz patrzę na nie, to tak sobie myślę, że coś mnie jednak łączy z tymi dobrymi chwilami, że one były i że nie są kłamstwem.

Wrócili do hotelu. Portierka skinęła im głową na powitanie, a potem z powrotem oparła ją na dłoni. Widać dyżur bardzo się jej dłużył.

Czerwony dywan był powycierany w kilku miejscach. Feliks odkleił się od Taurysa i przeskakiwał z jednej plamy na drugą. Nie musiał wykonywać specjalnie długich skoków. Przebył tak cały korytarz, a Litwa przez ten czas otworzył drzwi do pokoju. Polska podbiegł do niego, rzucił mu się na szyję i pocałował. Taurys nie był pewny jakim cudem żadne nie obiło się o framugę. Kopniakiem domknął drzwi. Narobiły hałasu i Litwa aż obejrzał się przez ramię, ale Feliks skutecznie zainteresował go na powrót swoją osobą. Poleciały kurtki i buty, przewróciło się krzesło, Taurys boleśnie odczuł, jak wdeptuje jakiegoś orzeszka w dywan. Niewiele miał jednak czasu na zapoznanie się z ogromem strat na stopie. Zapomniał już jaki Felek potrafi być impulsywny. W obawie przed kolejnymi stratami zmienił ich miejsce docelowe z łóżka na podłogę, która była jednak znacznie bliżej. Sam nie wiedział, skąd znalazł nagle w sobie tyle odwagi, żeby zapuścić się w nieodwiedzane od wieków regiony Polski. A na to, co działo się później, odwagi w sumie już nie znalazł, ale zatrzymała go pewność, że jeśli ucieknie, to Feliks go zabije.

Drzwi otworzyły się i w pokoju pojawiła się nieśmiało osoba Eduarda.

– Wszystko w porządku? Słyszeliśmy jakieś hałasy i… Bardzo przepraszam.

Po Estonii nie został żaden ślad oprócz permanentnego znieruchomienia Litwy, które to bardzo się Polsce nie podobało, co oznajmił w kilku nerwowych ruchach.

– Widział nas…

– No i co…

– Jaki my przykład dajemy?

– Przykład to my akurat z nich bierzemy.

Polska gwałtownie domagał się atencji. Litwa spojrzał na złote loki rozsypane na ohydnie zielonym dywanie i w pięknie zielone oczy Feliksa i stwierdził, że mu wszystko jedno. O święty Jerzy, patronie Litwy, jak on tęsknił za Polską… Jak tęsknił za dotykiem, za zrozumieniem, za spełnieniem. Już wiedział, czemu odgrodził się od Feliksa po odzyskaniu niepodległości. Bo on by mu to cholerne Wilno oddał, razem z Kownem, Kłajpedą i wszystkimi innymi ziemiami. Unia? Nie ma sprawy. Jedno państwo? Dobra, spoko.

– Tak, tego nam trzeba było – stwierdził jakiś czas później Feliks, głaszcząc Taurysa po głowie ułożonej na jego piersi. Litwie było zbyt błogo, żeby używać mózgu do czegokolwiek innego poza odczuwaniem przyjemności. Nie był nawet pewny, czy oddycha.

– Trzeba gówniarzom podziękować – powiedział Polska, nie przestając głaskać Taurysa.

Litwa chrząknął coś, co chyba miało być czymś zbliżonym do „czemu?”, ale w sumie sam nie wiedział.

– No, generalnie to jest tak, że jak ktoś rzyga, to też ci się chce, nie?

Taurys podniósł się na łokciach i popatrzył na Feliksa, mrużąc oczy. Polska uśmiechnął się filuternie i przyciągnął go do pocałunku.

– Są taką beznadziejną parą – mruknął Polska Litwie do ucha. – Nie to co my. Jaja są niezłe, a oni? Cóż oni? Nie kłócą się, nie rzucają na siebie, grzecznie za rączkę chodzą, publicznie to czasami sobie tylko buzi dają…

– Feluś, tyś mi cytował jakiegoś Anglika to ja ci Amerykankę, co? – powiedział sennie Litwa. – „Ludzie są przeważnie ciekawsi, kiedy nic nie robią niż wtedy, kiedy robią coś.” Tak jest w przypadku tej dwójki.

– To znaczy, że ich akceptujesz? – zapytał niewinnie Feliks, gładząc opuszkami palców kark Taurysa.

– Ty podstępny manipulatorze, oni ci zapłacili, żebyś mnie uwiódł – zachichotał Litwa.

– Licia, no kurde, przejrzałeś mnie. Tak, zapłacili mi, ale ile z tego radochy miałem, to moje!

Leżeli chwilę w ciszy, ciesząc się swoją bliskością.

– Myślisz, że zadzwonią do cioci Bułgarii?

– Na bank.

– Gówniarze. Powiem cioci, że Eduard jest zboczeńcem, bo to, że jest palantem, to wiedzą wszyscy.

Taurys westchnął, zmobilizował całą swoją siłę woli do podniesienia się i zaniesienia Feliksa do łóżka. Podłoga romantyczna sprawa, ale wygodniej zawsze w łóżku.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s