Zjazd rodzinny raz proszę IX

Część dziewiąta o tym, jak Prusy pije słowiańską kawę po turecku

W ciszy, która zapadła dał się słyszeć męski głos.

– Przepraszam, z tego małego parkingu przed twoim domkiem, wnioskuję, że przyszedłem nie w porę.

Sanja i Sonja zatrzepotały wdzięcznie rzęsami, a Goran zakrztusił się czymś, bo rozkaszlał się wyjątkowo paskudnie.

– Sadiq! – krzyknął zduszonym głosem Feliks. W zielonych oczach zapłonęły wesołe iskierki.

Gilberta niemal sparaliżowało. Jeszcze jakaś rodzina?

– Nie, nie przejmuj się, wejdź. – Nawet w salonie dało się słyszeć zakłopotanie Ukrainy.

Ciocia Bułgaria najwyraźniej uznała, że trzeba pomóc nieco siostrzenicy i pewnym krokiem wyszła na korytarz. Gdzie ją zmroziło. Gilbert takiego widoku nie spodziewał się w swoim życiu.

– Totalnie miałem rację, że Sadiq! – poinformował wszystkich głośnym szeptem Feliks.

Goran dyszał ciężko, ale za wściekle, żeby można to było potraktować jako łapanie oddechu po zakrztuszeniu.

– Pomóc w czymś cioci? – Prusy usłyszał swój głos.

Ciocia Bułgaria skinęła głową. Ciało Gilberta postanowiło wykonywać wszystko za niego, bez jego najmniejszego udziału. Nie zamierzał być uczynny. Nie chciał nikomu tu pomagać, szczególnie jeśli nie musiał. A jednak wstał i podszedł do cioci Stasi. Jego oczom ukazał się nie kto inny jak Turcja. Z wielkim bukietem kwiatów; trochę zakłopotany, ale roześmiany i purpurowa Ukraina. Do pruskiej nogi przyczepił się Waniuszka. Najwyraźniej też był ciekaw, kto przyszedł.

– Podasz mi ten wazon? – Ciocia Bułgaria wskazała na półkę.

Gilbert stanął na palcach i ledwo udało mu się zdjąć ciężki wazon. Ciocia Stasia wzięła go bez problemu i zniknęła w kuchni. Prusy zorientował się, że głupio tak się gapić na parkę, ale nie bardzo wiedział, co ma ze sobą zrobić. Po co wstawał? Po co się odezwał? Otruli go, na bank go otruli… Zamieniał się w tego przydupa Litwę…

Ciocia postawiła kwiaty w przedpokoju, bo na razie nie było ich kompletnie, gdzie położyć. Ukraina niechętnie zaprosiła Turcję do salonu. Mężczyzna westchnął zaskoczony, widząc tyle ludzi. Natychmiast podbiegł do niego Polska, aby się przywitać. Wszyscy inni – oniemieli.

Tymczasem wielki kryształowy wazon z jeszcze większym bukietem róż, lilii, nasturcji i innych dużych kwiatów z fantazyjnym przybraniem przyciągnął Waniuszkę. Chłopczyk przyglądał się jakiś czas zjawisku. Gilbert szybko go ominął i wszedł do pokoju, żeby oglądać reakcje Słowian na Turcję. Polska skakał z radości, Turcja śmiał się serdecznie, Rosja przypatrywał się zaciekawiony, a reszta zdawała się być raczej niezadowolona z odwiedzin. Szczególnie Serbia przedstawiał całym sobą wyraz poirytowania, co w sumie nie oznaczało nic nowego, ale teraz to owe poirytowanie wzniosło się na wyższy poziom. Goran zrobił się trochę blady, trochę czerwony i trochę fioletowy, co dawało niezwykłą feerię barw na opalonej twarzy. Gilbert obserwował to z wyraźnym zainteresowaniem. Powoli zapominał o domniemanym otruciu. Chociaż żołądek dawał z siebie wszystko, by nadążyć z trawieniem.

– Och, przyjacielu – śmiał się Turcja – z tobą to się najlepiej pokoje zawiera!

– No ba! – nastroszył się dumnie Polska.

Litwa spojrzał na nich ponuro, najwyraźniej czując się pominięty.

Z przedpokoju dobiegł głośny stukot, a zaraz potem wrzask Waniuszki. Prusy sam nie wiedział, kiedy skoczył na równe nogi. Słowacja wybiegła już na korytarz, mimo że ewidentnie siedziała dalej od drzwi. Rosja zadziwiająco szybko zjawił się za nią. Prusy wyjrzał niepewnie z pokoju. Obwód leżał na ziemi, na niego przewrócił się wazon, kwiaty runęły prosto na twarzyczkę chłopczyka, a woda wylewała się na niego z cichym „bulp, bulp, bulp”. Iwan wyglądał jakby chciał kopnąć wazon, który spadł na synka, jednak na drodze stała mu Michaela, czym się Rosja niestety nie przejął. Prusy w jakimś desperackim odruchu chwycił go za szalik i tak nim szarpnęło, że wbił się we framugę z jękiem. Iwan obejrzał się, powiódł wzrokiem po całej długości szalika, by na jego końcu dostrzec Gilberta. Prusy przełknął ślinę i szal sam wypadł mu z ręki. W tym samym momencie Słowacja podniosła wazon, bukiet i Obwód, dowodząc, że kobiety może mają tylko dwie ręce, ale za to potrafią je maksymalnie wykorzystać.

– Nic się nie stało, tylko się wystraszył – oznajmiła, przytulając przemoczonego Waniuszkę do siebie. – Nie zdążył rozbić wazonu, nie pokaleczył się.

Iwan obrócił się powoli, tracąc zainteresowanie Gilbertem, który pijany z ulgi niemal zjechał po framudze.

– Ale jazda! Twoje kwiaty prawie utopiły Waniuszkę! – cieszył się Feliks, a Turcja poskrobał się w zamyśleniu po brodzie.

– Oj, niedobrze, niedobrze. – Ciocia Bułgaria wystrzeliła jak z procy.

Podobnie jak Serbia.

– Dorobię sobie jeszcze kawy – stwierdził i porwał kubek, mało nie rozlewając jego zawartości.

Czarnogóra również wstała.

– Dorobię jeszcze deseru – powiedziała.

Olena za to nie wiedziała co dorobić.

– Zaraz przyniosę ci krzesło – rzekła bezradnie. – Sadiq…

Gilbert nawet się nie zastanawiał.

– Pomogę – zaoferował się. Co się ze mną dzieje?!, przeszło mu tylko przez myśl.

W kuchni było ciekawiej niż w salonie i Prusy przyznał sobie, że może jednak nie zwariował. Słowacja trzymała wystraszonego Waniuszkę, ciocia Bułgaria ściągała z niego przemoczone ubranie, Rosja dzierżył w wielkich łapach suche. Serbia dygotał ze złości nad zlewem. Czarnogóra rzeczywiście robiła jeszcze jeden deser, a jej ruchy były niezwykle oszczędne. Ukraina szukała po kuchni krzesła, które by się nie chybotało. Z salonu dobiegł głośny śmiech Feliksa. Gilberta zaskoczyła czystość i porządek tego pomieszczenia.

– Czemu on tu przyszedł?! – wyszeptał Goran, ale był to ten rodzaj szeptu, kiedy człowiek chce wrzeszczeć, ale nie może być słyszany.

Olena odwróciła się do niego szybko i stanowczo.

– Nie mogę mieć jakiegoś życia towarzyskiego? – odparowała i bardzo przypominała Prusom ciocię Bułgarię. Która, nawiasem mówiąc, zdawała się podzielać zdanie Serbii. Pełne usta zacisnęła w wąziutką linię.

Goran wykonał nerwowy gest rękami, zmierzwił sobie włosy i zaklął coś tak szybko, że wyglądał jakby kichał.

– Wiesz ile myśmy z nim wojen prowadzili? Wszyscy tutaj?! – warknął.

– Jedni sobie umieją radzić z przeszłością, inni nie – powiedziała Olena, ale z mniejszą siłą, zerkając niepewnie na ciocię Bułgarię. Linia zrobiła się jeszcze bardziej liniowata, o ile to było możliwe.

– Niektórzy nie umieją sobie radzić nawet z teraźniejszością. – Radmila nie zważała zupełnie na ciocię Bułgarię. Oparła się o półkę i przybrała wyzywającą pozycję.

– Słucham?! – wypluł Goran.

– Ja tam niepodległość zachowałam – Czarnogóra przyjrzała się swoim paznokciom – a jak ty nie umiałeś, to twój problem był.

– No tak, tak, tobie było łatwiej… – Serbia pozornie się uspokoił. – Pokazałaś mu cycki i zrobił wszystko co chciałaś!

Radmila wyprostowała się. Trąciła Gorana palcem w pierś, a ten aż się cofnął. Gilbert bawił się jak nigdy w życiu.

– Dla twojej wiedzy – byłam silna, byłam bogata, byłam wpływowa i nawet jeśli pokazałam mu cokolwiek, ty nie masz najmniejszego prawa tego komentować, partaczu!

– Ciszej może? – zasugerowała Słowacja.

– To które krzesło? – zapytał Gilbert.

Słowianie zdawali się dopiero teraz go zauważyć. A Prusak czuł się panem na zamku. Zyskał przewagę. Po raz pierwszy odkąd tu przyjechał, posiadał jakąkolwiek przewagę nad nimi: miał Turcję w dupie!

Serbia opadł, Czarnogóra skończyła deser – o wiele gorzej wyglądający niż ten, który dostał Prusak. Ukraina znalazła nadające się krzesło, a Waniuszka został przebrany i uspokojony. Gilbert wziął co miał wziąć i wrócił do salonu. Turcja usadowił się na miejscu Słowacji – miał po lewej piękne Sanję i Sonję, które nie wykazywały żadnego skrępowania. Polska usiadł obok niego, zajmując miejsce Prusaka.

Znowu, pomyślał ze złością Gilbert. Dostawił krzesło obok krzesła Ukrainy, a sam usiadł na miejscu Czarnogóry. Z lewej Czechy wydawał się średnio zadowolony bliską obecnością swojego brata, a z prawej ożywiony Kosowo usiłował dosłyszeć, o czym mówi Turcja. Josef wykonał jakiś gest, Viktor kiwnął głową i po chwili siedzieli na odwrót.

Dla Gilberta nie była to wielka zmiana. Za to zmianę w nastroju dało się wyczuć.

Turcja poszukał wzrokiem Serbii wśród wchodzących. – O! Tutaj jest błogosławiony między niewiastami!

Gilbert poczuł, jak śmiech w jego gardle został brutalnie zdławiony przez trwogę, zanim zdążył się wydostać. Goranowe spojrzenie na pewno zabijało, tylko Turcja był wyraźnie odporny na strzały nienawiści ciskane z oczu Serbii.

– Innowierca! – warknął.

– A u ciebie żyły mamuty – odparował spokojnie Turcja. Serbia ze złości wyginał łyżkę pod stołem. Gilbert siedział teraz dokładnie naprzeciw niego, więc mógł sobie wszystko dokładnie obserwować.

Czarnogóra bardzo niedbale postawiła przed Sadiqiem talerz z deserem.

– Jakie mamuty? – zaciekawił się Gilbert. Poczuł lekki ból z tyłu głowy. Przechodząca obok niego Radmila, jak zwykle miała niewinną minę.

– Włochate – odwarknął Serbia.

Coś w twarzy Gorana kazało Prusom nie drążyć tematu. Coś oprócz złości w najczystszej postaci. Prusy uszczypnął się mocno w dłoń. Nie wierzył, że może się w nim rodzić coś na kształt współczucia. On nie był zdolny do rodzenia. Czegokolwiek. Za wąskie biodra i w ogóle… Tak… I to chyba nie jest możliwe. Prawda?, zapytała podejrzanie desperackim tonem podświadomość Gilberta.

Nie dało się ukryć jednak, że Prusy był traktowany jako swego rodzaju atrakcja zjazdu, ale jednocześnie nikt nie miał zamiaru skupiać się tylko i wyłącznie na nim. Zaś Turcja ściągał uwagę wszystkich, wszystko kręciło się wokół niego i nikt nie odważył się zacząć rozmowy poza wątkiem Sadiqa. Wujek Macedonia spokojnie przeżuwał oliwki, przeznaczone wyraźnie na jego wyłączny użytek, na talerzyku zaś leżał nadgryziony kawałek placka z rabarbarem. Prusy stwierdził, że wygląda apetycznie. Żołądek zaburczał żałośnie, błagając o litość. Gilbert go zignorował. Sięgnął po nowy kawałek i postarał się dostać do swojej kawy przez Kosowo. Udało mu się i to w ostatniej chwili, bo polska ręka odruchowo zaczęła szukać czegoś do popitki kołacza i prawie trafiła na pruską kawę.

– Ej? – zdziwił się Feliks, gdy jego palce natrafiły na pustkę, a nie spodziewane naczynie. – Ej… Ej! To był atak na moją suwerenność, oddawaj moją kawę!

Czarnogóra pochyliła się nad stołem i wręczyła Polsce nadszczerbiony biało-czerwony kubek. Prusy pokazał mu język. Feliks się speszył, ale natychmiast przykuło jego uwagę coś, co mówił Sadiq. Gilbert dziwnie usatysfakcjonowany pociągnął spory łyk. Ciocia Bułgaria siedziała sztywno, ale co jakiś czas siliła się na uśmiech do Oleny. Zaiste dziwny to był uśmiech. Prusy ogólnie nie znał tej kobiety, ale wydawał mu się bardzo nie pasujący do jej osoby. Zwykle wyraz twarzy cioci Bułgarii łączył w sobie troskę z życzliwym nastawieniem. Teraz coś się w niej zmieniło. Zapadła się w sobie i wydała się Prusom dużo młodsza. A minę miała taką, jakby nóż do ciasta, leżący obok jej ręki, miał zaraz pofrunąć i zakończyć swój lot w Turcji. Ta wizja wydała się Gilbertowi na poły zabawna, na poły straszna. Słowianie mieli talent do generowania wokół siebie sprzecznych emocji.

Olena stała, podpierając się o oparcie krzesła Sadiqa, i chichotała z jego dowcipów. Właściwie wyglądała na zadowoloną, lecz kiedy jej wzrok padał na resztę rodziny nieco rzedła jej mina. Przykry był to widok. Prusy pociągnął kolejny łyk. Początkowa satysfakcja zdawała się z niego ulatywać, a jakiś ciężar ciążyć na żołądku. I to wcale nie ciężar obiadu. No może trochę. Zerknął na Joszkę. Siedział i mimowolnie bawił się łyżeczką i resztką ciasta czekoladowego, rozmazując polewę po talerzyku. Prusak dostrzegł kątem oka, że Słowenia zwędziła dyskretnie miskę z malinami i wsypała jej zawartość do torebki. Przez myśl przemknęło mu, że to musi być naprawdę biedny kraj.

Dunja równie dyskretnie odstawiła miskę. Wstała stanowczo. Przyciągnęła część spojrzeń.

– Skończyły się maliny – uśmiechnęła się nieśmiało. – Mam na nie straszną ochotę. Może przejdziemy się do ogrodu?

Olena zrobiła zeza na potężną michę, obecnie pustą. Turcja spojrzał speszony na swój niedojedzony deser.

– Nie musimy, jeśli ktoś nie chce – oznajmiła niepewnie Dusia, miętosząc końcówkę żakietu.

– Ja bym bardzo chętnie się przeszedł. – Prusy po raz kolejny usłyszał swój głos, choć jego mózg nie konsultował się z nim w tej sprawie.

Podnosząc wzrok natknął się na spojrzenie Czarnogóry. Przechyliła głowę, ciemne włosy zsunęły się z jednego ramienia na drugie. Jej twarz wyrażała zaintrygowanie.

Wiedźma, myślał gorączkowo Prusy, rzuciła na mnie czar.

– Właśnie! Totalnie idźcie sobie, a my tu sobie na spokojnie pogadamy, co nie? – Brak wychowania Polski uratował całą sytuację. Wszyscy wydawali się być z takiego rozwiązania zadowoleni.

Ciocia Bułgaria wstała pierwsza, zabrała wujkowi oliwki i wyszła z nimi. Wujek Macedonia wbił oczy w sufit, westchnął głęboko i ruszył za siostrą. Chorwacja podniosła się i przeciągnęła. To też był zajmujący widok, jednak w trochę inny sposób. Rosja stał przy oknie i uginał się w rytm piosenki, którą podśpiewywał. Obwód siedział mu na ręku i zdawał się bawić jak nigdy. Poruszenie przyciągnęło uwagę Iwanów. Na szczęście entuzjastycznie przyjęli pomysł wyjścia do ogrodu. Serbia też zebrał się bardzo szybko, ale to było do przewidzenia.

– O! Moja balkawa! – ucieszył się nagle Turcja. Jego wzrok padł na ciasto poprzekładane brązową masą.

– Wcale nie twoja – warknął cicho Serbia, odwracając się na pięcie i mierząc nieprzychylnym wzrokiem Turcję.

Prusy przyjrzał się ciastu. Tonęło w jakiejś białej polewie. Czechy oznajmił półgębkiem, że jest dobre, choć bardzo słodkie, bo w środku ma nadzienie z orzechów zmieszanych z miodem.

Sadiq machnął lekceważąco ręką. Goran najwyraźniej miał zamiar coś dodać, ale Radmila popchnęła go w kierunku drzwi. Olena dość zakłopotana miotała się od kącika tureckiego, do wychodzących, najwidoczniej nie mając pojęcia jakich słów użyć. W końcu poklepała ją Wojwodina:

– Niech ciocia zostanie tutaj. Damy sobie radę. Radmila mówiła, że potrzebuje owoców na placek. Możemy trochę ogołocić ogród?

Mina Ukrainy dobitnie świadczyła o tym, że średnio podoba się jej ten pomysł. Prusy wcale się nie dziwił. Słowianie jak do czegoś wpadali, to zero krępacji. Kamień na kamieniu nie zostawał. Zresztą, jakby taki kamień przyprawić, przywędzić albo zakisić, to też by go pewnie zżarli.

Żaden Słowianin nigdy nie jest gościem w domu drugiego, odezwał się złośliwy głosik Polski w głowie Gilberta. Sam Prusy stwierdził, że to zdanie wybitnie świadczy o braku instynktu samozachowawczego u tej nacji. Nic dziwnego, że ciągle przez nich wojny wybuchają. Dobrze im tak.

– Helenko – podjął Feliks. – Nie przejmuj się nimi, chodź do nas. Nie możesz się wszystkimi przejmować.

Ukraina rozejrzała się lekko nieobecnym wzrokiem. Czechy uniósł kciuk do góry. Twarz Gilberta postanowiła się uśmiechnąć. Oczy z satysfakcją odnotowały rumieniec na policzkach Oleny.

Jestem zajebisty nawet bez udziału mojej woli, śpiewała dusza Gilberta, gdy tanecznym krokiem podążał za Josefem do wewnętrznego ogrodu.

Z drugiej strony domku znajdował się taki sam ganek jak z przodu, chociaż był na poziomie gruntu. Balustradę o wyblakłych kolorach porastał bluszcz. Widać szkoda rośliny dla odnowy płotka. Ogród pełen był krzewów i dziwnych drzew. Jeden jego koniec znajdował się blisko: odległość zaledwie dwóch krzaków malin od domku. Za mało romantyczną siatką ogrodzenia rosło jakieś żółte zboże, wznoszące się razem z pagórkiem, a co za pagórkiem, to Gilbert już dojrzeć nie mógł. Drugi koniec ogrodu niknął wśród drzew rosnących w równych odstępach. Tam też spacerował Goran z Radmilą. Pokazywali sobie coś na drzewach, a niedaleko kręciła się Wojwodina… Jak ona się nazywała? Jovana?

Z krzaków malin dobiegł wrzask. Ciocia Bułgaria już zakasywała spódnicę, żeby wyplątać Iwanów z kolców, bez straty dla szalika w przypadku dużego i dla dobra naskórka w przypadku małego. Prusy z niejakim podziwem przyjrzał się mocnym, opalonym udom cioci Bułgarii, dopóki coś nie dźgnęło go w głowę. Po werandzie potoczyła się pestka z oliwki. Wujka Macedonii nigdzie nie było widać, ale Gilbert postanowił szybko przemieścić się w stronę Czechosłowacji, która wzięła we władanie krzak amerykańskich borówek i bezlitośnie go eksploatowała.

– To było dziwne – stwierdził Prusy, żeby zagaić jakoś rozmowę.

Czechy pokiwał głową.

– Na nasze zjazdy wpadali już różni dziwni ludzie – podjęła Słowacja i uśmiechnęła się. Na zębach miała skórkę z borówki. – A na tym i tak było jeszcze mało wpadek i niezręcznych sytuacji. Czasami robiło się zjazdy, gdy poszczególni krewniacy byli w stanie oficjalnej wojny. To były jazdy. Próby otrucia, rzucanie się meblami, gdy reszta spokojnie piła herbatkę…

– Wkręca cię – lojalnie ostrzegł Josef.

Gilbert nie miał pojęcia komu wierzyć. Chciał Czechom, ale ta relacja Słowacji zdawała się bardzo prawdopodobna.

Od strony sadu dobiegły przekleństwa. Serbia zbierał się z ziemi, a Czarnogóra śmiała się głośno. Podeszła do niego wysoko podnosząc nogi. Wojwodina też się śmiała, ale Prusy nie mógł znaleźć jej wzrokiem. W końcu dostrzegł ją stojącą na gałęzi. Wiedział, że to jej śmiech, bo dokładnie tak śmiała się Węgry. Bez krępacji, całą piersią, szczerze i niemal tryumfalnie. Gilbert całą uwagę skupił na podnoszącym się Goranie. Tył jego koszuli oblepiała czerwona maź.

– Ktoś tu się przejechał na wiśniach… – Joszka poskubał bródkę.

Prusy zachichotał wrednie. Prawie udławił się tym śmiechem, gdy Czarnogóra zaczęła ściągać brutalnie z Serbii koszulę.

– W sadzie? – Michaela przekrzywiła głowę. – Ostro.

Puściła oczko. Trudno powiedzieć, czy do Czech, czy do Prusaka. W każdym razie Josef nie zareagował.

Radmila pewnym, niemalże męskim krokiem, ruszyła w stronę domku. Goran powlókł się za nią, obrzucając wszystkich złowrogim spojrzeniem. Zachodni jak na rozkaz wyszczerzyli się. Prusy przybrał najbardziej szyderczą minę, na jaką go było stać, chociaż gdzieś na granicy świadomości przebrzmiewał mu śmiech Wojwodiny. Coś pociągnęło go za nogawkę. Nawet na to nie spojrzał, tylko dłoń automatycznie poklepała Obwód po główce. Waniuszka mocniej pociągnął spodnie i Gilbert w końcu przeniósł na niego wzrok w obawie, że chłopczyk ściągnie mu dolną część garderoby. Nie sądził, żeby obnażanie się przy Słowianach było dobrym pomysłem. Pędrak pokazał czerwony ślad po okiem. Prusy poczuł się bardzo bezradny. Obok Czechy wyciągnął z kieszeni chusteczkę, poślinił ją, pochylił się nad Waniuszką, jedną ręką przytrzymał mu główkę, a drugą starł czerwony ślad. Obwód patrzył na niego spode łba, jakby mu udaremnił jakiś bardzo misterny plan.

Ukraina pojawiła się na werandzie.

– Bilans strat: serbska duma i koszula – krzyknęła do niej Słowacja. – Dwa do zera dla twojego ogrodu.

– Borówki na zębach Michaeli – dopowiedział Czechy. – Trzy do zera dla twojego ogrodu.

– Cztery do zera dla twojego ogrodu, kochanie – dorzuciła ciocia Bułgaria z ławeczki. Pokazała wszystkim dziurę w szaliku Iwana, Rosja zaś zaborczo tulił do siebie drugi jego koniec. Z dziury zwisała igła z nitką. Ciocia jak zwykle była ekspresowa.

Ukraina wytrzeszczyła oczy na ciocię Bułgarię.

– Dobrze, że to nie zimna wojna – szepnęła Michaela. – Casus belli, że ja pieprzę… Ukraiński faszystowsko-zepsuto-kapitalistyczny ogród poszarpał jedynie słuszne radzieckie szaliki!

Prusy po raz któryś znowu poczuł się zagrożony. Może powrót do Turcji będzie rozsądną opcją… Kątem oka uchwycił podejrzany uśmiech Słowacji. Były dwa wyjścia. Albo zaczyna mieć paranoję, choć całkiem uzasadnioną, bo Michaela była podobna do Feliksa, a to nie była facjata miła Gilbertowi. Albo Słowacja specjalnie robi sobie z niego jaja ze swojej przewrotnej, kobiecej, SŁOWIAŃSKIEJ, natury.

Serbia minął Ukrainę, której wytrzeszcz wcale się nie zmniejszył. Jedyne co się zmieniło to to, że Prusy mógł podziwiać jej biust z innego profilu, gdy się odwróciła. Dopiero po chwili zauważył, że Goran paraduje bez koszuli. I ma się czym pochwalić. Michaela gwizdnęła cicho pod nosem.

Tak to jest, kiedy dziewczyna ma wokół siebie za dużo mężczyzn, pomyślał zgryźliwie Gilbert. Nabiera złych i niegodnych zwyczajów.

Zza domku wyjrzała Słowenia. W ręce trzymała kiść winogron. Na jej ramieniu uwiesiła się Chorwacja.

– Golas! – wrzasnęła uradowana.

Serbia chyba chciał jej pokazać środkowy palec, ale czujne spojrzenie cioci Bułgarii zgromiło go znad szalika. Zza Słowenii i Chorwacji wychynęła Białoruś, jak cień. Uchwyciła wzrokiem Gorana.

Gilbert niemal fizycznie poczuł jakiego kopa zasadziła mu zazdrość. Nawet zimna Natasza się zainteresowała Goranem!

We wściekłości wzniósł oczy ku niebu… i coś kropnęło mu na nos.

– Ki czort? – Czechy przeczesał palcem włosy i spojrzał na rękę.

– Zbiera się na burzę – oświadczyła ciocia Bułgaria i oddała Iwanowi szalik.

Prusy miał niemiłe wrażenie, że nie nadąża. Może faktycznie zawiało chłodem. Myślał, że to od Białorusi.

Olenę minęła Radmila. Obrzuciła Gorana wyzywającym spojrzeniem i ruszyła w stronę sadu. Za nią lekko pobiegł Kosowo. Chłopak zerknął na ojca zdziwiony, nawet chwilę biegł tyłem, żeby się upewnić, że widzi to, co widzi.

Prusy przestąpił z nogi na nogę. Nawet nie zauważył, że nieco mu ścierpły. Mimo to, był wdzięczny za minimalną ilość ruchu, która dobrze przysłużyła się jego żołądkowi.

Obwód dostał od Czarnogóry torbę. Kosowo doskoczył do gałęzi jabłonki, uwiesił się na niej i zaczął nią trząść. Spadło kilka owoców. Waniuszka zaniósł się radosnym śmiechem i rzucił się je zbierać do płóciennej siatki.

– To za mało – stwierdziła Radmila. – Niech ktoś wlezie wyżej i tamte jabłka postrąca.

Viktor niepewnie spojrzał, z której strony można by się wspiąć. Wyręczył go Serbia. Mężczyzna bez słowa złapał się konaru, a minę miał lekko obrażoną. Radmila ugodziła w jego dumę, prosząc o to Viktora. Prusy stwierdził, że słowiańskie kobiety to największe manipulancki pod słońcem. Serbia tymczasem podciągnął nieco, zaparł nogami o pień i zatelepał jabłonką. Jego mięśnie pod opaloną skórą napięły się, włosy rozlatały we wszystkich kierunkach.

– Uciekaj, Waniuszka, uciekaj – krzyknął Kosowo do chłopczyka, który, śmiejąc się, chciał podbiec do drzewa, ale zawrócił, bo Viktor próbował go złapać i Obwód potraktował to najwyraźniej jako zabawę.

Goran przeczekał deszcz jabłek i zeskoczył zwinnie. Widać w tym było jakąś wprawę. Gilbert obejrzał się za siebie i ze zgrozą zauważył, że wszystkie kobiety przyglądają się mniej lub bardziej zachwyconym wzrokiem wyczynom Serbii. Noż cholera, on tylko jabłka strzepywał! Może zrobił to z gracją, o którą Prusy by go nie podejrzewał i może Goran miał figurę jak marzenie każdego aktora, ale przecież przystojniejszy od Gilberta nie był!

…prawda?

Z zamyślenia wyrwał Prusaka głos Kosowa, który zawodził nad Waniuszką wgryzającym się w nadgniłe jabłko. Ktoś na werandzie bił brawo. Turcja. Tym razem Serbia bez krępacji pokazał mu środkowy palec. Przybiegła Ukraina z czystą koszulą. Czechy oberwał przejrzałą maliną w czoło. Prusy uniknął jego losu, bo stał za blisko Słowacji. Polska zanurkował w maliny. Obwód rzucił jabłkiem o pień drzewa. Na wpół zgniłe jabłuszko rozprysło się dookoła. Iwan z pewnym zaciekawieniem przyglądał się ganiającym się Czechom i Polsce. Szalik kurczowo trzymał przy sobie. Słowenia zrejterowała do winorośli. Turcja śmiał się głośno i komplementował Bośnię i Hercegowinę.

Prusy dał się ponieść wirowi wrażeń. Nawet nie zauważył, kiedy znalazł się w pobliżu wujka Macedonii. Albo też kiedy wujek Macedonia w ogóle się znalazł. Mężczyzna poklepał się po brzuchu.

– Wybacz moją nieobecność – powiedział wesoło. – Wołowina mi chyba zaszkodziła.

Gilbert z trwogą spojrzał w stronę korytarza z toaletą. Właśnie wyszedł stamtąd Łotwa. Przystanął, złowił spojrzenie Prusaka, popatrzył za siebie, popatrzył na Gilberta, wygładził bluzkę, sprawdził, czy ma zapięty rozporek i nieco bardziej wątpiąco spojrzał na Prusy.

Gilbert uśmiechnął się. Bardzo szeroko.

Objaśnienia:

Turcja. Serbowie nie cierpią Turków, na tej samej zasadzie, co my Rosjan i Niemców. Przez lata, jeśli w ogóle mieli Serbowie państwo, to i tak zwykle musieli płacić różne daniny Turcji. Nawalali się długo i niemalże odwiecznie, prawosławie przeciwko islamowi. Czarnogóra nieco przesadziła z tą niepodległością, ale owszem, dzięki koneksjom udawało jej się widnieć na mapach nieco częściej jako samodzielny byt niż Serbii. Ukraińcy mają niejaki sentyment do Turków. Polacy za to ich kochają od strony historycznej (wieczysty pokój, nieznanie rozbiorów, etc.). Jeśli chodzi o stosunek Turków do Polaków, to pozwolę sobie tutaj zacytować słowa piosenki: Pan przewodnik krzyczał, że Turek na Polki łasy oraz W kwestii polskich córek, głowę traci każdy Turek.

Serbski mamut. Natrafiłam kiedyś na artykuł o tym, że w Serbii znaleziono szkielet mamuta sprzed miliona lat i to bardzo dobrze zachowany. Bardzo mnie to rozbawiło.

Balkawa. To jest taki śmieszny deser, który jest bardzo słodki, bardzo dobry, ale nie udało mi się ustalić jego dokładnego pochodzenia. W Serbii jest bardzo popularny, bardzo możliwe, że przywędrował z Turcji, równie możliwe jak to, że jest to deser bułgarski.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s