<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>Malum Necessarium - Zło Nieuniknione</title>
	<atom:link href="http://malumnecessarium.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://malumnecessarium.wordpress.com</link>
	<description>Ot trochę fanfików do Hetalii</description>
	<lastBuildDate>Sun, 19 Feb 2012 12:30:28 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
<cloud domain='malumnecessarium.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>http://1.gravatar.com/blavatar/97aca363c8a22472297c1860485f1fc0?s=96&#038;d=http%3A%2F%2Fs2.wp.com%2Fi%2Fbuttonw-com.png</url>
		<title>Malum Necessarium - Zło Nieuniknione</title>
		<link>http://malumnecessarium.wordpress.com</link>
	</image>
	<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="http://malumnecessarium.wordpress.com/osd.xml" title="Malum Necessarium - Zło Nieuniknione" />
	<atom:link rel='hub' href='http://malumnecessarium.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
		<item>
		<title>Czarne słońce</title>
		<link>http://malumnecessarium.wordpress.com/2012/02/19/czarne-slonce/</link>
		<comments>http://malumnecessarium.wordpress.com/2012/02/19/czarne-slonce/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 19 Feb 2012 12:29:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Shen</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czarne słońce]]></category>
		<category><![CDATA[Austra]]></category>
		<category><![CDATA[Bawaria]]></category>
		<category><![CDATA[Brandenburgia]]></category>
		<category><![CDATA[Czechy]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Prusy]]></category>
		<category><![CDATA[Saksonia]]></category>
		<category><![CDATA[Słowacja]]></category>
		<category><![CDATA[Węgry]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malumnecessarium.wordpress.com/?p=936</guid>
		<description><![CDATA[Występują: Kanoniczne: Prusy Książęce — Gilbert Beilschmidt Królestwo Polskie — Feliks Łukasiewicz Cesarstwo Austrii — Roderich Edelstein Królestwo Węgier — Erzsébet Hadevary OC: - moje Elektorat Brandenburgii — Albrecht Jentsch Elektorat Saksonii — Johanna Wärzner Elektorat Bawarii — Sebastian Schilke(choć ten pan niby lekko kanoniczny, ale jeden szkic to&#8230;) - Noxi Królestwo Czech &#8211; Josef [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=936&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>Występują:</p>
<p><strong>Kanoniczne:</strong><br />
Prusy Książęce — Gilbert Beilschmidt<br />
Królestwo Polskie — Feliks Łukasiewicz<br />
Cesarstwo Austrii — Roderich Edelstein<br />
Królestwo Węgier — Erzsébet Hadevary</p>
<p><strong>OC:</strong><br />
- moje<br />
Elektorat Brandenburgii — Albrecht Jentsch<br />
Elektorat Saksonii — Johanna Wärzner<br />
Elektorat Bawarii — Sebastian Schilke(choć ten pan niby lekko kanoniczny, ale jeden szkic to&#8230;)</p>
<p>- Noxi<br />
Królestwo Czech &#8211; Josef Havel<br />
Górne Węgry &#8211; Michaela Macháčková</p>
<p>- Kayleigh90<br />
Województwo ruskie — Julia Łukasiewicz(pisana tu przeze mnie na podstawie jej zachowań z fanfika Kay &#8220;<a href="http://kayleigh90.deviantart.com/gallery/12306683#/d3ar8so">Historia Galicji</a>&#8220;; głównie rozdziały 9 &#8211; 12)</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align:center;"><strong>Czarne słońce</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Ø</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>Wiosna 1654</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align:justify;"><img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Gilbercie!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Głos sekretarza wydał się tym głośniejszy, że było jeszcze wcześnie i królewiecki zamek nie zdążył się na dobre obudzić. Wołany obejrzał się przez ramię, ale nie zatrzymał.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Wiesz, gdzie mnie szukać! — odkrzyknął. — Na zamku nie zostanę!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Wypadł na dziedziniec, gdzie czekał już jego koń. Nerwowymi ruchami dopiął do siodła torbę zawierającą rzeczy, które wolał zabrać sam, a nie prosić kogoś innego o ich dowiezienie.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Jestem do wszelkiej dyspozycji, ale nie tutaj — dodał, usłyszawszy ciężki oddech za sobą. — To ledwie godzina drogi od miasta.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Ale —<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Do widzenia — Gilbert wszedł zagubionemu sekretarzowi w słowo.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Dosiadł konia, pożegnał mężczyznę skinieniem głowy i pognał przez bramę na plac i ku Pregole. Zwolnił dopiero, gdy przekroczył most łączący Knipawę z południowym brzegiem rzeki. Z wyspą i starym miastem za sobą czuł się lepiej. Jego myśli stały się bardziej przejrzyste i już wiedział, ilu rzeczy nie ma w podmiejskim dworze i będzie musiał prosić o ich dowiezienie, że będzie musiał napisać do sekretarza jakiś stek kłamstw i kłamstewek, aby go uspokoić i udobruchać. Nie potrzebował, aby urażony urzędnik rozsiał plotkę lub napisał donos. Na wszelki wypadek napisze również do Albrechta, a potem będzie musiał wysłać wiadomość na południe… Zacisnął mocniej dłonie i odetchnął głęboko.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Po kolei — rozkazał sobie i skierował konia znajomą drogą na zachód.</p>
<p style="text-align:justify;"><img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Erzsébet wydała z siebie pełne poirytowania westchnięcie i sięgnęła po gruby szlafrok, porzucony na skrzyni w nogach łóżka. Wiosna! Szron na trawniku mówił jej co innego, ale zmełła komentarz i otuliła się mocniej ciepłym materiałem. Dopiero wtedy otworzyła drzwi prowadzące na niewielki balkon. Chłód poranka momentalnie ją przeszył i zadrżała. Dzień zaczął się już jakiś czas temu, ale słońce dopiero wychodziło ponad ścianę gór ogradzającą dolinę od wschodu. Jego promienie sięgały już najwyższych dachów w okolicy, ale na balkonie i poniżej niego panował cień.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Michaela — syknęła na tyle głośno, aby w ogóle mogła mieć nadzieję, że stojąca dwa piętra niżej dziewczyna ją usłyszy.<span id="more-936"></span><br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Blondynka w koszuli nocnej drgnęła, ale nie odwróciła się. Wciąż wpatrywała się szeroko otwartymi oczami w ciemne niebo na północy. Nie czuła zimna, chociaż stała bosymi stopami na zaszronionej trawie. Zwracała uwagę jedynie na wiatr leniwie bawiący się jej włosami. Przy każdym jego podmuchu zaciskała dłonie na koronkach tak mocno, że kostki zlewały się kolorem z materiałem. W końcu w ogóle przestała prostować palce.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Michaela!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Aż podskoczyła słysząc głos Erzsébet tuż obok siebie. Niemal się przewróciła, gdy kobieta pociągnęła ją za ramię w stronę otwartych drzwi prowadzących do domu. Parkiet wydawał się jej gorący, gdy na nim stanęła.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Co ci strzeliło do głowy, żeby wychodzić tak ubraną? I to na takie zimno? — Erzsébet szybko zamknęła drzwi i ostatnie pytanie zadała ciągnąc dziewczynę do sypialni. — Gdzie się podział ten twój zdrowy rozsądek, którym lubisz się tak szczycić? Michaela! Co z tobą?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Dziewczyna nie odpowiedziała. Patrzyła w stronę okna nadal zaciskając palce na koszuli nocnej. Spróbowała do niego podejść, ale Erzsébet przytrzymała ją za ramię.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Michaelo! — Pierwszy raz podniosła głos i ku swojej uldze doczekała się reakcji.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Tak?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Roześmiała się i pokręciła głową. Włosy, które przez noc wysmyknęły się z warkocza, zatańczyły wokół jej twarzy i odgarnęła je za uszy pełnym zrezygnowania ruchem.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— To ty mi powiedz.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Ale co?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Co robiłaś na dworze?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Michaela znowu spojrzała w stronę okna, ale Erzsébet szybko odwróciła ją plecami do niego i nie pozwoliła nawet zerknąć.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Michaelo, wyjaśnisz mi, co cię dziś napadło czy mam to z ciebie wydobyć siłą?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Dziewczyna przygryzła wargę i pociągnęła nosem. Dopiero teraz rozprostowała dłonie i wygładziła koronki. Erzsébet gotowa była dać przyjaciółce dużo czasu na znalezienie słów, o ile tylko miałaby gwarancję, że jakiekolwiek usłyszy. Odetchnęła, gdy Michaela pokiwała głową i odezwała się szeptem.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Możemy pójść gdzieś indziej? Gdzieś, gdzie okna wychodzą na południe… i mogłabym dostać coś do picia?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Gabinet i wino wystarczą?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Michaela poruszyła ustami, ale nie odezwała się ani słowem, jednak Erzsébet znała ją już tyle lat, że bez trudu zrozumiała to, co pozostało niewypowiedziane.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Dobrze, dostaniesz coś mocniejszego, góralko — roześmiała się.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Gabinet wciąż był ciemny i zimny. Pokojówka szybko rozpaliła w kominku, ale potrzeba było czasu, aby cały pokój się ogrzał, a Erzsébet nie chciała odwlekać rozmowy. Póki co kazała przysunąć fotele do kominka i przynieść ciepłe koce. Michaela przez całe te przygotowania stała zapatrzona w płomienie i milczała. Wydając polecenia Erzsébet raz po raz zerkała na dziewczynę i szybko odwracała wzrok, bo złociste refleksy nie pasowały do jej jasnozielonych oczu do tego stopnia, że napawały ją lękiem. Gdy zostały same musiała ją pchnąć na fotel i sama włożyć jej w dłoń szklankę z wódką.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Więc? — zapytała starając się nie patrzeć na to, jak płyn porusza się w trzęsącym się naczyniu.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Boję się — szepnęła Michaela i wypiła duży łyk, jakby to była woda. — Dziś znowu wieje z północy — mówiła tak cicho, że Erzsébet musiała przysunąć się bliżej. — Wiatr przelewa się przez szczyty. Svinica, Končistá, Lodowy szczyt, wszystkie są nim otulone. Stacza się od Czubatej po Juhaską turnię i wbija w doliny. Tam zalega, jak zawsze i… i… — Upiła kolejne dwa łyczki i nawet się nie skrzywiła. Jej dłonie trzęsły się nieco słabiej, ale wciąż wydawało się, że lada moment wódka przeleje się ponad krawędzią szklanki. Erzsébet w końcu nie wytrzymała i po prostu zabrała ją dziewczynie. Michaela spojrzała na nią pytająco. Pierwszy raz tego ranka patrzyła jej prosto w oczy i kobieta sama omal nie upuściła naczynia.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Boisz się tego wiatru?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Dziewczyna przytaknęła.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— To tylko wiatr i —<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Nie! — Michaela krzyknęła. — Nie, nie, nie, nie — powtarzała kręcąc głową. — To nie jest zwykły wiatr. W nim jest coś nie tak. Coś gdzieś na północy uległo skrzywieniu i ten wiatr jest jak bagna w lasach nad Dunajem. Jest oślizgły i śmierdzący. Obrzydliwy!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Misia, wiatr to wiatr. Może ktoś coś gdzieś spalił i —<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Nie!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Dziewczyna wyciągnęła dłoń po szklankę i Erzsébet oddała ją bez oporu. Patrzyła jak Michaela pije i jednocześnie ociera łzy, które napłynęły jej do oczu.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— To… to już trwa jakiś czas. Są miejsca, gdzie tego niemal nie czuję, bo tam ten wiatr jest z innego kierunku albo jeszcze tydzień temu tu to nie dochodziło, ale to jakby było w stanie sięgać coraz dalej i dalej, jakby rosło w siłę z tygodnia na tydzień.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Misia…<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Joszko na pewno by umiał to nazwać jakoś lepiej — mówiła jakby jej nie usłyszała, a głos łamał jej się coraz bardziej. — Użyłby tych mądrych słów, które mają tysiąc znaczeń i ich nie rozumiem. Na pewno wiedziałby, co to…<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Michaela!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Dziewczyna zamilkła. Szklanka była już pusta, ale Erzsébet dostrzegała skaczące po jej zdobieniach refleksy światła. Zamknęła dłonie dziewczyny we własnych i ścisnęła mocno. Przez chwilę w pokoju poruszał się jedynie ogień w kominku.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Miśka, ty nie mówisz o zwykłym wietrze, prawda?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Zwykłym…<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Tym, który ja znam. Tym, który wprawia w łopot flagi i sprawia, że po długich spacerach nasze włosy są poplątane. Mówisz o innym wietrze.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Michaela przytaknęła.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— I jego się boisz?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Potwierdziła. Erzsébet poczuła się bezradna. Ona, Królestwo Węgier, nie była w stanie znaleźć niczego na pocieszenie przyjaciółki, bo nie rozumiała problemu. I to nie przez swoją ignorancję czy brak chęci, ale dlatego, że była na te sprawy naturalnie o wiele mniej niewrażliwa. Nieważne jak bardzo chciałaby to zmienić, to pewnych spraw po prostu nie dało się przeskoczyć. Gdy przychodziło do duchów i czarów chwilami czuła się jak ślepiec i nic się nie dało na to poradzić. W tym względzie Michaela stanowiła jej przeciwieństwo.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Chcesz pojechać na południe? Niekoniecznie od razu do Pressburga, ale tak choć trochę w tamtą stronę.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Dziewczyna znowu skinęła głową.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Chcesz się spotkać ze swoim bratem?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Tym razem skinienie głową nie nastąpiło zaraz po pytaniu. Zamiast tego Michaela spojrzała w stronę okien. Erzsébet zareagowała momentalnie. Ujęła w dłoń jej policzek i zmusiła do patrzenia na siebie.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Wyjedziemy jeszcze dzisiaj. Złożymy komuś niespodziewaną wizytę i tyle. Zatrzymamy się na dłużej tam, gdzie powiesz, że już tego nie czujesz. A przynajmniej, gdzie nie dokucza ci to na tyle, abyś mogła tam trochę pobyć. Tam, gdzie nie będziesz się bała, dobrze? — Zapytała, ale nie poczekała na odpowiedź tylko mówiła dalej. — Wtedy wyślę list do Wiednia i dowiem się, gdzie przebywa twój brat. Gdy będziemy to wiedziały, podejmiesz decyzję, czy na spotkanie z nim pojedziesz ze mną czy tylko napiszesz mi wszystko, co powinien wiedzieć. Dobrze?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Michaela przytaknęła ochoczo i na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu. Erzsébet odpowiedziała na niego sama się uśmiechając. Nie chciała dać po sobie znać, że radość, z jaką góralka przyjęła propozycję udania się na równiny ją przestraszył.</p>
<p style="text-align:justify;"><img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Teraz jest w Pressburgu i na samo wspomnienie udania się gdzieś nieco bardziej na północ wzdraga się. I nie mówię jedynie o Tatrach. Gdy zapytałam, czy pojechałaby ze mną do twojej Pragi też odmówiła. Nawet z zamku wychodzi niechętnie. Wystrugała już chyba wszystkie figury szachowe i nie wiem, co jeszcze. Robi albo to, albo haftuje. Czasami jeszcze próbuje czytać książki… Zresztą nieważne. Michaela siedząca na równinach w czterech ścianach zamku, to wystarczająco niepokojący widok.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Erzsébet zakończyła swoją historię i spojrzała na Josefa. Przez cały czas ani razu jej nie przerwał i ani na moment nie oderwał od niej wzroku. W każdej innej sytuacji uznałaby, że jest bezczelny i zapewne wpatruje się jej w dekolt, ale nie tym razem. Słuchał jej uważnie i w jego oczach, tak podobnych do oczu jego siostry, widziała zmartwienie. Zapewne z jej słów zrozumiał o wiele więcej niż ona i Roderich razem wzięci. Może już nawet wiedział, co wywołało pozornie irracjonalny strach w Michaeli.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Wiatr — mruknął. — Niech jej będzie, że wiatr, to tylko porównanie. Zwykle porównuje się magię do rzek i jezior. Są miejsca, gdzie jej prawie nie ma, są takie poprzecinane jej strumieniami, jak ziemia rzekami i takie, gdzie jest jej pełno w około. To są jeziora. Nie mają związku z tymi prawdziwymi. Na przykład na Śląsku jest góra, która jest takim jeziorem. Zresztą, po co ja wam to mówię i tak tego nie poczujecie, chociaż weszlibyście po uszy do takiego jeziora&#8230; Michaela upiera się za to przy porównywaniu tego do wiatrów, co ja uważam za błąd, bo wiatr to ruch powietrza, a ono jest wszędzie. Magii nie ma wszędzie, a przynajmniej tak się uważa, ale ona, Miśkę mam na myśli, jest na to wrażliwsza niż ktokolwiek, kogo znam. Wszyscy jej ludzie tacy są, ale że rzadko wychodzą ze swoich gór, to trudno się czegoś więcej o ich postrzeganiu magii dowiedzieć. — Nie dało się nie usłyszeć nuty krytyki w jego głosie. — Jednego jestem pewien, wiatr czy rzeka, ja nic nie czuję, ale jeśli ona zeszła z gór na równiny i upiera się, że coś jest nie tak z magią, to ja bym jej wierzył i zaczął się martwić.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Josef zamilkł i dolał sobie wina do kielicha. Za oknami zmierzch przeszedł w noc i Wiedeń zatonął w majowych ciemnościach. Erzsébet nie czuła się usatysfakcjonowana słowami Czecha. Więcej w tym było czepiania się siostry, niż jakiejkolwiek pomocy. Co jej po jego zmartwieniu? Opuściła Pressburg poprzedniego popołudnia do ostatniej chwili licząc na to, że Michaela pojedzie z nią, ale ta nie wyszła nawet przed budynek.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Martwienie się, to kiepski środek zaradczy — odezwał się Roderich.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Josef wzruszył ramionami.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Nie jestem jasnowidzem, aby przepowiedzieć teraz, co z tego wyniknie. Mogę pogrzebać w książkach, popytać i wysnuć kilka teorii, ale cudotwórcą nie jestem. Jakbym był, to byście musieli się do mnie do Pragi pofatygować.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Roderich nie zamierzał odpowiadać na to nieeleganckie odwołanie się do rezultatów ostatniej wojny. Josef i tak, jego zdaniem, zrobił się o wiele bardziej ugodowy w ostatnich latach, ale czasami, jak teraz, zdarzały mu się takie nawroty zbytniej pewności siebie. Nie zamierzał dać mu się sprowokować.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Zaraz wrócę — odezwał się i niespiesznie opuścił bibliotekę, w której rozmawiali.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Udał się do swojego gabinetu i tam z zamykanej na kluczyk skrzynki wyciągnął list. Pieczęć na nim była złamana, ale dało się odgadnąć, że wcześniej przedstawiała orła z literą S na piersi i kilkoma ozdobnikami, którymi Gilbert modyfikował herb własnego kraju, gdy podpisywał się nim nie jako Prusy Książęce, a Gilbert Beilschmidt.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Cała ta wycieczka trwała dobre kilka minut, ale gdy wrócił nic nie uległo zmianie. Erzsébet obracała w dłoniach kielich, ale nie upiła ani kropli, albo przed chwilą ponownie nalała sobie wina. Josef siedział zapatrzony w płomienie w kominku.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Ten list otrzymałem tydzień temu z Królewca — odezwał się, czym momentalnie pozyskał sobie uwagę obojga. Usiadł na swoim miejscu i podał papier Czechowi. — Beilschmidt nie jest mistrzem pióra i to, co w nim opisywał, uznałem za bełkot paranoika. Coś, co może stworzył po zbyt sutej uczcie. Możliwe, że podobny wysłał również do ciebie, do Pragi. Przekonasz się, gdy tam wrócisz.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Josef poświęcał mu tylko część swojej uwagi. Nachylił się ku stojącej na stoliku świecy tak, aby lepiej widzieć pisany po łacinie tekst. Faktycznie obrazowość opisu była nie najlepsza, ale i tak budziła skojarzenia. W jego głowie układały się kolejne pytania, które chciał zadać Prusakowi, i nazwiska ludzi, do których chciał się zwrócić o pomoc.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Wyjadę jutro z rana — oznajmił. — Napiszę też do Gilberta, aby kolejne listy w tej sprawie wysyłał do Pragi. Tam jest więcej ludzi, którzy mogą mi pomóc. Szczęśliwie niektórzy jeszcze nie wyemigrowali i zarazem uniknęli epidemii.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Ja chcę z rana wrócić do Pressburga – oznajmiła kobieta.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Roderich odetchnął ciężko, ale żadne z dwojga jego towarzyszy nie zwróciło na to uwagi. Zachowywali się tak, jakby go w ogóle z nimi nie było i jego zdanie się nie liczyło. On miał na ten temat inne zdanie, ale postanowił je zachować dla siebie. Wspomnienie listu Gilberta i słowa Erzsébet o tym, że coś rośnie w siłę sprawiały, że nie miał ochoty im przeszkadzać. Zwłaszcza Josefowi.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Jeśli mówimy o Gilbercie — odezwał się, czym pozyskał odrobinę ich uwagi — to mam nadzieję, Erzsébet, że pamiętasz o zaproszeniu na obserwację zaćmienia.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Przytaknęła. Josef wzdrygnął się i wrócił do snucia własnych planów. Wyjechał następnego dnia zaraz po śniadaniu.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>cdn</em></p>
<br />Filed under: <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/category/fanfiki/mix/czarne-slonce/'>Czarne słońce</a> Tagged: <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/tag/austra/'>Austra</a>, <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/tag/bawaria/'>Bawaria</a>, <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/tag/brandenburgia/'>Brandenburgia</a>, <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/tag/czechy/'>Czechy</a>, <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/tag/polska/'>Polska</a>, <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/tag/prusy/'>Prusy</a>, <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/tag/saksonia/'>Saksonia</a>, <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/tag/slowacja/'>Słowacja</a>, <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/tag/wegry/'>Węgry</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/malumnecessarium.wordpress.com/936/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/malumnecessarium.wordpress.com/936/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/malumnecessarium.wordpress.com/936/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/malumnecessarium.wordpress.com/936/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/malumnecessarium.wordpress.com/936/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/malumnecessarium.wordpress.com/936/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/malumnecessarium.wordpress.com/936/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/malumnecessarium.wordpress.com/936/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/malumnecessarium.wordpress.com/936/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/malumnecessarium.wordpress.com/936/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/malumnecessarium.wordpress.com/936/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/malumnecessarium.wordpress.com/936/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/malumnecessarium.wordpress.com/936/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/malumnecessarium.wordpress.com/936/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=936&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malumnecessarium.wordpress.com/2012/02/19/czarne-slonce/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/3ace1ed6ef8425230b7dad36d3ec8d23?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Hybrydka</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />
	</item>
		<item>
		<title>Cienkie ściany</title>
		<link>http://malumnecessarium.wordpress.com/2012/02/12/cienkie-sciany/</link>
		<comments>http://malumnecessarium.wordpress.com/2012/02/12/cienkie-sciany/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 12 Feb 2012 21:48:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Shen</dc:creator>
				<category><![CDATA[Słowianie]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malumnecessarium.wordpress.com/?p=930</guid>
		<description><![CDATA[Ograniczenie: 15+ Dla Żura i Vegs ♥ Światło w pokoju pochodziło z małej lampki nocnej ustawionej na stoliku w kącie. Zajmujące większość ściany, nieszczelne okno przesłonięte było zasłoną w kolorze starego złota. Feliks nie miał pojęcia, kto wpadł na pomysł sprzedawania takich zasłon do małych, krzywych mieszkanek klasy robotniczej. Wyglądały w nich jak marna próba [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=930&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:right;">Ograniczenie: 15+</p>
<p style="text-align:right;"><em>Dla Żura i Vegs ♥</em></p>
<p style="text-align:justify;"><img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" /></p>
<p style="text-align:justify;"><img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Światło w pokoju pochodziło z małej lampki nocnej ustawionej na stoliku w kącie. Zajmujące większość ściany, nieszczelne okno przesłonięte było zasłoną w kolorze starego złota. Feliks nie miał pojęcia, kto wpadł na pomysł sprzedawania takich zasłon do małych, krzywych mieszkanek klasy robotniczej. Wyglądały w nich jak marna próba nadania pokoikom splendoru wielkich pałaców. Patrz, ty też możesz mieć takie złote zasłony, co z tego, że nie będą ci pasowały i dadzą się opisać jednym słowem: tandetne. Jednak nie narzekał na nie głośno. Cieszył się, że w ogóle je miał i mógł się mamić pozorem prywatności. Nie tak jak sąsiedzi z bloku na wprost, którzy mieli tylko króciutkie firaneczki i Feliks bez trudu był w stanie zajrzeć im w talerze z obiadem. Przekrzywił klosz lampki tak, aby świeciła bardziej na ścianę.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— I co ja mam z tobą zrobić? — zapytał zmęczonym głosem człowieka, który najchętniej już by spał.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Iwan tylko spojrzał na niego podkrążonymi oczami. Wyglądał jak siedem nieszczęść skrzyżowane z siódmym dzieckiem stróża. Schudł, zarósł, wzrok miał rozbiegany, a ruchy nerwowe. Nawet nie dało się go drażnić, nazywając ruskim pierożkiem, bo nijak do pierożka nie był podobny. Chyba, że do takiego, który się rozkleił i cały farsz z niego wypłynął.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Nie wiem — odezwał się w końcu zachrypniętym głosem.<span id="more-930"></span><br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— A ja mam wiedzieć?! Ty taki od zawsze jesteś. Niby myślisz, niby masz swoje pomysły, ale jak ci ktoś nie powie, w którą stronę masz myśleć, to jesteś jak cielę! Jak nie car, to partia. — Nie krzyczał, ale w nocnej ciszy jego pełen poirytowania szept robił porównywalne wrażenie. — Wiesz, że właśnie narażasz także moją dupę? A może przede wszystkim ją. Jeśli ktoś ci siedzi na ogonie i mnie skojarzy z wyglądu, albo po prostu prewencyjnie zatrzyma, to będę ugotowany. Lewe papiery nie uratują mi wtedy tyłka. Powinienem był cię zostawić i tyle. Gilbert by tak zrobił. Taurys też. Raivis czmychnąłby na twój widok zanim w ogóle zorientowałbyś się, że tam był, a Eduard po prostu potraktował cię jak powietrze. Tylko ja jestem takim idiotą, że zamiast zrobić tak, jak oni, to przekonałem ciecia, aby przymknął oko, że tu dziś przenocujesz, bo niby jesteś jakimś moim dalekim kuzynem. Szlag! Nawet z tym nie skłamałem. Mądry Polak po szkodzie, kurwa.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Iwan słuchał w milczeniu i pił gorącą herbatę małymi łyczkami. Raz po raz zerkał lękliwie w stronę okna lub drzwi i zaciskał palce na szklance w metalowej obsadce parzącej dłonie.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Bo mi się cholera na współczucie zebrało. Pewnie jeszcze tego pożałuję. Josef miał rację, jak mówił żem jest debil.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Wyglądało na to, że Polak wyrzucił z siebie zalegającą w nim frustrację, bo zamilkł i sam dłuższą chwilę jedynie pił herbatę. Była koszmarnie słodka, ale po dniu pełnym wrażeń i mrozach, jakie ostatnio chwyciły na północy Ukraińskiej SRR uznał, że może zaszaleć. Potem będzie pił gorzką. Zawiesił wzrok na kryjącej się w mroku zasłonie i tylko kątem oka obserwował Iwana. Los naprawdę postanowił sobie z niego zakpić stawiając Rosjanina na jego drodze. To był zwykły dzień spędzony na kafelkowaniu mieszkań na powstającym niedaleko osiedlu. Wracał do hotelu pracowniczego tą samą drogą, co przez ostatnie dwa miesiące. Nie patrzył nawet pod nogi tylko przed siebie. Zupełnym zbiegiem okoliczności ulica prowadziła na zachód, czyli szedł także w stronę swojego prawdziwego domu, do którego chwilowo nie mógł wrócić. Roześmiał się cicho. Iwan spojrzał na niego pytająco, ale go zignorował. „Chwilowo” opiewało już na ponad dziesięć lat bez zbliżania się do Warszawy czy Krakowa i w ogóle unikania zostawanie dłużej w PRL. Szedł, patrzył, myślał o leżącej przy łóżku książce i w pierwszej chwili nie zwrócił uwagi na zaniedbanego, potężnego mężczyznę, który gapił się na niego. A potem go rozpoznał i normalność dnia ulotniła się w ułamku sekundy.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Dziękuję.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Spojrzał na Iwana spode łba.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Nie dziękuj, bo będę miał wyrzuty sumienia, jak cię stąd w najbliższym czasie wykopię. Nie możesz tu zostać. Skoro zwiałeś od swoich, to musisz na jakiś czas zniknąć, albo cię szybko znajdą. I to najlepiej, abyś zwiał poza Związek Radziecki, a może nawet cały czerwony blok, ale do tego potrzeba dokumentów i to takich nie na Iwana Bragińskiego. Nawet jak przejdziesz przez zieloną granice i cię nikt tam nie złapie, to co dalej? I właśnie, nie nazywaj mnie Feliksem. Chwilowo Feliks Łukasiewicz nie istnieje. Zamiast niego jest Aleksiej Griegoriewicz Gredeczko, Ukrainiec spod Lwowa.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Siostrzyczka dała ci dokumenty?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Feliks udał, że nie zauważył nadziei w oczach Iwana.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Nie widziałem jej od lat. Z sześć już będzie. Ale na wszelki wypadek jej nie szukam. Ty też nie powinieneś.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Iwan pokiwał głową. Najwyraźniej o czymś myślał i Feliks nie był pewien, czy chce wiedzieć o czym. Miał wrażenie, że nie spodobałoby mu się to.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Czemu w ogóle zwiałeś?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Smutno mi było samemu.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Szczerość w głosie Iwana rozbroiła Feliksa na chwilę. Potem obudziła się w nim czujność. Głos w jego głowie zaczął krzyczeć z czeskim akcentem, że jest skończonym debilem, bo jak Iwanowi samotnie, to może nie uciekł, a zgłosił się, jako żywa przynęta. Nagle nabrał ochoty, aby walnąć z całej siły głową w ścianę.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Nie chciałem uciekać, ale tak jakoś samo wyszło. Na początku miałem ogon, ale potem postanowiłem iść przez duży las na przełaj i była zamieć śnieżna, a potem mrozy i ich zgubiłem. Jacyś nieodporni byli. A potem trafiłem na taką małą wioskę i tam trochę posiedziałem i pomagałem. Ubrania mi dali w zamian, choć trochę maławe były, ale za to ciepłe.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Feliks słuchał i próbował to sobie ułożyć w głowie. Gdyby miał za zadanie szukać Iwana, to skupiłby się na dworcach i drogach. Nie podejrzewałby, że zbieg przejdzie kilkadziesiąt kilometrów pieszo przez śnieg. No może bym podejrzewał, ale znam Iwana dłużej niż wszyscy partyjni — zreflektował się. Wygląd Iwana nawet pasował do jego opowieści i złapał się na tym, że w swojej naiwności po prostu chce mu wierzyć i móc pójść spać nie obawiając się, że przed świtem wpadną tu wojskowi, zaciągną ich do zaparkowanego na dole auta i powiozą do ośrodka w Moskwie. Wzdrygnął się. Iwan tymczasem dalej opowiadał o kolejnych postojach w swojej wędrówce.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Czasami było tak miło i rodzinnie, że trudno było odejść —<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— To czemu nie zostałeś? Lubisz przecież rodzinną atmosferę — wszedł mu w słowo.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Bo to nie była moja rodzina, a ja chcę być ze swoją rodziną — wyjaśnił Iwan tonem pełnym niedowierzania, że Feliks może tego nie rozumieć. — To proste. Chcę znaleźć Olenę i Nataszę, i w ogóle wszystkich. Jesteśmy rodziną. — Przez chwilę wyglądał, jakby się wahał, ale w końcu odezwał się znowu. — Wielką komunistyczną rodziną — powiedział tak wolno, że aż wydało się to teatralne. —Powinniśmy trzymać się razem, a wy pouciekaliście.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— A mieliśmy dać się zamknąć w ośrodku i robić za papierek lakmusowy do badania nastrojów społecznych na odległość? — zapytał cicho. Początkowo chciał to warknąć, albo nadać temu kpiący ton, ale koniec końców nie był w stanie aż tak wyśmiać żalu Iwana, wylewającego się z jego ostatnich słów niczym ten farsz z rozklejonego pierożka. — Co jeszcze nie jest takie złe, ale sprawdzanie czy jak mi złamią rękę, to coś się stanie u mnie w kraju, już mi się totalnie nie podoba i mam wrażenie, że inni podzielają moją opinię. I nie patrz tak na mnie. Mam swoje źródła i na pewno nie ja jeden.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Nie dodał, że ostatnie wiadomości miał nieco stare, ale to nie miało znaczenia. Poczuł, jak dreszcz przechodzi mu po plecach na samo wspomnienie szerzącej się wśród nich plotki, że Moskwa zaczyna gdybać, czy nie dałoby się ich wykorzystać. Ta sama Moskwa, która zawzięcie pracowała, aby wytłuc ruchy narodowościowe. Nie pamiętał, kto jako pierwszy rozpłynął się w powietrzu za pomocą lewych dokumentów, ale miał wrażenie, że Josef albo Gilbert. Potem to poszło falą i teraz nie miał pojęcia kto gdzie jest. Trochę go to irytowało, o niektórych się martwił i może też tęsknił, ale w życiu nie posunąłby się do szukania ich. To mógł zrobić jedynie Iwan. Ale Iwan w Moskwie nie jest kolejnym niepożądanym narodem — pomyślał.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Oni to rzadko robią, bo już twierdzą, że to nie działa. A tak to nie jest źle, tylko wszyscy tam są tacy poważni i skupieni na swojej pracy. To oczywiście dobrze, że im zależy na niej, bo praca to podstawa dobrobytu, ale nie mam z kim porozmawiać, na grzyby nie chcą iść ani napić się ze mną wódki. A samemu pić to smutno — westchnął i wzruszył bezradnie ramionami. — Wróciłbyś ze mną… Znaleźlibyśmy jeszcze siostry i Taurysa. Ciebie przypadkiem tu spotkałem, to musi być znak.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Tak. Znak jak diabli — prychnął, starając się nie myśleć, że ci idioci chyba nie mieli skrupułów, aby przeprowadzać eksperymenty na Iwanie. — Zła wróżba. Potrzymają, popatrzą, a potem zaczną dobijać, jako byty niezgodne z ideologią. Ty dla nich pewnie jesteś ucieleśnieniem wizji jednego narodu robotniczego. Ja, Olena, Gilbert i reszta nie jesteśmy im potrzebni.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Nic by wam nie zrobili. Po co mieliby? To nie są mordercy, a naukowcy. Jesteś wobec nich niesprawiedliwy.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Nie dali mi powodów, abym myślał o nich inaczej — mruknął.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Nie dałeś im szansy — zaoponował stanowczo Iwan.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Przez jakiś czas mierzyli się spojrzeniami. Zza ściany dało się słyszeć pojękiwanie i przez chwilę ignorowali je, póki nie stało się tak głośne, że trudno było dalej udawać, że go nie słyszą.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Facet mieszka tam z żoną. Pokłócili się wczoraj, ale słychać, że już im minęło — wyjaśnił Feliks.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Tobie nie jest smutno samemu?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Do ciebie nie tęsknię — roześmiał się.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Rodzina to ważna rzecz.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Jakby mi było tęskno do rodziny, to bym poszukał Josefa lub Michaeli. Nawet Ludowita bym poszukał, ale nie ciebie.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Ty zawsze jesteś taki uparty. Na złość babci byś sobie uszy odmroził —<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Moje uszy, moja sprawa! — odpowiedział nie do końca pojmując, o co Iwanowi chodzi.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— A ja bym ich też zaprosił do siebie i wtedy obaj bylibyśmy zadowoleni. Ja miałbym was, ty ich i byłoby wesoło i rodzinnie, a nie, że każdy sam. Samotnie niewiele można zrobić. To w grupie tkwi siła, ale ty się zawsze musisz stawiać, wykłócać i robić po swojemu, a potem się dziwisz, że ktoś ci krzywdę zrobił.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Feliks zacisnął mocno zęby. <em>Bo ty byś wszystkim chciał pomagać, a koniec końców najgorzej na tym wychodzisz, bo wypruwasz sobie żyły dla kogoś, a potem sam potrzebujesz pomocy, tylko nikt nie kwapi się narażać dla ciebie </em> — odezwało się w jego głowie echo dawnej rozmowy. Iwan trącił bardzo czułą strunę w jego duszy.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— I nie mów, że odpowiada ci tak jak jest. Też wolałbyś być w grupie. Zawsze wolałeś, dopóki ci nie zniszczono tej pseudo rodziny. Ja daję ci szansę, aby znów ją mieć.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Odetchnął głęboko. Dopóki ci nie zniszczono – prychnął w myślach. — Ty między innymi mi ją zniszczyłeś!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Wróć ze mną do Moskwy. Nie muszę uciekać z kraju. Nic mi nie będzie jak tam wrócę i tobie też nic nie będzie. To ty wszędzie szukasz spisków.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Tak! Ja! Ja! Ja! To ciekawe, czemu nikt inny nie porzucił lewych papierów i sam do ciebie, do Moskwy nie przyjechał?! Taurys pewnie siedzi za oceanem, Eduard w Finlandii, Erzsi może w Austrii, Natasza u mnie! O tym nie wiedziałeś, co nie? Czemu któreś z nich nie przyjechało?! A może mi powiesz, że to kurna moja wina i —<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Kilka donośnych uderzeń w ścianę sprawiło, że zamilkł. Nie miał zamiaru krzyczeć. Poniosło go.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Pewnie zaraz mi powiesz, że to ja rozsiałem plotkę? — syknął. — A gówno. Przyszła od Raivisa.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— On tyle książek czyta, że to aż nie zdrowe dla wyobraźni — roześmiał się Iwan dobrodusznie. — Przesadził na pewno. Uwierz mi. Pojedź ze mną i zobaczysz sam i wtedy może inni też przyjadą, bo skoro ty mi zaufasz, to będzie znaczyło, że jest dobrze.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Albo uznają, że zgłupiałem do reszty – mruknął.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Iwan zaprzeczył ruchem głowy.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Będzie dobrze — zapewnił. — Jestem tego pewien. Rodzina oznacza bezpieczeństwo.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Nie można zmusić kogoś do bycia rodziną.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Ja nie chcę zmuszać.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Akurat — prychnął i dopił letnią już herbatę. — Jakoś ja widzę co innego.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Bo ty mówisz o partii, o komunizmie, a mi nie o to chodzi — zaprotestował Iwan. — Komunizm, taki prawdziwy jest piękny, ale dopiero do niego dążymy. Kiedyś go osiągniemy — wyjaśniał spokojnie i Feliks nie mógł się oprzeć wrażeniu, że powtarza cudze słowa, starając się, aby brzmiały jak jego własne wypowiadane z głębi serca. Nie wychodziło mu. — A mi teraz chodzi po prostu o mieszkanie z kimś. O bycie rodziną. — Ostatnie zdania przyprawiły Feliksa o skręt kiszek. Brzmiały tak inaczej. Tak prawdziwie, że minęła dłuższa chwila nim się odezwał.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Nie nakłonisz nikogo po dobroci.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Ale jak zobaczą, że ty jesteś u mnie i jak jest dobrze, to sami zechcą się przyłączyć do nas.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Wierzysz w to?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Nie musiał pytać. Iwan na pewno w to wierzył. Rodzina była dla niego czymś ważniejszym niż nawet dla niego i poczuł, że zaczyna się mu ta wiara udzielać. Gdyby faktycznie mogli tak żyć w zgodzie wszyscy razem, to by mu się to podobało. Byłoby z kim powspominać, z kim się pokłócić, a nie same nowe twarze, luźne znajomości oparte na kłamstwie z jego strony. Czułby się bezpieczniej gdyby…<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Mam dość — warknął. — Teraz i tak nic nie zrobimy. Chodźmy spać. Możesz zająć kanapę, bo chociaż schudłeś, to polówka i tak byłaby dla ciebie za mała. I nie dziękuj mi, cholera.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />…nie był sam i nie ścierał się z tym wszystkim w pojedynkę. O ile raźniej byłoby przechodzić przez to wszystko z kimś. Świat stałby się normalniejszy. Rano jadłby śniadanie żartując z kimś, potem mógłby porozmawiać, czasami się napić…<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Iwan spał chrapiąc cicho. Na dworze rozchmurzyło się i księżyc w pierwszej kwadrze rozjaśniał zaśnieżone drogi. Wiatr świszczał od czasu do czasu wśród nagich gałęzi drzew i skrzypiał obluzowaną rynną. Warkot silnika samochodu uzupełnił na chwilę tę melodię i zaraz zawtórowały mu zmarznięte podwórzowe psy.</p>
<p style="text-align:justify;"><img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Miał nieodparte wrażenie, że od tamtej nocy minęło co najmniej kilka lat, a nie nieco ponad miesiąc. Stojąc w otwartym oknie wychodzącym na wschód mrużył oczy i próbował odpędzić od siebie natrętne wspomnienie wymykania się z plecakiem przez najniższe okno klatki schodowej. Zabrał jedynie najpotrzebniejsze rzeczy i uciekł. Idąc pustymi ulicami serce waliło mu jak oszalałe. Każdy hałas sprawiał, że wstrzymywał oddech i wsłuchiwał się w ciszę, spodziewając się usłyszeć jak Iwan go woła. Nawet kiedy dostał się do garażu, w którym trzymał swoje mocno zdezolowane auto nie poczuł się bezpieczniej. Gdy silnik odpalił za trzecim razem odetchnął, ale tylko trochę. Granicę przekroczył nie jako Aleksiej Griegoriewicz Gredeczko, ale już jako ktoś inny. Pod siedzeniem auta leżało sześć różnych wcieleń Feliksa Łukasiewicza, którymi nauczył się żonglować. Nawet nie obawiał się kontroli. Strach, który sprawiał, że zaciskał dłonie na kierownicy tak mocno, że bielały mu kostki brał się z czegoś innego i teraz powrócił. Pod jugosłowiańskim słońcem, w scenerii tak odmiennej od tamtej on był stały. Iwan miał rację. Feliks chciał móc znowu dzielić się z kimś problemami. Idea „rodziny” mu się podobała na swój sposób i chciał uwierzyć Iwanowi, że w Moskwie nie czekałby na niego eksperymenty i nie zostałby szczurem laboratoryjnym partyjnych pseudo naukowców. To go tamtej nocy przeraziło i zmusiło do ucieczki. Gdyby został, to w końcu dałby się przekonać.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Wzdrygnął się na myśl o tym.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />— Było minęło — powiedział głośno, aby samego siebie o tym przekonać. — Czas iść do pracy.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Z trzaskiem zamknął wypaczone okno i z uśmiechem na ustach wyszedł z mieszkania, mając nadzieję, że męczący dzień pozwoli mu zapomnieć o wspomnieniu, które nawiedziło go zaraz po obudzeniu się.</p>
<p style="text-align:justify;">Koniec</p>
<br />Filed under: <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/category/fanfiki/slowianie/'>Słowianie</a> Tagged: <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/tag/polska/'>Polska</a>, <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/tag/rosja/'>Rosja</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/malumnecessarium.wordpress.com/930/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/malumnecessarium.wordpress.com/930/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/malumnecessarium.wordpress.com/930/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/malumnecessarium.wordpress.com/930/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/malumnecessarium.wordpress.com/930/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/malumnecessarium.wordpress.com/930/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/malumnecessarium.wordpress.com/930/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/malumnecessarium.wordpress.com/930/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/malumnecessarium.wordpress.com/930/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/malumnecessarium.wordpress.com/930/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/malumnecessarium.wordpress.com/930/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/malumnecessarium.wordpress.com/930/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/malumnecessarium.wordpress.com/930/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/malumnecessarium.wordpress.com/930/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=930&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malumnecessarium.wordpress.com/2012/02/12/cienkie-sciany/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/3ace1ed6ef8425230b7dad36d3ec8d23?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Hybrydka</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />
	</item>
		<item>
		<title>Instytut Badań Czarów i Magii cz.4</title>
		<link>http://malumnecessarium.wordpress.com/2012/01/08/instytut-badan-czarow-i-magii-cz-4/</link>
		<comments>http://malumnecessarium.wordpress.com/2012/01/08/instytut-badan-czarow-i-magii-cz-4/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Jan 2012 13:03:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Nox</dc:creator>
				<category><![CDATA[Instytut Badań Magii i Czarów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malumnecessarium.wordpress.com/?p=904</guid>
		<description><![CDATA[Na Wydziale Komunikacji Międzyświatowej młodszy Beilschmidt zastał Kirklanda tulącego do siebie lazurową kulkę z frędzlami jak macki oraz Jonesa wygrażającego mu pięścią. - Odłóż go, popieprzeńcu! - Niedoczekanie twoje! Męczysz zwierzęta! - To nie jest zwierzę! To Marsjanin! Rozmawiał ze mną! - KIRK-LAND &#8211; powiedziała nosowo kulka z frędzlami. &#8211; Yip, yip, yip, yip, yip, [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=904&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na Wydziale Komunikacji Międzyświatowej młodszy Beilschmidt zastał Kirklanda tulącego do siebie <a href="http://www.youtube.com/watch?v=IZJi_NStV9k">lazurową kulkę z frędzlami jak macki</a> oraz Jonesa wygrażającego mu pięścią.<br />
- Odłóż go, popieprzeńcu!<br />
- Niedoczekanie twoje! Męczysz zwierzęta!<br />
- To nie jest zwierzę! To Marsjanin! Rozmawiał ze mną!<br />
- KIRK-LAND &#8211; powiedziała nosowo kulka z frędzlami. &#8211; Yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, UH-UM HEL-LO!<br />
- To Marsjańskie zwierzę &#8211; rzekł nieco oszołomiony Kirkland, przyglądając się mackom.<br />
Jones tak się oburzył, że chwycił arkebuz i wycelował w kolegę po fachu. Współkierownik Wydziału Stworów Magicznych zasłonił się Marsjaninem.<br />
- Alfredzie F. Jonesie! &#8211; zagrzmiał Ludwig, postanowiwszy wkroczyć na scenę.<br />
Kierownik Wydziału Komunikacji Międzyświatowej zamrugał zdziwiony.<br />
- Szefie? O, jak dobrze, że szefa widzę! Widzi szefunio, co ta menda robi? Chciał uprowadzić mojego gościa!<br />
- To jest stworzenie i ja żądam, żeby zapewnić mu godne warunki!<br />
- LUD-WIG &#8211; ucieszyło się marsjańskie zwierzę &#8211; yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, UH-UM, HEL-LO.<br />
Jones zrobił krok w kierunku Kirklanda.<span id="more-904"></span><br />
- Odłóż arkebuz! &#8211; rozkazał Ludwig. Musiał być opanowany, bo cała ta farsa mogła skończyć się nieszczęściem. Wystarczył już jeden poszkodowany, pogryziony przez lamę. A do tego rano Benedikt Brandt, jeden z pracowników administracji, wylał kawę, która skropiła podłogę nad Wydziałem Ściśle Tajnych Badań i pół biura spłynęło brązową substancją. Po szczegółowym badaniu okazało się, że kawa zamieniła się w lepkie kakao i to na mleku.<br />
Cóż, postrzelenie któregoś z pracowników na pewno byłoby mniejszą tragedią niż zalana i klejąca się dokumentacja, ale ranni mieli to do siebie, że krwawili i mogliby coś Zwingliemu zapaskudzić.<br />
Jones spojrzał bez zrozumienia na broń w swoich rękach.<br />
- To nie jest arkebuz &#8211; stwierdził w końcu. &#8211; To najnowszy model anteny: ohio trzydzieści siedem washington. Z teleskopową arizoną. Niestety odbiera tylko sygnały z Charona i to jakieś chrobotania.<br />
Zamachał anteną.<br />
- To dlaczego celowaliście z tego do Kirklanda? &#8211; zapytał Ludwig.<br />
- Chciałem mu nią przez łeb strzelić! &#8211; odpowiedział gniewnie Jones.<br />
Uniósł antenę wysoko w górę, jak kij, a ta wypaliła, wyrywając okno dachowe z framugą.<br />
- ROZ-PIEPRZ &#8211; stwierdził wesoło Marsjanin, gdy Ludwig pozbywał się zaklęciem pisku w uszach. &#8211; Yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, UH-UM, HEL-LO.<br />
Jones generalnie nie był złym naukowcem. Miał forsy jak lodu z jakiś podejrzanych źródeł, więc rzadko zgłaszał się po wypłatę. Zwingli zwęszył na tym interes i wymusił zmianę w statucie. Jeśli dany pracownik nie zgłosił się po wynagrodzenie czterdzieści trzy godziny od zaistnienia możliwości odbioru, wypłata przechodziła na własność Instytutu. Jak można się było domyśleć, wszyscy zwalali się dokładnie czterdzieści dwie godziny i pięćdziesiąt trzy minuty od pierwszego każdego miesiąca i w końcu ktoś biegł po Butković z Wydziału Spowalniania Czasu. Albo jej dubleta.<br />
Wypłaty Jonesa przeważnie zasilały konto Instytutu. A sam kierownik Wydziału Komunikacji Międzyświatowej z pasją oddawał się swojej pracy, a także własnoręcznie naprawiał straty oraz rozbudowywał aparaturę. Jedynym problemem z jego wynalazkami był fakt, że nader często zamiast przydatnego urządzenia do nawiązania kontaktu z istotami pozaziemskimi, udawało mu się stworzyć broń. Małe, zabawne nieporozumienie niemalże doprowadziło do ostrego konfliktu pomiędzy Jonesem a Bragińskim. Gdyby ten ostatni w kluczowym momencie nie stwierdził, że szkoda bimbrowni, połowa Instytutu wyleciałaby w powietrze, a druga świeciłaby jak Las Vegas przez kilka następnych wieków. Ludwig musiał odbyć parę sesji u Edelsteina, żeby przestać moczyć się w nocy po tym wydarzeniu. I z tego co wiedział, nie był jedyny.<br />
Bragiński w piwnicy, Jones na poddaszu &#8211; póki co, sprawdzało się.<br />
Kirkland wypuścił małego, lazurowego Marsjanina. Kulka z frędzlami spoglądała zaciekawiona, jak Jones klnąc, włazi na dach.<br />
- Noż faken szit! Poszła cała bateria i talerz typu oregon pięćset! Teraz nie znajdę już do niego części. Moje antenki &#8211; dodał płaczliwie.<br />
- Jesteś nieodpowiedzialnym błaznem! &#8211; wrzasnął za nim Kirkland, wyraźnie jeszcze ogłuszony.<br />
Ludwig cofnął się. Zaklęcie leczące uszy miało tę wadę, że przez kilka minut człowiek nadsłyszał. Pewno dlatego był w stanie zarejestrować zawodzenie z drugiego skrzydła. Wprawnym okiem ocenił szkody, uznał, że właściwie nikt nie ucierpiał, Jones sam pokryje straty, więc nie ma sensu tu tkwić. Ruszył na dalszy obchód.<br />
Na Wydziale Bibliotecznym okazało się, że jęczał Väinämöinen. Kopał w wielkiej górze książek. Ludwig przyglądał się temu zdębiały, póki nie dostrzegł wyłaniającej się spod sterty ręki bibliotekarza, Raivisa Galante. Skoczył jak oparzony i zaczął pomagać. Po chwili wyciągnęli Galante, który nie wyglądał na zbytnio przejętego.<br />
- Pewnie znowu coś pieprzło na Wydziale Alchemii i naruszyło równowagę &#8211; skomentował, ocierając krew z policzka. &#8211; Nie moja &#8211; dodał, widząc minę kierownika Wydziału Administracji i Zarządzania. &#8211; <em>Wielkiej Historii Morza Czerwonego</em> rozdarła się okładka. A może i nie… Ona czasami krwawi sama z siebie.<br />
Väinämöinen, kierownik Biura Pośrednictwa, okazjonalnie kierownik Koła Strzeleckiego, nadal klęczał i kopał w książkach. Pachniał… sterylnością, więc Ludwig uznał za stosowne wytłumaczyć mu, że akcja ratunkowa zakończyła się powodzeniem, bo najwyraźniej nie dotarło to do jego zalanej procentami świadomości.<br />
- Eduard! &#8211; krzyknął Galante. &#8211; Jego też przysypało!<br />
Wspólnymi siłami odgruzowali von Bocka, naczelnego matematyka Instytutu. Wydawał się wyraźnie nie w sosie, chociaż Ludwig zwalił to na karb faktu, że leżał na <em>Seksualności angielskiej</em>, a to była raczej zimna książka, która lubiła przytulać się do odkrytych nerek. Väinämöinen zaczął szlochać i dalej zawzięcie odgarniał opasłe tomiszcza, ignorując akty agresji ze strony papieru.<br />
- Mówiłem, że układanie na fikcyjnej półce skończy się wypadkiem &#8211; rozległ się zimny i rzeczowy głos.<br />
Ludwig obrócił się i ukłonił Bernhardowi Oxenstiernie, kierownikowi Wydziału Bezpieczeństwa. Gilbert zawsze mówił o nim, że jest świętszy niż sam papież i miał rację. Młodszy Beilschmidt był wielkim służbistą i zdawał sobie z tego sprawę, ale jeśli chodzi o Oxenstiernę, odpadał w przedbiegach. Facet miał spore skrzywienie na punkcie bezpieczeństwa i nie krył się z tym. Na każdym zgromadzeniu Rady zgłaszał wniosek o rozwiązanie Związku Słowian, uzasadniony wysokim ryzykiem wypadku spowodowanego przez tę jednostkę. Oczywiście, wniosek odrzucano, ale nawet sami Słowianie czuli respekt, że próbował.<br />
- A gdzie to miałem wcisnąć? &#8211; warknął Galante.<br />
Kierownik Wydziału Bibliotecznego był jednym z najważniejszych ludzi w Instytucie. Mały, z oczami wiecznie zaczerwienionymi od kurzu, dygoczący przypadkowo stanowił uosobienie powiedzenia „nie oceniaj książki po okładce”. Za fasadą nieporadnego dzieciaka krył się wyborowy strzelec, błyskotliwy kpiarz (z tak ciętą ripostą, że Związek Słowian błagał go na kolanach, żeby do niego wstąpił), a także rzadkiej klasy bibliofil.<br />
Bibliotekarze, głównie przez nagromadzenie książek, które &#8211; jak wiadomo &#8211; zakrzywiają czasoprzestrzeń, nierzadko gubili się na kilka lat, a częściej ginęli raz po raz, przysypani, zmiażdżeni, zagryzieni, rozerwani albo pocięci. Czasami także ustawiali się na półka i uparcie twierdzili, że są biografią, powieścią, a w skrajnych przypadkach książką kucharską. Raivis Galante radził sobie za to znakomicie. Kości miał chyba z gumy, a oddychał farbą drukarską, zważywszy na ilość godzin jakie spędzał przywalony ciężkimi knigami.<br />
A co najważniejsze &#8211; książki kochały go. Kiedyś jedna z lektur o wdzięcznym tytule <em>Trujący bluszcz</em> usiłowała zadusić Lorinaitisa zielonymi łodyżkami pełniącymi funkcję zakładek. Nie pomogły strzały, maczety ani kilka klątw. Musiano poszukać Galante, odnaleźć go pod stertą dwustutomowej encyklopedii czarów domowych, wyciągnąć i przyprowadzić. Chłopak tylko warknął &#8211; książka puściła sinego, półżywego Lorinaitisa, a na końcówkach łodyżek dało się nawet dostrzec cień rumieńca.<br />
Raivis Galante był zdecydowanie właściwym człowiekiem na właściwym miejscu i z pewnością nie dałby Oxenstiernie przełożyć ani jednej książki, choćby na Wydziale Bibliotecznym miało ginąć po kilku ludzi dziennie. (Na razie ginęło kilku co miesiąc, ale ta liczba i tak się zmniejszyła, od kiedy Galante został kierownikiem. Trafnie dobierał podwładnych, a jeśli książki kogoś nie lubiły, w dwie minuty był w stanie wywalczyć w administracji zakaz wstępu do biblioteki dla delikwenta.)<br />
Z kolei nawet dublet Oxenstierny nie odpuściłby, widząc tak poważne uchybienie.<br />
- Bez raportu i skargi się nie obędzie &#8211; powiedział stanowczo kierownik Wydziału Bezpieczeństwa.<br />
- A raportuj se i skarż ile chcesz &#8211; odparował Galante. &#8211; I tak mnie nie wywalisz. Nie znajdziecie frajera z połową moich kwalifikacji, który zgodziłby się robić za szklankę wódki dziennie i te grosze, które nazywacie wypłatą!<br />
- Ostrzegałem, że to nie wytrzyma &#8211; mruczał Oxenstierna, notując zawzięcie. &#8211; Ostrzegałem, żeby dorzucić zaklęcie wzmacniające. Teraz to tylko raport…<br />
- Goń się! &#8211; Galante zaczął układać książki w stosy. Niektóre potulnie podpełzały do jego ręki, inne próbowały zwiać, a jeszcze inne przewracały się na grzbiety i falowały kartkami w podnieceniu. Gdy próbował je podnieć von Bock, zamykały się gwałtownie i kłapały okładką agresywnie.<br />
- Kierownik podpisze &#8211; oznajmił Oxenstierna, podając dokument Ludwigowi.<br />
Kierownik Wydziału Administracji i Zarządzania przestudiował uważnie treść pisma.<br />
- Myślę, że wniosek o odwołanie Raivisa Galante z funkcji jest zbyt mocnym środkiem &#8211; powiedział w końcu, patrząc na załączniki do raportu.<br />
- Bujaj się, reniferze &#8211; skomentował bibliotekarz.<br />
Kilka książek przekartkowało się, sycząc na Oxenstiernę. Egzemplarz <em>Broni magiwyrzutnej</em> ostrzelał but kierownika Wydziału Bezpieczeństwa numerami stron.<br />
- Cenię wkład Galante w rozwój Wydziału Bibliotecznego, ale naraża on na niebezpieczeństwo siebie i osoby postronne. Takie są przepisy &#8211; oświadczył Oxenstierna.<br />
- Wniosek zostanie odrzucony, kiedy tylko trafi do administracji &#8211; uprzedził lojalnie Ludwig.<br />
- Taką właśnie mam nadzieję &#8211; mruknął Oxenstierna. &#8211; Poprzedni bibliotekarz był o wiele bardziej wypadkowy. Pozwoliłem sobie zawiadomić Macháčkovą i poprosić ją o częstsze kontrole biblioteki.<br />
- Nie moja wina, jak ją coś zeżre &#8211; sapnął Galante, stojąc na drabinie. Eduard von Bock podawał mu tomiszcza. Väinämöinen odgruzowywał ostatnią część dywanu. Widać było, że w chwili obecnej łatwiej porusza się na czterech kończynach niż na dwóch.<br />
Oxenstierna nie zdążył wyjść, gdy przybiegła zdyszana Macháčková, kierowniczka Wydziału Kontroli i Nadzoru. Szybko rozeznała się w sytuacji.<br />
- To po cholerę mnie tu wzywacie? Przecież wszyscy żyją! On żyje, on żyje i on żyje. I kierownik żyje, i ty też, Bernhardzie. Ktoś umarł?<br />
Väinämöinen podciągnął się na kolana, wzniósł ręce do góry i zapłakał.<br />
- Pani Macháčková, wódka się rozlała. &#8211; W jednej dłoni trzymał utłuczoną szyjkę butelki.<br />
Galante i von Bock zwiesili głowy ze smutkiem.<br />
Macháčková podeszła bliżej obadać sprawę.<br />
- To faktycznie nieszczęście. Nie da się nic uratować? &#8211; zapytała i od jakby niechcenia stworzyła machnięciem ręki dubleta. Był skąpo ubrany, piersiasty i dupiasty. Wybiegł chyżo z biblioteki.<br />
Kierownik Biura Pośrednictwa przekształcanego okazyjnie w Koło Strzeleckie znał się na rzeczy, bo przecież nie płakałby nad wódką, którą mógłby wypić. Część alkoholu wsiąknął dywan, a część wpiły <em>Klechdy fiołkowe</em>, drukowane na chłonnym, żółtym papierze.<br />
Dublet wrócił, ciągnąc za sobą Josefa Havla. Właściwie to nie musiał ciągnąć.<br />
- Mam wydestylować wódkę z dywanu? &#8211; zapytał wesoło, gdy Macháčková przedstawiła sprawę.<br />
- I z <em>Klechd fiołkowych</em> &#8211; dodał z nadzieją Väinämöinen.<br />
- Teraz to są<em> Baśnie polskie</em> &#8211; zauważył kierownik Wydziału Alchemii.<br />
- Chcecie destylować książki? &#8211; zapytał wstrząśnięty Ludwig. &#8211; Raivisie Galante, pozwalasz im na to?<br />
- Lepsze to niż skończyć żywot na makulaturze &#8211; oznajmił przytomnie bibliotekarz. &#8211; Literaturę można przyjmować pod różnymi postaciami. Nie jestem za monopolizowaniem formy doocznej.<br />
Coś otarło się o kostkę młodszego Beilschmidta. Mały, lazurowy Marsjanin z pracowni Wydziału Komunikacji Międzyświatowej skierował okrągłe oczka na mężczyznę. W dotyku przypominał ciężkie zasłony z salonu jednej z ciotek Ludwiga.<br />
- But &#8211; oznajmił. &#8211; Yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, UH-UM, HEL-LO &#8211; dodał, zadowolony.<br />
- Ciekawe, czy to by przez rurki przeszło. &#8211; Havel wykazał zainteresowanie kosmitą.<br />
- HAV-EL. Yip, yip, yip, yip, yip, yip, yip, UH-UM, HEL-LO.<br />
Macháčková wzięła się pod boki i spojrzała sceptycznie.<br />
- Nie jestem pewna, czy chcę pić coś, co zna moje imię.<br />
Ludwig przyjrzał się jej. Faktycznie, piersi ładnie odznaczały się pod obcisłym golfem.<br />
- To gość Jonesa, nie będziecie go destylować. &#8211; Kierownik Wydziału Administracji i Zarządzania pogroził Słowianom palcem.<br />
- A <em>Bajki polskie</em>? &#8211; zapytał z nadzieją Väinämöinen.<br />
- Teraz to już są <em>Legendy ruskie</em> &#8211; zauważył Havel. &#8211; Czekaj, nie podnoś jej, chcę zobaczyć, w co teraz wyewoluuje.<br />
- To raczej jej końcowe stadium, wciągnęła cały alkohol &#8211; powiedziała Macháčková.<br />
- A liczyłem na <em>Opowiadania słowackie</em> &#8211; rzucił niepocieszony kierownik Wydziału Alchemii i zarobił kuksańca od kierowniczki Wydziału Kontroli i Nadzoru. A zaraz potem kopniaka w goleń od jej dubletu, który to zasalutował i rozwiał się.<br />
Ludwig pomyślał, że musiało im być ciężko w małżeństwie.<br />
Galante podniósł książkę i wręczył ją Havlowi.<br />
- Spoko, Ludwigu &#8211; powiedział alchemik. &#8211; To już mamy przetestowane. Bimber z pisarzy rosyjskich jest strasznie mocny i ma się po nim ciężkiego kaca.<br />
- Z pisarzy czeskich wychodzi piwówka &#8211; zauważył kąśliwie von Bock. &#8211; I dostaje się po niej słowotoku.<br />
- Wolę destylować czeskie książki niż piwo. &#8211; Havel uniósł się wyższością. Książkę umieścił pod pachą, jako że chwiała się niebezpiecznie i już dwa razy zwymiotowała literkami. Razem z Väinämöinenem zwinęli i wynieśli dywan.<br />
Macháčková przyjrzała się niewidzialnej półce i obiecała, że przyśle jak najszybciej technika, żeby Oxenstierna się nie czepiał. Eduard von Bock machnął ręką, bo technik i tak najpierw musiał przyjść do niego po wyliczenia.<br />
Ludwig spojrzał na kosmitę. Marsjanin wydał z siebie głośne „BYE-BYE”, zatrząsnął się i zniknął. Młodszy Beilschmidt westchnął i udał się do sąsiedniego Wydziału Nieśmiertelności.</p>
<br />Filed under: <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/category/fanfiki/mix/instytut-badan-magii-i-czarow/'>Instytut Badań Magii i Czarów</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/malumnecessarium.wordpress.com/904/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/malumnecessarium.wordpress.com/904/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/malumnecessarium.wordpress.com/904/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/malumnecessarium.wordpress.com/904/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/malumnecessarium.wordpress.com/904/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/malumnecessarium.wordpress.com/904/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/malumnecessarium.wordpress.com/904/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/malumnecessarium.wordpress.com/904/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/malumnecessarium.wordpress.com/904/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/malumnecessarium.wordpress.com/904/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/malumnecessarium.wordpress.com/904/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/malumnecessarium.wordpress.com/904/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/malumnecessarium.wordpress.com/904/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/malumnecessarium.wordpress.com/904/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=904&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malumnecessarium.wordpress.com/2012/01/08/instytut-badan-czarow-i-magii-cz-4/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f8973beee5cfc3ccb81b59c5f702cd51?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">anzurek</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Szpilki [cz. 3 - koniec]</title>
		<link>http://malumnecessarium.wordpress.com/2012/01/08/szpilki-cz-3-koniec/</link>
		<comments>http://malumnecessarium.wordpress.com/2012/01/08/szpilki-cz-3-koniec/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Jan 2012 12:15:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Shen</dc:creator>
				<category><![CDATA[Szpilki]]></category>
		<category><![CDATA[Słowianie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malumnecessarium.wordpress.com/?p=901</guid>
		<description><![CDATA[— Tak, Josefie? Pogłaskał mnie po włosach i uśmiechnął się szeroko. Nawet jego oczy się śmiały. Miałam ochotę go pocałować. Objąć mocno i przyciągnąć do siebie, ale zamiast tego jedynie zmrużyłam oczy. Miał rację, mówiąc w aucie, że dzikiego seksu nie będzie, zatem pozostawał flirt. Opcja, że zaraz przypomnimy sobie, iż już nie jesteśmy małżeństwem [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=901&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">— Tak, Josefie?<br />
Pogłaskał mnie po włosach i uśmiechnął się szeroko. Nawet jego oczy się śmiały. Miałam ochotę go pocałować. Objąć mocno i przyciągnąć do siebie, ale zamiast tego jedynie zmrużyłam oczy. Miał rację, mówiąc w aucie, że dzikiego seksu nie będzie, zatem pozostawał flirt. Opcja, że zaraz przypomnimy sobie, iż już nie jesteśmy małżeństwem i wykaraskamy się z łóżka, żeby zasiąść na krzesełkach w salonie i prowadzić dysputy o polityce, pogodzie, chorobach i robotach drogowych w ogóle nie miała racji bytu.<br />
— Joszko&#8230; To wejdziesz pod kołdrę czy będziesz tak nade mną wisiał? Nie żeby mi to wadziło. Masz ładne oczy, wiesz?<br />
Ostrożnie położył się na mnie. Wielki czeski miś na wątłej Słowaczce, ale nie było mi niewygodnie. Kolejna sztuczka, którą opanowaliśmy dawno temu.<br />
— Masz takie same, wiesz? — powiedział mi niemal do ucha, a ja słyszałam, że prawie się śmieje.<br />
— Co nijak nie zmienia faktu, że masz bardzo ładne prawda? — odpowiedziałam z równym rozbawianiem. — I ty masz chyba nieco wyraźniejsze te takie jakby żyłki na tęczówce. Moje są o pół tonu jaśniejsze od tęczówki, a twoje o cały ton. A Feliks ma chyba najjaśniejsze.<br />
— Kobieca gama kolorów — roześmiał się spokojnie.<span id="more-901"></span><br />
Nadal czułam dłoń gmerającą w moich włosach i z pewnym trudem przychodziło mi ciągłe przypominanie sobie, że mam w dłoni kieliszek z winem, którego nie chcę wylać. W końcu dziś miało być spokojnie przez wzgląd na moją kontuzję. Spróbowałam odstawić naczynie na szafkę. Ta sztuka udała się z trudem, bo wieża z książek zajmowała na blacie miejsce główne i nie za bardzo chciała się nim dzielić. Oczytany był ten mój czeski niedźwiedź.<br />
— Dokładnie — przyznałam rację, nie próbując umniejszać mojej kobiecej pozycji w Zachodniosłowiańskiej rodzinie. —  Ty masz inne, ja mam inne, Feliks też ma inne. Nawet Ludowit to jedno, co ma zielone, ma nieco inne. Ale to takie małe różnice — dodałam uśmiechnięta.<br />
— Jak nózia? — zapytał nadal mnie głaszcząc.<br />
Było mi miło, ciepło i wiedziałam, że jestem w centrum czyjegoś zainteresowania. Byłam szczęśliwa. Roześmiałam się pogodnie.<br />
— Ciągle ją czuję — stwierdziłam. — Jak nie ruszam, to nie boli — dodałam i pogłaskałam Josefa po głowie. Spróbowałam rozpuścić mu włosy i udało się. Rozsypały się plecach w chwili, gdy całował mnie pod linią obojczyków. Chwilami zastanawiałam się, czy nie znamy się zbyt dobrze, czy zbyt wiele rzeczy między nami nie jest namiętnością, a jedynie odruchem. Jakie to ma znaczenie? — pomyślałam w tamtej chwili i wplotłam dłoń jego włosy. — Przecież to wszystko to polityka.<br />
— Przepraszam, że zepsułam wieczór moim mało artystycznym lotem ze schodów — szepnęłam z nutką rozbawienia w głosie.<br />
— Przepraszam, że cię nie złapałem — odpowiedział, przytulając mnie.<br />
— Nic się nie stało — zapewniłam nie przestając go głaskać. Miałam wrażenie, że czas zatrzymał się w miejscu i cofnął o co najmniej trzy dekady. — To nic takiego — szepnęłam w usta. — Ot, może będziesz mnie musiał przenocować kilka nocy dłużej, nim będę mogła siąść za kółkiem mojej skodzinki. Prawa nózia, to ta od gazu i hamulca. Przenocujesz&#8230;? — zapytałam z nadzieją, chociaż w mojej głowie upierdliwy głosik szeptał, że przecież w ogóle nie muszę pytać.<br />
— Nie, wywalę na bruk — stwierdził wręcz grubiańsko, ale mnie bardziej zajmowało cieszenie się tym, jak jego broda miziała mnie po dekolcie. Kolejna, po zielonych oczach, zachodniosłowiańska przypadłość — łaskotki — dawała o sobie znać. Objęłam go mocniej i szepnęłam pozornie zlękniona: I co ja wtedy biedna zrobię?<br />
Ujęłam go za brodę, aby spojrzeć w zielone ślepia.<br />
— Myślę, że nie będziesz miała problemu ze znalezieniem kogoś do pomocy. Pomachasz nóżką — lepiej tą nie spuchniętą — i pół Pragi twoje.<br />
Przesadzał. Stanowczo przesadzał. Może jedna piąta.<br />
— Ale ja lubię to mieszkanie, ten pokoik, to łóżko i to towarzystwo — szepnęłam smutnym głosem, bo co mi tam po tej którejś części Pragi. Już lepiej pociąg do domu czy w drugą stronę, do Aśki, złapać.<br />
— No to klops — stwierdził filozoficznie i…<br />
— Ej! Ja mam łaskotki! Nie łachol rannego! — zaprotestowałam stanowczo, próbując się bronić, ale cóż ja mogłam? Kontuzjowana kobieta przygnieciona czeskim misiem… Gdzież był mój książę z bajki, który by mnie uratował?! Sytuacja patowa, bo przecież dobrze wiedziałam, że jedyny książę z bajki, jakiego los postawił na mojej drodze w ostatnich dekadach miał pewną nadwagę, wielbił piwo i tożsamy był z czeskim misiem, który zrezygnował właśnie z paskudnego ataku i pocałował mnie. Nie uciekałam, bo czemu bym miała? Pozwoliłam sobie delektować się tak szalenie znajomym pocałunkiem.<br />
— Zobaczymy co z nózią — mruknął podnosząc się. — Chyba bardziej nie puchnie&#8230; To co, zabieramy lód? I tak już stopniał&#8230;<br />
Nie czekając na moją odpowiedź, zabrał przemoczony ręcznik, a ja nie skomentowałam mokrej plamy przy krawędzi łóżka. W tym mieszkaniu, w tym pokoju i na tym łóżku ta krawędź nie była mi specjalnie potrzebna do dobrego snu.<br />
— Rano się okaże, ale wątpię, aby to było coś więcej jak skręcenie. A ja wiele razy nózie skręcałam — zapewniłam i wyciągnęłam ku niemu me zachłanne słowackie ręce. Co to jest, żeby mi mój miś uciekał?! No może już nie taki mój. Ciekawe, jakie kobiety i jacy mężczyźni ostatnio tu gościli? Spojrzałam badawczo na Josefa, ale nie zwrócił na to uwagi, bardziej skupiając się na kostce. W sumie mogłam go zapytać. Dla niego nie było to jakimś wielkim tabu, ale w tamtej chwili uznałam, że to może poczekać do rana i czeskich kanapeczek.<br />
— Biedna nózia — stwierdził czule.<br />
Nie fatygował się odnieść ręcznika chociażby na grzejnik. Po prostu go zrzucił na podłogę i zajął się spuchniętą kostką.<br />
— Nic jej nie będzie, obiecuję — zapewniłam.<br />
Moja własna kostka naprawdę nie obchodziła mnie w tamtej chwili aż tak bardzo. Póki nią nie ruszałam, póty nie bolała, zatem po co się nią przejmować.  Chwilę się wahał, ale nie uciekł po kolejny ręcznik. Pozwolił się przyciągnąć bliżej i pocałować, a wspomnienia znowu zalały moją głowę, ale odpędziłam je czym prędzej.<br />
— Nie jesteś już zły? — zapytałam go, gdy wszedł w końcu pod kołdrę.<br />
—Nigdy nie byłem na ciebie zły. Byłem zły na siebie. Nadal jestem.<br />
Zmierzwiłam mu włosy. Nie chciałam, aby był zły na którekolwiek z nas i psuł tym nastrój.<br />
— Głupia, mała Misia, która spadła ze schodów i tyle — roześmiałam się. — Nie twoja wina.<br />
— Misia już nie jest taka mała i już nie jest taka głupia — stwierdził, a mi przeszło przez myśl, że to w sumie jeszcze gorzej o mnie świadczy, ale nim to przyznałam on już mówił dalej. — Dupa ze mnie nie chłop.<br />
Położył się obok i odezwał znowu ubiegając mnie. Tym razem w odmętach rzeczy niewypowiedzianych zatonął komentarz o jego całkiem fajnym tyłku.<br />
— Chyba powinienem ubranie ściągnąć i poskładać&#8230; Ten garnitur był drogi.<br />
— I bardzo przystojne w nim oglądasz — przyznałam wcale nie przesiadając. — Przy okazji podałbyś mi chociaż górę od piżamki, bo chłodno.<br />
Wstał i mogłam go jeszcze w tym garniturze popodziwiać. Tak, miał Josef swój cenny brzuszek piwosza, ale i tak prezentował się godnie. Zresztą nawet w teatrze widziałam kilka kobiecych głów, które obróciły się w ślad za nim.<br />
— Winka? — ni to zapytałam, ni to poprosiłam, podczas gdy on wyswobadzał się z tego cudu sztuki krawieckiej, aby zostać tylko w gatkach.<br />
— Jasne. Mało to romantyczne&#8230; Ale jak za starych, dobrych czasów — roześmiał się, podając mi kieliszek.<br />
— Ten pokój mi się bardzo romantycznie kojarzy — przyznałam z uśmiechem. — I winko też. Muzyczki brak i świeczek, ale mi i tak miło.<br />
Otuliłam się kołderką. Miałam rękę Josefa pod głową niczym nieco twardawą, ale jakże wygodną poduszkę i było mi dobrze. Kiedyś, niby dawno temu, zdarzały się dni, gdy spędzaliśmy tak długie godziny. Trochę rozmawialiśmy, trochę przysypialiśmy, a trochę w milczeniu cieszyliśmy się własną obecnością.<br />
— Tak, kochanie? — zapytałam, gdy pocałował mnie w czoło.<br />
Przeczesałam palcami rozpuszczone włosy. Kiedy zdjął gumkę? Nawet nie zauważyłam.<br />
— Nic, galaktyko z pulsarem na kostce. — Pocałował mnie jeszcze raz.<br />
— Nie kracz — zganiłam go i dodałam prosząco. — Winka&#8230;<br />
Nie droczył się ze mną, a wziął pusty kieliszek i dolał do niego od serca. Sobie również nie poskąpił.<br />
— Za co pijemy? — ponowiłam pytanie.<br />
— Za długie, spokojne i radosne życie bohaterów ze sztuki.<br />
— Jestem za! — roześmiałam się, nie zawracając sobie głowy myślami o tym, czy on ze mnie kpi, czy może jednak nie. — Ale&#8230; Nieważne.<br />
— Co?<br />
— Nić. Niteczka. — Pogłaskałam go po zarośniętym policzku. — Jakie masz plany na jutro wieczór, jak wyjadę?<br />
— Kochanie, ja bardzo nie lubię wyrażenia „nieważne”, szczególnie po zawahaniu.<br />
Mówił tym niskim, nieznoszącym sprzeciwu głosem, który wielu skłaniał do zrewidowania swoich poglądów. Nie mnie.<br />
— Ale ja nie powiedziałam „nieważne” — skłamałam patrząc mu w oczy. — To co masz w planach robić, jak się mnie pozbędziesz? — ponowiłam pytanie i nie spuszczając z niego wzroku, odstawiłam kieliszek na szafkę nocną. Jakimś cudem udało mi się go nie stłuc, choć w tym momencie nie interesowały mnie losy naczynka. Moje myśli pobiegły w inną stronę. — O ile uda mi się wcisnąć w skodzinie gaz na tyle, żeby był sens zmieniania dwójki na trójkę — dodałam nieco zmieszana, przypomniawszy sobie, że ten pedał mam akurat dość twardy.<br />
— Co mam jutro na wieczór w planach? — Zamyślił się, a ja spoglądałam na niego w oczekiwaniu na odpowiedź. — Hmmmmm, pewnie dzwonienie po znajomych ortopedach, wycieczkę do sklepu po krakersy, ser i wino, i do wypożyczalni DVD. Pewnie będziesz chciała coś więcej, więc będę musiał wziąć dużą torbę.<br />
— Ale ja pytam co miałeś&#8230; będę przeszkadzała i pewnie będzie w myślach narzekał. — Dziabnęłam go palcem w bok, ale chyba nawet tego zbytnio nie poczuł. — Bo ci się siostrzyczka ze schodów spitoliła i za psuja planów robi. Ale serek i krakersy brzmią smacznie. Albo pizza — rozmarzyłam się do reszty. Wino, pizza i ta sypialnia. Do tego jakiś mało wymagający film, abyśmy mogli połowę przegadać lub jakoś inaczej przegapić i nadal wiedzieć mniej więcej, co się dzieje.  Ledwie zauważyłam, że przewrócił oczami.<br />
— Tak?<br />
Objął mnie niczym potężny niedźwiedź i uśmiechnął się szeroko.<br />
— Zostajesz — powiedział przeciągając samogłoski — i fajnie. Szkoda, że z taką nózią, wolałbym żebyś była zdrowa.<br />
— Laseczkę mi znajdziemy i dam radę nawet gdzieś potuptać — zapewniłam rozbawiona.<br />
— Ale dzikiego seksu to nie będzie&#8230;<br />
— Przeżyjesz&#8230; prawda? — Pogłaskałam go znowu i spojrzałam prosto w oczy.<br />
Śmiały się.<br />
— No jakoś muszę.<br />
— Dzielny mój — rozpromieniłam się i objęłam go mocno.<br />
Też mnie przytulił. Było mi ciepło i tak znajomo, że rozpłynęłam się w tym uczuciu. W zapomnienie poszła kostka, teatr i wypadek na drodze, którą rano jechałam do Pragi.<br />
— Śpimy? — zapytałam szeptem, ani na chwilę nie przestając go głaskać.<br />
— Boli?<br />
— Jak ruszam, a jak leży sobie tak o, to prawie nie — odparłam nie kryjąc rozbawienia.<br />
— Obudź mnie, jakby bardzo bolało, to pojedziemy do szpitala.<br />
Gdyby nieco mniej chciało mi się spać, to bym go zrugała, za to ciągłe wracanie do sprawy szpitala. Nie miałam jednak już sił i ochoty, aby to robić. Uśmiechnęłam się, gdy rozpiął mi biustonosz, mówiąc „pewnie cię uwiera” i pomógł mi się z niego wyswobodzić. Wtuliłam się w mojego czeskiego misia, mamrocząc przytaknięcie i skupiłam na zasypianiu. To nie było trudne. Twardość ramienia Josefa, jego duża dłoń głaszcząca po plecach, miękkość materaca, znajomy zapach mieszkania i jego lokatora — to wszystko było niczym kołysanka.<br />
Tamtej nocy miałam piękne sny, chociaż moja kostka postanowiła mnie obudzić dwa razy.</p>
<br />Filed under: <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/category/fanfiki/slowianie/szpilki/'>Szpilki</a>, <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/category/fanfiki/slowianie/'>Słowianie</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/malumnecessarium.wordpress.com/901/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/malumnecessarium.wordpress.com/901/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/malumnecessarium.wordpress.com/901/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/malumnecessarium.wordpress.com/901/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/malumnecessarium.wordpress.com/901/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/malumnecessarium.wordpress.com/901/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/malumnecessarium.wordpress.com/901/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/malumnecessarium.wordpress.com/901/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/malumnecessarium.wordpress.com/901/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/malumnecessarium.wordpress.com/901/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/malumnecessarium.wordpress.com/901/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/malumnecessarium.wordpress.com/901/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/malumnecessarium.wordpress.com/901/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/malumnecessarium.wordpress.com/901/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=901&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malumnecessarium.wordpress.com/2012/01/08/szpilki-cz-3-koniec/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/3ace1ed6ef8425230b7dad36d3ec8d23?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Hybrydka</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Szpilki [cz. 2]</title>
		<link>http://malumnecessarium.wordpress.com/2012/01/03/szpilki2/</link>
		<comments>http://malumnecessarium.wordpress.com/2012/01/03/szpilki2/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Jan 2012 19:51:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Shen</dc:creator>
				<category><![CDATA[Szpilki]]></category>
		<category><![CDATA[Słowianie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malumnecessarium.wordpress.com/?p=885</guid>
		<description><![CDATA[— Cały ty — roześmiałam się bez złych intencji. — Picie w piżamkach w łóżku bardzo mi się podoba. — Mnie by się bardziej podobało bez piżamek — odpowiedział. Zaczęłam się śmiać. Zabrzmiał tak żałośnie jak wcześniej, kiedy gdybał o tym, że może trzeba było iść do kina. Jakby mi moja kostka pozwalała, to nachyliłabym [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=885&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>— Cały ty — roześmiałam się bez złych intencji. — Picie w piżamkach w łóżku bardzo mi się podoba.<br />
— Mnie by się bardziej podobało bez piżamek — odpowiedział.<br />
Zaczęłam się śmiać. Zabrzmiał tak żałośnie jak wcześniej, kiedy gdybał o tym, że może trzeba było iść do kina. Jakby mi moja kostka pozwalała, to nachyliłabym się wtedy ku niemu i pocałowała w policzek. Niestety Joszkowa skoda była bajecznie duża i taki manewr wymagał ode mnie lekkiego przesunięcia nieszczęsnej nogi, a właśnie tak ją ułożyłam, że nawet na przejazdach przez torowiska siedziała cicho. Musiałam zadowolić się czułym pogłaskaniem zarośniętego policzka. Lubiłam, gdy miał brodę. Bez niej wyglądał jakoś tak nie do końca poważnie i wręcz nie czesko. Josef z brodą i mówiący o piciu wina bez piżamek w jego sypialni był kwintesencją Josefa, dla którego tu przyjechałam. Bo przecież mogłam pojechać sobie w Tatry, a nie rwać do dalekiej Pragi.<br />
— Ja na razie myślę, jak zdejmę podziurawione rajstopy&#8230; — westchnęłam, ściągając nas oboje z progu krainy fantazji do świata brutalnej rzeczywistości i aż źle się z tym poczułam.<br />
— Rozetniemy&#8230; — stwierdził beznamiętnie, poczym dodał już bardziej obecnym tonem — a spuchła bardzo? Zaraz będziemy.<br />
— Nie spuchła, tylko ruszanie nią tak nieco mi nie w smak — stwierdziłam oczywistość.<br />
— Złamana&#8230;<br />
— Kostki nie da się złamać — zaprotestowałam stanowczo. — A piszczel i to drugie mam całe. Wiem jak to boli, gdy są złamane.<span id="more-885"></span><br />
Niestety, nie raz mi się zdarzyło. Przez moment nawet chciałam mu o tym przypomnieć, ale nie dał mi czasu.<br />
— Kostka może pęknąć!<br />
— Tylko mnie trochę boli! — odpowiedziałam równie podniesionym głosem. — Naprawdę. Dziękuję za troskę, ale to nic takiego — wycedziłam. — Nic aż tak takiego. Nawet do domu dojdę chyba sama — udało mi się skończyć niemal spokojnym tonem.<br />
— Chyba sama&#8230; — jęknął potępieńczo. — I dorobisz tę kostkę. Ja cię znam, będziesz chciała wrócić do Bratysławy i tam będzie cię boleć, ale ty nikogo nie poprosisz!<br />
— Poboli i przestanie — powiedziałam, w ostatniej chwili zrezygnowawszy z „do wesela się zagoi”. — W ogóle, co za przysługę Novákowi wyświadczałeś? — zmieniłam temat.<br />
— Kochankę mu przed żoną kryłem.<br />
— A to się nie dziwię, że się na flaszkę a nie piwko szarpnął. Jakiś ty pomocny — roześmiałam się udając zdumienie. Jakby nie był pomocny, to by nie przyjeżdżał te ileś razy do Bratysławy, a to mi z piwnicą pomóc, a to Skodę podreperować.<br />
— No ba&#8230; Znasz Novákową. I znasz Nováka. On ją kocha i poważa, tylko się jej boi i czasami potrzebuje poleżeć z twarzą w cyckach jakiejś spokojnej kobieciny. W ogóle ja sądzę, że kochanka była dziwką, ale zachowywała się taktowanie. Nie usiłowała zwerbować na klienta. Chociaż ten wzrok niosący wycenę wszystkiego, co w moim domu, był bardzo oczywisty.<br />
— A ładna chociaż? — zainteresowałam się, próbując sobie przypomnieć jak Novakowa wygląda.<br />
— Nogi miała niezłe.<br />
Spojrzałam na niego uważnie.<br />
— Poza tym, nie mój gust — przyznał, a ja zauważyłam, że na chwilę wstrzymałam oddech.<br />
Zganiłam się za to w myślach i odezwałam szybko.<br />
— Może kiedyś zdarzy mi się ją sobie obejrzeć. Chyba że ona i Novák już nie są razem?<br />
— To było jakieś dwa tygodnie temu, od tego czasu jej nie widziałem.<br />
— Może się wystraszył i przyhamował. Na jego miejscu bym tak zrobiła. Chyba.<br />
— Mówisz&#8230;<br />
Zawiesił głos i nie byłam pewna, czy się zamyślił nad moimi słowami, czy skupił na wjeździe na podjazd.<br />
— A ty nie? — zapytałam.<br />
— Nie wiem. To zależy od tego jak mocno związałbym się z drugą osobą.<br />
Nie czekając aż się odezwę, zgasił silnik i wysiadł. Po chwili już był po mojej stronie skodziny i otwierał mi drzwi. One były akurat najmniejszym problemem. Przy wsiadaniu mogłam prawą nogę w zasadzie wciągnąć do auta, teraz musiałam wymyślić jak wysiąść, nie stawiając jej na ziemi.<br />
— Wiesz, ja nie mówię w ogóle się wycofać, ale do domu nie zapraszać — odezwałam się, jednocześnie próbując się zgrabnie obrócić na siedzeniu, co nie było proste, gdy ma się w dodatku wieczorową sukienkę na sobie. — Po co los kusić?<br />
Udało mi się nieszczęsną nogę tak ułożyć, że nie sięgała ziemi. Co innego lewa. Teraz zaczynała się wyższa akrobatyka. Trzeba się tylko odepchnąć dłońmi i nie uderzyć przypadkiem w dach. I nie stracić równowagi…<br />
— No widzisz! Skręcona! Skręcona! — niemal krzyknął, podtrzymując mnie i tym samym ratując przed drugim tego wieczoru upadkiem.<br />
— No może i skręcona — przyznałam — ale nie pęknięta — zaznaczyłam, zacisnęłam ząbki i spróbowałam zrobić krok do przodu.<br />
Nic mi z tego nie wyszło. Josef nie puścił mnie.<br />
— Oprzyj się żesz o mnie, kobieto! — znowu podniósł głos.<br />
— To tylko kawałek&#8230; Jak sobie z ciebie zrobię laskę, to nie przejdziemy przez drzwi — roześmiałam się, choć mało mi było do śmiechu. Nie mógł się ze mną kłócić. — Chodź. Zimno — ponagliłam go. Marzenia o ciepłym łóżeczku, winie i kilku innych rzeczach powróciły do mnie ze zdwojoną siłą i żadne schody nie były mi już straszne.<br />
— Uparta Słowaczka.<br />
— Chyba lepiej, że uparta, niż jakbym się miała zmadziaryzować kilka wieków temu do reszty i rozpłynąć w niebycie — wysyczałam kuśtykając przez przytrzymywane przez niego drzwi. Nie chciałam, aby zabrzmiało to tak jadowicie. To była wina kostki.<br />
— Wy z Feliksem lubicie sobie zadawać ból, nie? — zapytał, ale chyba nie oczekiwał odpowiedzi, bo zaraz odezwał się znowu. — Ciekawe, jak chcesz wejść po tych schodach!?<br />
Zawahałam się nad odpowiedzią i to na dostatecznie długo, żeby Josef wziął sprawy w swoje ręce. Dosłownie. Nie żeby mi się to nie podobało.<br />
— W sumie nie wiedziałam jak&#8230; siłą i godnością osobistą? — I marzeniami o łóżeczku, winku i piżamkach, dopowiedziałam sobie w myślach i objęłam go za szyję. Z pewnym niepokojem patrzyłam na to, jak blisko mojej stopy była ściana, gdy wchodziliśmy. Nie obraziłabym się, jakby całe schody były tak o połowę szersze. — Nie no, jakoś bym weszła, choć tak jest szybciej, drogi silny Czechu.<br />
— I wygodniej, droga wątła Słowaczko.<br />
— Wolałbyś, abym miała wygląd babochłopa? — zapytałam, patrząc mu w oczy.<br />
— Myślę, że i tak bym cię kochał — odparł swobodnie.<br />
Roześmiałam się i pocałowałam go w policzek, bo cóż innego mogłam zrobić?<br />
Zaniósł mnie prosto do sypialni i tak oto wkroczyłam do królestwa zieleni, i poczułam się jak w domu. Od lat powtarzał, że w końcu przerobi ten pokój na gościnny, bo jest za duży jak na sypialnię dla samotnego mężczyzny, ale nigdy nie wierzyłam, że to zrobi. Ilekroć wracałam, widziałam to samo wielkie łóżko zrobione przez starszego Jelínka. Musieli je zbijać na miejscu, bo w całości nie udałoby się wnieść. Wiszącą na ścianie półkę z książkami też on robił. Zerknęłam jedynie na szafki nocne i postanowiłam nie zgłębiać, co poza klasykami literatury różnej tam leży. Nie żeby się Josef ze świerszczykami obecnie krył.<br />
— Pokaż nózię.<br />
— A co tu do pokazywania? Ot, jest nózia — stwierdziłam i spróbowałam demonstracyjnie pomachać mu stopą. To był bardzo głupi pomysł. Syknęłam z bólu i zacisnęłam dłonie na pościeli. — Bucika pewnie żaden szewc mi nie naprawi.<br />
Nie odpowiedział. Usiadł koło mnie na łóżku i zapatrzył się na tę moją kontuzjowaną kostkę. Delikatnie ujął ją w dłonie, a mi zrobiło się przyjemnie. Miał chłodne palce i sam ich dotyk działał kojąco.<br />
— Nózia jest spuchła — stwierdził.<br />
— Zobaczymy rano. Może tylko paskudnie coś naciągnęłam — stwierdziłam, mając nadzieję, że mam rację. — Idź po winko, a ja spróbuję się wyswobodzić z rajstop i sukienki. W ogóle ty zabrałeś ten mój połamany but?<br />
— Tak, mam go, ale nie butem się przejmuj, pomylona kobieto!<br />
Podniósł głoś, ale miałam nieodparte wrażenie, że oczy mu się śmiały. Nie dane mi jednak było przyjrzeć się lepiej, bo posłuchał mnie i wyszedł z pokoju, a ja zostałam z kolejnym zdaniem zakrawającym na akrobatykę.<br />
— Madame pozwoli? — zapytał.<br />
Stał w progu z winem i nożyczkami w jednej dłoni i kieliszkami w drugiej. Ciągle ubrany w garnitur prezentował się bardzo dobrze. Gdyby sytuacja pozwalała, to teraz wstałabym, podeszłabym powoli i objęła go za szyję. Zdradziecka kostka jednak uziemiała.<br />
— Chyba nie mam wyboru — westchnęłam ciężko i pozwoliłam mu w sposób ostateczny zakończyć żywot moich rajstop.<br />
To nie były już te czasy, gdy rajstopy były cenne i nosiło się je do podciągania oczek. Zresztą, tym nawet najsprawniejsza w fachu kobieta już by nie pomogła.<br />
— Idę po lód — oznajmił.<br />
Nie odpowiedziałam plecom znikającym za drzwiami. Wyswobodziłam się z sukienki, z trudem przeciągając ją przez głowę, żeby tylko nie musieć wstawać. Przez moment miałam wrażenie, że materiał tego nie wytrzyma, ale się udało. Biustem pokroju Olenowego natura mnie nie obdarzyła, ale równa kobieta też ze mnie nie była. Wślizgnęłam się ostrożnie pod kołdrę i zamknęłam oczy. Mieszkania i domy zawsze mają swój zapach. Najpierw jest to zapach nowości, a potem mieszanka perfum, obiadów, świec i sama nie wiem czego jeszcze. Po latach i tak pojedyncze wonie nie dają się zidentyfikować. Wzięłam głęboki wdech i roześmiałam się cicho. Mieszkanie Josefa ciągle pachniało znajomo i wciąż podświadomie kojarzyłam ten zapach z domem.<br />
— Dawaj nózię.<br />
— Muszę?<br />
Spojrzałam na trzymany przez niego ręcznik, w który zapewne owinął lód.<br />
— Musisz, księżniczko.<br />
Na nic się zdało zbolałe spojrzenie. Stał czeski niedźwiedź niewzruszony, a za sobą miał zieleń ściany, od której odcinał się czernią garnituru. Wystawiłam nieszczęsną nogę spod kołdry niechętnie.<br />
— Sinieje…<br />
— Z zimna. — Wzdrygnęłam się i nie cofnęłam nogi tylko dlatego, że ją trzymał, a moja podświadomość była dość mądra, aby dojść do wniosku, że takie szarpanie się będzie bardzo bolało. Odetchnęłam głęboko, przyzwyczajając się powoli do chłodu, który zaczynał tracić powinowactwo do tortury na rzecz przynoszenia ulgi. Poprawiłam poduszki za sobą, aby bardziej siedzieć niż półleżeć i wbiłam w Josefa wyczekujące spojrzenie.<br />
— Tak szybko się nie robi sina z zimna — stwierdził.<br />
Zmarszczyłam brwi i w końcu otworzył wino. Może i był piwoszem, ale z korkami radził sobie całkiem, całkiem. Korki, kapsle, nakrętki, żadne mu nie były straszne. Nawet gotować umiał jak musiał. Warto było u niego zostać na noc chociażby dla śniadania. Patrzyłam jak pewnym ruchem rozlewa wino do kieliszków. Jeden, drugi, zakorkować na powrót…<br />
— A skąd wiesz? — zapytałam przekornie, biorąc od niego kieliszek.<br />
— Bo jestem mądry — odparł z wybitnie czeską, według mnie, skromnością, poczym usiadł wygodniej obok mnie. — Do twarzy ci w negliżu.<br />
— Wiem, wiele razy mi mówiłeś, ale miło usłyszeć raz jeszcze — odparłam. — To za co pijemy?<br />
— A ja wiem&#8230; Za Nováków? — zaproponował, a ja odnotowałam brak przytyku do mojego pośpiechu.<br />
— Za Nováka? Tej jego żony to ja nigdy nie wielbiłam — przyznałam.<br />
Podpadła mi kilka razy, kiedyś, o zgrozo, krytykując to, jak wysokie buty noszę. Oj, dzisiejszy wieczór byłby dla niej wodą na młyn. W ogóle była dziwna, nawet jak na Czeszkę. Jak dla mnie Novák marnował się przy takiej babie, ale może miała jakieś ukryte przymioty duszy, które wielbił.<br />
— Za Nováka. Żeby żona się częściej do niego uśmiechała.<br />
Uśmiechnęłam się do Josefa promiennie i chciałam dodać coś twórczego, ale moja noga postanowiła o sobie przypomnieć.<br />
—Auć! — syknęłam i odczekałam chwilę, aż ból zelżał. — Za Nováka.<br />
— Za stópkę. Żeby przetrwała — zmienił toast.<br />
— Oj, przetrwa. Gorsze rzeczy się nóżkom moim zdarzały.<br />
Przemilczał oświadczenie, za co byłam wdzięczna. Wino miało lekko cierpki smak, ale trudno było określić, czy już się kwalifikuje jako wytrawne, czy mój były mąż postanowił mnie porozpieszczać półwytrawnym. Butelkę odstawił tak, że nie mogłam jej zobaczyć, a pytać jakoś nie chciałam. Przez zapach mieszkania, zieleń ścian i aromat wina wracały do mnie wspomnienia. Jedne lepsze, inne gorsze, a wszystkie moje i Josefa. Butelka zdobycznego wina pita w jesienny wieczór, dopieranie innego wina z prześcieradła, budzenie się rano pośród nieposkładanych ubrań po późnym powrocie z prywatki.<br />
— Chodź do łóżka, a nie tak siedź na krawędzi. Nie ucieknę ci, jak się stąd ruszysz. Nawet jakbym chciała, to zanim z tą nóżką do drzwi dotrę&#8230;<br />
Dopił wino jednym potężnym łykiem i nachylił się nade mną. Patrzyłam mu w oczy niepomna na rękę opartą tuż koło mojej głowy. Tonęłam w poczuciu, że tak właśnie być powinno, że tak było i tak ma być teraz.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>c.d.n.</p>
<br />Filed under: <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/category/fanfiki/slowianie/szpilki/'>Szpilki</a>, <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/category/fanfiki/slowianie/'>Słowianie</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/malumnecessarium.wordpress.com/885/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/malumnecessarium.wordpress.com/885/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/malumnecessarium.wordpress.com/885/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/malumnecessarium.wordpress.com/885/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/malumnecessarium.wordpress.com/885/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/malumnecessarium.wordpress.com/885/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/malumnecessarium.wordpress.com/885/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/malumnecessarium.wordpress.com/885/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/malumnecessarium.wordpress.com/885/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/malumnecessarium.wordpress.com/885/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/malumnecessarium.wordpress.com/885/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/malumnecessarium.wordpress.com/885/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/malumnecessarium.wordpress.com/885/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/malumnecessarium.wordpress.com/885/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=885&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malumnecessarium.wordpress.com/2012/01/03/szpilki2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/3ace1ed6ef8425230b7dad36d3ec8d23?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Hybrydka</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Szpilki [cz. 1]</title>
		<link>http://malumnecessarium.wordpress.com/2011/12/23/szpilki-cz-1/</link>
		<comments>http://malumnecessarium.wordpress.com/2011/12/23/szpilki-cz-1/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 23 Dec 2011 22:40:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Shen</dc:creator>
				<category><![CDATA[Szpilki]]></category>
		<category><![CDATA[Słowianie]]></category>
		<category><![CDATA[Czechy]]></category>
		<category><![CDATA[Słowacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malumnecessarium.wordpress.com/?p=883</guid>
		<description><![CDATA[&#160; – Kobieto, jedziemy na pogotowie! Spojrzałam na Josefa spode łba, ale nic nie powiedziałam. Dalej wytrwale kuśtykałam w stronę zaparkowanego przed teatrem auta. Krok, krok, krok, wcale mnie nie boli kosta, wcale… –Nikt normalny nie wygiąłby tej nogi w taki sposób! Poszły ci ścięgna jak nic. Zabijesz się kiedyś w tych szpilkach! – Chciałbyś– [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=883&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align:justify;"><img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Kobieto, jedziemy na pogotowie!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Spojrzałam na Josefa spode łba, ale nic nie powiedziałam. Dalej wytrwale kuśtykałam w stronę zaparkowanego przed teatrem auta. Krok, krok, krok, wcale mnie nie boli kosta, wcale…<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />–Nikt normalny nie wygiąłby tej nogi w taki sposób! Poszły ci ścięgna jak nic. Zabijesz się kiedyś w tych szpilkach!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Chciałbyś– mruknęłam i prawie zawyłam z bólu, gdy czubek obcasa minimalnie zahaczył o wystający kawałek bruku. – I tylko naciągnęłam czy coś – dodałam, kiedy pulsowanie w kostce nieco zelżało.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– A ten ułamany obcas to tak o!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Pomachał mi kawałkiem buta przed oczami, jakbym nie wiedziała, że zniszczyłam but. Przecież ciągle miałam resztkę tego czółenka na nodze i asymetria wysokości obcasów nie ułatwiała chodzenia. W sumie pewnie łatwiej by się szło, jakbym w ogóle zdjęła buty albo przynajmniej ten, który upadek przetrwał nietknięty.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– To się buta, a nie mnie pytaj – wydałam z siebie pełne zniechęcenia mrukniecie, jednocześnie rozważając, czy jestem w stanie zzuć czółenko z lewej stopy, nie obciążając przy tym prawej kostki… Odpuściłam. Bez podparcia nie było szans, a najbliższym było auto. Bez sensu.– Poza tym od ciebie je dostałam – dodałam zrezygnowana i poniewczasie zorientowałam się, że oto właśnie wrzuciłam petardę do ogniska. <span id="more-883"></span><br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Masz ci los! Jak te baby wszystko przeciwko człowiekowi obrócą! Jasne! Moja wina, moja wina! – wybuchnął mój brat, mąż, gospodarz dzisiejszego wieczoru… nieważne. Nie krzyczał do mnie, a do świata, i nie potrafiłam zdecydować, którą opcję wolałam. Chyba tę, gdzie siedziałabym już w aucie, a najlepiej w domu. – Noga jej odpadnie, ale idzie! Słowacka duma!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Przechadzające się drugą stroną drogi małżeństwo w wieku średnim spojrzało na nas. Akurat mijali latarnię, więc aż za dobrze widziałam zdegustowanie na twarzy czeskiej matrony. Może ją w młodości jakiś Słowak w sobie rozkochał, a potem rzucił? Przeszłam te ostatnie kilka metrów i oparłam się o bagażnik i dopiero ponownie spojrzałam na Josefa. Nerwowo szukał po kieszeni kluczyków od Skody, co nijak nie przeszkadzało mu dalej wygłaszać swoje opinie.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Jedziemy do szpitala! Ledwo idziesz!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Daj spokój – zaprotestowałam z całą stanowczością, na jaką byłomnie akurat stać. – Jestem zmęczona i chcę do domu! Potknęłam się, przewróciłam, a ty od razu robisz z tego dramat. Butów szkoda, ale sukienka przynajmniej cała…<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Nie dodałam, że to ja tu zniszczyłam buty, porwałam rajstopy, uszkodziłam sobie nogę, obtarłam dłoń i złamałam dwa paznokcie, i jeśli ktoś tu miałby dramatyzować, to ja!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Do szpitala, absolutnie– oświadczył tonem, którego nie cierpiałam i otworzył mi drzwi. – Nie będziesz spać całą noc! Spuchnie ci jak diabli, po co się męczyć?!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Wsiadłam z trudem i odpowiedziałam dopiero, gdy mogłam przestać zaciskać zęby.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Spać będę na pewno. Mi już nawet twoje chrapanie nie straszne – prychnęłam, ale oczywiście było już za późno.<br />
Zatrzasnął drzwi i obchodził auto. Może tak stało się lepiej? Spojrzałam w bok. Pod <img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />sąsiednim rzędem samochodów przemykał duży, bury kot. Chwilami się zatrzymywał i pocierał pyszczkiem o zderzaki. Ten jego, tamten jego, i kolejny. Zdawał się preferować jasne kolory, bo granatowym zderzakiem wzgardził.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Aż taki kiepski ten spektakl nie był. Zawsze masz jakiś problem, jeśli aktorzy są Czechami.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Zdębiałam na moment, pojęcia nie mając, do czego on pije. Jeszcze kilka sekund wcześniej mówiliśmy o moim spaniu, a teraz… Oświecenie spłynęło w chwili, gdy odpalał silnik. A tak, chodzi mu o moje zmęczenie – pomyślałam. Tylko że ja przecież powiedziałam, że jestem zmęczona, a nie znudzona. Jak dla mnie to duża różnica. Westchnęłam ciężko. Czy on się musiał w tym tragizmie tak rozpędzać?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Musiał. Wiedziałam to. Znałam go od tak dawna, że doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że tak właśnie może zareagować. Trochę popadał przy tym w polską martyrologię, że to oczywiście wszystko jego – Czech – wina. Nie miałam siły mówić, że przesadza.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– A ta noga, to ci odpadnie, i też będzie na mnie, bo w swej niewiedzy kupiłem te szpilki! Oczywiście, że zwali się to na moją biedną głowę. To jest Josef. Kopnij go!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Nie truj – stwierdziłam zapatrzona w auto stojące przed nami. – Moja noga, moja sprawa. Butów szkoda – westchnęłam. – Lubiłam je, a teraz są już nie do odratowania – dodałam, bo naprawdę lubiłam te nieszczęsne czeskie buciki i bardzo się cieszyłam, gdy je dostałam trzy lata temu na gwiazdkę. Miały piękny kolor, ładnie wyprofilowany obcas i były naprawdę wygodne, a on mi tu sugerował, że mógłby ich nie kupić? Cóż, sama bym je wtedy kupiła.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />–Naprawdę nie chce mi się tłuc po nocy po szpitalach. Chcę do łóżeczka –dodałam z nieco żałosną nutą w głosie.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Teraz chciałam położyć się w znajomym pokoju, ułożyć nogę tak, aby nie bolała, okutać się kołderką i może jeszcze trochę porozmawiać przed snem. Nie miałam ochoty na Josefowe samobiczowanie się. To było takie polskie. Tylko że w wykonaniu Feliksa mi to nie przeszkadzało, za to w wykonaniu Josefa nabierało czegoś irytującego. Nigdy nie pofatygowałam się zgłębić, dlaczego tak się działo i nic nie wróżyło, że się to szybko zmieni.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– A ja nie chcę cię mieć jutro umierającej! Jedziemy do szpitala. Noż, patrz, jak pacan zaparkował! I jak ja mam teraz wyjechać?!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Wyjedziesz, bo jesteś bardzo zdolnym kierowcą– odparłam pogodnie.– A nogi nie odpadają od tego, że się człowiek przewróci. Chyba że masz mnie za jakieś zombie i tylko czekasz, aż się rozpadnę!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Oczywiście. Powiedz coś, człowieku, kierując się troską o DOBRO kochanej osoby, to jeszcze ci zarzucą PAZERNOŚĆ i CHCIWOŚĆ!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Skrzywiłam się pewna, że do bólu nogi niebawem dojdzie ból głowy. Tymczasem Josef bez większego problemu wyjechał z parkingu. Ot, zdolny kierowca. Zastanowiłam się, czy mu sprawić taki komplement, czy może jednak nie, bo wyjdzie, że mówię to, bo wcześniej śmiałam w niego wątpić i w ogóle nie doceniam jego troski. A tam nie doceniam! Po prostu, co za dużo tej czeskiej troski, to nie zdrowo. Josef czasami sprawiał wrażenie, że tą troską on mi udowadnia, jaka jestem niezaradna. A gówno, nie niezaradna – przeszło mi przez myśli i szybko się za to zganiłam. Nie zamierzałam upierać się przy tak negatywnej ocenie motywów Joszkowych wrzasków.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– I widzisz jakiś zdolny– stwierdziłam zupełnie jakby jego ostatnie oskarżenia w ogóle do mnie nie dotarły. – To teraz jeszcze powieź mnie do domu, a potem pomóż dojść do łóżka i uznam cię za anioła.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Marzyłam o łóżku. Gdyby tylko udało mi się tak ułożyć nogę, aby nie ruszała się, gdy auto podskakiwało na nierównościach, to byłabym w stanie zapomnieć całą tyradę sprzed chwili i być po prostu szczęśliwą. Tymczasem odzywający się raz po raz przenikliwy ból w kostce sprowadzał mnie z krainy marzeń do wnętrza Josefowej skodziny, przebijającej się przez nocną Pragę.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Jedziemy do szpitala – oświadczył Josef tonem nieznoszącym sprzeciwu, poczym sam sobie zaprzeczył skręcając w stronę domu.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Nie powstrzymałam uśmiechu rozciągającego mi usta. Czasami fajnie być młodszą siostrzyczką. Zazwyczaj sobie tego nie chwaliłam, ale Josef próbujący mnie karcić, a jednocześnie robiący, to co jego siostrzyczka chciała, był niczym duża kostka cukru wrzucona do gorzkiej herbaty. Lubiłam być rozpieszcza ogólnie, a przez niego szczególnie. Westchnęłam głęboko.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Jutro rano, jeśli będzie mnie dalej bolało – powiedziałam z uśmiechem.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Jakoś w tym momencie dotarło do mnie, że o ile Joszka mówił podniesionym głosem w zasadzie od momentu, kiedy spadłam ze schodów, tak ja jeszcze tego nie zrobiłam. Poczułam się z tym nieswojo.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />–A potem będzie na mnie, że boli&#8230;– mruknął bardziej do kierownicy niż do mnie.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Cóż. Skodzinę swoją kochał, choć nie zdarzyło mi się być o nią jakoś bardzo zazdrosną. Bo tak trochę, to owszem. Zwłaszcza jak zaszywał się z nią w garażu na cały boży dzień, wyściubiając nos tylko po kolejne piwo. Czasami musiałam mu tam obiad przynosić, bo padłby z głodu, ten mój dbający o swoje autko mąż. Wtedy to w ogóle była inna skoda, ale też czerwona, i inne czasy, równie czerwone, co tamten lakier. Wtedy to żadne z nas nie miało jeszcze pojęcia, w którą stronę potoczy się nasza przyszłość.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Sztuka była niezła, tylko długa – spróbowałam zawrócić rozmowę na wcześniejszy temat i obronić swój marny honor bywalczyni teatru, żeby nie wyszło, że naprawdę oceniam przedstawienie po paszportach aktorów.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Naprawdę starałam się tego nie robić, a że kiedyś, za Czechosłowacji, zdarzyło się kilka razy, że faktycznie Czesi na scenie zostawali jakby krok w z tyłu za Słowakami, to była inna bajka. Oni tam byli jacyś tacy pampuchowaci.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />W przedłużającej się ciszy otworzyłam oczy i spojrzałam na Josefa. Prowadził zapatrzony na drogę, co nie było takie normalne. Wyglądał na dziesięć razy bardziej skupionego niż zwykle, ale gdyby mu to wytknęła, to na pewno by zaprzeczył. A przecież to tak rzucało się w oczy! Jechaliśmy idealnie prostym kawałkiem drogi, a on trzymał ręce na kierownicy na za dziesięć druga, a nie jak zwykle druga trzydzieści albo dziewiąta z prawą ręką na skrzyni biegów. Marszczył w dodatku brwi i była pewna, że gdyby nie wąsy, to widziałabym jego usta zaciśnięte w prostą linię.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Joszko&#8230;<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Przekrzywiłam głowę. W sumie nie zwracałam na to uwagi ostatnio, ale chyba miał włosy niemal równie długie jak ja. W ostatnich latach, kiedy zapuścił je na nowo, zwykle prześcigałam go o kilka centymetrów, ale teraz miałam nieodparte wrażenie, że straciłam swoją przewagę. Może się fryzjerce nożyczki ostatnio za bardzo rozpędziły? A prosiłam, żeby cięła najmniej jak się da. Machinalnie przesunęłam dłonią po swoich włosach, ale z okazji wyjścia do teatru upięłam je wysoko i skończyły się ledwie się zaczęły. Odruchowo sięgnęłam w stronę Joszki. On swoje związał i teraz miał je na ramieniu o tuż obok mnie.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Miśka&#8230;<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Cofnęłam rękę jak oparzona. Moje myśli zatrzymały się na chwilę i rozejrzały spanikowane. Odezwałam się, bo tak. Bo mu się przyglądałam i mi się wymsknęło. Kiedyś po prostu powiedziałabym w takiej sytuacji, że go kocham i tyle, ale teraz jakoś mi to nie pasowało. Wspomnienia przywołane przez czerwone skodziny, czerwone buty, czerwone czasy wychynęły z odmętów mojej pamięci i zatrzymały słowa w moje głowie. A przecież nie byłyby wymuszone, nie byłyby kłamstwem, ale…<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Jak myślisz, bohaterowie tej sztuki żyliby długo i szczęśliwie, gdyby powstała o nich jej druga część? – zapytałam cicho.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Dłoń na powrót położyłam na kolanach, a drugą wsparłam łokciem na uszczelce okna i zrobiłam sobie podpórkę pod głowę. Nie spojrzał na mnie, chociaż właśnie stanęliśmy na światłach. Neon pobliskiej apteki odbijał mu się w oczach błyskiem, który napawał mnie ją niepewnością. Nie zależało mi na odpowiedzi, ale im dłużej patrzyłam, tym bardziej zaczynałam się obawiać, że to milczenie zaowocuje czymś złym. Czym? Nie miałam pojęcia. Całe uczucie miało w sobie coś szalenie dziecinnego. Zastanawiałam się, o czym myśli. Czy jemu też skojarzyły się dawne czasy i zaraz znowu wybuchnie, że śmiem go oskarżać o to, że u nas nie było do końca jak w bajce? Niby to sobie wyjaśniliśmy i…<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Nie, ponieważ, gdyby powstała druga część o ich długim i szczęśliwym życiu, byłaby ona cholernie nudna – odparł wciąż tak samo zapatrzony na drogę.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Ja tam nie mam nic przeciwko długiemu, szczęśliwemu i spokojnemu życiu – zaprotestowałam za szybko, aby tylko nie zrobiło się znów cicho. Rozmawiajmy – myślałam.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– I nie masz wyczucia literatury. Kto chciałby czytać o długim, spokojny i szczęśliwym życiu? Ludzie by nienawidzili tej książki, zazdrościli jej bohaterom. Ja też lubię długi, spokojne i szczęśliwe życie, ale w literaturze to się nie sprawdza. Nie masz wyczucia&#8230; I czucie w nodze pewnie też stracisz i będzie na mnie&#8230;<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Ja mówiłam tak ogólnie – sprostowałam szczęśliwa, że nie podchwycił toru, którym biegły moje niechciane skojarzenia. – Polubiłam tych bohaterów i życzyłabym im dobrze. A moja noga ma się… – Poruszyłam nią, aby to sprawdzić i syknęłam z bólu. – Nieźle – stwierdziłam.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Gramatyki też źle używasz. Mówi się, że noga ma się źle albo że noga się NIE ma dobrze – wypomniał mi i pierwszy raz, od kiedy wyjechaliśmy spod teatru spojrzał na mnie. Akurat dojeżdżaliśmy do skrzyżowania, a koło nas wystawa sklepowa zalewała wnętrze auta światłem. – Już puchnie! – znowu podniósł głos. – Zawracam do szpitala!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Patrz na drogę, a nie na moją kostkę! – sparowałam podnosząc przy tym głos. Wrażenie, że wszystko zaczyna wracać do normy rozlało się po mnie przyjemnym ciepłem. Skoro dawałam się ponieść nerwom, to on powinien był się uspokajać. – Nie chcę skończyć dnia na słupie! Wystarczy mi uszkodzeń ciała jak na jeden dzień!<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Oczywiście, źle prowadzę – mruknął. – Martwię się, ale koszmarnie prowadzę. Może od razu wjadę na słup, to zaoszczędzę na paliwie, kiedy karetka zabierze nas oboje do szpitala?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Nie rozbijaj skodowki&#8230; – zaprotestowałam.– I jedź do domu, p r o s z ę – dodałam niemal drukowanymi literami.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Jadę, jadę, no przecież, że jadę. Jadę – ciągle mówił tym zirytowanym tonem, ale nie krzyczał. Wręcz miałam chwilami problem, aby go usłyszeć.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Dziękuję – powiedziałam i uśmiechnęłam się.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Nie byłam pewna, czy to zobaczył, ale jego westchnięcie zabrzmiało tak bezsilnie, że aż mi się głupio zrobiło. Rozumiałam, że się martwił i chciał dobrze. Mogłam mówić swoje i być uparta, ale nie przesadzajmy, że byłam od razu ślepa na takie rzeczy. Mogłam przed samą sobą przyznać, że nie jestem aniołem, ale bez przesady. Wiedziałam, że gdyby mu nie zależało, to jeszcze tam w teatrze wymruczałby jedynie coś o potykaniu się na prostej drodze i może zaniósłby mnie do auta bez pytania, czy mi się to podoba, czy nie. A co ważniejsze, przez cały czas byłby spokojny, bo nie miałby powodów, aby się denerwować. Odetchnęłam głęboko i znów na niego spojrzałam.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Ja bym tam chętnie poczytała o kimś, komu się dobrze i miło żyje – odezwałam się i przez myśl przeszło mi, że przecież zupełnie nie jestem miarodajna. Ludzie piszą dla ludzi, a ja tak nie do końca byłam zwykłym człowiekiem. Żadne z nas nie było. Nasze średnio długie małżeństwo trwało dłużej niż wiele innych. Byłam niemal pewna, że zaraz mi o tym powie.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Czemu ja ciągle do tego wracałam myślami?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Poczytaj Hrabala. Jego postaciom przeważnie żyje się dobrze. Albo przynajmniej są zadowolone ze swojego życia – stwierdził i znowu westchnął. – To miał być miły wieczór. Mogłem cię zabrać do kina, tam nie ma takich koszmarnych schodów.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Roześmiałam się cicho.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Podobało mi się, więc nie narzekaj. Zresztą sprawdzaliśmy i nic w kinie ciekawego nie było.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Tyrpnęłam go w ramię zaczepnie.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Albo mogłem nie zamawiać tego balkonu. Z sali też nieźle widać&#8230; – mówił dalej na tę samą nutę.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Ale tak było ciekawiej. Podobało mi się móc tak z góry patrzeć – sparowałam radośnie.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Ty na wszystkich patrzysz z góry. W tych szpilach byłaś niemal wyższa ode mnie – stwierdził sucho.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Josefie Havlu, jak zaraz nie przestaniesz narzekać, to uznam, że podmienili cię z Goranem albo którąś z jego sióstr! – Znowupodniosłam głos i nie miałam z tego powodów wyrzutów sumienia.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Tak właśnie powinno było być.Widziałam, jak zrobił zbolałą minę i zerknął na mnie. Gdyby miał piwne oczy, to powiedziałabym, że było to spojrzenie smutnego basseta. Ale z tymi naszymi zachodniosłowiańskimi zielonymi ślepiami żadne barwne porównanie mi się nie kojarzyło. Po prostu było po nim widać, że mu przykro i jakoś to do niego nie pasowało.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– To naprawdę miał być miły wieczór. Może ja cię odwiozę do szpitala? To będzie moment. Albo zadzwonię i pojedziemy do pani doktor Horskovej, zawsze ją lubiłaś, jeszcze jak była studentką – mówił nie za bardzo dając mi czas na odpowiedź.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Zmierzwiłam mu włosy trochę, aby przerwać ten monolog, a trochę, bo chciałam pocieszyć tego mojego czeskiego niedźwiedzia. Taki przygnębiony wyraz twarzy był zaraźliwy. A przynajmniej mnie zwykł zarażać.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Joszko, jest już dość późno – wyjaśniłam spokojnie – nie będziemy jej teraz niepokoić. Jakby to wyglądało? Obiecuję, ze przeżyję do rana.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– A potem wykitujesz i będzie na mnie. Dostanę w mordę od Feliksa jak nic&#8230; No, może Elka się ucieszy.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />Spojrzałam na niego podejrzliwie. Czy on to ostatnie powiedział bardziej jako stwierdzenie faktu czy próbował się ze mą droczyć? To drugie ucieszyłoby mnie bardziej. Spróbowałam pochylić się nieco w przód, aby lepiej widzieć jego twarz i syknęłam z bólu. Poruszona kostka przypomniała o swoim istnieniu przeszywającą szpilą bólu. Odczekałam chwilę oddychając powoli i gdy tylko wrażenie, że ktoś mi wbił w nogę gwóźdź zaczęło mijać, odezwałam się wkładając w słowa całą energię, jakiej nie zużyłam na sklęcie bólu.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Oj, jej nie dam tej satysfakcji! Mowy nie ma! – zarzekłam się i prychnęłam. Na pewno by się ucieszyła… Jakbym zaczęła ja jako duch nawiedzać. – Mamy w domu jeszcze jakieś piwo? Napilibyśmy się przed snem&#8230;<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Piwo, wino, chyba nawet whisky, bo mi ostatnio pan Novak dał za małą przysługę.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Wino! – ucieszyłam się i zepchnęłam wizję latania po domu Erzsi jako półprzeźroczysta mara na dalszy plan. – Tak z lampeczkę czy dwie na ukoronowanie miłego wieczoru, dobrze?<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Dwie czy piętnaście&#8230; – mruknął pod nosem.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Ty mi wypominasz czy gdybiesz? – zapytałam rozbawiona. O tak, już byliśmy na właściwych torach. Znowu wieczór był przyjemny. Pomijając to ścierwo sprzedajne, czyli moją kostkę, która co jakiś czas musiała dać o sobie znać. – Bo jak to drugie, to ty tu masz słabszą głowę – przypomniałam mu – i, jakby co, ja cię dziś do łóżka nie doprowadzę – oświadczyłam i zamyśliłam się na chwilę. – Chyba że w nim będziemy pić.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Oczywiście, że w nim będziemy pić – niemalże prychnął jak obrażona kotka, że śmiałam mieć inną wizję. A ja wizji w ogóle nie miałam, ale ta jego pasowała mi.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Nie odpowiedziałeś na pierwsze pytanie.<br />
<img src="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" alt="" border="0" />– Wypominam ci – przyznał bez skrupułów, a ja jedynie uśmiechnęłam się szerzej i zmrużyłam oczy. – Ale mogę gdybać, kiedy w grę wchodzi picie w łóżku. Oczywiście w piżamkach, bo jesteś kontuzjowana.</p>
<p>&nbsp;</p>
<br />Filed under: <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/category/fanfiki/slowianie/szpilki/'>Szpilki</a>, <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/category/fanfiki/slowianie/'>Słowianie</a> Tagged: <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/tag/czechy/'>Czechy</a>, <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/tag/slowacja/'>Słowacja</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/malumnecessarium.wordpress.com/883/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/malumnecessarium.wordpress.com/883/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/malumnecessarium.wordpress.com/883/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/malumnecessarium.wordpress.com/883/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/malumnecessarium.wordpress.com/883/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/malumnecessarium.wordpress.com/883/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/malumnecessarium.wordpress.com/883/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/malumnecessarium.wordpress.com/883/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/malumnecessarium.wordpress.com/883/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/malumnecessarium.wordpress.com/883/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/malumnecessarium.wordpress.com/883/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/malumnecessarium.wordpress.com/883/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/malumnecessarium.wordpress.com/883/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/malumnecessarium.wordpress.com/883/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=883&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malumnecessarium.wordpress.com/2011/12/23/szpilki-cz-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/3ace1ed6ef8425230b7dad36d3ec8d23?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Hybrydka</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />

		<media:content url="http://i6.photobucket.com/albums/y237/lemarite/space.gif" medium="image" />
	</item>
		<item>
		<title>Instytut Badań Czarów i Magii cz.3</title>
		<link>http://malumnecessarium.wordpress.com/2011/12/18/instytut-badan-czarow-i-magii-ii/</link>
		<comments>http://malumnecessarium.wordpress.com/2011/12/18/instytut-badan-czarow-i-magii-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 18 Dec 2011 09:21:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Nox</dc:creator>
				<category><![CDATA[Instytut Badań Magii i Czarów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malumnecessarium.wordpress.com/?p=873</guid>
		<description><![CDATA[Ludwig życzył im powodzenia z bandikutem i ostrożnie otworzył drzwi. Wyszedł na szóstym piętrze, tuż koło Biura Pośrednictwa okazjonalnie przekształcanego w Koło Strzeleckie. Zajrzał do środka i zauważył wyjątkowo zdenerwowaną Lokapalę. Siedziała w poczekalni. Na drzwiach Biura Pośrednictwa widniała przyklejona taśmą kartka z napisem: ZARAZ WRACAM. - Nie będę płacić za kolejną godzinę na parkingu [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=873&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ludwig życzył im powodzenia z bandikutem i ostrożnie otworzył drzwi. Wyszedł na szóstym piętrze, tuż koło Biura Pośrednictwa okazjonalnie przekształcanego w Koło Strzeleckie.<br />
Zajrzał do środka i zauważył wyjątkowo zdenerwowaną Lokapalę. Siedziała w poczekalni. Na drzwiach Biura Pośrednictwa widniała przyklejona taśmą kartka z napisem: ZARAZ WRACAM.<span id="more-873"></span><br />
- Nie będę płacić za kolejną godzinę na parkingu &#8211; oznajmiła stanowczo Lokapala.<br />
- A mogę zapytać, co jest waszym wierzchowcem? &#8211; zapytał Ludwig.<br />
- Słoń.<br />
- Ten ze skrzydłami i rogami? Stworzenia magicznie nie podlegają opłacie, obawiam się, że ktoś sobie z was zakpił &#8211; oznajmił kierownik Wydziału Administracji i Zarządzania, wyjmując kajecik, aby spisać skargę.<br />
Timo Väinämöinen nie pojawił się, więc Ludwig kontynuował obchód. W Wydziale Mechaniki i Magisieci też nikogo nie znalazł, ale specjalnie się nie spodziewał. Eduard von Bock pozostawał w bliskich stosunkach z Väinämöinenem, więc istniało spore prawdopodobieństwo, że włóczą się gdzieś razem.<br />
Pomimo Wydziału Nadzoru i Kontroli, który miał za zadanie nadzorować projekty badaczy, aby nie wymknęły się spod kontroli, oraz Wydziału Bezpieczeństwa, to Väinämöinenem był czymś w rodzaju środka wykonawczego, więc nikt się nigdy na niego nie skarżył. Swoje robiła świadomość, że kiedy sięgają po ciebie obślizgłe macki z innych wymiarów, tylko Väinämöinenem może przyjść ci z pomocą i odstrzelić kilka. (Macki lubił zbierać Kiku Honda, kierownik Działu Wydajności, i wszyscy chcieli wierzyć, że to na sushi.)<br />
Maszyna stojąca na Wydziale Mechaniki i Magisieci zapipczała ostrzegawczo. Zamrugało kilka kontrolek i na ekranie pojawił się napis:<br />
[koniec obliczeń] + [drukuję wynik] + [czego się gapisz?]<br />
Ludwig odsunął się gwałtownie i zastanowił się, czy wypada przedstawiać się maszynie. Musi powiedzieć von Bockowi, żeby wprowadził jej program rozpoznawania kierownictwa, bo znosić obelg od wyposażenia nie zamierzał. Ostentacyjnie chwycił wydruk, po czym zorientował się, że udowadnia maszynie swoją wyższość, a skoro to robi, to nisko upadł.<br />
Na kartce widniał szereg wyliczeń dla Wydziału Wizji Ekstatycznych. Ludwig przestudiował go uważnie.<br />
- Więc jednak za mało jabłek &#8211; mruknął i odłożył wydruk na miejsce.<br />
Udał się dalej i w drugim skrzydle pocałował klamkę Wydziału Marzeń Sennych. Heracles Kapursi zapewne był na jednym ze swoich nieskończonych urlopów. Ludwig jednak spodziewał się, że go zobaczy w najbliższym czasie. Kiedyś Kirkland został ugryziony przez mało sympatyczne zwierzę i zapadł w dziwny sen. Lunatykował, wydawał z siebie dziwne dźwięki i dławił się własną śliną. Nie dało rady, musieli wezwać Kapursiego. Zdziwiona żona zafundowała niezapomniany ochrzan pracownikom administracji, którzy rzekomo w swoim burdelu mieli się zagubić i nie zauważyć, że kierownik Wydziału Marzeń Sennych wrócił z urlopu miesiąc wcześniej.<br />
- Owszem &#8211; jęczał Ingo Wachholz, którego raczej mało co wyprowadzało z równowagi &#8211; ale z miejsca wziął następny.<br />
Po kilku godzinach poszukiwań udało się odnaleźć delikwenta wygrzewającego się w przybudówce dla smukłych chińskich smoków na poddaszu.<br />
Ludwig wyciągnął swój specjalny klucz, który pasował do wszystkich drzwi w Instytucie, i otworzył Wydział Marzeń Sennych. Wolał się upewnić, bo Kapursi pisał obecnie obszerną pracę na temat kocich snów, zresztą, te zwierzaki zawsze otaczały go tłumnie, i jakiś mógł się przybłąkać.<br />
O ile gabinet wyglądał przyzwoicie, młodszego Beilschmidta zamurowało w drzwiach laboratorium. Kapursi nie mógł być na urlopie. Ponad połowę płaskiej powierzchni pokoju zajmowały śpiące koty. Nad nimi majaczyła wielka faja wodna. Wybulgiwała od czasu do czasu kolorową bańkę, a następnie wciągała w siebie inną, która podleciała najbliżej. Ludwig przekroczył wyjątkowo spasłą, rudą kotkę i przypatrzył się jednej z banieczek. Potem kolejnej i jeszcze jednej. To były kocie sny.<br />
Wydział Marzeń Sennych opuścił raczej rozczarowany. Połowa kotów śniła o kopulacji, większość pozostałej połowy o jedzeniu, a kilka &#8211; co stanowiło jedyną ciekawostkę &#8211; o lampie naftowej. Ludwig zastanowił się, na ile mógł w tym maczać palce Łukasiewicz, ale porzucił tę myśl.<br />
Z Wydziału Samozadowolenia dobiegały podejrzane dźwięki, ale kierownik Wydziału Administracji i Zarządzania był przecież niezłomny. Już miał sięgnąć do klamki, gdy drzwi same otworzyły się i wybiegł przerażony kierownik, Antonio Fernandez Carriedo. Za nim pośpieszył Arthur Kirkland, współkierownik Wydziału Stworów Magicznych.<br />
- Panie kierowniku! &#8211; wrzasnął Carriedo, chowając się za młodszym Beilschmidtem. &#8211; Weź go pan!<br />
Kirkland przystanął z niezadowoloną miną i zacmokał.<br />
- Pogryzła go lama &#8211; oznajmił &#8211; trzeba zrobić zastrzyk przeciwko opętaniu.<br />
- Ona mnie nie ugryzła &#8211; stwierdził płaczliwie kierownik Wydziału Samozadowolenia &#8211; ona mnie tylko chwyciła po przyjacielsku. To tylko otarcie, niech pan spojrzy!<br />
Ludwig przyjrzał się dłoni Carriedo. Z zewnętrznej strony została zdarta prawie cała skóra.<br />
- Nie wygląda to dobrze &#8211; zawyrokował młodszy Beilschmidt. &#8211; Idźcie z tym do Sekretariatu.<br />
Zwingli, oprócz zarządzania finansami, odpowiadał także za opiekę medyczną.<br />
- Żadnego latania po Instytucie! &#8211; stwierdził stanowczo Kirkland. Na ramieniu siedziała mu satyroryba i majtała ogonem, obracając nerwowo głową. &#8211; Został ugryziony przez lamę. Mogła być nawiedzona. Trzeba zrobić zastrzyk przeciwko opętaniu. Nie mam ochoty ściągać Bragińskiego albo Łušćanskiego do egzorcyzmów. Szczególnie, że dusze szczególnie łatwo adaptują się w ciele Tośka.<br />
- Mam pogodną naturę! &#8211; zaprotestował Carriedo. &#8211; Poza tym, on chce, żebym ściągnął spodnie.<br />
- Zastrzyk trzeba zaaplikować w pośladek &#8211; powiedział spokojnie współkierownik Wydziału Stworów Magicznych, pełniący obowiązki instytutowego weterynarza. Zręcznie obrócił w palcach strzykawkę. &#8211; Kierowniku, proszę go przytrzymać.<br />
Carriedo zrobił się czerwony jak pomidor i z południowym uporem rzekł:<br />
- NIE.<br />
Ludwig westchnął.<br />
- Antonio Fernandezie, jesteście kierownikiem Wydziału Samozadowolenia, opanujcie się.<br />
- Zastrzyki nie mają nic wspólnego z samozadowoleniem!<br />
- A co mają lamy?<br />
- Można się zadowolić głaszcząc ich futro albo patrząc jak opluwają kogoś.<br />
Carriedo mamrotał coś jeszcze niewyraźnie, ale dał się zaciągnąć do gabinetu, skąd Ludwig przegnał rzeszę ciekawskich laborantek. Kirkland uporał się z zadaniem szybko, a satyroryba zachichotała wstrętnie. Współkierownik Wydziału Stworów Magicznych pogłaskał ją po ogonie uspokajająco.<br />
Sprawczyni zamieszania, lama, popatrzyła na Ludwiga najpierw wielkim okiem spod grzywki, a potem drugim malutkim. Następnie obróciła się i młodszemu Beilschmidtowi przyjrzało się jeszcze średnie oko na ogonie. Kierownik Wydziału Administracji i Zarządzania uznał, że nie ma w niej nic dziwnego. Nie dostrzegł jakichkolwiek objawów nawiedzenia przez duszę zmarłej osoby. Jednak procedury to procedury, więc generalnie popierał Kirklanda.<br />
- Antonio Fernandezie, coście robili z tym stworzeniem?<br />
Carriedo pocierał zawzięcie pośladek, ale powoli odzyskiwał humor.<br />
- Lamy generują wysoki poziom samozadowolenia. Szczególnie ogolone, co chciałem sprawdzić na tej odmianie, ale nie pozwoliła zbliżyć się do siebie z maszynką. Ogólnie jest łagodna jak owieczka…<br />
Lama splunęła i Carriedo zmuszony był zrobić przerwę na ścieranie lamiego gluta.<br />
- Nie wiem, co dzisiaj w nią wstąpiło &#8211; powiedział z żalem kierownik Wydziału Samozadowolenia. Kirkland niemal zastrzygł uszami. &#8211; Oj, uspokój się, tak się tylko mówi…<br />
Współkierownik Wydziału Stworzeń Magicznych wzruszył ramionami i wrócił do pakowania przyrządów.<br />
- Antonio Fernandezie, nie poszukiwaliście wy sensu życia? &#8211; zapytał Ludwig, mgliście coś kojarząc.<br />
- Nie, panie kierowniku &#8211; odparł Carriedo. &#8211; Ten projekt robiła Héderváry. Ja i bez badań wiem, że sens życia to daleka dziedzina od samozadowolenia.<br />
Kierownik Wydziału Administracji i Zarządzania zebrał w sobie wszystkie siły i zapytał:<br />
- A projekt seksualnego samozadowolenia się metodami magicznymi?<br />
Carriedo bardzo się ucieszył.<br />
- W końcowej fazie, panie kierowniku. Znalazłem kilku ochotników do testów i czekam na wyniki. Póki co wygląda obiecująco. To będzie uwieńczenie mojej tetralogii badań. Sen, żarcie, wypróżnianie się i seks jako cztery czynniki samozadowolenia człowieka w perspektywie magicznej. Teraz usiłuję dowieść, że istnieje szósty czynnik, poza piątym &#8211; obcowaniem z kulturą.<br />
- Szósty czynnik? &#8211; zainteresował się Ludwig, mając nadzieję, że ten temat nie będzie korespondował z kopulacją.<br />
- Szósty czynnik &#8211; nakręcił się Carriedo &#8211; to coś zupełnie nieuchwytnego, ale ja to dorwę. Coś jak napad głupoty i infantylizmu, ta niesamowita radość na widok ogolonej lamy albo mokrego kota. Albo grubasa w wannie. Albo ta pierwotna radość, gdy kretyn robi sobie krzywdę. To jest szósty czynnik. I ja odkryję jego esencję.<br />
- Żeby ci jej Słowianie przez rurki do baniaczka nie przepuścili &#8211; powiedziała satyroryba i zaniosła się śmiechem przywodzącym na myśl pobekiwanie kozy.<br />
Ludwig wrócił na korytarz. Stanął przed wyborem obejścia piętra wyżej albo piętra niżej. Bardziej logiczna wydawała się opcja pierwsza, ale kierownik Wydziału Administracji i Zarządzania wcale nie miał ochoty zaglądać na poddasze. Powody były cztery i nazywały się: Havel, Jones, Yao i Galante. Westchnął i począł się wspinać na ostatnie piętro. Dogonił go Kirkland.<br />
- Otrzymałem anonimowy donos, panie kierowniku, że Jones trzyma u siebie jakąś niższą formę życia z Marsa &#8211; powiedział. &#8211; Wolałbym go skontrolować.<br />
- Powinniście iść z tym do Machackovej &#8211; odpowiedział Ludwig. &#8211; Takimi rzeczami zajmuje się Wydział Nadzoru i Kontroli.<br />
- Machacková nie dba o dobro istot ze współczynnikiem człowiekowatości poniżej czterech &#8211; oznajmił nieco rozeźlony współkierownik Wydziału Stworów Magicznych. &#8211; Traktuje je na takim samym poziomie jak demony. Z Marsa czy nie, zwierzak to zwierzak. Jones za dużo sobie pozwala, ot co. I wszędzie robi niesamowity bałagan.<br />
Młodszy Beilschmidt zastanowił się przez moment, czy poinformować o śpiących kotach w pracowni Wydziału Marzeń Sennych, ale uznał, że nie ma sensu niepotrzebnie denerwować pracowników. Szczególnie, że są niesamowicie samowystarczalni w tej dziedzinie.<br />
Z Wydziału Alchemii wypadł wściekły Wang Yao, kierownik Wydziału Nieśmiertelności, znajdującego się w drugim skrzydle ostatniego piętra. Antypatie między Wangiem Yao a kierownikiem Wydziału Alchemii, Josefem Havlem, były wyraźne od początku, kiedy Związek Słowian przeforsował swojego człowieka na to stanowisko. Wcześniej Havel istniał w Instytucie jako kierownik Wydziału Bezwarunkowego Przetrwania, jednakże jego dzieła nie sprzedawały się tak dobrze jak dynamiczne prace Bonnefoya, choć eksperci twierdzili, że Havlowska merytoryka stoi na znacznie wyższym poziomie. W dodatku wdał się w bójkę z Bragińskim, bo nie zgadzał się z kilkoma jego tezami. Do tego wszystkiego odeszła od niego żona i praca na Wydziale Bezwarunkowego Przetrwania stała się dla Havla źródłem frustracji. Na stanowisku kierownika Wydziału Alchemii odżył i radził sobie świetnie.<br />
Wydział Alchemii od wieków, zgodnie z tradycją, posiadał dwa cele. Wynaleźć eliksir życia oraz sposób przemiany ołowiu w złoto. Pierwszy zamiar często wykorzystywali inni Słowianie, podrzucając coraz to nowsze substancje do destylacji. Młodszy Beilschmidt nie miał jednak serca udzielać nagany Havlowi, bo ten zawsze dawał mu testować te prototypy eliksiru życia, które podpadały pod piwny typ. Co się zaś tyczy przemiany ołowiu w złoto, Havel miał zawsze jedną odpowiedź.<br />
- Jestem blisko. &#8211; Mrugał wesoło. &#8211; Na razie umiem przemienić chmiel w piwne… To jest płynne złoto, teraz pójdzie z górki.<br />
Wang Yao był zaś jednym z najstarszych pracowników Instytutu. Uważał za skrajną niesprawiedliwość, że to nie on został kierownikiem Administracji i Zarządzania i często załaził Ludwigowi za skórę z tego powodu. Chciał również, aby podpadały mu wydziały: alchemiczny, historyczny, stworów magicznych, ściśle tajnych badań, mechaniki oraz bibliotekarski. Demonstracyjnie nie zauważał zapisu w statusie dotyczącego możliwości kierowania tylko jednym wydziałem. W dodatku swojej jednostce badawczej ostentacyjnie wyznaczył takie same cele jakie miał Wydział Alchemii. W administracji długo debatowano nad rozwiązaniem, aż w końcu Dział Wydajności doszedł do konsensusu za porozumieniem stron &#8211; Wydział Nieśmiertelności dążył do zrealizowania aspiracji (wynalezienie eliksiru nieśmiertelności oraz przemiany ołowiu w złoto) przy pomocy środków wychodzących znacznie szerzej poza alchemiczne ramy, a Wydział Alchemiczny odpowiadał również za pomniejsze badania, jak i świadczył usługi innym jednostkom.<br />
Cokolwiek złego zdarzyło się w Instytucie, Wang Yao stwierdzał, że Ludwig stracił Mandat Niebios i podwładni powinni go obalić. Rada odrzucała wniosek natychmiastowo. Wszyscy wiedzieli, że gdyby wykopali młodszego Beilschmidta ze stanowiska, natychmiast zająłby je ktoś ze Związku Słowian. Wszelkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że tak dokładniej nowym kierownikiem stałby się Iwan Bragiński. Ta wizja przerażała nawet samych Słowian, więc bardzo dbali, żeby Ludwigowi nic się nie stało, a jego władza była mocno zakorzeniona i niepodzielna.<br />
W chwili obecnej Wang Yao miał tak skwaszoną minę, że nawet satyroryba wydawała z siebie dziki okrzyk, niezgrabnie spadła z ramienia Kirklanda i odczołgała się, zostawiając ślimaczy ślad na dywanie.<br />
- To skandal! &#8211; wrzasnął kierownik Wydziału Nieśmiertelności na widok Ludwiga. &#8211; Hańba! Co za podłość! Grubiaństwo, pospólstwo i plebs! Nie do pojęcia! Będzie mnie pouczał, gnojek i szczeniak. Na najbliższym zebraniu niezwłocznie zażądam jego usunięcia. To skrajny przejaw niekompetencji.<br />
Z tymi słowy skierował się wzburzony do swojego skrzydła. Młodszy Beilschmidt nieśmiało zajrzał do Wydziału Alchemii. Niejasno kojarzył, że kiedyś jeszcze gdzieś znajdował się całkiem porządny gabinet. Obecnie każdą płaską (i nie tylko) powierzchnię zajmowała aparatura: rurki, menzurki, kolby, kwarcowe parowniczki, eksykatory, cylindry, zlewki, lejki, retorty, tygle, palniki i inne mniej lub bardziej skomplikowane sprzęty. Podłogę, ściany oraz sufit pokrywały liczne plamy. Gdzie tylko istniała chociażby koncepcja wolnego miejsca, Havel wepchnął książki i papiery z wyliczeniami. Cały ten bajzel ciągnął się od ściany do następnego pomieszczenia.<br />
- Żeby dodawać rtęć do piwa, kretyn &#8211; mruknął Havel, wynurzając się spod stołu. Zauważył Ludwiga. &#8211; Rtęć do piwa, rozumiesz ty to?! Chyba go pojebało, stary grzyb.<br />
Kierownika Wydziału Alchemii mało co wyprowadzało z równowagi, a jeśli to przeważnie był to jego krewniak &#8211; Łukasiewicz &#8211; albo eks-żona.<br />
- Josefie Havlu, jeśli nie odpowiada ci wydział, zawsze możesz przyjąć stanowisko kierownika Wydziału Malarstwa Czarnoksięskiego. Wiesz, że Rada przyzna ci go za zasługi od ręki.<br />
Havel roześmiał się głośno, a dźwięk zwielokrotniła szklana aparatura.<br />
- Związek Słowian by mi nie odpuścił. Wtedy zostałaby im tylko jedna bimbrownia, w piwnicy. &#8211; Zwrócił zielone oczy na młodszego Beilschmidta. &#8211; A ty, Ludwigu, zejdź z tego nadętego tonu. Brałem cię na kolana, kiedy ojciec przyprowadzał cię do Instytutu. Stawialiśmy pasjanse a potem przychodził Felosław i grał z nami w wojnę. Nie lubiłeś z nim grać, bo zawsze wygrywał.<br />
Kierownik Wydziału Administracji i Zarządzania spłonął rumieńcem.<br />
- Napijesz się? Mam nowy prototyp eliksiru życia o smaku ciemnego piwa. Nie gazowany, a musujący. Ciekawe doznanie. Skusisz się?<br />
Ludwig wolałby, żeby Josef nie spoufalał się tak, bo wtedy byłoby mu łatwiej łajać go i zapominać o wielkich kawałkach tureckiego miodu, które przynosił i którymi mały Ludwig zaklejał się na całe popołudnia.<br />
- Niestety nie mogę, Josefie &#8211; powiedział po namyśle młodszy Beilschmidt. &#8211; Czeka mnie jeszcze obchód.<br />
- Jeden stary grzyb, jedna ufociota i biblioteka &#8211; podsumował Havel. &#8211; Myślę, że Instytut się nie rozleci, jeśli zajrzysz do nich pod wpływem jednego kufla.<br />
- Niestety, wskutek zawirowań przestrzennych na razie obszedłem jedynie parter, piętro pierwsze, drugie i szóste. Muszę się wrócić.<br />
Kierownik Wydziału Alchemii znowu roześmiał się wesoło.<br />
- No ładnie, pewnie ci spod trójki i piątki trzęsą portkami, kiedy ich Ludwiczek nawiedzi, a on ich ominął.<br />
Ludwig zignorował wypowiedź.<br />
- Myślałem, żeby zajrzeć na czwarte piętro &#8211; wyznał.<br />
- Po cholerę? &#8211; Havel popukał bagietką w jedną z rurek. Jego oczy rozszerzyły się w nagłym zrozumieniu. &#8211; Doszła do ciebie historia o chryi z kaktusówką? Daj spokój, Gilbert i Miśka pilnowali Bragińskiego. Piętro jest całe, zapomniane, nic ich nie zeżarło, więc wnioskuję, że nic też się tam nie wylęgło. Każde krwiożercze stworzenie ucieszyłoby się na taką kupę mięsa jak Iwan.<br />
- Wiem, ale dawno tam nie byłem &#8211; stwierdził niemrawo Ludwig. Nagle obejrzał się za siebie. Nigdzie nie było Kirklanda. &#8211; Idę, miałem skargę na Jonesa.<br />
- Mogę dodać drugą. &#8211; Havel wydął policzki. &#8211; Podpieprzył mi butelkę z płynem do rozpałki węgla na grillu, wypił i dziwił się, że siarką mu się odbija.<br />
Na Wydziale Komunikacji Międzyświatowej młodszy Beilschmidt zastał Kirklanda tulącego do siebie lazurową kulkę z frędzlami jak macki oraz Jonesa wygrażającego mu pięścią.</p>
<br />Filed under: <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/category/fanfiki/mix/instytut-badan-magii-i-czarow/'>Instytut Badań Magii i Czarów</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/malumnecessarium.wordpress.com/873/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/malumnecessarium.wordpress.com/873/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/malumnecessarium.wordpress.com/873/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/malumnecessarium.wordpress.com/873/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/malumnecessarium.wordpress.com/873/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/malumnecessarium.wordpress.com/873/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/malumnecessarium.wordpress.com/873/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/malumnecessarium.wordpress.com/873/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/malumnecessarium.wordpress.com/873/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/malumnecessarium.wordpress.com/873/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/malumnecessarium.wordpress.com/873/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/malumnecessarium.wordpress.com/873/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/malumnecessarium.wordpress.com/873/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/malumnecessarium.wordpress.com/873/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=873&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malumnecessarium.wordpress.com/2011/12/18/instytut-badan-czarow-i-magii-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f8973beee5cfc3ccb81b59c5f702cd51?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">anzurek</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Instytut Badań Magii i Czarów cz.2</title>
		<link>http://malumnecessarium.wordpress.com/2011/12/17/instytut-badan-magii-i-czarow-cz-2/</link>
		<comments>http://malumnecessarium.wordpress.com/2011/12/17/instytut-badan-magii-i-czarow-cz-2/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 17 Dec 2011 09:26:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Nox</dc:creator>
				<category><![CDATA[Instytut Badań Magii i Czarów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malumnecessarium.wordpress.com/?p=878</guid>
		<description><![CDATA[Na pierwszym piętrze została tylko stołówka i Wydział Psychomagii. Z tej pierwszej nikt nie korzystał od tygodnia, kiedy to odkryto, że bracia Vargasowie rąbnęli sporo zapasów, a w zamian pozostawili swoje ingrediencje, żeby wszystko się zgadzało. Benediktowi Brandtowi, pracownikowi administracji, udało się wepchnąć żarcie jednorożcom (szkoda żeby się zmarnowało, skoro nikt nie je), kiedy współkierownik [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=878&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na pierwszym piętrze została tylko stołówka i Wydział Psychomagii. Z tej pierwszej nikt nie korzystał od tygodnia, kiedy to odkryto, że bracia Vargasowie rąbnęli sporo zapasów, a w zamian pozostawili swoje ingrediencje, żeby wszystko się zgadzało. Benediktowi Brandtowi, pracownikowi administracji, udało się wepchnąć żarcie jednorożcom (szkoda żeby się zmarnowało, skoro nikt nie je), kiedy współkierownik Wydziału Stworów Magicznych, Arthur Kirkland nie patrzył. Nowa dostawa została zaplanowana na dzień jutrzejszy, więc wielkie stołówkowe gary świeciły pustkami. Przy jednym ze stolików Ludwig znalazł brata, mało radośnie wsuwającego kisiel &#8211; a przynajmniej coś o jego konsystencji, oraz Sebastiana Schilke, kolejnego pracownika administracji.<span id="more-878"></span><br />
- Przegrałem zakład &#8211; oznajmił ponuro Gilbert z ustami pełnymi glutów.<br />
- Och &#8211; skomentował młodszy Beilschmidt.<br />
- Macháčková ma dzisiaj spódnicę przed kolana, ale za to na górze golf &#8211; wyjaśnił Schilke swoim barytonem. &#8211; Gilbert twierdził, że przyjdzie w kusej spódniczce i głębokim dekolcie. Ja obstawiałem za golfem.<br />
- Myślałem, że zechce się przypodobać Havlowi, bo ma u niego dzisiaj inspekcję &#8211; wymamrotał starszy Beilschmidt, pakując kolejną łyżkę mazi do ust.<br />
- Dlaczego miałaby chcieć się mu przypodobać? &#8211; zapytał skonfundowany Ludwig, nieobyty ze sprawami damsko-męskimi. Na usprawiedliwienie trzeba podać fakt, że Havel i Macháčková rozwiedli się szmat czasu temu.<br />
- Bo kobitki takie są &#8211; wybełkotał Gilbert. &#8211; Patrz co straciłeś, ciulu, i te sprawy.<br />
- Ale pod golfem idealnie jej cycuszki widać, tak je opina i się odznaczają. Ten kształt, normalnie możesz poczuć tę miękkość &#8211; powiedział Schilke, zaciskając dłonie w powietrzu dla efektu.<br />
Ludwig z trudem pomyślał o tych wszystkich piętrach do przejścia i przejrzenia, zwalczając tym rumieniec.<br />
- Nie macie nic do roboty?! Mogę wam coś znaleźć!<br />
- Spoko, młody, wszamię i spadamy &#8211; mruknął Gilbert.<br />
Schilke zaśmiał się i poklepał kolegę po plecach. Starszy Beilschmidt zakrztusił się i różowawy glut, który spożywał, wyszedł mu nosem. Ludwig uciekł czym prędzej, goniony rykami Sebastianowego śmiechu.<br />
Na Wydziale Psychomagii wszystko leżało w idealnym porządku. Ludwig nie zastał Rodericha Edelsteina, kierownika wydziału, ale uznał, że Edelstein może robić badania w terenie. Instytut dostarczał dość materiału badawczego w formie współpracowników.<br />
Ludwig wspiął się na następne piętro. Już od pierwszych stopni dobiegały go wesołe piski. Najwyraźniej Wydział Zastosowań Dzieci znalazł nowe obiekty do badań. Isabella Maes, matka małego potwora w ludzkiej skórze, płci żeńskiej, chyba jako jedyna z Instytutu, spełniała wszystkie wymogi bezpieczeństwa i posiadała niezbędne certyfikaty. Przy niezwykle rzadkich, ale jednak zdarzających się kontrolach zewnętrznych, Ludwig lubił chwalić się jej osiągnięciami. Siedemset trzydzieści dwa zastosowania dziecięcych łez oraz eliksir wspomagający płodność panów po czterdziestce z włosów z pierwszych postrzyżyn (w piętnastu smakach!) mówiły same za siebie. Do tego opasła monografia o sztuce manipulacji przy pomocy dziecka w każdym wieku…<br />
Cicho wsunął się do laboratorium. Jego oczy zaatakował róż z pluszowego kącika dla małych dziewczynek, które chcą zostać księżniczkami. Choć był na to przygotowany, oczy zaczęły łzawić.<br />
- Ach, Ludwigu! &#8211; przywitała się Isabella. &#8211; Jak miło, wpadłeś do mnie towarzysko czy tylko służbowo?<br />
- Służbowo &#8211; uprzedził lojalnie kierownik Wydziału Administracji i Zarządzania, ocierając łzy.<br />
Zapał Maes opadł, ale nie przestała się uśmiechać. Ludwig rozejrzał się ostrożnie. Nigdzie nie zobaczył żadnych dzieci. Przy stoliczkach dla trzylatków siedziały cztery znudzone życiem gnomy. W pomieszczeniu rozbrzmiewał wyraźnie śmiech dzieci.<br />
- Badam wpływ akustycznej obecności dziecka &#8211; pochwaliła się Isabella.<br />
- Dlaczego na nich? &#8211; zainteresował się Ludwig.<br />
- Bo to skurwysyny. Jak oni zareagują, wymienię ich na ludzi. Na mniejszą skalę nie opłaca mi się robić badań, wiesz, te drobne drgnięcia serduszka dorosłego… A to chodzi, żeby poruszyło takie gówno jak oni.<br />
- Wiesz, że te piski cię nie zagłuszają? &#8211; zainteresował się jeden z gnomów, ale nie było złości w jego głosie.<br />
- Wiem, płacą wam, to macie robić &#8211; oburzyła się Maes.<br />
- Ile razy mamy mówić, że nie porywamy dzieci z kołysek?<br />
Isabella chwyciła Ludwiga za ramię i odciągnęła trochę dalej.<br />
- Porywają &#8211; stwierdziła stanowczo, konspiracyjnym szeptem. &#8211; To dlatego prowadzę badania. To przykrywka.<br />
- To też słyszymy &#8211; oznajmił drugi znudzony gnom.<br />
- Miej trochę przyzwoitości, magiczny inaczej kurduplu! &#8211; Maes powygrażała im pięścią.<br />
Ludwig pożegnał się czym prędzej. Drzwi Wydziału Zastosowania Pary w Rytuale Okultystycznym były jak zwykle otwarte. Gorąc buchał na pół korytarza. Isabella Maes bardzo odpowiadał ten fakt, dzieci lubiły ciepło. Kierownik Wydziału Wizji Ekstatycznych, Till vam der Vaart, też się nie skarżył. Ale on nigdy na nic się nie skarżył.<br />
Młodszy Beilschmidt dziarsko wkroczył do Wydziału Zastosowania Pary w Rytuale Okultystycznym, w mało popularnym skrócie: WZPwRO. Jego kierownik miał tak koszmarne pismo, że nawet Zwingli zrezygnował z przyglądania się podpisowi potwierdzającemu odbiór wypłaty. Oddałby pieniądze każdemu wypłoszowatemu niskiemu blondynkowi. Inni pracownicy przezywali kierownika WZPwRO Isiek albo Isia. Isiek nie dbał o nic, z wyjątkiem swojego pupila, maskonura oraz zatrudnionego na dwie siedemnaste etatu małego elfa-pomocnika Eirika Naessa. Naess czasami wydawał się Ludwigowi prawdziwym kierownikiem WZPwRO, bo Isiek biegał przez kłębiącą się parę i pocił się, i to by było na tyle. Na bankietach pojawiał się tylko dlatego, że Sørensen, z natury delikatny jak podpity duet Łukasiewicza i Bragińskiego, zaciągał go siłą. Naess za to prezentował godną podziwu elokwencję, a nawet usiłował podrywać pracownice Instytutu. Przystopował nieco, gdy Isabella Maes zaproponowała mu, że mu zapłaci za bycie gadającą laleczką dla córki.<br />
Chwilę trwało zanim Ludwig zaczął rozróżniać kształty w kłębach pary. Minął go Isiek. Za nim wyleciał drugi Isiek. Trzeci przystanął niepewnie przed nim.<br />
- Nadwyżka energii? &#8211; zapytał życzliwie Ludwig.<br />
Jeden z Iśków skinął głową. Praca z parą miała to do siebie, że wytwarzało się mnóstwo zbędnej energii, która jednak nie była aż tak zbędna, żeby nie można było spożytkować jej na coś innego. Na przykład na tworzenie dubletów. Ludwig naliczył w krótki czasie pięciu czy sześciu Iśków krzątających się to tu, to tam.<br />
Nagle z kąta dobiegł przeraźliwy krzyk. Kierownik Wydziału Administracji i Zarządzania pospieszył czym prędzej. Wrzeszczał Eirik Naess. Maskonur dziobał go w głowę co jakiś czas.<br />
- Spierdalaj &#8211; powiedział elf do ptaka tak stanowczo jak może ktoś, kto jest wielkości męskiej dłoni. Zamachał rękami. &#8211; A kysz!<br />
Maskonur nie przejął się i dziobnął Eirika Naessa w pierś. Elf zachwiał się i przewrócił. Jeden z Iśków chwycił ptaka i oddalił się pospiesznie.<br />
Ludwig czuł, że ubranie coraz bardziej lepi mu się do skóry. Postanowił jednak zamienić kilka słów z Naessem. Nie chciało mu się szukać wśród dubletów prawdziwego Iśka, a wątpił, czy sam się ujawni.<br />
- Pracujecie nad czymś ciekawym? &#8211; zapytał grzecznie.<br />
Mały elf rzucił mu spojrzenie spode łba.<br />
- Zawsze pracujemy nad czymś ciekawym, a przy okazji też pożytecznym. A to cholerne ptaszysko należałoby wypchać, żeby był spokój.<br />
- To nie podziała &#8211; powiedział Ludwig &#8211; kiedyś Adnan walnął poprzedniego ptaka przez przypadek jakąś klątwą. Zdechł na miejscu i nie pomógł ani Kirkland, ani Wang, ani nikt. W końcu Väinämöinen zaoferował się, że go wypcha. Faktycznie. Szybko sprawił zwierzaka, a ten zaczął zachowywać się jak żywy. Isiek zorientował się dopiero, gdy kocur Kapursiego urwał maskonurowi głowę, a maskonur poleciał jej poszukać, sypiąc trocinami. Wtedy sprowadził tego…<br />
Eirik Naess pokiwał głową ze smutkiem.<br />
- Za klątwę też bym się nie obraził &#8211; rzucił z nadzieją.<br />
- Mam związane ręce &#8211; zapewnił Ludwig &#8211; Kirkland wszedł by na mnie.<br />
- Ostatnio zamazał nam runy. I wszędzie śmierdzi rybami &#8211; poskarżył się elf. &#8211; Zeżre jakąś a potem część wypluje w dziwnych miejscach. Za kanapą, pod biurkiem albo do szybu wentylacyjnego.<br />
Młodszy Beilschmidt odczekał stosowną chwilę, po której zmiana tematu nie była nietaktem.<br />
- To nad czym pracujecie?<br />
- Nad osiągnięciem Karra-Kalf bez nieprzyjemności temu towarzyszących. Wylizanie świeżo narodzonego cielaka nie należy do najprzyjemniejszych czynności.<br />
- Z pewnością &#8211; potwierdził Ludwig.<br />
- A jeszcze tylko jeden na dziesięć okazuje się demonem. Reszta tylko muczy żałośnie. Gra nie warta świeczki. Para pomoże wznieść się nam na wyższy poziom egzystencji. Bez brudu i krwi. I męczenia zwierząt, jeśli wiesz co mam na myśli. Rodzisz się i wiesz, że skończysz jako kotlet albo rosół. Nie potrzeba ci, żeby jakiś obcy koleś cię wylizywał. To niehigieniczne i stresujące.<br />
- Absolutnie &#8211; zgodził się Ludwig.<br />
Poczekał jeszcze moment, po którym pożegnanie i pójście sobie nie było grubiaństwem. Drzwi Wydziału Wizji Ekstatycznych także były otwarte. Till vam der Vaart krzątał się niespiesznie. Ledwo zauważył pojawienie się Ludwiga. Niemrawo skinął głową i wrócił do zajęć. Napełnił doniczkę ziemią z paczki, posypał zielonymi granulkami, wziął nożyczki, odciął trochę frędzli z firanki, położył je na stole, ze skrzynki wyjął małą, najeżoną kolcami kuleczkę, która okazała się być średnio zadowolonym z życia jeżem pofukującym groźnie. Till vam der Vaart położył przed zwierzakiem doniczkę i przysunął frędzle. Jeż obwąchał wszystko, pokręcił noskiem, kichnął i zmienił się w kanarka.<br />
- Za mało jabłek &#8211; oznajmił Till vam der Vaart, podnosząc wzrok na Ludwiga.<br />
- Albo frędzli &#8211; zaproponował kierownik Wydziału Administracji i Zarządzania.<br />
Kierownik Wydziału Wizji Ekstatycznych pstryknął palcami i złapał nożyczki. Kanarek zestresował się i narobił na stół. Ludwig westchnął i przeszedł do drugiego skrzydła drugiego piętra. Tutaj też dym wylewał się na korytarz. Tym razem nie była to jednak para, a wyziewy z Wydziału Oparów Magicznych. Młodszy Beilschmidt zastanowił się przez chwilę, czy opłaca mu się w ogóle kontrolować ten wydział. Jeśli jest dym, to znaczy, że coś się dzieje, ktoś pracuje. Obowiązkowa natura wzięła jednak górę nad konformizmem i Ludwig znalazł się w laboratorium. Kierownik, Ramon Fuentes, powitał go z werwą. Imię Ramon jakoś mu nie pasowało i wszyscy nazywali go Kubą. Śniada twarz, dredy, hawajska koszula, klapki i bermudy w kwiaty pewnie miały z tym wiele wspólnego. Kuba nosił się tak nawet zimą, gdy ogrzewanie wysiadało i nagle wszyscy odkrywali jak bardzo podoba im się na drugim piętrze w pracowni Wydziału Zastosowań Pary w Rytuale Okultystycznym.<br />
Fuentes obecnie pracował nad cygarem-niewidką. Cygaro było jak najbardziej realne, ale miało nie pozostawiać zapachu.<br />
- Wiesz, szefie, ja tam lubię ten mocny aromat spoconych ud moich cudnych dziewczynek &#8211; oznajmił Kuba &#8211; ale taki Kapursi chciałby sobie popalić w tajemnicy przed żoną, i co? I nie może, bo stara ma węch jak te jego kotki i nie daruje. Już i tak dobrze, że znosi jego rzadkie powroty do domu.<br />
Na jednym ze stołów laboratoryjnych stał stosik książek jak najbardziej beletrystycznych. Fuentes podobno uwielbiał literaturę piękną.<br />
- No szefie, teraz muszę czekać aż ta menzurka się napełni do tego poziomu. Rozumiesz, to trochę potrwa. Ale jak czadowo się z tego dymi. Aż dziewczynki rano przyszły popatrzeć. &#8211; Kuba pewnie miał na myśli kierowniczki sąsiednich wydziałów. &#8211; Pewnie z tego cygara gówno wyjdzie, ale coś fajnego z tego powstanie.<br />
Ludwig postanowił nie komentować niefrasobliwej postawy względem badań, a także hamaka zawieszonego w kącie pokoju. Pochwalił za to za entuzjazm i przemknął do bliźniaczych wydziałów położonych dla wygody w jednym i tym samym miejscu. Kolejno: Wydział Spowalniania Czasu, prowadzony przez Silviję Butković oraz Wydział Magii Niestosowanej, kierowany przez Radmilę Njegoš. Panie dogadywały się niezgorzej, głównie dlatego, że w ogóle się nie dogadywały. Wydział Butković był najbardziej lubianą jednostką Instytutu. Njegoš prowadziła swoje badania głównie przez sen, czasami leżąc i, nieco rzadziej, przemieszczając się między piętrami by wymienić plotki. Tylko dzięki układom z Silviją udawało jej się zdążyć z dokumentacją. I tak składała ją sporo po terminie, kiedy któryś z pracowników administracji (najczęściej Martin Lettau, który wydawał się nad wyraz zadowolony przy takich wypadach) zjawiał się z upomnieniem (albo butelką wina w przypadku Lettau).<br />
Zarówno Wydział Spowalniania Czasu jak i Wydział Magii Niestosowanej błyszczały i lśniły, a dodatkowo panował w nich lekki, powierzchowny bałagan sugerujący, że ktoś coś robi. Ludwig uznał to za niezbity dowód, że przynajmniej Wydział Spowalniania Czasu działa jak należy, skoro dziewczyny były w stanie tak szybko ogarnąć swój codzienny syf nicnieróbstwa. Do Njegoš nie mógłby mieć nawet pretensji, w końcu wykonywała tylko swoją pracę, która przynosiła jej zadziwiający rozgłos w naukowych kręgach.<br />
Butković siedziała na biurku w sposób przypominający Łukasiewicza. Miała na sobie sukienkę krótszą niż fartuch, z głębokim dekoltem. Do tego nosiła robocze glany. Kiedyś tłumaczyła Ludwigowi, jak ważne przy gmeraniu z czasem jest mocne i pewne stąpanie po ziemi. Obecnie trzymała na kolanach książkę o wdzięcznym tytule Dylatacja czasu, ale młodszy Beilschmidt był kierownikiem zbyt długo, żeby uwierzyć, że faktycznie ją czytała.<br />
Njegoš wyciągnęła się na leżance niczym rzymska bogini. Jedną rękę niedbale przerzuciła za głowę a drugą ułożyła na podołku. Obrzuciła Ludwiga jednym z tych słynnych południowym spojrzeń. Zignorował ją. Odkryła magię niestosowaną, w której liczyła się intencja oraz wygodnictwo, czyli zupełna odwrotność priorytetów kierownika Wydziału Administracji i Zarządzania. Do dzisiaj odczuwał rozdrażnienie, gdy myślał o fali raportów dotyczących samoistnych wyładowań magii niestosowanej, która opóźniała lub wręcz uniemożliwiała realizację niektórych projektów z innych wydziałów. Wszystkie z odręcznym podpisem Njegoš potwierdzającym zaistnienie zjawiska.<br />
Radmila Njegoš była tak leniwa, że nawet rzadko stwarzane przez nią dublety przejmowały wszelkie objawy nałogowego lenistwa, a nawet wykazywały rozdrażnienie przy wykonywanej pracy.<br />
Ludwig już miał się ukłonić i żegnać, gdy coś mokrego trąciło jego dłoń. Spojrzał w dół na nieźle odkarmionego dalmatyńczyka. Odruchowo poklepał psa po łbie. Zwierzak wlepił w mężczyznę rozumne oczy i oddalił się na kanapę. Przelazł nad stertą koców, nieco zawadzając o nią łapą, przez co sterta koców okazała się jednym kocem i stertą pisemek dla pań. A także dwóch czy trzech dla panów. Wyrazu twarzy Butković nie powstydziłby się zawodowy gracz w pokera. Njegoš olała incydent. Ludwig jak rzadko postanowił iść w jej ślady.<br />
Kierując się w stronę schodów zauważył drzwi, których zwykle na tym piętrze nie było. Pełen najgorszych przeczuć szarpnął za klamkę. W środku znalazł wyjątkowo czyste laboratorium, bardzo zdziwioną amfisbenę oraz dwóch blondynków, w których rozpoznał Matthew Williamsa i Dunję Vošnjak, kierowników Niewidzialnego Wydziału. Uspokojony zamknął drzwi, po czym uświadomiło sobie, że nie powinien tego robić, bo nie wie, gdzie wyjdzie, kiedy ponownie je otworzy. Trudno. Przynajmniej odwiedził Niewidoczny Wydział, co zdarzało się nieczęsto.<br />
Kierownicy robili wszystko co mogli, aby uczynić wydział widzialnym i rozpoznawalnym jak logo Coca-Coli. Dość powiedzieć, że niezbyt się to udawało. Do tego stopnia, że mieli problemy nawet z odbieraniem wypłaty i to nie tylko przez notoryczne tratowanie w kolejce, nie mówiąc o dodatkowych stypendiach oraz grantach. Mieli za co jeść tylko dlatego, że Vošnjak należała do Związku Słowian i Wärzner nieraz pod groźbą wyszarpał dla niej dodatkowe grosze na doskonalenie Niewidzialnego Wydziału. Williams też się chciał zapisać, ale odrzucono jego kandydaturę.<br />
- Ludwigu! &#8211; ucieszyła się Vošnjak.<br />
Młodszy Beilschmidt uznał to za dobry znak. Skinął głową na przywitanie i podszedł do stoiska laboratoryjnego. Kierownicy rozstąpili się, aby zaprezentować swoje dzieło. Na stole leżał szczur z wydłużonym ryjkiem i białymi pręgami na futerku. Podłączyli go do skomplikowanej aparatury złożonej z dużej ilości rurek, słoiczków, kolb i dziwnych pompek wydających z siebie wulgarne dźwięki.<br />
Ludwig przyjrzał się stworzeniu i miał wrażenie, że znika i pojawia się co chwilę.<br />
- Co pan sądzi, panie kierowniku? &#8211; zapytał nieśmiało Williams.<br />
- Bardzo ładny szczur &#8211; pochwalił młodszy Beilschmidt. &#8211; Czy mogę znać przeznaczenie?<br />
To wyraźnie zasmuciło Williamsa.<br />
- To specjalny nieznikający bandikut &#8211; pochwaliła się Vošnjak. &#8211; Świetne zwierzątko, chcemy uczynić je maskotką naszego wydziału. Żeby przyciągnąć chętnych do współpracy laborantów.<br />
- Przecież wysyłamy wam praktykantów &#8211; oznajmił Ludwig, zastanawiając się, czy faktycznie istnieje takie stworzenie jak bandikut.<br />
- Ale oni odwalą swoje i pryskają &#8211; zamarudził Williams. &#8211; Nikt nie chce u nas zostać.<br />
- Nie chcę wam psuć entuzjazmu, ale jak ten mały gryzoń… &#8211; zaczął Ludwig.<br />
- Torbacz &#8211; podsunął z nadzieją Williams.<br />
- Jak ten mały torbacz &#8211; rzekł młodszy Beilschmidt ugodowo &#8211; ma rozreklamować wasz wydział? Takie małe torbacze…<br />
- Bandikuty &#8211; podpowiedziała Vošnjak.<br />
- Bandikuty &#8211; zgodził się Ludwig &#8211; są raczej mało znane.<br />
- Naprawdę? &#8211; zmartwiła się dziewczyna.<br />
- Mófiłem fam, że gófno z tego fyjdzie &#8211; oznajmił nosowo bandikut.<br />
- A ja ci mówiłam, że jeśli nie skończysz z tym świńskim językiem, to potraktuję ci futro talkiem &#8211; odparła wzburzona Vošnjak.<br />
Ludwig taktowanie udał, że nic nie usłyszał. Podszedł do niego biały, pluszowy miś i oznajmił:<br />
- Zabierz mnie stąd.<br />
Kierownik Wydziału Administracji i Zarządzania westchnął. Nie pierwszy raz przeprowadzał tę rozmowę.<br />
- Wiesz, że nie mogę. Jesteś tu zinwentaryzowany. Jurgen Löffler wybierał się do ciebie sześć razy, żeby cię przepisać, ale nie udało mu się odnaleźć Niewidzialnego Wydziału.<br />
- To wszystko przez ciebie &#8211; oznajmił miś Williamsowi, który wzruszył ramionami.<br />
Ludwig życzył im powodzenia z bandikutem i ostrożnie otworzył drzwi.</p>
<br />Filed under: <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/category/fanfiki/mix/instytut-badan-magii-i-czarow/'>Instytut Badań Magii i Czarów</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/malumnecessarium.wordpress.com/878/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/malumnecessarium.wordpress.com/878/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/malumnecessarium.wordpress.com/878/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/malumnecessarium.wordpress.com/878/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/malumnecessarium.wordpress.com/878/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/malumnecessarium.wordpress.com/878/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/malumnecessarium.wordpress.com/878/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/malumnecessarium.wordpress.com/878/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/malumnecessarium.wordpress.com/878/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/malumnecessarium.wordpress.com/878/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/malumnecessarium.wordpress.com/878/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/malumnecessarium.wordpress.com/878/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/malumnecessarium.wordpress.com/878/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/malumnecessarium.wordpress.com/878/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=878&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malumnecessarium.wordpress.com/2011/12/17/instytut-badan-magii-i-czarow-cz-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f8973beee5cfc3ccb81b59c5f702cd51?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">anzurek</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Burza cz.3 [koniec]</title>
		<link>http://malumnecessarium.wordpress.com/2011/12/06/burza-cz-3-koniec/</link>
		<comments>http://malumnecessarium.wordpress.com/2011/12/06/burza-cz-3-koniec/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 06 Dec 2011 13:42:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Shen</dc:creator>
				<category><![CDATA[Burza]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malumnecessarium.wordpress.com/?p=865</guid>
		<description><![CDATA[Bardziej od prostego „tak” lub „nie” ciekawiło ją wyjaśnienie. Czemu dwóch posługuje się tym samym imieniem? Imię, to pierwsze, było zakorzenione głęboko w nich samych. Nie uczyli się go, nie nadawano im go, ale posiadali je od pierwszych sekund życia. Było wyryte w nich tak jak wyryte było wszystko o ich ziemiach. Nie musieli dotknąć [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=865&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Bardziej od prostego „tak” lub „nie” ciekawiło ją wyjaśnienie. Czemu dwóch posługuje się tym samym imieniem? Imię, to pierwsze, było zakorzenione głęboko w nich samych. Nie uczyli się go, nie nadawano im go, ale posiadali je od pierwszych sekund życia. Było wyryte w nich tak jak wyryte było wszystko o ich ziemiach. Nie musieli dotknąć każdej skały, aby wiedzieć, że ona istnieje ani poznać każdego człowieka, aby zdawać sobie sprawę z tego, że on gdzieś tam mieszka na rubieżach ich terytorium. Więc jeśli obaj od początku uważali się za Sasów, to nimi byli. Tylko dlaczego?</p>
<p>— Tak.</p>
<p>— Zapowiedź rychłej schizmy — roześmiała się. To było pierwsze, co przyszło jej do głowy. Teoria nie gorsza od innych. Schizma, bratobójcza walka i w końcu zostałby jeden, jak bogowie przykazali.</p>
<p>Germania milczał. Jemu też nie raz postała w głowie taka myśl i nie radowała go ona. Z drugiej strony nic nie świadczyło o tym, że może do tego naprawdę dojść. Przynajmniej nie w najbliższej przyszłości. Bracia byli zgodni.</p>
<p>— Masz dla nich jakieś normalne imiona, aby ich rozróżnić?</p>
<p>Przytaknął.</p>
<p>— Bogowie!</p>
<p>Wstała i przesiadła się na jego stronę ławy. Usiadła na niej okrakiem i utkwiła w Germanii spojrzenie. Jej zielone oczy przewiercały się przez niego, choć był to proces bardzo powolny.</p>
<p>— Jakie?<span id="more-865"></span></p>
<p>Milczał. Musiał im je nadać w tym sęk, że oni ich nie lubili i czasami po prostu na nie nie reagowali. To była mała wojna między nimi. On za punkt honoru postawił sobie nie ustąpić.</p>
<p>Jestem ich ojcem i mają mnie słuchać bez względu na to czy im się to podoba czy nie. Ustąpię raz, to znów mnie do tego zmuszą. Co mnie to obchodzi czy im się te przezwiska podobają czy nie? Mam dość spraw i własnych problemów na głowie, żeby jeszcze użerać się z wyłuszczaniem na okrętkę, któremu z nich chcę coś przekazać.</p>
<p>— Nie wiem czemuś się tak zaparł, ale niech ci będzie — Odezwała się Iskra, ratując go tym samym przed koniecznością wypowiedzenia na głos jakiejkolwiek części tego, co mu się w głowie działo. — Chciałeś o odławianiu, to proszę. Przestraszony koń twojego chłopaka nie trafił w most.</p>
<p>Germania nieznacznie pobladł, czym sobie u Iskry zapunktował. Przynajmniej miała dowód, że go faktycznie syn coś obchodzi. Uśmiechnęła się i wzięła w dłonie kosmyk jego włosów.</p>
<p>— Przy okazji prawie trafił w mojego syna — opowiadała dalej, ignorując jego próbę wyszarpnięcia ich z jej rąk. — Co się stało z koniem, nie wiem. Nie obchodzi mnie to — podkreśliła. Nico nieświadomie zaczęła mu zaplatać warkoczyk. Chciała to zrobić od dawna i teraz jej dłonie same uznały, że nadszedł na to najwyższy czas.  — W tej chwili są razem. Dopijemy, porozmawiamy sobie jeszcze, a potem po niego pojadę, a ty tu poczekasz.</p>
<p>Widząc na jego twarzy cień sprzeciwu pociągnęła ostrzegawczo za niedokończony warkoczyk.</p>
<p>— Poczekasz. Jeśli tylko zauważę, że próbujesz za mną jechać, to będziesz musiał tu wrócić z małą armią, aby dzieciaka ode mnie wydostać. A może mu się ze mną spodoba…</p>
<p>Szarpnął się i spiorunował ją wzorkiem. Przestraszyła się. Głupi by się jedynie nie przestraszył.</p>
<p>— Nie wierć się — powiedziała z udawanym spokojem.</p>
<p>Patrzyła na swoje dłonie i skupiała uwagę na mocnym omotaniu sznurka na końcu warkoczyka. Ze wszystkich swoich sił starała się ignorować jego spojrzenie. Oto był Germania, ojciec tych dzieciaków, które robiły naprawdę sporo zamieszanie w tej okolicy. Ojciec chłopaka, który zalazł za skórę Połabianom, a teraz siedział w domu razem z Łużycami.</p>
<p>Roześmiała się.</p>
<p>Germania poczuł się nieco zbity z tropu. Zmrużył groźnie oczy. To było to spojrzenie, pod którym wielu truchlało, zaczynało wpatrywać się w swoje stopy i szukać w myślach drogi ucieczki. Iskra jedynie brała głęboki wdech i udawała, że nie widzi. Czasami zastanawiała się, czy ten przejaw dumy nie jest również przejawem głupoty, ale nigdy nie doszła do żadnych konkretnych wniosków.</p>
<p>— I jak ładnie — roześmiała się, patrząc na ukończona pracę. — Teraz będziesz mniej swoje dzieciaki straszył, to może wyrosną na mniej zestresowane jednostki.</p>
<p>Nie stresuję swoich dzieci — pomyślał. Wychowuję tak, aby wiedzieli, gdzie ich miejsce i nie pakowali się w kłopoty, jeśli nie mają szans wyjść z nich cało. To, że Sasi są wybitnie na to odporni, to…</p>
<p>— Zostaw — mruknął.</p>
<p>— Już zostawiam. Chociaż jakby ci tak drugiego zapleść symetrycznie, to mniej leciałby ci do oczu. Mężczyźni — westchnęła rozdzierająco i napiła się. — Nocujesz tutaj?</p>
<p>— Yhym.</p>
<p>— No to będę wiedziała gdzie cię szukać. To dobrze.  Jakoś przed wieczorem wrócę.</p>
<p>Podniosła się z ławy i chwilę później wspomnieniem po niej był jedynie warkoczyk i rachunek do uregulowania.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Dziecięcy śmiech usłyszała jeszcze zanim zobaczyła dom. Zatrzymała konia przy wysokich krzewach, zsiadła i zasłuchała się. Wypowiedziane tylko po to by odstraszyć germanię groźby, o tym, że nie odda mu chłopaka wydały się wcale nie takie nierzeczywiste.</p>
<p>Saksonia zważył w ręce nóż podrzucił go i złapał za końcówkę ostrza nie raniąc się przy tym, zamachnął się i po chwili ostrze tkwiło w najbliższym drzewie. Łużyce pokiwał głową z podziwem i rzucił swoim nożem. Też trafił, ale niewiele brakowało, aby ostrze przeszło obok pnia. Widać jednak nawet taki efekt spodobał się Sasowi, bo chłopiec rozpromienił się i zaklaskał. O czymś rozmawiali, ale ona z tej odległości łapała pojedyncze słowa i nie mogła dociec sensu całości. Nie była nawet pewna czy chce. Po co? To był Jego syn, choć gdyby nie miała dowodów, to teraz tym bardziej by w to wątpiła. Jak to siedzące na chwiejącym się płocie dziecko mogło być jego synem. Jak mogło być jednym z tych, którzy zaleźli za skórę Połabianom? Wyobrażała ich sobie… jako starszych. Przeciwko starszym łatwiej by było skierować słuszny matczyny gniew. Przeciwko takiemu dziecku, które rozmawiało z Łużycami i chyba wręcz douczało go rzucania nożem nie potrafiła. Czy gdyby obaj przyznali się przed sobą, kim są, to zachowywaliby się z taką samą niefrasobliwością? Wątpiła, ale sama wizja tego była na swój sposób przyjemna. Nie żeby cierpiała na brak zajęć. Polanie tłukący Wiślan, Połabianie tłuczeni przez Polan i Sasów… Nawet nie chciała wiedzieć, kto kogo dokładnie ostatnio sprał. Nie na jej nerwy to było chwilami i…</p>
<p>Zamarła na moment w absolutnej ciszy.</p>
<p>Ludowit, ty głupku! — pomyślała.</p>
<p>Jeden krótki kawałek rozmowy rozwiał jej wątpliwości, co do zachowania tej dwójki. Pytanie o ich zachowanie względem siebie „gdyby wiedzieli” pewnikiem nie miało racji bytu już od kilku godzin. Westchnęła.</p>
<p>Czego ja się spodziewałam po Łużycach? A ten chłopak… Dziwy lubią się przyciągać jak widać.</p>
<p>Roześmiała się i wyjechała na drogę. Zauważyli ja niemal od razu.</p>
<p>— Powiedz mu, że zabiorę go do ojca, tylko was nakarmię — powiedziała do syna, gdy zsiadła z konia.</p>
<p>— Dziękuję.</p>
<p>Łużyce roześmiał się na widok jej zaskoczonej miny, a Sas szybko poszedł w jego ślady.</p>
<p>— Mały co nieco rozumie z naszych języków. Mówił, że czasami z kupcami się zabierał i u Połabian podsłuchał.</p>
<p>— Ojciec pozwolił…</p>
<p>Mina chłopaka mówiła sama za siebie. Nie pozwolił, zabronił i pewnikiem po dziś dzień nie wie jak wiele razy miało to miejsce.</p>
<p>— Nie powiem mu — zapewniła.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Łużyce uparł się jechać z nimi, a ona nie miała żadnego argumentu, aby go do tego zniechęcić. Z jej pozwoleniem czy bez niego i tak by pojechał. Ona sama na jego miejscu zrobiłaby to samo i trudno jej było karcić go po drodze za takie zachowanie. Próbowała, ale więcej tym śmiechu wywołała niż skruchy. I to u obojga. W końcu skapitulowała. Odpuściła nawet ostatnie, pełne przestrogi słowa o tym, by Sas się więcej sam tu nie zapuszczał.</p>
<p>Germania siedział na ławie przed karczmą. Nawet okoliczne kury omijały go szerokim łukiem, tak niesympatyczna aura roztaczała się wokół niego. Wielki mężczyzna, na w sumie małej ławie, mordujący wzrokiem wszystko, co śmiało się do niego zbliżyć, poza jednym blond chłopakiem. Choć i on trzymał się raczej na dystans. Iskra nie miała złudzeń, że to też jego dzieciak. Wyglądał na równie zniecierpliwionego, co ojciec, tylko manifestował to w inny sposób. Na ich widok przystanął i wbił w nich wzrok. Sas się roześmiał.</p>
<p>— To Bawaria — szepnął.</p>
<p>— Dobrze wiedzieć — odpowiedziała. — Zeskakuj.</p>
<p>Chłopak zsunął się z konia i podbiegł do ojca. Germania już stał. Przez moment się bała. Wielki jak dąb mężczyzna patrzący w dół na dziecko obudził w niej strach. Gdyby chciał, to jednym machnięciem reki przetrąciłby chłopakowi kark. Była tego pewna. Sas tymczasem w milczeniu znosił jego spojrzenie. Zadarł głowę, usta zacisnął w cieniutka kreseczkę i patrzył ojcu w oczy.</p>
<p>Krew z krwi — pomyślała.</p>
<p>Odetchnęła, gdy Germania z powrotem usiadł na ławce. Mówił coś, ale tak cicho, że nie słyszała. Jedynie Sas roześmiał się wyraźnie zmieszany, a Bawaria podszedł do niego. Próbował nawet, podobnie jak ojciec, zrugać brata, ale nie zrobił na Sasie żadnego wrażenia, co ją jedynie rozbawiło. Został wyminięty, a uwaga bardziej poświęcona odpinaniu pokrowca od paska. Chwilę później, w chwili, gdy Bawaria doszedł chyba do pointy swojej przemowy, Iskra nie była pewna, nie rozumiała chłopaka, ale ton jego głosu wiele jej mówił, zabezpieczony skórzanym futerałem nóż poleciał prosto w stronę jej syna. Ludowit złapał go nieco niewprawnie.</p>
<p>— Lusatia! Jest twój! — zawołał Sas.</p>
<p>— Dziękuję.</p>
<p>Bawaria spojrzał wrogo pierw na Łużyce, a potem na uśmiechniętego brata, o którego martwił się całą noc.</p>
<p>— Mi nie chciałeś dać! — krzyknął z wyrzutem.</p>
<p>— Bo ty nie umiesz rzucać i sobie nie zasłużyłeś — odparł Sas powoli i dobitnie, czym Iskrze bardzo skojarzył się z ojcem. — To jeden z moich ulubionych i byle komu bym go nie oddał!</p>
<p>— Umiem i nie jestem byle kim!</p>
<p>Iskra roześmiała się cicho słysząc tę kłótnię i widząc jak Germania z wyraźnym trudem powstrzymuje się od nawrzeszczenia na obu synów.</p>
<p>— Ludowit, jedziemy. To już nie nasze sprawy.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Ona</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Przeciągnęła się w fotelu i przetarła oczy. Jedynym światłem w pokoju był ekran telewizora z sunącymi po nim napisami końcowymi.</p>
<p>— A jednak to nie był taki ciekawy film — roześmiała się — skoro przespałam ponad połowę.</p>
<p>Ziewnęła. Sen zostawił ją z uczuciem niepokoju i tęsknoty. Nawet nie pamiętała jak dawno temu to wszystko się wydarzyło. „Bardzo” było chyba najlepszym określeniem. Zdusiła w sobie nagłą chęć zadzwonienia do najstarszego z synów i zapytania czy on to jeszcze pamięta. Może jutro? — pomyślała. A może tam pojadę na małą inspekcję, jak sobie dzieciaki radzą? Niemal osiemset kilometrów w moim wieku… Parsknęła śmiechem. Gwałtownie podniosła się z fotela i odrzuciła włosy na plecy. W ciemnym oknie widziała swoje odbicie. Blond włosy ujarzmione kolorową opaską spływały jej aż za pas, kolorowa spódnica noszona jedynie po domu i luźna, równie znoszona bluzka, może nie dodawały jej uroku, ale nie wyglądały źle.</p>
<p>— Jakim wieku!? – parsknęła.</p>
<p>Śmiejąc się wyłączyła telewizor. Zrobiło się ciemno i cicho jak po burzy.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Koniec</p>
<br />Filed under: <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/category/fanfiki/mix/burza/'>Burza</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/malumnecessarium.wordpress.com/865/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/malumnecessarium.wordpress.com/865/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/malumnecessarium.wordpress.com/865/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/malumnecessarium.wordpress.com/865/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/malumnecessarium.wordpress.com/865/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/malumnecessarium.wordpress.com/865/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/malumnecessarium.wordpress.com/865/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/malumnecessarium.wordpress.com/865/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/malumnecessarium.wordpress.com/865/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/malumnecessarium.wordpress.com/865/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/malumnecessarium.wordpress.com/865/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/malumnecessarium.wordpress.com/865/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/malumnecessarium.wordpress.com/865/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/malumnecessarium.wordpress.com/865/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=865&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malumnecessarium.wordpress.com/2011/12/06/burza-cz-3-koniec/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/3ace1ed6ef8425230b7dad36d3ec8d23?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Hybrydka</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Burza cz. 2</title>
		<link>http://malumnecessarium.wordpress.com/2011/11/24/burza-cz-2/</link>
		<comments>http://malumnecessarium.wordpress.com/2011/11/24/burza-cz-2/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 24 Nov 2011 09:34:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Shen</dc:creator>
				<category><![CDATA[Burza]]></category>
		<category><![CDATA[Mix]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malumnecessarium.wordpress.com/?p=863</guid>
		<description><![CDATA[Ono   Deszcz padał z taką siłą, że nawet pośród drzew stworzył szarą kotarę. Gdzieś niedaleko las się kończył i wiatr wpadał pomiędzy pnie, uderzał kroplami w twarz. Duże i ciężkie niemal raniły dłonie. Bolało. Błysło. Był kiedyś w czasie burzy na morzu, ale to było mniej straszne. Byli blisko lądu i Berengar ciągle powtarzał, [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=863&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><strong>Ono</strong></p>
<p style="text-align:justify;"><strong> </strong></p>
<p style="text-align:justify;">Deszcz padał z taką siłą, że nawet pośród drzew stworzył szarą kotarę. Gdzieś niedaleko las się kończył i wiatr wpadał pomiędzy pnie, uderzał kroplami w twarz. Duże i ciężkie niemal raniły dłonie. Bolało. Błysło. Był kiedyś w czasie burzy na morzu, ale to było mniej straszne. Byli blisko lądu i Berengar ciągle powtarzał, że będzie dobrze, że ich doprowadzi do brzegu. Saksonia wcale nie wiedział czy będzie dobrze. Koń panikował, a on nie wiedział jak go uspokoić. Huknęło. Bał się niemniej niż zwierzę. Błysło. Huknęło. Mokre ubranie kleiło się do ciała. Za co? Za co?!</p>
<p style="text-align:justify;">Na ułamek sekundy zrobiło się zupełnie jasno. Biel kuła oczy. Ojciec przed nim był jedynie czarnym cieniem wypalonym w oku. W uszach słyszał tylko ryk burzy. Huknęło jakby coś rozdzierało niebo. Zamknął oczy. Czuł, że koń puścił się biegiem, ale za bardzo się bał, aby cokolwiek zrobić. Zacisnął dłonie najmocniej jak potrafił na wodzach i myślał tylko o tym, aby przestało grzmieć i szumieć. Pragnął ciszy.</p>
<p style="text-align:justify;">Zapadła.<span id="more-863"></span></p>
<p style="text-align:justify;">— Nie znam go, już ci mówiłem! Za to on i jego koń omal mnie nie stratowali, a chwilę potem sami się nie utopili w rzece. Dzieciaka odłowiłem, chociażby za to, że jednak mnie nie stratowali. Ale kim jest, to nie wiem. Miałem dać go ponieść nurtowi?!</p>
<p style="text-align:justify;">— A jakby cię porwało, to co!? Pomyślałeś o tym!? Ludowit, czasami się zastanawiam, jakim cudem ty się dotychczas sam nie wykończyłeś!</p>
<p style="text-align:justify;">— Mam to po tobie — mruknął. — I nie krzycz tak. Perun wściekły, a ty go przekrzyczeć próbujesz. Jutro dzieciaka do wsi wezmę. Może ktoś go tam zna.</p>
<p style="text-align:justify;">Iskra milczała. Wciąż wyglądała na zagniewaną, ale to wszystko brało się z niepokoju. Wiele razy widziała ludzi porywanych przez rzekę czy powódź. Była także egoistką. Ratowanie dzieciaka pochwalała, ale wolałaby, aby to nie jej syn to robił i nie w taką pogodę.</p>
<p style="text-align:justify;">— On trochę przypomina mi brata — roześmiał się nadal kucając przy ławie, na której położył chłopca. Wokół nich rozlewała się pokaźna kałuża.</p>
<p style="text-align:justify;">— Może trochę — mruknęła. — Idź po wodę.</p>
<p style="text-align:justify;">— W tę ulewę do studni!?</p>
<p style="text-align:justify;">— Jak dla mnie możesz stanąć z wiadrem przed domem i czekać aż się napełni. I tak jesteś przemoczony. Idź już! Szybciej wrócisz, szybciej się przebierzesz. Ja odgrzeję jedzenie. Dzieciakiem też się zajmę.</p>
<p style="text-align:justify;">Odetchnęła, gdy została w izbie sama. Jej syn jeszcze się nie zorientował, że uratował kogoś bardziej wyjątkowego niż wiejskiego dzieciaka, ale ona poznała od razu. Przysiadła na podłodze koło ławy i odgarnęła chłopcu włosy z twarzy.</p>
<p style="text-align:justify;">— Ludowit nie ma racji. Nie przypominasz jego brata. No może trochę — roześmiała się cicho. — Tak naprawdę jesteś podobny do kogoś innego, ale on o tym nie wie. Nie pamięta siebie z tego okresu. To było dawno temu i nie sądzę, aby za często widział swoje odbicie. Dziwnie się na was dwóch patrzy, a jeśli jeszcze słusznie mi intuicja podpowiada, że jesteś Jego synem, to… Że też akurat Ludowit musiał cię uratować. Co też takiego planują dla nas bogowie?</p>
<p style="text-align:justify;">Przestało już grzmieć, ale ulewa nie ustawała. Wiatr uderzał wściekle w ściany domu, aż wszystko skrzypiało i trzeszczało.</p>
<p style="text-align:justify;">— Śpij — pogłaskała chłopca po głowie. — Cokolwiek ci się śni, jest lepsze od tego piekła tutaj. A ja zaraz znajdę ci coś suchego. Ludowit chyba faktycznie czeka, aż mu do tego wiadra deszczówka napada.</p>
<p style="text-align:justify;">Wstała i podeszła do okna, ale nie widziała syna. Tylko woda i woda. Nie było sensu patrzeć. Zakrzątnęła się przy ogniu i poszła szukać jakiegokolwiek suchego ubrania, które przy pomocy dużej ilości sznurka i jej dobrych chęci mogło się dać na dziecku udrapować.</p>
<p style="text-align:justify;">Skrzypnęły drzwi.</p>
<p style="text-align:justify;">— Coś ty —</p>
<p style="text-align:justify;">Zamilkła widząc Ludowita w progu.</p>
<p style="text-align:justify;">— Tyś do tej studni się doczołgiwał!?</p>
<p style="text-align:justify;">— Nie, ale potknąłem się — przyznał.</p>
<p style="text-align:justify;">— Stój gdzie stoisz! Wszystko zabrudzisz.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie musiała mu tego dwukrotnie powtarzać. Miał dość rozumu, aby posłuchać jej za pierwszym razem i ograniczyć kałużę deszczówki oraz błota do jednego miejsca, i cierpliwie czekać na ręcznik i coś suchego, a zarazem czystego. Zwłaszcza suchego. Ulewa złapała go jak wracał ze wsi. Coś go naszło na tę wycieczkę pomimo odwiedzin matki i widać tak go bogowie pokarali. Przemókł jeszcze nim omal się z tym dzieciakiem przy rzece nie zderzył. A potem sam wszedł do niej, więc bardziej mokry już być nie mógł. Suche ubranie wydawało się spełnieniem jego marzeń. Co prawda — jak się nad tym zastanowił — to przyznać musiał, że marzeń ma w sumie sporo. Na przykład to o —</p>
<p style="text-align:justify;">— Przebieraj się.</p>
<p style="text-align:justify;">— Co z chłopakiem?</p>
<p style="text-align:justify;">— Wyżyje. Coś takiego go nie wykończy.</p>
<p style="text-align:justify;">— Mały jest i —</p>
<p style="text-align:justify;">— Przyjrzyj się mu, Ludowit. Uważnie. Ja podejrzewam, że on ma ze 100 lat jak obszył. Nie widziałam go wcześniej, ale jednego z synów germanii masz tu niedaleko. Może ten był w odwiedzinach… Siadaj i jedz. A potem pod pierzynę. Z tobą jak z dzieckiem.</p>
<p style="text-align:justify;">Puściła mimo uszu jego komentarz o byciu całkiem dorosłym i umiejętnościach radzenia sobie bez jej pomocy. Doskonale wiedziała, ze może sobie dawać sam radę. Przecież to robił cały czas, gdy jej tu nie było.</p>
<p style="text-align:justify;">Starzejesz się, kobieto — roześmiała się w myślach. Chociaż, może nie. Po prostu on jest stary, a ja mam na głowie jeszcze masę dzieciaków, które bardzo chętnie by się wytłukły. Westchnęła.</p>
<p style="text-align:justify;">— Jutro pojadę do wsi i rozejrzę się za jego ojcem od siedmiu boleści. Jak się dzieciak obudzi… To nie wiem. Jeśli się będziecie w stanie dogadać —</p>
<p style="text-align:justify;">— Będziemy — zapewnił. — Znam trochę ich języki. To pomaga w handlu.</p>
<p style="text-align:justify;">— Nie przerywaj mi. Skoro znasz, to coś wymyślisz. Tylko uważaj, nie wiemy skąd go przywiało.</p>
<p style="text-align:justify;">Tej nocy nie spała dobrze i deszcz nie miał z tym nic wspólnego. Jej własne myśli nie pozwalały jej zasnąć. Gnały na złamanie karku miedzy najróżniejszymi możliwościami. Co zrobi, jeśli Germanii tu nie znajdzie? Może dzieciak wybrał się tu bez wiedzy ojca? Chociaż w to wątpiła. Germania na wieść o tym wściekłby się i chłopak miałby potem ciężkie życie. Z drugiej strony jednostki patologiczne trafiały się wszędzie, czemu więc jedna nie miała by się znaleźć wśród jego synów? I co wtedy? Każe mu odjechać i tyle? A jak nie posłucha?</p>
<p style="text-align:justify;">Kobieto, śpij — nakazała sobie, ale na niewiele się to zdało. Miała złe przeczucia.</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>On i ona</strong></p>
<p style="text-align:justify;"><strong> </strong></p>
<p style="text-align:justify;">— Tak myślałam — westchnęła, a uczyniła to dostatecznie głośno, aby mężczyzna stojący nieopodal ją usłyszał.</p>
<p style="text-align:justify;">Dłoń Germanii zacisnęła się na skórzanym wędzidle i Iskra odnotowała to z satysfakcją. Odwrócił sie powoli i zmierzył ją wzrokiem. Patrzyła na niego hardo. Wyprostowana, uśmiechnięta i rześka stanowiła jego przeciwieństwo. Niewyspany, z opuszczonymi ramionami prezentował się niebojowo.</p>
<p style="text-align:justify;">— Masz dla mnie chwilę.</p>
<p style="text-align:justify;">— Nie mam — odpowiedział szybko nie zorientowawszy się na czas, że Iskra nie pytała go o to, tylko stwierdzała fakt.</p>
<p style="text-align:justify;">— Masz — zapewniła.— W twoim dobrze pojętym interesie jest, abyś go miał. Chyba że tyleś tych dzieciaków narobił, że jeden w lewo, jeden w prawo ci nie różnica. Jak tak, to szerokiej drogi, gdziekolwiek ma cię ona zaprowadzić.</p>
<p style="text-align:justify;">— Ty… — wycedził.</p>
<p style="text-align:justify;">— Ja. Powinieneś się cieszyć, że ja, a nie ktoś inny. Bo ja twojego dzieciaka rozpoznałam, chociaż pojęcia nie mam, który to z nich. Niemniej jest do ciebie szalenie podobny. A skoro rozpoznałam, to pofatygowałam się aż tutaj, aby cię spotkać. Doceniłbyś, że oszczędziłam ci jeżdżenia od domu do domu i pytania czy ktoś chłopaka nie widział.</p>
<p style="text-align:justify;">Stojąc ponad metr od niego i tak musiała zadzierać głowę, aby patrzeć mu w oczy, ale w najmniejszym stopniu jej to nie deprymowało. Oparła dłonie na biodrach i zmierzyła go pełnym pogardy spojrzeniem.</p>
<p style="text-align:justify;">— Języka w gębie zapomniałeś? Jak tak, to nie moja sprawa.</p>
<p style="text-align:justify;">Odwróciła się na pięcie i wolnym krokiem ruszyła w swoją stronę. Gdyby spojrzenie i myśli mogły zabijać, to bałaby się w tej chwili o swoje życie. Od kiedy wspomniała o dzieciaku Germania coraz bardziej zaczynał przypominać dzikie zwierze gotujące się do skoku. Rzucić się i wydusić wszystkie informacje, ot cała jego finezja. Nie żeby się więcej po nim spodziewała.</p>
<p style="text-align:justify;">Tymczasem on patrzył i pojąć nie mógł, co ona robi tak daleko na peryferiach ziem słowiańskich? I jeśli nie kłamie, to czemu jest tu sama? Ostatnim, czego się spodziewał, to że ona zaprosi go do siebie, aby sobie syna odebrał, a zatem mogła kłamać. Mogła się o całym zaginięciu dowiedzieć dzięki tym swoim czarom i teraz używa sobie jego kosztem. Zabierze mu jego cenny czas, a tymczasem…</p>
<p style="text-align:justify;">— Gdzie?</p>
<p style="text-align:justify;">— O, a jednak potrafisz jeszcze mówić po ludzku. Co gdzie? — Spojrzała na niego przez ramię pytająco.</p>
<p style="text-align:justify;">— Gdzie on jest?</p>
<p style="text-align:justify;">— Lepiej, lepiej. Może przed wieczorem do czegoś dojdziemy. W domu jednego z moich synów. Zresztą to on, syn nie dom, twojego chłopaka znalazł i odłowił. Nie wiedziałam, czy cię tu znajdę, czy gdzieś w lesie obozujesz, więc nie ciągnęłam dzieciaka ze sobą rannym świtem. Miał dość atrakcji wczoraj, żebym pozwoliła mu się wyspać. I nie patrz na mnie tak, jakbym zostawiła go na pewna śmierć. To twoje chłopaki chętniej się do gardeł rzucają niż moi. Nic mu nie będzie. Może się nawet zaprzyjaźnią? — roześmiała się. — A teraz, skoro już przemówiłeś, to chodź. Porozmawiamy, napijemy się. Suszy mnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie specjalnie zostawiła mu wybór. Jeśli nie kłamała, a miał wrażenie, że mówi prawdę, to najszybszym sposobem dorwania Saksonii było przystać na jej warunki. Nawet, jeśli godziło to w jego honor.</p>
<p style="text-align:justify;">Iskra zaprowadziła ich do tej samej karczmy, w której nocował. Usadziła przy stole zaraz przy otwartym oknie i zawołała głośno, aż ją w kuchni usłyszano. Przez zasłonięte szmatą przejście wytoczyła się pulchna kobieta, której poprzedniego dnia tu nie widział. Mógł się domyślić, że to ona rządzi po tamtej stronie lady.</p>
<p style="text-align:justify;">— Iskra! — gruchnęła i rozpromieniła się. — Jak ja cię dawno nie widziałam!</p>
<p style="text-align:justify;">— No się tak poukładało. Ale przyjechałam. Dziś tu tylko na chwilkę jestem, ale na dniach się zmówimy na ploty. Ta twoja dziewczyna sobie na kuchni chyba da radę sama jeden dzień?</p>
<p style="text-align:justify;">— A da! Co by miała nie dać? Przyuczyłam tak, że jakby tu jej wielka miłość nie mieszkała w okolicy, to by mi pewnikiem już pierzchła gdzie dalej kawalera szukać i biznes rozkręcać.</p>
<p style="text-align:justify;">— Dzieciaki — roześmiała się. — Dasz nam coś do picia?</p>
<p style="text-align:justify;">— Zaraz młodego pogonię, żeby twoje ulubione z piwnicy wyniósł — zagruchała kobieta i z zadziwiającą jak na kogoś tej postury gracją odwróciła się i podreptała do kuchni.</p>
<p style="text-align:justify;">Germania przyglądał się temu z nikłym zainteresowaniem. Jego uwagę pochłaniały jego własne myśli. Nie wydawało mu się, aby Iskra mogła dzieciaka skrzywdzić. Takie rzeczy to Skandynawia. Słowianka była rodzinna. Przygarnięcie chłopaka i przekabacenie go na jej modłę było bardziej prawdopodobne. Wzdrygnął się nieznacznie na myśl o tym. Jego obawy koncentrowały się na jej synu. Nie wiedział, co to za nasienie i co może zrobić, jak matki nie będzie.</p>
<p style="text-align:justify;">— Za przypadkowe spotkanie. — Iskra wzniosła gliniany kubek w toaście. — Jak się w ogóle ten twój chłopak zowie? Niech wiem, kto pierw omal mojego syna nie stratował koniem, a potem przez tego samego syna został odłowiony z rzeki.  To na pewno nie ten, co tu nieco na zachód siedzi. Widywałam go, choć poznać mi nie było dane. Nie wiem, co mu o mnie nagadałeś, ale jak chłopak na mnie gdzieś zza winkla spojrzy to strach się bać.  — Jej śmiech wypełnił izbę. — Ten z południa bardziej hardy, ale rzadko go tu widać. I dobrze. Więc kogo dane było mi spotkać?</p>
<p style="text-align:justify;">— Odłowił?</p>
<p style="text-align:justify;">— Najpierw imię, potem historia. Zresztą, to naprawdę już chyba nieważne, skoro dzieciak jest cały i zdrowy?</p>
<p style="text-align:justify;">— Saksonia — mruknął po dłuższym milczeniu.</p>
<p style="text-align:justify;">Iskra zamilkła. Dłuższą chwilę wpatrywała się we własny kubek. Myśl, że zostawienie dzieciaka z Łużycami było błędem zakwitła jej w głowie. Dość się od Połabian nasłuchała o plemionach saskich, aby zacząć się obawiać. W pewnym stopniu mogła też zrozumieć wahanie Germanii. O tak, gdyby ten chłopak został znaleziony przez Połabian, to na jego miejscu też by się obawiała. Teraz trudno było jej wzbudzić w sobie większy lek o Łużyce. Mimo wszystko chłopak sięgał mu może do łokcia i był sam.</p>
<p style="text-align:justify;">— To prawda, że ich jest tam dwóch?</p>
<p style="text-align:justify;">c.d.n.</p>
<br />Filed under: <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/category/fanfiki/mix/burza/'>Burza</a>, <a href='http://malumnecessarium.wordpress.com/category/fanfiki/mix/'>Mix</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/malumnecessarium.wordpress.com/863/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/malumnecessarium.wordpress.com/863/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/malumnecessarium.wordpress.com/863/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/malumnecessarium.wordpress.com/863/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/malumnecessarium.wordpress.com/863/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/malumnecessarium.wordpress.com/863/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/malumnecessarium.wordpress.com/863/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/malumnecessarium.wordpress.com/863/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/malumnecessarium.wordpress.com/863/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/malumnecessarium.wordpress.com/863/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/malumnecessarium.wordpress.com/863/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/malumnecessarium.wordpress.com/863/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/malumnecessarium.wordpress.com/863/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/malumnecessarium.wordpress.com/863/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=malumnecessarium.wordpress.com&amp;blog=15436406&amp;post=863&amp;subd=malumnecessarium&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malumnecessarium.wordpress.com/2011/11/24/burza-cz-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/3ace1ed6ef8425230b7dad36d3ec8d23?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">Hybrydka</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
